Yifter the Shifter, czyli wielki zapomniany biegacz

1980 Olympic Games, Moscow, USSR, Men's 5000 Metres Final, Ethiopia's Miruts Yifter celebrates after winning the gold medal

fot. Getty images

Był rok 1980, lipiec. Mały etiopski chłopiec siedział przed radioodbiornikiem i jak miliony jego rodaków słuchał relacji z moskiewskich Igrzysk Olimpijskich. Spiker ogłaszał drugi złoty medal etiopskiego długodystansowca. Chłopiec postanowił, że kiedyś pójdzie w ślady mistrza.

Choć ten wstęp brzmi nieco jak scenariusz ckliwego filmu o sportowcach z krajów rozwijających się, to napisało go życie.

Tym chłopcem, który w niewielkiej chacie w Asseli kurczowo trzymał radio i drżał nie tylko z podniecnia wywołanego wielkim sukcesem swojego rodaka, ale też ze strachu, żeby ojciec, któremu wykradł radioobiornik nie dowiedział się, że zużywa drogie baterie na takie głupoty jak sport, był Haile Gebrselassie.

Jego żadnemu biegaczowi przedstawiać nie trzeba. Multimedalista mistrzostw świata, dwukrotny złoty medalista olimpijski w biegu na 10 000 metrów, wielokrotny rekordzista świata, również w maratonie. Przez lata nie miał sobie równych. Łamał bariery, przesuwał granice ludzkich możliwości i rozpalał wyobraźnię lekkoatletycznych kibiców.

Mimo to nigdy nie udało mu się powtórzyć sukcesu swojego mistrza. Miruts Yifter, bo o nim mowa w Moskwie zdobył dwa złote medale – w biegu na 5000 i 10 000 metrów. Gebrselassie przed IO w Sydnej zapowiadał, że spróbuje powtórzyć wyczyn swojego rodaka. Zdobył „tylko” złoto w biegu na 10 000.

„Yifter the Shifter” tajemniczy

Choć w Etiopii Yifter jest gwiazdą, to na Starym Kontynencie mało kto o nim pamięta. A przecież był wybitnym długodystansowecem. Wciąż nie urodził się biegacz, który potrafiłby na ostatnich 300 metrach przyspieszyć z taką lekkością jak Yifter. Zupełnie jakby wrzucał szósty bieg i odjeżdżał niczym Ferrari zostawiając w tyle peleton złożony z rodzinnych kombi. Ta umiejętność zaskarbiła mu sympatię współczesnych mu kibiców i zdobyła dla niego przydomek „The Shifter” (tłum. dźwignia zmiany biegów).

Choć na YouTubie można znaleźć kilka filmów pokazujących triumfalne biegi Etiopczyka, to on sam pozostaje postacią tajemniczą. Nikt na przykład nie zna dokładnej daty i miejsca urodzin Yiftera. Choć w oficjalnej metryce widnieje rok 1944, to przed biegiem na 10 000 metrów w Moskwie dziennikarze „Prawdy” spekulowali, że etiopski mistrz ma nie 36 lat, a 42 lata!

On sam nie chciał tego dementować. Żurnalistom odpowiadał:

Można wykraść mi kury, można wykraść mi owce, ale nikt nie wykradnie tajemnicy mojego wieku.

To nie jedyna tajemnica. Owiany nią jest też występ Yiftera na jego pierwszych igrzyskach w Monachium. Mimo że zakwalifkikował się do finałowego biegu na 5000 metrów, to w nim nie wystartował.

Jedna z plotek mówi, że to wina działaczy. Synowie etiopskich feudałów, rządzącej w kraju kasty, z której rekrutowali się urzędnicy, zabrali Mirutsa ze sobą na miasto. Panowie poszli się zabawić i o biegaczu zapomnieli. Miruts zgubił się, nie znał języka, nie wiedział, jak dotrzeć na stadion. Siedzącego na krawężniku, płaczącego biegacza znalazł kenijski sportowiec. Panowie dotarli na stadion, ale za późno. Finał wystartował wcześniej.

Sam atleta po latach wspominał, że nie wystartował przez indolencję swoich trenerów:

Zaprowadzili mnie do mix zony, żebym się rozgrzał i zostawili tam. A potem najzwyczajniej w świecie się spóźnili

Kilka dni wcześniej Yifter zdobył olimpijski brąz w biegu na 10 000 metrów. Mimo sukcesu, po powrocie do kraju został oskarżony o zdradę kraju. Zarzucano mu, że naumyślnie, powodowany politycznymi przesłankami nie wystartował. Cesarz Hajle Sellasje wtrącił Mirutsa do więzienia na 9 miesięcy.

Wydawać by się mogło, że to koniec kariery. Yifter jednak nie poddał się. Trenował w więzieniu. Pomagali mu strażnicy, którzy byli święcie przekonani, że biegacz zostanie wypuszczony na Igrzyska Afrykańskie i odniesie sukces.

Miruts Yifter

fot. Getty images

Strażnicy niczym prorocy przewidzieli przyszłość. Yifter opuścił więzienne mury, dołączył do reprezentacji w ostatniej chwili i w Lagos zdobył złoto w biegu na 10 000 metrów.

Montrealski bojkot

Polityka towarzyszyła karierza Mirutsa Yiftera jak cień. Podążała za nim krok w krok i nie pozwalała w pełni rozwinąć skrzydeł. Tak było z Igrzyskami w 1976 roku.

Yifter wywalczył kwfalifikację olimpijską na 5000 i 10 000 metrów. Reprezentacja poleciała nawet do Kanady i zakwaterowała się w wiosce olimpijskiej.

Wyszliśmy na poranny trening. Po powrocie przyszli do nas działacze i powiedzieli, że mamy pakować walizki. Wracamy do domu. Ból choć trochę koiła myśl, że robimy to w walce z Apartheidem

Powodem, dla którego afrykańskie państwa ogłosiły bojkot imprezy był udział Nowej Zelandii w Igrzyskach Olimpijskich. Reprezentacja rugby tego państwa, All Blacks wyłamała się ze światowej izolacji RPA i w kraju rządzonym przez rasistowski reżim zorganizowała tournee. MKOl mimo not protestacyjnych wielu państw nie zareagował i pozwolił Nowej Zelandii na uczestnictwo w montrealskich Igrzyskach. Wszystkie państwa afrykańskie poza Senegalem i Wybrzeżem Kości Słoniowej postanowiły, w geście solidarności z ciemiężonymi czarnoskórymi mieszkańcami RPA, nie występować na IO.

Znowu polityka nie dała o sobie zapomnieć.

Moskiewski dublet Yiftera

Kiedy jechał na Igrzyska do Moskwy w 1980 roku, według różnych źródeł miał od 36 do 42 lat. Rok wcześniej wygrał swoje koronne konkurencje na Pucharze Świata IAAF. Wówczas nie mistrzostw świata w lekkiej atletyce nie było. Taką rolę pełniły igrzyska. Puchar Świata był natomiast drugą pod względem prestiżu imprezą sporotwą.

Choć Igrzyska Olimpijskie w Moskwie również były zdominowane przez politykę, to tym razem nie pokrzyżowała ona planów Yifterowi. Owszem udzielił wywiadu „Prawdzie”, w której potępił bojkot IO przez USA i „inne imperialistyczne państwa”, ale do stolicy ZSRR przyjechał przede wszystkim biegać.

I to wyszło mu doskonale. Oba biegi rozegrał taktycznie i zastosował w nich swój klasyczny „shift”. Na 300 metrów przed metą atakował i urywał się przeciwnikom. Wpadał na metę sam, a kolejni zawodnicy wpadali po kilku sekundach.

300 metrów to doskonały moment – nie jest jeszcze za późno, ale też nie jest za wcześnie. Słuchasz kroków rywali. Na 3 okrążenia przed końcem czujesz motyle w brzuchu. Nim ktokolwiek się zorientuje, atakujesz!

Tak właśnie rozgrywał swoje biegi Miruts Yifter „the Shifter”. Zresztą sami zobaczcie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger