444 km w 82 godz. 46 min. Rafał Bielawa rekordzistą Głównego Szlaku Sudeckiego! [RELACJA]

Autor: Kuba Wolski • 11.10.2018
fot: Łukasz Buszko

fot: Łukasz Buszka

Równo rok temu Rafał Bielawa w rekordowym czasie pokonał trasę Głównego Szlaku Beskidzkiego (496 km w 108 godz. i 55 min.), co śledziliśmy z wypiekami na twarzach. 4 października 2018 r. ultramaratończyk podjął się kolejnego wyzwania – postanowił przebiec Główny Szlak Sudecki (ok. 444 km według przewodnika) w możliwie jak najszybszym czasie.

Słuchając Rafała Bielawy ma się wrażenie, że bieganie przez 80 godzin po górach nie stanowi jakiegoś wielkiego wysiłku. Rzeczywistość jednak czasem daje bolesnego pstryczka w nos, szczególnie niektórym jego pomocnikom, gdy okazuje się, że po 40 km sapią głośniej niż on mając w nogach np. dwie setki. Dopiero wtedy można w pełni docenić co ten Ultrafał tak naprawdę wyrabia. Po ustanowieniu rekordu na Głównym Szlaku Sudeckim na liście strat znalazły się dwa zbite palce i nadwyrężona pachwina. Poza tym – nic. Żadnych bóli mięśniowych, większych kontuzji, problemów z żołądkiem. Gdyby nie ta pachwina, można by powiedzieć – nuda.

O Głównym Szlaku Asfaltowym

– Wystartowałem z Prudnika, na początku są małe górki, ale właściwie nieistotne. A od Biskupiej Kopy do Złotego Stoku biegnie się prawie cały czas asfaltem. To jest łącznie niemal 90 km. Był nawet taki odcinek, na którym przez 25 km biegłem cały czas asfaltem, a wznios wyniósł 50 m. To nie jest coś, co lubię najbardziej (śmiech). I trzeba było też uważać, bo na tych drogach ruch wcale nie był mały, więc czasem czułem się jak na polowaniu, tylko to ja byłem zwierzyną i często musiałem uciekać na pobocze. Ale dzięki temu biegłem szybko. Problem miał tylko Błażej, który miał do mnie dołączyć, a jechał autobusem i za każdym razem jak mijał jakiś przystanek, na którym chciał wysiąść, to okazywało się, że ja już tam byłem. W końcu chłopaki podwieźli go do mnie autem. Na tym odcinku cieszyłem się, że robię GSS właśnie w tą stronę, bo mając te asfalty na koniec najzwyczajniej w świecie bym już tam został w tych polach.

fot: Łukasz Buszko

fot: Łukasz Buszka

O akcji pt. „Pachwina”

– Przed 300. kilometrem zatrzymaliśmy się w schronisku Zygmuntówka. Do tego momentu czułem się naprawdę fajnie, ale tam usiedliśmy w takich głębokich fotelach, gdzie linię bioder miałem poniżej kolan. Potem musiałem wstać bardzo szybko i poczułem takie lekkie ukłucie. Wyszedłem ze schroniska, dostałem kije i planowałem jeszcze przed snem pobiec na Wielką Sowę, ale wtedy poczułem, że nie jestem w stanie podnieść nogi. Ledwo przeszedłem 150 m do najbliższego asfaltu, gdzie mieliśmy auto. To była masakra. Stwierdziłem, że w takim stanie nie dam rady wejść na Sowę. Chciałem się położyć i poczekać, licząc, że może po śnie coś się poprawi. Niestety tu zrobiłem błąd, który potem odbijał się czkawką. Ustaliliśmy, że odpoczywam 2 godziny. Tylko zamiast spać najpierw podłączyłem Compex na godzinę, rozmawiałem jeszcze z kolegą fizjoterapeutą, o tym co robić i tak finalnie przespałem 45 minut. W końcu wstałem, czułem, że te zabiegi dały jakiś efekt, więc ruszyłem. Udało mi się ten ból wepchnąć gdzieś głęboko w siebie i mi jakoś bardzo nie dokuczał, ale wiedziałem, że dobrze nie jest.

– W okolicach Waligóry zaczęły się bardzo strome odcinki, na których ciągle szarpałem tą nogę, dodatkowo czułem, że bardzo mało spałem i jak dotarłem do Andrzejówki, to byłem kompletnie załatwiony. Ledwo chodziłem. Położyłem się spać na godzinę, ale obudziłem się po 15 minutach i nie mogłem zasnąć, więc się ubrałem i wyszedłem z auta. Przez 10 minut wychodziłem taki placek pod Andrzejówką. Było naprawdę słabo. Wiedziałem, że trzeba kogoś znaleźć, więc poprosiłem ekipę o poszukanie jakiegoś fizjoterapeuty. Czułem, że to da się zrobić, mieliśmy za sobą już ponad 300 km, teoretycznie do końca jeszcze ok. 140, ale wiedziałem, że to się musi odwrócić.

O goleniu i dobrych ludziach

– Ruszyłem z tej Andrzejówki, znalazłem sposób na jakiś taki nazwijmy to bieg. Wziąłem tabletki przeciwbólowe, ale nie przesadzałem z nimi, żeby cały czas mieć świadomość, gdzie dokładnie i jaki to jest ból. Nie chciałem się totalnie zmasakrować. Mieliśmy tejpy, kolega fizjoterapeuta polecił mi je założyć, bo mogłoby to trochę odciążyć pachwinę, ale najpierw musiałem ogolić nogę. To było zabawne, bo mieliśmy ustawione auto otwarte prosto na ulicę, więc poprosiłem Pawła, żeby chociaż je przestawił w drugą stronę, żebym golił się w kierunku pola. Po otejpowaniu było może z 5% lepiej, ale przynajmniej miałem czego głowę uczepić. Tempo niestety spadało, więc starałem się oszczędzać czas na postojach, rzadziej się zatrzymywać. W końcu zaczęły pojawiać się sygnały, że może ktoś się pojawi i nagle dotarliśmy w okolice Szarocina, a tam kozetka rozstawiona na szlaku i pomoc czeka. Podjechał do nas Artur Socha, który bardzo mi pomógł, rozluźnił wszystkie mięśnie poniżej pachwiny, i delikatnie okolice bólu, potem otejpował. Wstałem z tego stołu i poczułem, że jest inaczej, że jest całkiem nieźle, mogłem znowu biec. Za Lubawką po kolejnym postoju na sen licznik przeskoczył ze 100 na 99 km i poczułem, że to zrobię, że dobiegnę do końca.

fot: Łukasz Buszko

fot: Łukasz Buszka

O złodziejach zniczy

– Często przymusowo zatrzymywaliśmy się przy cmentarzach, bo w małych miasteczkach były to jedyne miejsca, gdzie był parking i więcej miejsca. Chłopaki mieli jedną taką sytuację, że podjechała do nich policja z pytaniem, co tu robią. W końcu stoi bus, osobówka, pierwszy listopada już niedługo, więc pewnie myśleli, że przyjechali ładować znicze i wieńce.

O sleepmonsterze

– Wychodząc z Karpacza poprosiłem chłopaków, żeby wzięli ze sobą śpiwór, bo czułem, że mogę go potrzebować. Ciągle czułem, że brakuje mi snu. Z Domu Śląskiego jeszcze wyszliśmy, ale jakieś 20 minut później zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością. Tomek mówił, że może byśmy dali radę przerzucić się do Odrodzenia (schronisko – przyp. red.), to były może ze 4 km, ale powiedziałem, że nie ma szans i ostatecznie położyłem się spać gdzieś przy Słonecznikach. Spałem całe 18 minut, wstając czułem ciągle lekki letarg, ale potem nagle „pstryk” i wszystko przeszło, poleciałem do końca.

O etapie przyjaźni

– Zbiegając do Szklarskiej jeszcze myślałem, że złamanie 80 godzin jest w zasięgu, ale potem już widziałem, że musiałbym bardzo mocno biec, co z tą dokuczającą pachwiną nie było możliwe. Początek jeszcze zaczęliśmy z animuszem, bo trasa jest bardzo łatwa – oczywiście o ile jest się wypoczętym. Ale potem nawet takie lekkie 3% nachylenia stanowiły problem, więc ostatecznie pogodziłem się z tym, że to będzie taki długi etap pieszy, taki etap przyjaźni – po prostu sobie szliśmy i gadaliśmy. Czas już nie miał znaczenia. Czułem się jakbym spacerował z całą wielką rodziną i to było super. A na koniec w Świeradowie zobaczyłem czerwoną kropkę.

PRZECZYTAJ TAKŻE RELACJĘ Z REKORDOWEGO BIEGU RAFAŁA BIELAWY WZDŁUŻ GŁÓWNEGO SZLAKU BESKIDZKIEGO

O długości szlaku

– Był taki moment, w którym rozładował mi się zegarek, więc nie mam pełnego tracka, ale mniej więcej do połowy miałem 11-12 km więcej niż wynikało z naszej rozpiski. Wg przewodnika szlak ma 444 km, podejrzewam, że w rzeczywistości ma ok. 460 km.

GSB vs. GSS

– Trudno porównywać to wyzwanie do GSB, bo GSS ma zupełnie inny charakter. Jest bardzo dużo asfaltów, góry są niższe, podejścia krótsze, przez to zbiegi również. Są za to bardziej strome podejścia.

O tempie

– Pierwsze dwa maratony przebiegłem poniżej 5 godzin każdy. Pierwszą setkę w około 13 godzin. 120 km w 14:30, a całą drugą setkę też dość dobrze i równo. Najwolniejsze momenty to czas, kiedy pojawiły się problemy z pachwiną, odcinek od okolic Bystrzycy Kłodzkiej do Głuszycy, 140 km zajął mi prawie dobę plus postoje, a w okolicach Sudetów Wałbrzyskich wyszło mi 84 km w 19:19.

O atrakcyjności GSS

– Główny Szlak Beskidzki jest poprowadzony przez najfajniejsze miejsca okolicy. A Sudecki? Próbowałem szukać jakiegoś wspólnego mianownika. Szlak jest niestety nudny. Często podchodzi się pod jakiś szczyt, ale do jego zdobycia brakuje 300 czy 500 m, jak w przypadku Śnieżnika i Śnieżki. Takich miejsc jest mnóstwo. Do niektórych miasteczek się wbiega, a w innych zwiedza się tylko okoliczne stacje benzynowe. Niektóre miasteczka są naprawdę urokliwe, jak chociażby Paprotki. Ale czasem tylko widać, że w centrum jest coś ciekawego, może jakiś ratusz, kościół, ryneczek, te rzeczy już są na wyciągnięcie ręki, po czym szlak skręca i gdzieś tyłem, przez cmentarz przeprowadza na drugą stronę. To jest dość dziwne. Na GSB asfalty się zapamiętuje, bo jest ich niewiele, a na GSS można się zastanawiać czy tego asfaltu było np. 10 km czy 7 km. Są miejsca fajne, jak chociażby Karkonosze, Biskupia Kopa o wschodzie słońca, lasy bukowe, ale porównując GSS do GSB, to GSS przegrywa z kretesem.

O logistyce, odżywianiu i śnie

– W zeszłym roku na GSB źle wszedłem w bieg, przez to, że słabo i krótko spałem. Teraz przed startem zaliczyłem 11 godzin snu, a z Wrocławia miałem blisko na start, więc to było łatwiejsze logistycznie. Na początku wszystko szło zgodnie z planem, a potem przy problemach z pachwiną po prostu musieliśmy szyć tak, jak stawało materiału. W porównaniu do GSB zmieniliśmy różne prozaiczne rzeczy. Apteczki nie trzymaliśmy w foliowym worku tylko w plastikowej skrzynce, żeby była lepiej zorganizowana. Nie wziąłem trzech toreb z rzeczami, tylko pudełka, w których był dużo większy porządek. Tym razem o imbirze, który wtedy przez 4 dni nie mógł się odnaleźć w samochodzie, słyszałem niemal na każdym punkcie, czy go nie chcę (śmiech). Zmieniłem czołówkę na Led Lenser NEO 10R, jest zasilana akumulatorkami, więc ich ładowanie jest łatwiejsze i wygodniejsze. Odżywianie oparłem, podobnie jak ostatnio, głównie o normalne jedzenie plus żele, tym razem Mountain Fuel, które brałem co 45 minut, ale tym razem nie miałem żadnych problemów z żołądkiem.

Pokonanie Głównego Szlaku Sudeckiego zajęło Rafałowi Bielawie 82 godziny i 46 minut.

Główny Szlak Sudecki „oczami” Rafała Bielawy. Aby powiększyć mapkę, kliknij prawym przyciskiem myszy i otwórz grafikę w nowej karcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger