fbpx

Sprzęt > Akcesoria > Sprzęt

Mountain King Trail Blaze vs Dynafit X7 Pro – czyli porównanie kijków

otwarcie

Nie wszyscy poważają kije trekkingowe, ale prawda jest taka, że aby korzystać z nich efektywnie, trzeba umieć to robić. A jeśli już ktoś umie – wtedy niuanse dotyczące różnych modeli kijów zyskują na znaczeniu. Przetestowaliśmy dwa modele kijów biegowych, które cechują się całkiem niską masą, ale różną budową.

O ile markę Dynafit większość kojarzy choćby ze sprzętu narciarskiego, o tyle Mounatain King to w Polsce firma nieco anonimowa, a jak się okazuje – całkiem niesłusznie. Dynafit X7 Pro oraz Mountain King Trail Blaze to flagowe modele tych dwóch producentów, przeznaczone do użytku letniego, kosztujące odpowiednio 599 zł oraz 419 zł. Obydwa modele cechują się niską masą, Aluminiowe Trail Blaze ważą 260 g para, natomiast karbonowe Dynafity około 440 g. Różnica wagowa wydaje się całkiem spora, ale jest to uzasadnione różną budową, która wpływa na komfort użytkowania kijów.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

System składania kijów Trail Blaze jest bardzo prosty: cieńszy koniec rurki wchodzi w grubszy, a wszystko jest ściągane linką. Fot. Jarosław Sekuła

Budowa

Popularne wśród biegaczy kije są zazwyczaj „łamane”, nie są to modele teleskopowe. Tak samo jest w przypadku obydwu modeli, ale mimo pozornego podobieństwa systemów, są one jednak diametralnie różne. Trail Blaze składają się z czterech segmentów, które wchodzą w siebie jak rurki odkurzacza. Aby całość się trzymała, przez środek poprowadzona jest elastyczna linka (przyczepiona do pierwszego i ostatniego segmentu), którą ściągamy całą konstrukcję. Rozwiązanie bajecznie proste, pozbawione jakiejkolwiek filozofii. Kije wykonano z aluminiowych rurek o bardzo małej średnicy, dzięki czemu są ekstremalnie małe po spakowaniu. Wadą takiego rozwiązania jest stała długość kija, nie ma możliwości regulacji, więc trzeba z uwagą dobrać rozmiar.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA    KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Kije Dynafita składają się na dwie części (mechanizm skręcany na zdjęciu po lewej) oraz dodatkowo teleskopowo (blokowanie powerlock na zdjęciu po prawej) – można regulować wysokość kijów. Fot. Jarosław Sekuła

Dynafit to konstrukcja cięższa, ale też znacznie bardziej skomplikowana. Kijki składają się na dwie części, a nie – tak jak na zdjęciach producenta – na trzy. Niech nikt nie próbuje rozłączać dolnego elementu, który wygląda na odczepiany, bowiem w odróżnieniu od wykonanej z karbonu zasadniczej części jest aluminiowy, a konkretnie wykonany z titanalu, co jest zmyłką. Kierując się zdjęciami, na których dolny segment się składa, usilne próby złożenia kijów w tym miejscu mogą skończyć się ich zniszczeniem. Górna część wraz z rączką jest zamontowana na aluminiowej rurce, która teleskopowo wchodzi w karbonowy segment, a blokowana jest przy pomocy zacisku powerlock, dzięki czemu możliwa jest regulacja długości w zakresie 20 cm. Kijek jest co prawda łamany i posiada w środku linkę, ale zapobiega ona tylko zgubieniu segmentów, gdy kij jest rozłożony, segmenty są skręcane i to ten mechanizm trzyma kij w całości.

Dynafit X7 pro, Mountain King Trail blaze

Trail Blaze przy X7 Pto wyglądają jak miniaturki. Aluminiowa końcówka w Dynafitach nie jest składana, mimo że na zdjęciach producenta wygląda to inaczej. Fot Jarosław Sekuła

Wymiary

Różna budowa sprawia, że kije spakowane do transportu znacząco różnią się rozmiarami. Trail Blaze są w tej dziedzinie bezkonkurencyjne. Są wręcz absurdalnie małe – tak małe, że można je zapakować do kieszonki na szelkach w plecaku/kamizelce biegowym Salomona, ale uwaga: do niektórych standardowych mocowań stosowanych w plecakach mogą być nawet za krótkie. Co ciekawe, po włożeniu kijków do plecaka Salomona wystają one tak niewiele, że bez problemu można założyć kurtkę (plecak pod kurtką), a dzięki temu można oszczędzić sporo czasu, bo nie trzeba ściągać plecaka. Długość to zaledwie 35 cm, a średnica 3 cm (5 cm razem z rączką). Słowo „kompaktowe” to zdecydowanie za mało, wymiary są absolutnie rewelacyjne, dzięki czemu kije można mieć niemal zawsze przy sobie, a sprzyja temu także bardzo niska masa (jedne z najlżejszych kijów na rynku). Można mieć je spakowane i wyciągnąć tylko na najtrudniejszy odcinek. Są tak małe, że można je nawet zabrać jako rozwiązanie awaryjne na wypadek dużego kryzysu na podejściu. Ich poręczność po prostu zachwyca i Dynafit X7 Pro mają przy nich zgrabność siekiery. Nie dość, że rurki są grubsze, to przez składanie się tylko na dwie części mają aż 65 cm długości, czyli niemal dwa razy tyle co Mountain King. Złożenie na dwie części ma tą zaletę, że spakowane nie będą zbyt grube, choć w sumie podobnie jak Trail Blaze złożone na cztery części. Taka długość sprawia, że kije często łatwiej wsadzić pod plecak/kamizelkę, niż korzystać z często symbolicznych systemów troczenia jakie są w plecakach biegowych. Oczywiście kurtki na plecak z tymi kijami nie założymy.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Mountain King Trail Blaze po złożeniu na cztery części ma niewiele większą średnicę niż łamane na dwa Dynafity X7 Pro. Fot. Jarosław Sekuła

Kije w praktyce

Działanie kija jest jeszcze prostsze niż konstrukcja cepa, trzeba się po prostu odepchnąć, choć niektórym nawet ta czynność sprawia kłopot i kijek staje się laską. Mimo że z pozoru jest to wyposażenie wręcz prostackie, to w „działaniu” różnice są zaskakująco duże. Już sama różnica wagi jest odczuwalna. Brytyjskie kijki są tak lekkie, że właściwie nie czuć ich w rękach, operacje nie wymagają w zasadzie użycia siły i można się skupić na odepchnięciu. Dynafity, mimo że w dalszym ciągu należą do bardzo lekkich modeli, są już odczuwalne. O ile w przypadku standardowych ruchów na podejściu waga nie przeszkadza, to czuć ją bardziej przy różnych manewrach, gdy np. trzeba przejść przez drzewa i kijek trzymamy czasem bardziej poziomo niż pionowo. Duża w tym zasługa cięższej aluminiowej dolnej części (dzięki temu jest mocniejsza i bardziej odporna na kontakt z kamieniami niż karbon), przez co jest większa bezwładność końca kijka. Oczywiście nie jest to kłopotliwe czy męczące, ale w porównaniu do Trail Blaze, szczególnie po kilku godzinach, bardziej je czuć i manewrowanie wymaga więcej siły.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kije Dynafit X7 Pro w akcji na biegu 6 x Babia Góra. Fot. Katarzyna Wąsowicz

Największą różnicę czuć jednak na łączeniach segmentów. System zastosowany w Dynaficie jest zdecydowanie pewniejszy, choć wymaga uwagi przed pierwszym użyciem i solidnego skręcenia. Elementy karbonowe są znacznie bardziej śliskie, dlatego należy je mocno skręcać. Przyzwyczajony do modeli aluminiowych, X7 Pro skręcałem z podobną siłą, co okazywało się niewystarczające i kije się luzowały. Karbonowe segmenty trzeba solidnie skręcać, aby uniknąć niespodzianki.

Druga sprawa to system powerlock, którym regulujemy teleskopowo wysokość rączki. Jest to niby bardzo pewne rozwiązanie, ale po całym dniu użytkowania kije skróciły się o kilka centymetrów. Co prawda regulacja jest bardzo szybka, ale nawet tych sekund lepiej nie tracić na biegu. Warto więc przed pierwszy startem nieco poużywać kijów, sprawdzić, czy system zatrzaskowy nie przepuszcza, a jeśli tak, to podkręcić śrubę, aby zwiększyć siłę ścisku. Po wykonaniu tych czynności o kijach można zapomnieć, nie ma mowy o luzowaniu, składaniu się czy jakichkolwiek niepożądanych zdarzeniach. Można wkładać ogromną siłę w wybicie i możemy być pewni, że nic się nie stanie. System w Trail Blaze pod tym względem przegrywa. Łączenie rurek na wcisk i ściągnięcie ich linką nie może się równać z wyrafinowanymi rozwiązaniami Dynafita. Owszem, kijki szybko się składa, ale nie trzymają się one tak pewnie. Co prawda nie jest to system teleskopowy, więc nie ma ryzyka, że kije się złożą, co może być niebezpieczne, ale jest ryzyko, że się rozłożą. Może brzmi to nieco dziwacznie, ale tak jest. W momencie gdy wbijemy kijek w ziemię/błoto czy lekko zaklinuje się on w kamieniach, podczas wyciągania linka trzymająca całą konstrukcję się rozciągnie, a segmenty zaczną z siebie wychodzić. Istnieje raczej mała szansa, że segmenty całkowicie się rozłączą (mi się to nigdy nie zdarzyło), ale nie jest to przyjemne uczucie i nawet bardzo mocne zaciągnięcie sznurka nie jest w stanie całkowicie tego zjawiska wyeliminować. Tak naprawdę zaczyna to poważniej przeszkadzać w błocie, gdy kijki głęboko się wbijają, wtedy często przy wyciąganiu lekko się „rozciągają”, by po chwili elastyczny sznurek wszystko ściągnął do pozycji wyjściowej i bywa to irytujące. Ekstremalna kuracja odchudzająca kije miała też pewien wpływ na sztywność.

foto-uchw14_02_mz_20140809_102539

Kije Mountain King Trail Blaze w akcji na Chudym Wawrzyńcu. Fot. FotoMaraton

Trail Blaze przy naprawdę mocnym korzystaniu z rąk uginają się (choć w sumie zaskakująco mało jak na tak niską masę i pozytywnie zaskakują), dla cięższych osób, które bardziej mogą korzystać z kijów jak z laski, raczej się nie nadają, ale lżejsi zawodnicy nie powinni być zawiedzeni. Nie są tak sztywne jak Dynafity, to oczywiste, ale przy tak niskiej masie i małych wymiarach sztywność jest zdecydowanie do zaakceptowania. Przy cięższych osobach zaczną zbytnio się uginać i sprężynować, a łączenia szybko się wyrobią i pojawi się luz. Ten luz obniża także nieco komfort użytkowania i pogarsza sztywność, nie jest może jakiś znaczący, ale im mocniej się używa kijów, tym bardziej go czuć. Kije Dynafita to w zasadzie monolit, jak kije narciarskie. Braki sztywności? Takie coś nie występuje, kije są sztywne i doskonale przenoszą energię. Nie uginają się, nie ma luzu i nie ma co się więcej rozpisywać, bo jest świetnie.

10622799_1548749028682175_7812078130695739346_n   ultra-babia

Fot. sietrenuje oraz Krzysztof Nagacz

Trwałość

Kije może nie przeszły jakiejś strasznej szkoły przetrwania, ale brały udział w kilku długich biegach górskich, w tym choćby w pamiętnej 6 x Babia, oraz odwiedziły bardziej turystycznie Tatry i inne górki. W Trail Blaze pojawił się po dwóch miesiącach delikatny luz na łączeniu dwóch segmentów w jednym kiju. Ku mojemu zaskoczeniu, mimo cieniutkich rurek, nie widać żadnych innych defektów, kijki są proste, nie posiadają wgnieceń, a nawet malowanie się trzyma.

Dynafity były traktowane bardziej brutalnie i w kilku momentach obawiałem się, a nawet byłem pewny, że karbon strzeli, ale kije wyszły bez szwanku i nic nie można im zarzucić. Obydwie pary okazały się wytrzymałe, ale podczas użytkowania Trail Blaze miałem świadomość, że to produkt z najniższej kategorii wagowej i na nieco mniej sobie pozwalałem – wydaje się, że nie wytrzymałby tego, co Dynafity, ale do używania biegowego obydwa modele się nadają.

Podsumowanie

Które kijki wybrać? Trudne pytanie, najlepiej obydwie pary. Ich przeznaczenie jest nieco inne, dlatego doskonale mogą się uzupełniać. X7 Pro to uniwersalne kije, które znakomicie sprawdzają się na najtrudniejszych trasach, gdzie są niemal cały czas w użyciu. Są mocne, sztywne, bardzo uniwersalne (nadadzą się nawet pod ciężki plecak) i mimo że karbonowe, to w porównaniu to Mountian King nieco toporne, ale dzięki temu podołają najpodlejszym sytuacjom.

Trail Blaze są delikatniejsze i ekstremalnie lekkie, dlatego można je zabierać niemal na każdy bieg, nawet gdy będą użyte tylko na wybranych, czasem dosyć krótkich fragmentach. Gdybym miał wybrać jedną parę i tylko do biegania, to wybór padłby pewnie na Trail Blaze ze względu na miniaturową konstrukcję i niską wagę. Jeśli miałbym wybrać jedne kije, które miałyby mi służyć także do turystyki, to wziąłbym Dynafity, które wytrzymają więcej, są sztywniejsze i pewniej się z nimi porusza. Producent musi jednak poprawić opis produktu, nie wyobrażam sobie złości osoby, która kupi kijki za ponad 500 zł i zniszczy je przed pierwszym użyciem przy próbie odkręcenia aluminiowego segmentu.

mm
Jarosław Sekuła

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

W ramach Akcji Treningowej do 16. Półmaratonu Warszawskiego ruszamy z cyklem transmisji na żywo z udziałem naszych ekspertów i gości. Tematem pierwszego spotkania będzie korzystanie z przygotowanych przez nas planów treningowych. Osoby przygotowujące się do […]

Transmisja live: “Jak korzystać z planów treningowych?”

Chociaż wielu biegaczy wciąż jeszcze ma przed sobą ostatnie jesienne starty, nadchodzi najwyższy czas, żeby pomyśleć o planach na kolejny rok. Wiosna to tradycyjny okres półmaratonów, dlatego osoby, które w przyszłym roku planują debiut na 21,097 km już powinny rozpocząć przygotowania.

Przygotowania do 16. Półmaratonu Warszawskiego- 5 porad dla początkujących

Plany treningowe przygotowane są w dwóch wersjach z myślą o osobach trenujących 3 i 4 razy w tygodniu. Plany zostały skomponowane w taki sposób, by korzystać z nich mogły osoby na różnym stopniu zaawansowania. Niezależnie […]

Plany treningowe do 16. Półmaratonu Warszawskiego

Nowy Rok – nowa czy nowy Ty, wiadomo! Ale zanim na poważnie wkręcisz się w bieganie, przeczytaj 5 złotych rad, bez których będzie dużo, dużo trudniej. Udziela ich biegacz z 23-letnim stażem.

Zacznij biegać – 5 złotych zasad

Czy jest możliwe pokonanie półmaratonu bez treningu? Czy da się osiągnąć dobry wynik, biegając tylko 2 razy w tygodniu? A jak dużo to już za dużo? Zapraszamy do lektury artykułu, z którego dowiecie się jak […]

Jak często i ile trzeba biegać, by przygotować się do startu w półmaratonie?

Koniec roku to doskonały moment na podjęcie planów i postanowień na kolejne miesiące. Warto obrać sobie już teraz jasny cel i z myślą o nim zacząć przygotowania. Doskonałym pomysłem na inaugurację sezonu jest start w […]

Twój sezon wystartuje w Warszawie! Rusza akcja treningowa

Niedawno na rynku ukazała się nowa odsłona smartwatcha Huami Amazfit GTR3. To zegarek, który łączy w sobie klasyczną elegancję z nowoczesną funkcjonalnością. Dzięki czujnikowi BioTracker, wbudowanemu czujnikowi GPS i 150 trybom sportowym ma być dobrym […]

Huami Amazfit GTR3 – czy to dobry smartwatch dla biegacza? [RECENZJA]

Rynek suplementów jest potężny. Gdyby wierzyć we wszechobecny marketing, codziennie łykalibyśmy pełne garści tabletek. Tymczasem… wiemy, które suplementy działają i które warto brać. Działa tylko kilka i nie tak, jak myślicie. Plemiona pierwotne wierzą, że […]

Suplementy dla biegaczy – które warto brać?