fbpx

Co zabrać na Bieg Rzeźnika? Kilka rad dla debiutantów

Autor: Iwona Turosz • 11.05.2016

Bieg Rzeźnika Na Raty. Fot. Jolanta Błasiak-Wielgus 2

Fot. Jolanta Błasiak Wielgus

Jest wiele artykułów czy porad w internecie, a i podczas rozmów można posłuchać co zabrać ze sobą na bieg ultra. Jak się ubrać, co jeść, jak to sobie poukładać w głowie. Jako że trochę czasu spędzam w Bieszczadach, a Rzeźnika ukończyłam też cztery razy, zgodziłam się za namową kolegi napisać jak ja to widzę. Postaram się przekazać to po swojemu, może nie całkowicie minimalistycznie ale na pewno bez „przepychu sprzętowego”. Raczej po linii najmniejszego oporu.

Zakładam, że jeśli ktoś czyta ten artykuł to wie, że Bieg Rzeźnika ma 78 km, odbywa się w Bieszczadach na trasie z Komańczy do Ustrzyk Górnych (na ten moment zapominamy o wersji hardcore) Głównym Szlakiem Beskidzkim. Na trasie są trzy punkty z „wodą” a w tym przepaki w Cisnej i Smereku.

Bieg Rzeźnika - profil trasy

Bieg Rzeźnika – profil trasy

Pewnie ktoś powie, że jeśli się biegnie na 15 godzin to trzeba zabrać “to i tamto”, a jak na 10 to już coś innego. Na metę Biegu Rzeźnika przybiegałam w czasie od prawie 14 do 10 godzin i 13 min, a ubiór miałam bardzo podobny. Oczywiście jeśli ktoś to traktuje jako poważne zawody, a nie tylko wycieczkę marszo-biegową. To znaczy – daje z siebie co potrafi, albo te 90%. Jasne i powszechnie wiadome jest, że na trasie może zdarzyć się wiele sytuacji na które nie mamy wpływu, ale takie życie i w przypadku ścigania trzeba iść na kompromisy.

Ja zawsze biegałam z pasem, przy którym miałam kilka buteleczek z wodą, folię NRC, telefon i batona. Ale jako że większość osób biega z plecakiem, będę opiszę i taką wersję.

Wiele zależy od pogody. Czy będzie deszcz czy go nie będzie, albo czy zapowiadają upały. A może to i to? Jedno jest pewne, o tej porze roku w Bieszczadach na 90 % spotkamy błoto.

Wszystko zależy od pogody

Start jest nad ranem , przeważnie jest chłodno, do pierwszego punktu żywieniowego, a zarazem przepaku w Cisnej mamy 32 km, a tak naprawdę to pogoda rozdaje karty.

Bieg Rzeźnika 2015 - Magda Łączak i Paweł Dybek. Fot. Grzegorz Grabowski

Fot. Grzegorz Grabowski

Ubranie na dół

O jego doborze pewnie zadecydujemy dzień przed biegiem, gdy będzie trochę więcej wiadomo o pogodzie. Przeważnie biegnie się w jednych spodniach, bez zmiany. Albo zakładamy krótkie i tak już lecimy do końca, albo długie czy ¾. Jeśli ktoś jest jednak niezdecydowany i boi się, że zmarznie, może założyć długie spodnie na start, a krótkie włożyć do przepaku w Smereku. Dlaczego do Smereka, a nie do Cisnej? To od Smereka zaczynają się połoniny, jesteśmy wystawieni na trochę inne warunki, miejsca odsłonięte, gdzie można naprawdę przemarznąć bądź się przegrzać. Jeśli zrzucimy z siebie ciepłe spodnie w Cisnej, a w Smereku okaże się, że zacznie być naprawdę nieprzyjemnie – to pożałujemy swojej decyzji. No a jak już się zdecydowaliśmy na długie spodnie to damy radę przebiec w nich jeszcze 24 km, tym bardziej że dużo jest przez las.

Kamil pierwszy rzeznik

Ubranie na górę

Krótki rękawek i kurtka bądź długi rękaw i kurtka (w plecaku albo na sobie) i to powinno spokojnie wystarczyć do pierwszego przepaku. Oczywiście jeśli nie pada dla zimnolubnych, np. takich jak ja wystarczy krótki rękaw. Jeśli jest ciepło, to zrzucamy długą koszulkę w Cisnej, zakładamy krótką (bądź na ramiączkach), którą mamy w worku i lecimy dalej. Jeśli wiemy, że będzie padał deszcze, warto do przepadku, na wszelki wypadek, spakować coś cieplejszego. Ale jak już wspomniałam przy spodniach, newralgiczne miejsce to Smerek, skąd zaczną się połoniny, gdzie możne nas spotkać większy wiatr, paskudny deszcz czy nieznośne słońce, bo jesteśmy tam już koło południa. Taki sam zestaw ubrań można wrzucić do worka do Smereka. Koszulka z krótkim rękawkiem (czy na ramiączkach) , jeśli zapowiada się chłodniej – coś cieplejszego, długi rękaw. Natomiast jeśli warunki są bardzo nieprzyjemne, pada deszcz, wieje wiatr, a wiemy, że nasze tempo nie będzie zawrotne, warto wrzucić też kurtkę – tak by można było zmienić całą górę na suchą. Zostawienie rzeczy w workach na punktach nic nie kosztuje, a może uratować nam tyłek czy też dać większy komfort.

Obuwie

Jasne, że możemy przebiec ten bieg w asfaltówkach (sama sprawdzałam – proste że się da!), ale w czasach, gdy ma się buty do wyboru do koloru, możemy trochę sobie pomóc. W Bieszczadach prawie zawsze znajdzie się błoto. Oczywiste, że nie na całej trasie, ale są miejsca, gdzie często będzie to nieuniknione. A już na pewno jeśli będzie padać deszcz, to możemy spodziewać się bagna.

inov-8-x-talon-212

Agresywny bieżnik jest bardzo mile widziany na Rzeźniku. Fot. Inov-8

Najlepiej wyposażyć się w buty z dobrym trailowym bieżnikiem typu kolce  nie mam na myśli metalowych wkrętów czy tym podobnych, a solidne gumowe kołki). W głowie mam moje ulubione x-talony od inov-8. Wiele osób biega w Salomonach Speed Crossach (modeli jest wiele, wymieniłam dwa dla zobrazowania, co mam na myśli ). Wtedy będziemy mieć raczej pewność, że na stromych, śliskich zbiegach but będzie trzymać (choć nie zawsze), a na podejściach da nam większy komfort, a noga nie będzie odjeżdżać do tyłu.

Profil biegu rzeznika

Wydrukowany profil trasy to sprytne rozwiązanie, ale trzeba pamiętać o zafoliowaniu.

Jeśli kilka dni wcześniej padało, a nie ma upałów, to mamy prawie pewność, że już na samym początku trasy, jeszcze przed Chryszczatą, ubrudzimy i pewnie zmoczymy sobie buty i nie ma co tu specjalnie czekać w kolejkach by ominąć potok, kałuże czy błoto. Dalsza część przez Wołosań jest w miarę ok, bez większego błota, zabawa (krótka, ale fajna) jest na końcówce zbiegu do Cisnej pod wyciągiem. Dalszy etap trasy do Smereka to jeden z najstromszych podbiegów, na Rożki gdzie podczas deszczu jest ślisko. Kolejne odcinki przez Małe Jasło, Jasło, na Okrąglik, to delikatne przyjemne (ciągnące się czasem) góra-dół, gdzie często zalega błoto. Ostatnie odcinki czyli podbiegi i zbiegi Połoniny Wetlińskiej i Caryńskiej to miejsca gdzie po deszczu będzie ślisko i docenimy dobry bieżnik. Tym bardziej, że często jesteśmy już zmęczeni i nogi już nie trzymają się tak dobrze na zbiegach, a podchodząc do góry fajnie jest zrobić krok i nie zjeżdżać na dół. Uważam, że jeśli mamy sprawdzone buty to oczywiście nie ma co kombinować, tylko zabrać te, które są wygodne i lubimy w nich biegać, bo liczy się przyjemność. A jak mawiają – dobry koń to i po błocie pociągnie.

Czy brać buty na zmianę na przepaki? Uważam, że nie ma takiej potrzeby jeśli te, które założyliśmy są sprawdzone. Jedyne co można wrzucić dodatkowo to skarpetki.

Trójmiejski Ultra Track2

Picie

Przy plecaku mamy też bidony czy bukłak. Jaka wielkość będzie adekwatna? To niezwykle indywidualne. Litr to minimum. Ja jestem za bukłakiem 1,5 bądź nawet 2 l – przecież nie musimy uzupełniać go do końca, a jeśli będzie upał – na pewno nie zaszkodzi. A prawda jest taka, że jeśli nie biegniemy na super wyśrubowany wynik – 0,5 kg więcej nas nie zbawi, a może nas albo kolegę z teamu uratować. Od startu do pierwszego punktu z wodą mamy 32 km, akurat wtedy upały nam nie grożą, więc i płynów może pójść mniej. Sytuacja zmienia się na odcinku Cisna –Smerek (24 km), który może dać nam nieźle popalić. Mamy trochę przewyższenia, krótkie ale strome podejście, potem wspomniane góra-dół, no i długi zbieg słynną ośmiokilometrową drogą Mirka, która niejednemu daje w kość. W nogach prawie 50 km, a tu monotonny zbieg drogą gruntową, potem dziurawym asfaltem. Jak jeszcze dojdzie do tego słońce… Mając nawet bukłak 2-litrowy można spokojnie go napełnić, bo jest wielka szansa, że zaniknie wszystko. Dwa ostatnie etapy Smerek – Berehy, Berehy – Ustrzyki, są krótsze. Pisząc, że na wcześniejszy etap fajnie zabrać 2 litry, to tu może być odpowiednio 1,5 i 1 litr na sama końcówkę. Szczerze, ja nigdy tyle picia nie miałam, ale jestem niewielką kobietą. Dla rosłego chłopa taka pojemność będzie ledwie przystawką. W przypadku wody – lepiej nosić niż prosić!

Bob Graham Round. Support, który dowiezie jedzenie i zmotywuje jest nieoceniony

Jedzenie

Nie ma co brać go zbyt wiele. Przed startem śniadanie. A na 1 etap warto wrzucić do plecaka jakiegoś batona energetycznego czy Snickersa, żel na wszelki wypadek, garść rodzynek czy banana. W Cisnej coś zjeść (albo jak ktoś się spieszy zabrać ze sobą). Jeśli stracimy zapas z plecaka, to warto go uzupełnić tak, by na kolejny etap do Smereka mieć też batona, czy dwa, może sezamki albo chałwę, dorzucić rodzynek czy innych bakalii, żel na wszelki wypadek. Pomaga czy nie pomaga, ale warto wrzucić też do plecaka shota z magnezem. Na kolejnym, ostatnim przepaku i miejscu z jedzeniem (Smerek) najlepiej uzupełnić plecak podobnym zestawem. W workach możemy mieć przygotowany swój makaron, ryż czy inną papkę, warto jest wrzucić trochę więcej smakołyków, przecież nie wszystko musimy zabierać na trasę, a może przyjdzie nam ochota na czekoladę, pomarańczę (to jest świetny pomysł!) czy też dwa łyki piwa, które postawią nas na nogi (oczywiście bezalkoholowego!). Nie ma co przesadzać z ilością posiłków, bo przecież przyjechaliśmy biegać, a nie jeść. Pamiętajmy jednak, że czasem jest w drugą stronę, trzeba na siłę coś w siebie wciskać aby móc biec dalej i mieć na to siłę. Wszystko z rozwagą.

Inne dodatki

Kijki – jest to duża pomoc – o ile potrafi się z nich skorzystać. Spokojnie można pokonać Bieg Rzeźnika bez nich. Szczególnie jeśli jesteśmy zmęczeni czy jest ślisko na podejściach bardzo pomagają. Tylko, co najważniejsze, trzeba uważać na innych uczestników aby nie zrobić im krzywdy.

Czapka , chusta – jak dla mnie jedna chusta typu Buff to podstawa (jeśli chłodniej warto zabrać dwie – jedna na głowę, druga na szyję). Jeśli jest gorąco – ochroni naszą głowę przed słońcem zawsze można ją namoczyć wodą. Czapka – wedle uznania, fajnym rozwiązaniem jest chusta typu Buff z daszkiem, jest lekka, cienka i zajmuje mało miejsca.

W tym roku Kamil z Krzyśkiem Dołęgowskim zajęli 3. miejsce w Biegu Rzeźnika. Krzysiek był w 2011 roku 30. na pełnej trasie UTMB. Fot. Archiwum

Folia NRC – waży tyle co nic, a jest folią życia. Nie ma co więcej pisać, trzeba brać.

Apteczka – to dużo powiedziane. Warto do malutkiego woreczka wrzucić ze dwa plastry, tabletkę na biegunkę, chusteczkę higieniczną (ale nie zostawiać w górach!), kawałek plastra bez opatrunku elastycznego. Może być to w tym samym woreczku, co telefon komórkowy – chcę przez to powiedzieć, że ma to zająć tak niewiele miejsca, jak się tylko da. Na przepaku można dorzucić bandaż i dodatkowy plaster.

petzl-tikka-

Fot. Petzl

Czołówka – może trafić na naszą listę sprzętu ale nie musi. Początek trasy jest raczej po płaskim (ale są dziury!). Jeśli ktoś obok nas czy za nami będzie miał światło to damy radę. Ale jak wszyscy pomyślą tak jak my to będzie przez chwilę trochę ciemno. Dla własnego komfortu warto zabrać i zostawić w Cisnej.

Zegarek – szczęśliwi czasu nie liczą. Przecież mamy telefon. Choć dla wielu uczestników to część żelaznego zestawu.

Pewnie wydaje się Wam, że tak wiele rzeczy trzeba dźwigać, ale tak nie jest. Do plecaka czy pasa dorzucamy folię NRC), chusteczkę, tabletkę, plasterki. To nie waży. Chustę zakładamy na głowę (albo na rękę jak jest za ciepło). Na czarną godzinę – baton i żel.

Opisałam dość dużo różnych opcji, które mogą być podpowiedzią dla debiutantów. Pamiętać należy, że każdy jest inny i startując powinien znać swoje upodobania i swój organizm. Ciężko jest powiedzieć komuś jak ma się ubrać, bo jeden lubi krótkie spodenki ,nawet jak wieje po nogach, a drugiemu nie przeszkadzają długie getry nawet jak jest ciepło. Tak samo z górną warstwą. Natomiast biegając z plecakiem tak czy siak warto jest do niego wrzucić kurtkę.

Żeby nie było, nie piszę przecież tego dla czołówki biegaczy. Góry, to góry. Należy mieć do nich szacunek i pamiętać, że pogoda bardzo często zmienną jest. Przede wszystkim nie można ich lekceważyć.

Ja w tym roku nie startuję ale pewnie gdzieś tam się będę kręcić. Bajabongo i do przodu. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger