Prędkość za pół ceny

Autor: Maciej Żywek • 29.11.2016

cycling-813890_1280

Tanie koła z Chin to od lat jeden z najgorętszych tematów internetowych forów. Niestety bardzo rzadko mamy szansę dowiedzieć się o tym sprzęcie czegoś więcej poza przeczytaniem subiektywnych opinii użytkowników. Postaramy się nadrobić część tych zaległości.

Będzie to możliwe dzięki testom przeprowadzonym na względnie tanich wersjach kół aero w tunelu aerodynamicznym GST w Imenstaad. Wybrano modele o wysokości stożka zbliżonej do 80 mm, która wypadała najlepiej w poprzednich porównaniach. Ceny kształtowały się w przedziale od 875 do 1399 Euro, co stanowi 35-60% referencyjnych w tym segmencie Zippów 808. Koła zamontowane były na rowerze Canyon Speedmax z manekinem, co miało stworzyć warunki maksymalnie zbliżone do realnej jazdy. Prędkość testową wyznaczono na 45 km/godz., a kąty natarcia wahały się od -20 do +20 stopni. Pobrano 72 próbki dla każdego zestawu kół, wyciągając średnią ważoną rozkładem statystycznym występujących na szosie warunków. Trzeba więc przyznać, że test przeprowadzony był bardzo solidnie. Możemy jedynie żałować, że na zaproszenie do porównania nie odpowiedział bardzo popularny w naszym kraju Planet X.

Rezultaty

Wyniki są naprawdę zaskakujące. Jestem przyzwyczajony do wyraźnej dominacji 808-ek nad rywalami w testach. Tym razem, dzięki wykorzystaniu aerodynamicznych odkryć Zippa w dziedzinie konstrukcji obręczy ta dysproporcja praktycznie… znika. Jak bowiem określić 0,5 W różnicy w przypadku modelu Lambda Racing CC-88 za 845 Euro lub Aerycs C88 SLC? „Najgorsze” w tym zestawieniu Gunsha 80 Aero traciły do 808-ek 5W. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że porównujemy je do wersji Firecrest, która była przełomem w walce z oporami powietrza. W konfrontacji z poprzednikami nasi bohaterowie poradziliby sobie jeszcze lepiej. Topowe koła zachowują się nieco lepiej w skrajnych warunkach, ale i tu nie jest to wartość istotna. W każdym razie będzie to bardzo trudne do wychwycenia przez triathlonistów. Różnice jak widać są zaskakująco małe. Kiedy za podobne efekty możemy zapłacić prawie 1/3 ceny to jest to argument, który trudno zlekceważyć. Oszczędności pozwolą na zakup miernika mocy lub kilka tygodni jazdy po najpiękniejszych trasach w Europie. Nie kupimy tej magicznej przyjemności posiadania sprzętu topowych marek, lecz nie każdemu z nas ta magia jest potrzebna.

Aero dla każdego?

Można więc powiedzieć, że bariera wejścia do świata najbardziej efektywnego sprzętu dla triathlonistów poszukujących kilku minut oszczędności znacznie się obniżyła. Przez wiele lat mieliśmy wybór pomiędzy realnymi efektami za ciężkie pieniądze i tanich alternatyw działających głównie na wyobraźnię. Oczywiście część z nas może powiedzieć, że porównanie robiono przy prędkości 45 kilometrów na godzinę, trudnej do utrzymania w przypadku rywalizacji amatorów. Badacze zwracają jednak uwagę, że korzyści liczone czasem są jeszcze większe u wolniejszych zawodników. Nie jest to zgodne z pokutującą opinią, że aby zyskać na aerodynamicznym ekwipunku trzeba mieć mocną „nogę”, ale nasze rezultaty z ubiegłorocznego testu przeprowadzonego na kolarskim torze w Pruszkowie były w pełni zgodne z wnioskami z Imenstaad. Specyfika triathlonowych tras, długich odcinków o stabilnej prędkości pozwala na dodatkowe korzyści z tak wysokiego profilu obręczy. To nie koniec dobrych wiadomości. W przypadku lekkich kół do jazdy w górach utrzymanie parametrów sztywności konstrukcji stawia najwyższe wymagania wobec zastosowanych materiałów. Przy kołach aero o wysokim stożku zapas tego parametru jest tak duży, że pozwala na łagodniejsze podejście w tej kwestii. Nie jeździmy również po krętych trasach w grupie, zmieniając co chwila prędkość i kierunek jazdy. Oznacza to, że tak naprawdę większość korzyści wyciągniemy nawet z kół ze średniej półki. W sporcie pełnym drogich technologii, jakim jest triathlon taka wiadomość brzmi wręcz nieprawdopodobnie.

Na zakupy

Kupno kół z Niemiec czy Anglii to prosta sprawa, wystarczy karta kredytowa. Kiedy chcemy samodzielnie sprowadzić taki sprzęt z chińskich aukcji będzie to nie tyle trudniejsze, co obarczone większym ryzykiem. Zestawy podobne do opisywanych w artykule znajdziemy w granicach 450-500 dolarów i w większości przypadków możliwe będzie złożenie ich na komponentach klasy średniej, nie budzących większych zastrzeżeń jakościowych. Musimy jednak liczyć się z naliczeniem przez urząd celny dodatkowych opłat – cła antydumpingowego w przypadku gotowych kół, podatku VAT, kosztów odprawy celnej. Cena wzrasta dwukrotnie, czyniąc zakup niewartym zachodu. Jeszcze większy problem mamy, kiedy musimy skorzystać z naprawy gwarancyjnej. Producent zwykle nie robi problemów dbając o opinię na portalu, jednak logistyka takiej operacji jest bardzo długotrwała i kosztowna. Kupując ten sam produkt w Europie płacimy podobną cenę jak w przypadku chińskiego importu, któremu nie udało się uniknąć odprawy celnej. Zyskujemy jednak 2 lata spokoju dzięki łatwiejszej do wyegzekwowania ochronie gwarancyjnej. Jeszcze prostsza sytuacja ma miejsce w przypadku zakupu w kraju. W omawianym teście brały udział przede wszystkim marki niemieckie, składające koła z chińskich podzespołów. Jak się okazuje finalny produkt jest bardzo wysokiej jakości. Nic nie stoi na przeszkodzie aby tej samej sztuki dokonali nasi przedsiębiorcy, tym bardziej, że przepisy celne są znacznie łagodniejsze dla elementów służących do dalszej obróbki na terenie Unii Europejskiej, co pozwala na konkurowanie ceną. W zapleceniu dobrych kół nie ma wielkiej magii. Magia i niezwykle wysokie koszty tkwią w badaniach prowadzących do powstania nowych pomysłów i właśnie dlatego pionierzy w tej dziedzinie tak wysoko cenią efekty swojej pracy. Kiedy jednak mamy już gotowe elementy, złożenie ich w całość jest tylko kwestią solidnego rzemiosła. Często nawet właśnie ci mali producenci potrafią zawstydzić gigantów dbałością o precyzję wykonania. Technologia oparta na włóknach węglowych bardzo się rozpowszechniła przez ostatnie lata. Prędzej czy później będziemy świadkami rewolucji cenowej w tym segmencie, być może właśnie się ona zaczyna.

Artykuł pochodzi z magazynu „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie”, styczeń-luty 2016

Komentarze