Biegowa Korona Gór Polski w 76 godzin

Biegowa Korona Gór Polski

28 szczytów Korony Gór Polski niektórzy kompletują całe życie. Grzegorz Leszek zdobył je w rekordowym czasie 76 godzin. Tym samym pobił poprzedni aż o 13,5 godziny!

Do tej pory wszystkie szczyty składające się na Koronę Gór Polski (KGP) najszybciej – atakując je jeden po drugim i przemieszczając się między nimi samochodem – zaliczyli Agnieszka Korpal i Grzegorz Łuczko. Dokonali tego w 2013 roku (licząc razem z przejazdami) w 89,5 godziny.

Dlaczego nie wszystkie najwyższe szczyty są najwyższe – czyli, o co chodzi w Koronie

Warto podkreślić, że Korona Gór Polski nie jest listą wymyśloną przez Grzegorza czy jego poprzedników. Ale to pod adresem rekordzistów kierowano czasem uwagi, że np. w Górach Wałbrzyskich zdobywany był Chełmiec zamiast Borowej, która jest jednak o parę metrów wyższa. Żeby uciąć spekulacje na ten temat: zaliczane do Korony szczyty to zestaw przedstawiony w 1997 roku przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Pokrywa się on niemal całkowicie ze spisem najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich Polski, ale kluczem do sprawy jest tu właśnie „niemal”. Ze względu na przyjęte przez geografów dodatkowe założenia lista wygląda właśnie tak, a nie inaczej i budzi czasem kontrowersje. Wszystko jest jednak sformalizowane i uregulowane – prawni opiekunowie spisu wyraźnie deklarują, że pierwotnego zestawu zmieniać nie zamierzają. Zgłaszanie zastrzeżeń do zatwierdzonych już niemal dwie dekady temu „części składowych” Korony można by porównać np. do prób kwestionowania dystansu maratonu, bo przecież nie tyle wynosi odległość między Atenami a Maratonem, a 42,195 km narodziło się dopiero w 1908 roku… w Anglii.

Biegowa Korona Gór Polski

Biegowa Korona Gór Polski

Biegowa Korona Gór Polski

„Sprawdźmy, czy nie da się szybciej” – czyli jak doszło do ataku na Koronę

Tak się akurat złożyło, że wśród znajomych Grzegorza są i tacy, którzy zbierają pieczątki do książeczki zdobywców KGP. Temat czasu potrzebnego na zgromadzenie kompletu często pojawiał się w rozmowach. Aż w końcu padła decyzja: zróbmy to! Ale biegiem! – Początkowo za rekord przyjmowaliśmy 126 godzin Przemysława Jagielskiego. Trochę później, w czasie przygotowań, wyszło nam, że aktualny należy do Agnieszki Korpal i Grzegorza Łuczko. Znacząco podniosło to poprzeczkę – mówi Grzegorz. A jeśli uświadomić sobie, że suma wysokości wszystkich szczytów to ponad 31 tys. m (inaczej: trzy Everesty lub sześć Mont Blanc), wyraźnie widać, że owa poprzeczka zawisła naprawdę wysoko.

Biegowa Korona Gór Polski

Praca nad kondycją, rekonesans, planowanie – czyli faza przygotowań

Kondycyjnie Grzegorz, z urodzenia jeleniogórzanin, przygotowywał się do bicia rekordu właściwie już od dziecka, bo w górach nie tylko się wychował, ale od najmłodszych lat także trenował. A to pozwoliło mu zbudować doskonałą bazę wydolnościową. Przed próbą bicia rekordu wystarczyło już tylko doszlifować formę i… sprawdzić samego siebie w sytuacjach do tej pory niespotykanych. – Obawiałem się reakcji organizmu na konieczność nagłej mobilizacji do wysiłku po bardzo krótkim śnie w połączeniu z ogólnym zmęczeniem. Dlatego podczas przygotowań próbowałem m.in. zrywać się nagle w nocy, żeby natychmiast wyjść pobiegać.

Wyzwaniem był również wcześniejszy rekonesans możliwie jak największej liczby szczytów. W ten sposób udało się sprawdzić dwadzieścia – przejazdy, dojazdy oraz przebieg i stan tras prowadzących na wierzchołki. Osiem brakujących (z wyjątkiem Rysów – praktycznie wszystkie z części wschodniej) Grzegorz „rozpoznał bojem”, czyli podczas bicia rekordu. Choć trudno w to uwierzyć, zarówno w Bieszczadach, jak i w Gorcach, wyraźnie hołdując zasadzie, że szewc bez butów chodzi, był w ogóle pierwszy raz w życiu. Ale los i… harmonogram prac PTTK postanowiły mu pomóc. Dosłownie wszystkie szlaki, z ośmioma brakującymi na czele, tuż przed biciem rekordu zostały pięknie odmalowane, nawet te w mało popularnych miejscach. – Chyba muszę dopisać PTTK do partnerów – śmieje się Grzegorz.

Nieoczekiwana zmiana miejsc – czyli pierwszy szczyt pada łupem… samochodu

Termin: 24 czerwca 2015 r. Skład ekspedycji: zgrany 6-osobowy team, który wspiera Grzegorza fizycznie i psychicznie oraz dwa samochody, wciąż dosyć egzotycznej na naszym rynku (zupełnie jak wyczyn Grzegorza Leszka) marki SsangYong: jeden z Grzegorzem na pokładzie, drugi – pilotujący i badający trasę przejazdu. Ten ostatni przecierał szlak, żeby jakaś złośliwość losu w postaci nagłego korka czy nieprzewidzianego objazdu nie zburzyła całego misternego planu. Do tego jeszcze dwa nadajniki GPS rejestrujące trasę: jeden przypisany do Grzegorza („Zabiegany”), drugi – do auta, którym podróżował („SsangYong”). Dzięki temu każdy z etapów można było śledzić na żywo (i do tej pory – także odtworzyć tutaj). Atak na pierwszą górę, bieszczadzką Tarnicę, Grzegorz rozpoczął w środę, 24 czerwca 2015 r. o 21:30. Choć wg z zapisu z trasy – na ten właśnie szczyt dzielnie wspina się… „SsangYong”, podczas gdy „Zabiegany” pozostaje w bezruchu. Ale w rzeczywistości wszystko odbyło się tak jak należy – w przedstartowych emocjach Grzegorz chwycił po prostu nie ten GPS i na Tarnicę wbiegał z nadajnikiem przypisanym do samochodu. Dalej wszystko poszło, pobiegło i pojechało już zgodnie z planem.

Biegowa Korona Gór Polski

Kolejność nieprzypadkowa – czyli: dlaczego zdobywanie Korony zaczęło się w Bieszczadach

To, że na pierwszy ogień poszły właśnie Bieszczady, a nie na oko bardziej oczywiste Góry Świętokrzyskie, zostało wcześniej dokładnie przemyślane pod kątem optymalnego rozłożenia obciążeń i czasu na odpoczynek. – Ryzykowałem, ale byłem bardzo pewny tego pomysłu. Z analiz czasów przejazdów wynikało, że traciliśmy maksymalnie godzinę. Ale zyskiwaliśmy coś znacznie cenniejszego: więcej czasu na odpoczynek między zdobywaniem Lubomira, Łysicy i Babiej Góry. Poza tym przez nieznajomość dróg we wschodniej partii koronnych szczytów wolałem wyłączyć czas dojazdu do Wołosatych [miejscowość – punkt wypadowy na Tarnicę, przyp. red.] z godzin, które bezlitośnie biły nam podczas ustanawiania rekordu. Strategia sprawdziła się idealnie.

Steki, kaczka, awokado – czyli: co jadł Grzegorz

Samo pojęcie „żywienia w sporcie” nie budzi najlepszych skojarzeń kulinarnych. Z reguły ma być po prostu odżywczo i funkcjonalnie. Smak, a tym bardziej wykwintność potraw schodzą na daleki plan. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Planowaniem i przygotowywaniem posiłków dla rekordzisty zajął się bowiem doświadczony szef kuchni modnej wrocławskiej restauracji Paweł Bieganowski. – Denerwował się tylko, że nie zjadam wszystkiego, co przygotowuje. A serwował między innymi steki, kaczkę, oliwki, wszelakiego rodzaju kasze i… awokado, które miałem niemal w każdym posiłku. Tak mi jakoś podeszło, że jadłem je nawet samo. Chyba miało moc… Niestety, podczas bicia rekordu okazało się jednak, że nie mogę za bardzo przyjmować suchego jedzenia. Po koniecznych w tej sytuacji modyfikacjach wszystko miało postać papki dla bezzębnego niemowlaka – wspomina z żalem Grzegorz.

Biegowa Korona Gór Polski

Biegowa Korona Gór Polski

„I śmieszno, i straszno” – czyli… działo się!

Siłą rzeczy tak urozmaicone wyzwanie jak kilkudniowa wyprawa na 28 szczytów ma prawo obfitować w przeróżne wydarzenia, które zapamiętuje się na długo. – Chyba do końca życia nie zapomnę zaskoczonych min turystów podróżujących dorożką, których wyprzedziłem biegnąc w stronę Morskiego Oka – wspomina z rozbawieniem Grzegorz. – Chciałem ich nawet sfilmować, ale trochę się wstydziłem – dodaje.

W trasie przydarzyło się także „cudowne ozdrowienie”. – Po Babiej Górze i Kowadle, gdzie dużą część trasy stanowiły asfalt i kostka, bardzo bolały mnie kolana. Totalnie mnie to rozbiło. Na Skrzyczne ruszyłem więc niezwykle ostrożnie. Na trasie było jednak bardzo dużo „motywatorów”, więc powoli jakoś sam z siebie przestawałem myśleć o bólu. Po zbiegu (!) ze Skrzycznego nagle zorientowałem się, że kompletnie nic mnie nie boli! Czyli to chyba siedziało w głowie.

Grzegorzowi udało się także dzięki bardzo spontanicznej akcji zabłysnąć w ukraińskich mediach. – Sytuacja była zabawna. Zmierzając na szczyt Babiej Góry, przebiegłem koło ukraińskiej ekipy filmowej. W drodze powrotnej udzieliłem jej już wywiadu. Wszystko „z marszu” zaaranżowała Ola, nasza specjalistka od kontaktów z mediami.

Było także i wydarzenie o niemal kryminalnym zabarwieniu. W trakcie wyprawy cała ekipa o mało co nie została wzięta za… szajkę przemytników – Gdy zbiegłem z Tarnicy, byłem przemoczony, więc podczas jazdy zdjąłem z siebie prawie wszystko, włączyłem podgrzewanie fotela i… no wakacje po prostu. Nagle zatrzymuje nas straż graniczna, świeci latarkami do środka auta. A z tyłu siedzi przemoczony gość (czyli zszedł z gór) w samych gaciach – 100% strzał w szajkę przemytników ludźmi! Na szczęście auto było oklejone, opowiedzieliśmy też o projekcie i w końcu nam odpuścili.

Atak z zaskoczenia – czyli mocny akcent na koniec

Choć wszystko się udało, nie obyło się bez trudnych momentów. Tak jak można było przewidywać – kombinacja najwyższych w stawce Rysów z następującym wkrótce po nich Turbaczem dały Grzegorzowi mocno w kość. Ciężko było także na pozornie niegroźnej, bo niezbyt wysokiej Kłodzkiej Górze, która to z kolei przeorała go psychicznie. – Dopadły mnie tu jakieś lęki. Ten szczyt jest jakiś taki dziwny dla mnie. I to miejsce. Bardzo szybko chciałem go pokonać, zwłaszcza że podczas rekonesansu zgubiliśmy tam szlak. Brrr… na myśl o Kłodzkiej do tej pory przechodzą mnie dreszcze – wspomina.

Ale najgorszy jest zawsze atak z zaskoczenia, a taki właśnie zgotował mu przedostatni na liście Skalnik. – Skalnik był przerąbany, bo zdobywanie go zajęło 100% więcej czasu od zaplanowanego, a to był przedostatni szczyt i wiedziałem, że na Śnieżce czeka już komitet powitalny. I marznie, ponieważ pogoda się załamywała. Poza tym Skalnik miałem przecież zrobić szybko, więc nie zabraliśmy czołówek, odpowiedniej ilości odżywek itd. Zawiniła pewność siebie i rutyna, bo byliśmy już praktycznie „u siebie”. Gdyby ta historia przydarzyła nam się na początku, wyniknęłoby z tego rażąco nieodpowiedzialne zawieszenie całego przedsięwzięcia dosłownie na włosku.

Na ostatni ze zdobywanych szczytów, czyli Śnieżkę, Grzegorz dotarł ok. 1:30 w nocy z soboty na niedzielę 28 czerwca. Przebiegł w sumie około 200 km. Mapę wraz z listą szczytów ponumerowanych w kolejności ich zdobywania można także przestudiować tutaj.

Pierwszy rekord zaliczony – co dalej?

Wśród postaci, które Grzegorz podziwia i które go inspirują, są między innymi Kilian Jornet – ze swoim Summits of My Life, Ueli Steck, który latem tego roku zaliczył w 62 dni 82 alpejskie czterotysięczniki i Scott Jurek z rekordem Szlaku Apallachów. Nazwa projektu, który prowadzi, też zobowiązuje: to przecież w końcu „Górskie Rekordy”, a nie „Górski Rekord”. W planach są więc między innymi Główny Szlak Sudecki i Korona Gór Słowackich. Oraz coś, o czym redakcja magazynbieganie.pl dowiedziała się jako jedna z pierwszych – zdobywanie Korony zimą, czyli „Korona Gór Polski – Dobsom Winter Challenge”. Pierwsze szczegóły – na stronie www.gorskierekordy.pl

Biegowa Korona Gór Polski

 Szczyty Korony Gór Polski: 

  1. Rysy – Tatry – 2499 m n.p.m.
  2. Babia Góra – Beskid Żywiecki – 1725 m n.p.m.
  3. Śnieżka – Karkonosze – 1602 m n.p.m.
  4. Śnieżnik – Masyw Śnieżnika – 1425 m n.p.m.
  5. Tarnica – Bieszczady – 1346 m n.p.m.
  6. Turbacz – Gorce – 1310 m n.p.m.
  7. Radziejowa – Beskid Sądecki – 1262 m n.p.m.
  8. Skrzyczne – Beskid Śląski – 1257 m n.p.m.
  9. Mogielica – Beskid Wyspowy – 1170 m n.p.m.
  10. Wysoka Kopa – Góry Izerskie – 1126 m n.p.m.
  11. Rudawiec – Góry Bialskie – 1112 m n.p.m.
  12. Orlica – Góry Orlickie – 1084 m n.p.m.
  13. Wysoka – Pieniny – 1050 m n.p.m.
  14. Wielka Sowa – Góry Sowie – 1015 m n.p.m.
  15. Lackowa – Beskid Niski – 997 m n.p.m.
  16. Kowadło – Góry Złote – 989 m n.p.m.
  17. Jagodna – Góry Bystrzyckie – 977 m n.p.m.
  18. Skalnik – Rudawy Janowickie – 945 m n.p.m.
  19. Waligóra – Góry Kamienne – 936 m n.p.m.
  20. Czupel – Beskid Mały – 934 m n.p.m.
  21. Szczeliniec Wielki – Góry Stołowe – 919 m n.p.m.
  22. Lubomir – Beskid Makowski – 912 m n.p.m.
  23. Biskupia Kopa – Góry Opawskie – 889 m n.p.m.
  24. Chełmiec – Góry Wałbrzyskie – 869 m n.p.m.
  25. Kłodzka Góra – Góry Bardzkie – 765 m n.p.m.
  26. Skopiec – Góry Kaczawskie – 724 m n.p.m.
  27. Ślęża – Masyw Ślęży – 718 m n.p.m.
  28. Łysica – Góry Świętokrzyskie – 612 m n.p.m.

Jedno przemyślenie nt. „Biegowa Korona Gór Polski w 76 godzin

  1. Pomysł fajny, żeby zrobić koronę biegusiem 🙂 Szacun za wykonanie!
    Link z listą szczytów w kolejności zdobywania nie działa, czy można prosić o tę listę w jakiejkolwiek formie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger