Archiwa tagu: Chicago Marathon

Spcs. Leonard Korir and Shadrack Kipchichir finish 14th and 19th respectively in the men's 3,000-meter run Aug. 13 at the 2016 Rio Olympic Games in Rio de Janeiro. Both Soldiers in the U.S. Army World Class Athlete Program turned in their season-best performaces, with Korir finishing in 27 minutes, 58.65 seconds and Kipchirchir clocked at 27:58.32. Mohamed Farah of Great Britain successfully defended his Olympic crown by winning the race in 27:05.17. Paul Kipnetech Tanui of Kenya took the silver in 27:05.64, and Tamirat Tola of Ethiopia claimed the bronze in 27:06.27. U.S. Army photo by Tim Hipps, IMCOM Public Affairs #SoldierOlympians #ArmyOlympians #ArmyTeam #TeamUSA #RoadToRio #ArmyStrong #GoArmy

Suguru Osako pobił rekord Japonii i zarobił 100 milionów jenów, ale… wciąż nie jest pewny kwalifikacji olimpijskiej!

Spcs. Leonard Korir and Shadrack Kipchichir finish 14th and 19th respectively in the men's 3,000-meter run Aug. 13 at the 2016 Rio Olympic Games in Rio de Janeiro. Both Soldiers in the U.S. Army World Class Athlete Program turned in their season-best performaces, with Korir finishing in 27 minutes, 58.65 seconds and Kipchirchir clocked at 27:58.32. Mohamed Farah of Great Britain successfully defended his Olympic crown by winning the race in 27:05.17. Paul Kipnetech Tanui of Kenya took the silver in 27:05.64, and Tamirat Tola of Ethiopia claimed the bronze in 27:06.27. U.S. Army photo by Tim Hipps, IMCOM Public Affairs #SoldierOlympians #ArmyOlympians #ArmyTeam #TeamUSA #RoadToRio #ArmyStrong #GoArmy

Suguru Osako podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016. U.S. Army photo by Tim Hipps [Public domain], via Wikimedia Commons

Cichym bohaterem rozegranego niedawno maratonu w Chicago był Suguru Osako. Zajął 3. miejsce i pobił rekord swojego kraju z fenomenalnym czasem 2:05:50. Za swój wyczyn otrzymał 100 milionów jenów (ok. 3,3 mln zł). Jednak nawet ten wyczyn nie daje mu pewnego miejsca w reprezentacji Japonii na Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020.

Przed maratonem w Chicago oczy całego biegowego świata były zwrócone na pojedynek niedawnych kolegów z jednej drużyny: Mo Faraha i Galena Ruppa. Obaj pobiegli na wysokim poziomie, a ten pierwszy ustanowił rekord Europy i wygrał prestiżowy maraton. Występ Ruppa rozczarował nieco Amerykanów, gdyż dobiegł jako 5., ale czas 2:06:21 wstydu mu nie przynosi. W tle tej rywalizacji pozostawał inny z biegaczy grupy Nike Oregon Project – Suguru Osako, dla którego bieg w Chicago okazał się szczególnie szczęśliwy.

Chłopak ze smykałką do biegania

Niewysoki (170 cm wzrostu) Japończyk od lat zapowiadał się na biegacza dużego formatu. Już jako junior należał do krajowej czołówki, co w Japonii oznacza naprawdę szybkiego biegacza. W 2010 r. odwiedził Polskę, startując w Bydgoszczy w Mistrzostwach Świata Juniorów w biegach przełajowych, gdzie zajął 32. miejsce w biegu na 8 km. Jednak największym osiągnięciem Osako z tamtego sezonu było zwycięstwo w półmaratonie w Ageo. W tym biegu osiągnął czas 1:01:47 i ustanowił rekord Japonii w półmaratonie w kategorii juniorów. Po międzynarodowe laury zaczął sięgać w 2011 r., wygrywając bieg na 10 000 m podczas Uniwersjady rozgrywanej w Shenzen.

W kolejnych latach Osako skupił się na rozwijaniu swojej kariery na bieżni, jednak nie odniósł spektakularnych sukcesów na arenie międzynarodowej. Owszem, ustanowił aktualne do dziś rekordy Japonii na 3000 m (7:40,09 w 2014 r.) i na 5000 m (13:08,40 w 2015 r.), ale jedynym medalem z większej imprezy było srebro w biegu na 10 000 m w Mistrzostwach Azji w 2014 r. Na Mistrzostwach Świata zajmował odległe lokaty (21. w biegu na 10 000 m w 2013 r. i 22. w biegu na 5000 m w 2015 r.).

Po Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie odpadł w eliminacjach biegu na 5000 m i zajął 17. miejsce na dystansie dwukrotnie dłuższym, Osako postanowił dalej rozwijać swój potencjał w biegach ulicznych. Jak się okazało, to właśnie na ulicy jego potencjał ujawnił się w największym stopniu. W lutym 2017 r. poprawił swoją życiówkę w półmaratonie (1:01:13), a w kwietniu w Bostonie zadebiutował na królewskim dystansie. I był to bardzo udany debiut, gdyż stanął na najniższym stopniu podium, osiągając czas 2:10:28.

Maratońska nadzieja Japończyków

Osako błyskawicznie stał się jedną z nadziei Japończyków na międzynarodowe sukcesy w maratonie. I w swoim drugim starcie maratońskim te nadzieje rozpalił jeszcze bardziej, zajmując 3. miejsce w Fukuoce w 2017 r., w tym samym biegu, w którym Norweg Sondre Moen ustanowił rekord Europy. Czas 2:07:19 zapewnił mu prawo startu w japońskich kwalifikacjach olimpijskich, które zostaną rozegrane we wrześniu 2019 r.

Sam bieg kwalifikacyjny nie będzie jednak przypominał amerykańskich Olympic Trials. Japończycy, chcąc w Tokio w 2020 r. nawiązać do najlepszych maratońskich tradycji sprzed lat, bardzo wysoko postawili poprzeczkę swoim biegaczom. Aby w ogóle móc wystartować w kwalifikacjach olimpijskich, zawodnicy muszą jednokrotnie uzyskać czas poniżej 2:08:30 w międzynarodowym maratonie, którego trasa pozwala na ustanawianie oficjalnych rekordów na podstawie przepisów IAAF, lub osiągnąć średnią 2:11:00 lub lepszą z 2 takich maratonów. Jeśli startują w wybranych maratonach w Japonii, muszą najczęściej pobiec co najmniej 2:11 albo 2:10. To spowoduje, że w przeciwieństwie do systemu amerykańskiego, w kwalifikacjach udział weźmie prawdopodobnie ok. 20-30 biegaczy, nie zaś ponad 100 jak w USA.

2013 ING New York City Marathon. Yuki Kawauchi. Fot. Getty Images

Yuki Kawauchi jest jednym z kilkunastu japońskich maratończyków, którzy są już pewnie startu w kwalifikacjach olimpijskich w Japonii w 2019 r. Fot. Getty Images

To jednak nie koniec komplikacji. Z krajowych kwalifikacji automatycznie prawo startu na Igrzyskach uzyska tylko zwycięzca. Biegacze z miejsc 2. i 3., aby być pewni startu w Tokio muszą osiągnąć czas 2:05:30 lub lepszy. Inną możliwą drogą jest pobiegnięcie poniżej tego wyniku w międzynarodowym maratonie, którego trasa spełnia wymagania IAAF – tacy biegacze mogą być wzięci pod uwagę przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji. Wdrażając tak skomplikowany, a przede wszystkim wymagający system Japończycy chcą wyłonić zawodników, którzy będą w stanie walczyć w Tokio o medale olimpijskie. Choć bieganie można uznać za narodowy sport w Kraju Kwitnącej Wiśni, w swojej historii mieli tylko 1 mistrza olimpijskiego w maratonie (1936 r. Son Kitei, który na dodatek był Koreańczykiem, ale startował w barwach Japonii, gdyż Japonia okupowała wówczas Koreę), zaś ostatni olimpijski krążek na 42,195 km wywalczyli w Barcelonie w 1992 r. (Koichi Morichita – srebro).

W tym szaleństwie jest metoda

Zasady kwalifikacji do olimpijskiego maratonu ustalone przez japońską federację zostały ogłoszone na początku 2017 r. Przypomnijmy, że minimum, które daje niemal pewność występu w Tokio to czas 2:05:30. To oznaczało, że wyznaczono je na poziomie o… 46 sekund lepszym niż ówczesny rekord Japonii! Wynik 2:06:16 należący do Toshinariego Takaoki był rekordem kraju od 2002 r. – wówczas Takaoka zajął 3. miejsce w Chicago.

Chociaż sprawia to wrażenie absurdu, co ciekawe, ten system wydaje się przynosić efekty. Sam plan wyniesienia japońskiego maratonu na wyższy poziom (projekt „Exceed”) zaczął być realizowany jeszcze wcześniej, bo w 2015 r. kiedy ogłoszono, że zawodnik, który pobije rekord kraju na królewskim dystansie otrzyma 100 milionów jenów. Rozbicie banku zajęło biegaczom z Kraju Kwitnącej Wiśni 3 lata. Pierwszym, który tego dokonał był Yuta Shitara, biegnąc w Tokio 2:06:11.

Osiągnięcie Shitary odbiło się głośnym echem głównie ze względu na pobudzającą wyobraźnię nagrodę finansową. Jednak jego wynik nie utrzymał się na szczycie nawet przez 8 miesięcy. Dynamicznie rozwijająca się kariera maratońska Suguru Osako została dostrzeżona przez biegowy świat i niektórzy typowali, że w Chicago może pokusić się o poprawienie tego czasu. Zwłaszcza, że miesiąc wcześniej Osako w samotnym biegu poprawił rekord życiowy w półmaratonie (1:01:01), sygnalizując wysoką dyspozycję.

I rzeczywiście, chociaż w Chicago dobiegł na 3. pozycji w klasyfikacji generalnej, to dzięki rezultatowi o 21 sekund lepszemu niż dotychczasowy rekord Japonii (pobiegł dokładnie 2:05:50), to on w największym stopniu zasilił swoje konto, otrzymując nagrodę w wysokości 100 milionów jenów. Dla organizatorów projektu „Exceed” oznacza to konieczność dokonania już drugiej wypłaty w 2018 r. Jednak można to uznać za spory sukces całego przedsięwzięcia, choć ostatecznie jego powodzenie zweryfikują Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 r.

Czy Osako wystartuje w Tokio?

Maraton w Chicago był 3. w karierze Osako. Świeżo upieczony rekordzista Japonii po raz 3. zajął 3. miejsce i po raz 3. ustanowił rekord życiowy na królewskim dystansie. Do biegów z nim szczęście mają również Europejczycy – po raz 2. w tym samym biegu, w którym Japończyk poprawiał swoją życiówkę, padł rekord Europy. Wcześniej dokonał tego Sondre Moen, tym razem Mo Farah.

Czas Osako daje mu w tym momencie 2. lub 3. miejsce na liście najszybszych maratończyków wszechczasów urodzonych poza Afryką. Ta klasyfikacja zależy od tego, czy wynik Ryana Halla z Bostonu z 2011 r., osiągnięty na nieregulaminowej, spadkowej trasie (2:04:58) wliczamy do tej klasyfikacji, czy nie. Jednak bez względu na to zestawienie, w świetle wyżej opisanych zasad, tak fenomenalny czas wciąż nie daje mu pewności startu na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Osako zdaje się tym jednak nie martwić, razem w trenerem Pete’m Julianem zapowiadają, że są gotowi stawić czoła wymagającej konkurencji.

Mo Farah na zawodach Diamentowej Ligi w Birmingham. Fot. Getty Images 538258950

Bank of America Chicago Marathon: Rekord Europy i zwycięstwo Mo Faraha

Mo Farah na zawodach Diamentowej Ligi w Birmingham. Fot. Getty Images 538258950

Mo Farah został zwycięzcą 41. edycji Chicago Marathon. Pomimo deszczowych warunków Brytyjczyk okrasił swój tryumf rekordem Europy. Wśród kobiet bezkonkurencyjna okazała się Birgid Kosgei.

To miał być bieg pełen emocji i rzeczywiście trzymał w napięciu do ostatniego kilometra. Bank of America Chicago Marathon padł łupem Mo Faraha, który pokazał, że również na królewskim dystansie potrafi być niezwykle skuteczny. Taktyka i styl, w jakim rozprawił się z rywalami przypominały jego najlepsze lata z czasów, kiedy ścigał się na bieżni.

Zawodnicy ruszyli w dość spokojnym tempie, jak na tak silną stawkę. 10 km pokonane w 30:11 nie zapowiadało fenomenalnego wyniku na mecie. Jednak z czasem biegacze zaczęli się rozkręcać i już na półmetku zegar wskazał 1:03:02. Na czele znajdowało się wówczas 13 zawodników, a na końcu tej grupki spokojnie podążał Mo Farah. W pewnym momencie 4 biegaczy odskoczyło do przodu, tworząc kilkunasto, a nawet kilkudziesięciometrową przewagę nad Farahem i biegnącymi z nim Galenem Ruppem i Suguru Osako. Jednak trójka trenująca kiedyś wspólnie w barwach Nike Oregon Project u Alberto Salazara odrobiła straty.

Tempo wciąż narastało. Na 4-5 kilometrów przed metą zaczęło być jasne, że walka o końcowy truymf rozegra się pomiędzy Farahem a Mosinetem Geremewem, tegorocznym zwycięzcą maratonu w Dubaju. Panowie biegli razem do ostatniego kilometra, kiedy na atak zdecydował się Brytyjczyk. I wówczas słynny Mo przypomniał o swojej przeszłości z bieżni. Potrzebował zaledwie kilkunastu kroków, by pozbawić rywala jakichkolwiek złudzeń. W obliczu tych zdarzeń Geremew postanowił bronić 2. pozycji, zaś Farah pognał do mety. Kiedy unosił ręce w geście zwycięstwa, zegar wskazywał 2:05:11, co oznacza, że rozprawił się z niespełna rocznym rekordem Europy Sondre Moen’a.

Na kolejnych pozycjach dobiegli Mosinet Geremew i Japończyk Suguru Osako, osiągając sensacyjny czas 2:05:50, który jest nowym rekordem Japonii. Tym samym Osako zarobił 100 milionów jenów (prawie 3,3 miliona złotych). Jako 5. linię mety minął pierwszy Amerykanin – Galen Rupp z czasem 2:06:21.

Wyścig kobiet rozstrzygnął się po 25 kilometrach. Do tego momentu na czele znajdowało się 5 najmocniejszych teoretycznie zawodniczek: Brigid Kosgei, Florence Kiplagat, Roza Dereje, Shure Demise i Birhane Dibaba. Wówczas mocne tempo zaczęła dyktować Kosgei, gubiąc poszczególne rywalki na kolejnych kilometrach. Meldując się na 35. kilometrze miała już wystarczającą przewagę, by móc ryzykować stwierdzenie, że nikt jej nie dogoni. I rzeczywiście dobiegła do mety z czasem 2:18:35, dającym jej 7. miejsce na listach all-time. Podium uzupełniły Etiopki – Roza Dereje (2:21:18) i Shure Demise (2:22:15).

Ciekawostką jest, że zarówno wśród kobiet jak i panów zwycięzcy pokonali trasę taktyką negative split. Farah pokonał drugą część dystansu o minutę szybciej niż pierwszą, zaś Kosgei pobiegła o 1,5 minuty szybciej. To kolejny tegoroczny duży maraton, w którym taki sposób biegu zdaje egzamin.

Gallen Rupp wygrywa Chicago Marathon  2017 ( by Dylan Buell/Getty Images)

Kenijczycy pokonani w maratonie w Chicago

Gallen Rupp wygrywa Chicago Marathon  2017 ( by Dylan Buell/Getty Images)

Galen Rupp wygrywa Chicago Marathon 2017 ( by Dylan Buell/Getty Images)

Maraton w Chicago okazał się szczęśliwy dla gospodarzy. Amerykanin Galen Rupp zwyciężył w biegu męskim z życiówką 2:09:20, a trzecia wśród kobiet Jordan Hasay uzyskuje fantastyczny wynik – 2:20:57. Polka Karolina Nadolska nie ukończyła biegu.

Amerykańskie maratony przechodzą w ostatnich latach duże przeobrażenia – przede wszystkim rezygnują z udziału „zająców”. To z jednej strony poprawia widowiskowość, ale z drugiej sprawia, że wyniki na mecie są wyraźnie słabsze. Chyba że trafi się taki fenomen jak Etiopka Tirunesh Dibaba. Trzykrotka mistrzyni olimpijska w tegorocznej edycji maratonu w Chicago nie przejmowała się brakiem zawodniczek nadających tempo i sama ruszyła od startu bardzo mocno. Po kolei wykruszała rywalki i na metę wpadła niezagrożona w znakomitym czasie – 2:18:31. Co zaskakujące, jedną z towarzyszących jej zawodniczek była bardzo długo Amerykanka Jordan Hasay. 26-letnia partnerka treningowa Galena Ruppa przed laty została uznana za wielki talent biegowy, ale na bieżni trochę rozczarowywała. Odżyła w maratonie, w tym roku uzyskując w debiucie w Bostonie czas 2:23:00, a w Chicago poprawiając go na fenomenalne 2:20:57. To drugi wynik w historii USA i jeden z najlepszych na świecie uzyskany kiedykolwiek przez zawodniczkę spoza Afryki.

Tematem dnia było jednak zwycięstwo Galena Ruppa. Amerykanin dokonał tego po bardzo wolnym biegu i mocnych ostatnich siedmiu kilometrach. Przez pierwsze półtorej godziny w Chicago działo się niewiele, a prognozowany wynik na mecie wynosił 2:11-2:12. Bardzo słabo jak na szybki maraton serii Majors, a mimo to kolejni rywale powoli odpadali. Rekordzista świata, Dennis Kimetto, zszedł krótko po połowie trasy, potwierdzając, że jego doskonałe wyniki to chyba już tylko przeszłość. Kontuzjowany Kenijczyk Stanley Biwott poddał się niewiele później. Rekordzista świata w półmaratonie, Zersenay Tadese, kolejny raz pokazał, że maraton to nie dystans dla niego. Długo trzymał się dwukrotny maratoński mistrz świata i zwycięzca z Chicago z zeszłego roku, Kenijczyk Abel Kirui, doskonale znany polskim kibicom, bo przed laty brał udział w wielu biegach ulicznych w naszym kraju. Po 35 kilometrach Rupp zdecydował jednak, że dość tego czajenia. Kolejny kilometr pokonał w 2 minuty i 50 sekund i szybko został sam na czele stawki. Przyspieszenie było na tyle mocne, że na mecie Amerykanin cieszył się jeszcze z życiówki – 2:09:20.

Zwycięstwo Ruppa to nowość w największych maratonach świata, zdominowanych przez Kenijczyków i Etiopczyków. Amerykanie niby mieli już swoich zwycięzców we własnych mocnych maratonach – przed laty Khalida Khannouciego i niedawno Meba Keflezighiego, ale byli to jednak Afrykanie z przyznanym obywatelstwem. Galen Rupp to chłopak z sąsiedztwa, który nie dorastał w górach Afryki i nie biegał do szkoły jako dziecko. Nawet pokonany Abel Kirui skomentował jego zwycięstwo w znamienny sposób: że pokazuje ono, że z Kenijczykami można rywalizować. Ich dominacja w światowym maratonie zrobiła się nużąca, obecność Ruppa daje nadzieję na zmianę sytuacji. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na to, co pisałem w zapowiedzi: że stawka była mocno rozwodniona. Rywale mocni na papierze, ale w praktyce w słabej dyspozycji, co było do przewidzenia jeszcze przed startem. Rupp kolejny raz udowadnia, że podobnie jak były partner treningowy, Brytyjczyk Mo Farah, jest doskonałym taktykiem, bardzo trudnym do pokonania na finiszu. Czy jednak jest w stanie uzyskać wynik na poziomie światowej czołówki, nie wspominając o zbliżeniu się do rekordu świata? Jest to chyba ostatnia sprawa, która pozostała mu do udowodnienia, po zdobyciu medali olimpijskich na 10 000 metrów oraz w maratonie.

Fantastyczny wynik Tirunesh Dibaby daje nadzieję, że rekord świata Pauli Radcliffe – 2:15:22 – może zostać wkrótce poprawiony. Etiopka jest legendą biegów na bieżni, nazywana „zabójcą o twarzy dziecka”, ze względu na skuteczność i piorunujący finisz. Okazuje się też jedną z nielicznych biegaczek z krótszych dystansów, która wchodzi do maratonu praktycznie bezboleśnie. W przeciwieństwie do swojego rodaka, Kenenisy Bekele, uniknęła na razie poważniejszych problemów i każdy jej bieg na ulicy jest udany.

Polka Karolina Nadolska nadal nie może wrócić do maratońskiej formy sprzed lat i w Chicago zeszła z trasy. Pocieszeniem może być wynik Madai Perez. Meksykanka zajęła w Chicago 4. miejsce w wieku 37 lat, uzyskując bardzo wartościowy wynik – 2:24:44. To znak, że rok młodsza Polka ma jeszcze szanse na szybkie bieganie.

Wyniki maratonu w Chicago

Eliud Kipchoge Chicago Marathon 2014

W niedzielę maratony w Chicago i Poznaniu

Eliud Kipchoge Chicago Marathon 2014

Kolejny maratoński weekend przed nami. W niedzielę W Chicago przedostatni tegoroczny maraton z serii Majors, z udziałem Polki Agnieszki Mierzejewskiej, a w Polsce Poznań z szansami na miano największego maratonu w kraju.

Chicago to obok Tokio najmniej znany i najmniej okazały maraton serii Majors. Niemal nigdy nie ma tu tak znakomitej obsady jak w Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku. Tym niemniej na liście jest kilku doskonałych biegaczy i kilka znakomitych biegaczek. Wielkim faworytem jest Kenijczyk Dickson Chumba z życiówką 2:04:32, zwycięzca sprzed roku. Poza nim w Chicago spróbuje się odrodzić kilka gwiazd sprzed paru lat. Etiopczyk Tsegaye Kebede (2:04:38) w przeszłości zwyciężał w Londynie, Paryżu i właśnie Chicago. Ostatnie trzy lata ma jednak słabe. Podobnie jak Abel Kirui (2:05:04) z Kenii, doskonale znany starszym polskim kibicom. Dziesięć lat temu siał spustoszenie na polskich trasach biegowych, a wkrótce potem został dwukrotnym mistrzem świata. Słabszy ostatnio był także Kenijczyk Micah Kogo (2:06: 56), jeden z najszybszych w historii biegaczy na dystansie 10 000 metrów.

Wśród kobiet niekwestionowaną gwiazdą jest ubiegłoroczna zwyciężczyni, rekordzistka świata w półmaratonie, Kenijka Florence Kiplagat (2:19:44). Poza nią nie ma żadnej biegaczki, która łamałaby barierę 2:20, ale jest akcent miły polskim kibicom: Agnieszka Mierzejewska, do niedawna startująca pod panieńskim nazwiskiem Ciołek. Niespełna 31-letnia Polka ma rekord życiowy 2:30:55, a na wiosnę przegrała walkę o kwalifikację olimpijską, osiągając w upalny dzień w Łodzi czas 2:32:04. W Chicago z pewnością będzie chciała się odegrać i niestraszna jej różnica czasu – zawodniczka trenowała długo w górach USA.

Tymczasem w Polsce rozegrany zostanie maraton w Poznaniu, który ma szanse stać się największym tegorocznym polskim maratonem. Na liście startowej jest niecałe 7000 nazwisk, a do tej pory największy w 2016 był wiosenny bieg Orlenu, ukończony przez 6591 biegaczy i biegaczek. W zeszłym roku w Poznaniu doszło do rzadkiej sytuacji i wielkiej niespodzianki – zwycięzcą został Polak, Emil Dobrowolski. Emil w tym roku będzie starał się powtórzyć to osiągnięcie, a jego rywalami jest kilku mało znanych Kenijczyków.

Lista elity maratonu w Chicago

Dennis Kimetto - zwycięzca Chicago Marathon. Fot. PAP

2:03:45 Dennis Kimetto blisko rekordu świata w maratonie w Chicago

Dennis Kimetto - zwycięzca Chicago Marathon. Fot. PAP

Dennis Kimetto – zwycięzca Chicago Marathon. Fot. PAP

Znakomita pogoda, mocna obsada i prowadzenie w równym, szybkim tempie sprawiły, że w maratonie w Chicago padły wyniki bliskie rekordowi świata. Kenijczykowi Dennisowi Kimetto do pobicia zabrakło jedynie 23 sekund. Wśród kobiet padł najlepszy tegoroczny wynik na świecie. Zawiedli Amerykanie.

Na starcie tegorocznego maratonu w Chicago stanęli niezwykle mocni zawodnicy, którzy od początku zapowiadali, że interesuje ich tylko szybkie bieganie. Wśród nich Kenijczycy Moses Mosop, Dennis Kimetto i Emmanuel Mutai, z życiówkami 2:03:06, 2:04:16 i 2:04:40 oraz Etiopczyk Ayale Abshero, szczycący się wynikiem 2:04:23. Ich rywalami mieli być najlepsi półmaratończycy świata, w tym rekordzista na tym dystansie, Zersenay Tadese.

Tempo biegu było szybkie od początku. Pierwsza połowa biegu została pokonana w czasie 1:01:52 i wszyscy faworyci trzymali się w grupie. Nieco z tyłu, ale również w bardzo dobrym tempie biegł Amerykanin Dathan Ritzenhein, na którego mocno liczyli kibice. Jego czas na półmetku – 1:03:02, co zapowiadało atak na wynik poniżej 2:06.

Jako pierwszy odpadł rekordzista świata w półmaratonie, Erytrejczyk Tedese. Jak na razie jest on przykładem biegacza, który mimo fenomenalnych wyników z biegów krótszych (58:23 w półmaratonie, 26:37 na 10 000 metrów) nie daje sobie rady na dystansie pełnego maratonu. Po 20 km zaczął zwalniać, a po 25 zszedł z trasy. Na czele zostali sami Kenijczycy oraz Etiopczyk Abshero.

Po 30 kilometrach stawka zaczęła się mocno rwać. Wielu mocnych zawodników nie wytrzymało tempa i albo zatrzymywali się, albo dramatycznie zwalniali. Moses Mosop ukończył wyścig z najgorszym czasem w życiu, 2:11:19. Podobnie Abshero, który na ostatnich 10 km ledwo przesuwał się w kierunku mety, osiągając ostatecznie wynik 2:10:10.

Z przodu zostało tylko dwóch biegaczy: Mutai i Kimetto. Ten pierwszy jest od wielu lat uznanym specjalistą od 42 km 195 metrów, ma za sobą zwycięstwo w Londynie oraz wiele miejsc w czołówce najlepszych maratonów świata. Kimetto to zupełnie inna historia. Do 26 roku życia w ogóle nie uprawiał wyczynowo sportu, ale gdy już zaczął, osiągnął nieprawdopodobne sukcesy. Do niego należy najlepszy w historii debiut w maratonie. Pierwszy start i od razu czas 2:04:16! Drugi start – zwycięstwo w Tokio. Trzeci… i prawie rekord świata.

Kenijczycy długo biegli razem i wydawało się, że nieco lepiej wygląda Mutai. Kimetto był trochę usztywniony. Jego sylwetka wygląda dość dziwnie: typowa kenijska chudość połączona z bardzo szeroką klatką piersiową. Na ostatnich kilometrach oderwał się jednak od rodaka i biegł tak szybko, że wydawało się, że jest w stanie poprawić rekord. Nie udało się, m.in. dlatego, że rekordzista Kipsang w Berlinie również finiszował bardzo mocno, nie było łatwo nadrobić te kilkanaście sekund.

Ostatecznie Dennis Kimetto zwyciężył w czasie 2:03:45. Emmanuel Mutai drugi z wynikiem 2:03:52. Jak widać, można obecnie pobiec poniżej 2:04 i przegrać bieg… Na trzecim miejscu już ze sporą stratą Sammy Kitwara, 2:05:16. Amerykanin Ritzenhein zaczął mocno zwalniać po 30 km, narzekał na skurcze, ale wobec pogromu faworytów przeciętny czas 2:09:45 dał mu piąte miejsce. Słabiej niż oczekiwano wypadł debiut drugiego Amerykanina, Matthew Tegenkampa, w poprzednich latach bardzo mocnego na dystansie 5000 metrów. Ukończył bieg na dziesiątym miejscu z czasem 2:12:28.

KOBIETY

W biegu kobiecym obyło się bez niespodzianek. Zwyciężyła faworyzowana Kenijka Rita Jeptoo, która drugą połowę dystansu przebiegła wyraźnie szybciej niż pierwszą, 1:11:15 i 1:08:42. Tempo biegu rosło cały czas, ostatnie 5 km zwyciężczyni pokonała w znakomitym czasie – 15:56!  Na mecie osiągnęła czas 2:19:57, który jest najlepszym w tym roku na świecie.

Rywalki odpadały kolejno. Na drugim miejscu dobiegła kolejna zawodniczka z Kenii, Jemima Jelagat, z wynikiem 2:20:48, to jej nowy rekord życiowy. Na trzecim miejscu Rosjanka Maria Konowałowa. 39-letnia biegaczka również osiągnęła najlepszy wynik w życiu, dobiegając z czasem 2:22:46, najlepszym w tym roku w Europie.

Bank of America Chicago Marathon. Fot. PAP

13 października – maratony w Chicago i Poznaniu. Kto stanie na starcie?

Bank of America Chicago Marathon. Fot. PAP

Bank of America Chicago Marathon. Fot. PAP

Przed nami kolejny emocjonujący weekend maratoński. W niedzielę dwa ważne dla kibica biegi: drugi co do wielkości maraton w kraju – Poznań oraz jeden z najsłynniejszych na świecie – Chicago. Pierwszy umożliwia kibicowanie lokalnym zawodnikom, drugi wyniki na najwyższym poziomie.

Do niedawna biegaczy w Polsce rozpalała rywalizacja pomiędzy Warszawą a Poznaniem. Co roku zastanawiano się, który z biegów zdobędzie szlachetne miano największego maratonu w Polsce. Dopiero w zeszłym roku Warszawa bardzo mocno odskoczyła, wykorzystując swoje atuty w postaci bycia miastem stołecznym oraz finiszu na Stadionie Narodowym. Poznań pozostaje jednak drugim co do wielkości maratonem w Polsce. W zeszłym roku ukończyło go grubo ponad 5000 biegaczy. Co roku bieg zamykał sezon maratoński w Polsce, w tym sezonie na jeszcze późniejszy termin zdecydowali się organizatorzy z Torunia.

Poznań Maraton

Bieg w stolicy Wielkopolski zwykle nie przyciąga wielkich gwiazd. Tak jest i tym razem. Poza grupką anonimowych Kenijczyków na starcie zobaczymy pojedyncze mocniejsze nazwiska Polaków. Chyba najciekawszym z nich jest Michał Smalec, biegający aptekarz z Ełku, który kilka lat temu zaczął odnosić duże sukcesy w biegach na 5000 i 10 000 metrów. Poza medalami z krótszych dystansów Michał ma na koncie tytuł wicemistrza Polski w maratonie sprzed dwóch lat. Poza nim na starcie stanie lokalny faworyt, Marcin Fehlau oraz wracający do Polski po studiach w USA były znakomity junior, Wojciech Kopeć.

Chicago Marathon

Znacznie większe wrażenia sportowe zapewni jeden z trzech najbardziej prestiżowych maratonów w USA. Zawody w Chicago należą do prestiżowej serii World Marathon Majors, skupiającej największe biegi maratońskie globu. O ile obsada kobieca nie rzuca na kolana, tak wśród mężczyzn mamy bogactwo nazwisk i wyników. Jest Kenijczyk Moses Mosop, trenowany przez słynnego Renato Canovę i posiadający nieprawdopodobny rekord życiowy – 2:03:06, lepszy od oficjalnego rekordu świata, ale uzyskany na nieregulaminowej trasie, z wiatrem wiejącym w plecy. Jest jego rodak Dennis Kimetto, zwycięzca tegorocznego maratonu w Tokio, posiadacz życiówki 2:04:16. Etiopczyk Ayale Abshero ma wynik niewiele słabszy – 2:04:23 i na koncie zwycięstwo w Dubaju w roku 2012. Kolejny Kenijczyk – Emmanuel Mutai zwyciężał już w maratonie w Londynie, jego najlepszy czas – 2:04:40.

Może jeszcze ciekawsze są nazwiska tych, którzy do tej pory nie błyszczeli w maratonie, ale są jednymi z najlepszych półmaratończyków świata. Przede wszystkim Zersenay Tadese z Erytrei, rekordzista świata w półmaratonie, z wynikiem 58:23, ale również Etiopczyk Atsedu Tsegay – 58:47 i Kenijczyk Sammy Kitwara – 58:48. W biegu startuje również cała armia zawodników z Japonii oraz nadzieja Amerykanów, Dathan Ritzenhein, posiadający życiówkę 2:07:47. Bardzo ciekawym debiutem będzie występ kolejnego Amerykanina, do niedawna jednego z najlepszych na świecie na dystansie 5000 metrów – wysokiego, rudowłosego Matthew Tegenkampa.

Kolejny jesienny weekend maratoński kusi piękną pogodą. W Poznaniu ma być idealna pogoda – lekkie zachmurzenie i 14 stopni. Natomiast w Chicago ryzyko zbyt wysokiej temperatury – 20 stopni i pełne słońce. W ostatnich dniach wschód USA dotknęły upały, które powodowały nawet odwoływanie biegów. Miejmy nadzieję, że nie przeszkodzi to w uzyskaniu znakomitych wyników.