fbpx

Maratony pływackie

Autor: Paweł Rurak • 02.06.2013

Pływanie w wodach otwartych ma dużo dłuższe tradycje od triathlonu, w Polsce i na świecie. Mimo to bardzo rzadko może konkurować z zawodami triathlonowymi pod względem poziomu organizacji czy liczby uczestników. Może jednak doczekają się takiej popularności, na jaką zasługują?

Maratony były dla mnie odskocznią od żmudnych treningów „od ściany do ściany”, w dusznych, zamkniętych pomieszczeniach. Zwykle odbywały się w wakacje, poza głównym sezonem i były okazją do pościgania się ze znajomymi na nietypowych dystansach. Dodatkowo motywowały do aktywnego spędzania czasu poza sezonem – bo żeby wygrywać, trzeba było opływać się w zimnej wodzie. Temperatura nigdy nam jednak nie przeszkadzała, mimo że wyścigi trwały zwykle ponad godzinę. W lato jeziora są na tyle nagrzane, że nigdy nie spotkałem się z widokiem wyziębionego do granic zawodnika.

A czy maratony pływackie mogą mieć wartość dla triathlonisty? Zdecydowanie tak. Przede wszystkim motywują, by ścigać się w wodzie do samego końca, co nie zdarza się nigdy w wyścigu triathlonowym. Część wodną triathloniści traktują często po macoszemu, płyną tak, żeby zostawić sobie sporo rezerwy w walce na rowerze i bieganiu. Tutaj o oszczędzaniu sił myślą tylko maruderzy, a walka rozgrywa się aż do samego wybiegnięcia na plażę, czy uderzenia w tablicę. Nie ma lepszego treningu i jednocześnie świetnej zabawy. Żeby wyjść na czoło, trzeba kombinować z ustawieniem się w grupie – o umiejętności dobrej nawigacji już nie wspomnę. Wybór 2-3 takich imprez w roku to dobre uzupełnienie triathlonowego treningu. Oczywiście warunek jest jeden: mimo że nie są to zawody docelowe, maratonu pływackiego nie traktuje się jako treningu o średniej intensywności (co jest niestety częstą przypadłością wśród triathlonistów). Start oznacza maksymalny wysiłek i tylko taki przynosi oczekiwane rezultaty treningowe. W innym wypadku po prostu szkoda na to czasu. Triathlonistów może trochę odstraszać zakaz używania pianek, na które organizatorzy pozwalają bardzo rzadko, właściwie tylko w zawodach o charakterze lokalnym. Ponieważ oficjalnie obowiązują przepisy FINA, stroje startowe muszą być takie jak w normalnych zawodach basenowych (tekstylne oraz przed kolana). Według mnie możliwość wystartowania bez wsparcia sprzętu jest dla triathlonisty ogromną korzyścią treningową. Nie tylko pozwala zmierzyć się z innymi „na równych warunkach” (pływacy nigdy nie pływają w piankach), ale przede wszystkim motywuje do skupienia się na technice w treningu pływackim. To dla triathlonistów szansa na udowodnienie, że są w stanie pływać tak samo szybko jak pływacy. Jeśli chodzi o utrzymanie ciepła, warto się wcześniej zahartować, trenując w zimnej wodzie (bez pianki). Poza tym obecnie popularne są tłuste olejki do opalania czy wazelina. Kiedyś podobno smarowano się towotem, ale na szczęście te czasy odeszły w niepamięć. Bardzo dobrze, bo towot nie bardzo chciał schodzić z ciała i zostawał jeszcze kilka dni po wyścigu. Pozostałe zasady są takie same jak w wyścigach triathlonowych, choć każde zawody mają swoją lokalną specyfikę. Dobrą praktyką jest wcześniejszy przyjazd i upewnienie się co do zrozumienia trasy oraz zasad startu i finiszu.

Maratony pływackie odbywają się w całej Polsce, przede wszystkim na Mazurach, Pomorzu i Wielkopolsce. Najbardziej prestiżowym wyścigiem jest obecnie BCT Gdynia Marathon (reaktywowany morski klasyk), w którym można wystartować wyłącznie na zaproszenie organizatora. Powszechnie znany z dobrej organizacji i świetnych nagród jest cykl Grand Prix Wielkopolski, na który w tym roku składało się dziewięć imprez (mastersi docenią podział na kategorie wiekowe). Warto wziąć udział również w cyklu imprez dookoła mola w Sopocie czy maratonie w Olecku (z łódką wiosłową do wygrania). Typowy rozrzut dystansów to od 2 do 5 km, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Triathlon i pływanie długodystansowe zdecydowanie mogą iść ze sobą w parze, a maratony mogą być doskonałą okazją do startu na niestandardowym dystansie. I zapomniałbym o najważniejszym… bigos na mecie, po zakończonym wyścigu, smakuje po prostu nieziemsko!

Paweł Rurak, „Maratony pływackie”, Bieganie, styczeń-luty 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger