40. PZU MARATON WARSZAWSKI – 39 WSPOMNIEŃ Z 39 EDYCJI BIEGU – CZ. IV 1994-1998

Autor: Jakub Karasek • 03.08.2018

1994-16-maraton-start-resize

Dotychczasowe 39 edycji Maratonu Warszawskiego to niezliczone ilości wspomnień, emocji i niezapomnianych przeżyć wszystkich uczestników. Jeśli chcecie poczuć namiastkę tej pięknej historii, zapraszamy do zapoznania się z fragmentami relacji z ubiegłych lat. W czwartej części prezentujemy wybrane wspomnienia z lat 1994 do 1998 r.

1994 – XVI Warszawski Maraton Fiata

Można powiedzieć, że w 1994 r. albo już na dobre w Polsce zastał Pokój, albo wręcz przeciwnie, przestał zupełnie być istotny. Bez względu na wytłumaczenie, z nazwy biegu zniknęło określenie „Pokoju”, które towarzyszyło imprezie przez pierwszych 15 edycji. Od 1994 r. mamy już do czynienia wyłącznie z Maratonem Warszawskim pod ewentualną nazwą sponsora tytularnego. I tak w 1994 r. rozegrano XVI Warszawski Maraton Fiata.

Pierwszym sukcesem zmian organizacyjnych było powstrzymanie spadku frekwencji. Ponad 200 osób na linii startu więcej niż przed rokiem nie stanowiło wielkiego sukcesu, ale pozwoliło choć na chwilę odwrócić niekorzystny trend. Trasa przebiegała po obu stronach Wisły i… spowodowała niemałe korki w całym mieście. A jak przebiegała rywalizacja sportowa?

Mimo parnej, ciepłej pogodzie czołówka ruszyła w tempie, które wskazywało, że zwycięzca może uzyskać czas poniżej 2:15. Jednak na półmetku prowadzący do tej pory Białorusin zszedł z trasy. Okazało się, że organizatorzy zapewnili zawodnikom „zająca”, ci jednak nieświadomi tego faktu traktowali go jak rywala i biegli jego tempem. Na dłuższą metę kosztowało ich to wiele sił. Drugą połowę pobiegli już znacznie wolniej. Zwyciężył, już po raz drugi, Wiesław Lenda, wyprzedzając na ostatnich kilometrach Józefa Kazaneckiego, który biegł z łączącą jego kości śrubą – pamiątką po otwartym złamaniu wyniku potrącenia przez samochód podczas treningu.

Rywalizację wśród kobiet zdominowały Białorusinki – w pierwszej szóstce znalazło się poza nimi tylko jedna Ukrainka. Najlepsza Polka, Sławomira Dubiel, zajęła dopiero siódme miejsce. Zwyciężyła Elena Cuchło, pokonując tryumfatorkę sprzed roku, Polinę Grigorienko.

Warty zauważenia jest udział wielu biegaczy z północy i zachodu Europy. Do tej pory wśród obcokrajowców przeważali maratończycy z krajów dawnego Związku Radzieckiego. Tym razem najwięcej było Duńczyków i Finów. I jeszcze jedna nowość – sponsorem tytularnym był Fiat, sponsorem oficjalnym – Adidas.

1995 – XVII Maraton Warszawski

Chociaż trasa kolejnej edycji biegu pozostała niezmieniona, to w 1995 r. padły najlepsze wówczas w historii wyniki imprezy zarówno u pań jak i u panów. Wszystko za sprawą sprzyjającej pogody – niemal bezwietrzne warunki oraz niezbyt wysoka temperatura i słoneczna aura nie przeszkadzały zawodnikom. Stąd właśnie wspomniane rekordy trasy, których autorami zostali jednak obcokrajowcy. Wśród mężczyzn zwyciężył Bułgar Christo Stefanov z czasem 2:15:37, a wśród pań drugi rok z rzędu najlepsza okazała się Białorusinka Alena Cuchło (2:37:21). Jednak fantastyczne wyniki uzyskiwali również amatorzy, a przykładem może być Aleksander Zmorzyński:

Przed 30 km krótki odcinek trylinki. czas 3:33. Mijam starszego, siwego pana. Skąd ja go znam? Przypominam sobie że w czerwcu 80 r. w Biegu Lechitów minąłem go dopiero na 10 km. To on jeszcze biega? To Jerzy Kuszakiewicz, rocznik 1914. Chciałbym dożyć 81 lat, nie marząc o bieganiu. Wbiegam na Most Syreny. Na drugim brzegu sędziowie zapisują numery. Czuję się dobrze. Zastanawiam się, czy nie biegnę za wolno. W myślach zaczynam kombinować. Jeśli utrzymam to wolne tempo to na mecie będę w 4:30. Może zdążę na ekspres? 35. kilometr maratonu. 17 minut szybciej od limitu. Krótkie zwątpienie, tu w 94 r. spotkała mnie niespodzianka. Nic się jednak nie dzieje. Z nogami żadnych kłopotów. Nie zmęczonym wzrokiem obserwuję innych. Ostatnie 50 m przyspieszam. Meta, dyplom i medal. Ogromna radość i satysfakcja, że po raz siedemnasty ukończyłem Maraton Warszawski, dobrze rozłożyłem siły, poprawiłem nieszczęsne 5:32:01 z 1994 roku na 4:32:01. Zdążyłem na ekspres i około 21.00 byłem z kolegami w Słupsku.

1996 – XVIII Maraton Warszawski

W roku 1996 Maraton Warszawski przeszedł do historii m.in. za sprawą 3. z rzędu zwycięstwa Aleny Cuchło wśród kobiet, co jest wyczynem nieczęsto spotykanym na większych imprezach. Wśród mężczyzn zwycięstwo odniósł Artur Ociepa, świętując w ten sposób jedno z największych osiągnięć w karierze. Niestety, 5 lat później ten biegacz zginął w wypadku samochodowym wracając z półmaratońskiego biegu na Węgrzech.

Zawody były rozgrywane w dość dogodnej atmosferze dla biegaczy. Nieco pochmurna pogoda, od czasu do czasu mżący deszcz, niewysoka temperatura i szybka trasa sprzyjały osiąganiu wyników. Brakowało jedynie trochę kibiców, gdyż zainteresowanie maratonem w stolicy nie było tak duże, jak w latach 80. Jednak zawodnicy, którzy brali udział w biegu przeżywali wcale nie mniejsze emocje, niż w poprzednich edycjach, o czym najlepiej świadczy relacja Witolda Radke:

Tym razem zbliżanie się do mety przestało być złudzeniem. Każdy krok prowadził mnie do niej. Na pewno złudzeniem było odczucie, że ból i zmęczenie prawie mnie opuściły. Kiedy z odległości 500 metrów dojrzałem linię mety, nie czułem już najmniejszego bólu czy zmęczenia. Czułem natomiast wszechogarniającą mnie radość i rozpierającą dumę, że dokonałem tego, co jeszcze rok temu byłoby dla mnie czysta mrzonką. Te ostatnie pół kilometra było naprawdę cudowne. Na pełnej szybkości minąłem linię mety, wśród szpalerów ludzi, którzy mnie oklaskiwali. Kochałem tych ludzi, kochałem cały świat. Byłem niezmiernie szczęśliwy. Ani zdanie matury, ani egzaminu dyplomowego na studiach nie dało mi większej satysfakcji niż ukończenie pierwszego maratonu.. Potem wspaniała chwila zawieszenia na szyi upragnionego medalu, z którego byłem dumny jak by to był złoty medal olimpijski.

1996-medal-18-maraton-resize

1997 – XIX Maraton Warszawski

Rok 1997 to zerwanie z tradycją rozgrywania Maratonu Warszawskiego w ostatnią niedzielę września. Po raz pierwszy w historii bieg odbył się w październiku, co miało umożliwić niektórym biegaczom uczestnictwo w maratonach w Berlinie, a następnie w Warszawie. W pierwszym roku zmiana okazała się niezbyt korzystna dla zawodników. Wiatr oraz deszcz od początku towarzyszyły rywalizacji, a po tym, jak na metę dotarła pierwsza grupa mężczyzn, nastąpiło prawdziwe oberwanie chmury.

Wśród panów tryumf święcił Wiesław Lenda i stał się w ten sposób najbardziej utytułowanym biegaczem w historii warszawskiej imprezy z 3 zwycięstwami. Co jeszcze ciekawsze, dokonał tego na przestrzeni 10 lat (pierwszy raz wygrał w 1987 r.). U pań absolutną dominację Aleny Cuchło przerwała Karina Szymańska, wyprzedzając Białorusinkę o ponad 7 minut. Jak wspomina Tomasz Mroński, w pamięci uczestników zapadły przede wszystkim warunki pogodowe:

Widzę, że podłe warunki pogodowe dają się wielu startującym zdrowo we znaki. Mijam kilku ludzi, których normalnie nie miałbym prawa wyprzedzić. Niektórzy nie znoszą zimna, mnie to a szczęście wręcz pomaga. 30-ty kilometr – 2:17:30. Jest dobrze, ale moce niebieskie chyba chcą nas dobić, bo z mżawki robi się deszcz, a za chwilę istne oberwanie chmury. W ciągu minuty asfalt znika pod kałużami wody. Przy zacinającym w twarz wietrze efekt jest zabójczy – masy wody wręcz stawiają na baczność. Udaje mi się przyczepić do dwóch starszych biegaczy z osoba towarzyszącą na rowerze i jakoś przeżywamy te 10 – 15 minut kataklizmu.

Nie mogę doczekać się nawrotu – tam wiatr będzie wiał w plecy. Na 35-tym 2:41:50, a więc poprawię się na pewno, tylko o ile. Nawrót, ostatnie 5 kilometrów. Wyrzucam spodnią bawełnianą koszulkę, która namokła i uszczęśliwiała mnie dodatkowym kilogramem obciążenia. Ostatni punkt z napojami, za chwilę meta w zasięgu wzroku. Już nic nie może się stać. Na zegarze 3:15:47 – poprawiłem się ponad 6 minut. Jestem dumny jak paw.

1998 – XX Jubileuszowy Maraton Warszawski

Chciałoby się powiedzieć, że na ten bieg czekali wszyscy. W końcu nadeszła jubileuszowa, 20. edycja imprezy. Mimo różnych kolei losu, Maraton Warszawski doczekał się swojego święta. Jednak to były płonne nadzieje. Wielkie z perspektywy ciągłości imprezy wydarzenie postanowiło uczcić jedynie 867 osób. A przecież organizatorzy liczyli na kilkukrotnie więcej biegaczy. Nawet ponowne rozegranie biegu w pierwszą niedzielę października nie przyniosło spektakularnego wzrostu frekwencji. Na pocieszenie pozostawał fakt, że tak dużej liczby uczestników nie było w Warszawie od 1990 r. A jak przebiegała rywalizacja?

Jako pierwszy na metę wbiegł Grzegorz Głogosz – z urodzenia warszawiak, mieszkający w Przesiece, a reprezentujący Ekspres Katowice. Wśród kobiet drugi raz z rzędu zwyciężyła Karina Szymańska. Młoda jak na maraton, dwudziestotrzyletnia zawodniczka pobiła równocześnie rekord trasy. Podobnie jak przy większości jubileuszowych maratonów frekwencja była lepsza niż w latach poprzedzających, mimo ogólnej tendencji spadkowej widocznej od połowy lat dziewięćdziesiątych. Wśród amatorów warto zwrócić uwagę na Antoniego Gajewskiego, zawodnika reprezentującego warszawską Akademię Wychowania Fizycznego. Pokonał trasę maratonu w czasie nieco ponad cztery godziny. Jak na swoje 63 lata to nieźle, w kategorii rektorów wyższych uczelni – ścisła światowa czołówka. Bohaterami byli jednak wszyscy, którzy pokonali trasę.

1998-dyplom-20-maraton-resize

Wszystkie zdjęcia oraz cytaty i przytoczone relacje pochodzą z archiwum Fundacji Maraton Warszawski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger