4 dietetyczne mity, w które prawdopodobnie wierzysz
Stworzenie mitu, nie tylko w dietetyce, trwa bardzo szybko. W dobie internetu wystarczy kilka godzin by „breaking news” obiegł kraj. Jego obalenie natomiast bywa zwykle karkołomną wędrówką po badaniach naukowych czy fizjologii człowieka, a i to dla wielu osób okazuje się nieprzekonywujące, skoro „wszyscy” tak mówią. Nie wszyscy. A i nie zawsze większość ma rację.
Ujemne kalorie
Wedle założeń tej teorii ilość energii potrzebna na procesy trawienne oraz metaboliczne po spożyciu danego pokarmu jest wyższa od ilości energii dostarczanej przez ten pokarm. Mówiąc prościej – większe koszty od zysków.
Swoiste dynamiczne działanie pokarmu (SDDP) jest czymś znanym od dawna i doskonale wiemy o tym, że trawienie jest procesem wymagającym pewnych nakładów energii. Termogeneza poposiłkowa (inne określenie dla SDDP) średnio wynosi około 10% podstawowej przemiany materii, przy czym poszczególne makroskładniki – węglowodany, białka, tłuszcze, różnią się między sobą w tym zakresie. Dieta ujemnych kalorii nie jest cudownym objawieniem, tylko dietą samą w sobie niskoenergetyczną. Jeśli będziemy jedli głównie produkty z listy, a więc m.in. selera naciowego, ogórka, sałatę (nie włączając innego typu produktów, znacząco wpływających na bilans energetyczny), trudno abyśmy pokrywali swoje zapotrzebowanie energetyczne. W związku z tym schudniemy. Nie za sprawą ujemnych kalorii. Za sprawą ujemnego bilansu energetycznego.
Owoce do godziny 15:00
…tudzież innej dowolnej, która bywa sugerowana. Trudno wskazać genezę tego mitu, jednak z całą pewnością wraz z wybiciem danej godziny, owoce nie nabierają „cudownej” mocy, za sprawą której odkładają się w postaci tkanki tłuszczowej czy dokonują innego typu niegodziwości. Jabłko o godzinie 14:59 jest tym samym jabłkiem o 15:01. Nieprawdą jest również to, że po upływie jednej z tych wyznaczonych godzin są gorzej trawione. Fizjologia działa w ten sposób, że wraz z podażą pożywienia wydzielane są również enzymy, które będą ten pokarm rozkładać. Nie jest istotne to, czy będzie to banan czy kromka chleba razowego z twarogiem.
Tuczący chleb
Abyśmy mieli jasność – tuczy nadmiar. Wzrost masy ciała zapewni całkowita nadpodaż energii względem zapotrzebowania organizmu. Nie jesz słodyczy, tłustych potraw oraz słodkich napojów i ćwiczysz na siłowni, a mimo to masa ciała rośnie? Prawdopodobnie bilans energetyczny się nie zgadza i nie do końca pod tym kątem ma znaczenie z jakiego typu pożywienia na nadmierna podaż się bierze. Oczywiście jest to jednak istotne z innych powodów, chociażby zdrowotnych – nie namawiam w tym miejscu do budowania codziennej diety w oparciu o fastfood i przetworzone jedzenie, byle mieściło się w bilansie. Bardzo często osoby eliminujące pieczywo ze swojej diety zauważają efekt spadku masy ciała i w ten sposób „potwierdzają” sobie, że chleb rzeczywiście tuczy. Nie dostrzegają jednak tego, że być może po prostu nie jadają nic w zamian lub przy okazji poczyniły szereg innych zmian, które dają taki efekt. Pieczywo zatem staje się kozłem ofiarnym, nie zaś winnym.
Oczywiście, czasem w mowie potoczne używa się stwierdzeń „tuczące produkty”, „tuczące potrawy”. Powinniśmy odbierać je w kategoriach sugestii, że są one wysokoenergetyczne lub mają wysoką zawartość tłuszczów.
Zamiana tłuszczu w mięśnie
Biologia. Początek klas jeszcze do niedawna gimnazjum lub starsze klasy szkoły podstawowej. Uczymy się podziału tkanek zwierzęcych: mięśniowa, łączna, itd. Wiemy o tym, że tkanki zbudowane są z komórek, które po zakończeniu swojego rozwoju nie mają możliwości przemiany w inne typy komórek. Tym samym nie mają możliwości tworzenia innych typów tkanek, niż tą którą już są. Dlaczego więc usilnie próbujemy przemieniać tłuszcz w mięśnie? Oczywiście, można zgonić to na pewne uproszczenie myślowe, jednakże z tego typu uproszczeń, budować można podwaliny do wielu mitów. Tkanka tłuszczowa nie zmieni się w mięśniową. Możemy za to przy pomocy odpowiednio skonstruowanej diety oraz treningów zmniejszać objętość komórek tłuszczowych czy zwiększać masę mięśniową.