Zdrowie i motywacja > Ciało biegacza > Zdrowie i motywacja
Długość ma znaczenie – czyli co się dzieje gdy biegacz ma jedną nogę dłuższą?
Fot. Istockphoto.com
Różnica długości nóg jest statystycznie powszechniejsza niż nadwaga. Niewiele osób może poszczycić się idealnymi proporcjami ciała, choć zazwyczaj na pierwszy rzut oka asymertrii wcale nie widać. A to może być jedna z przyczyn naszych kontuzji… Z Agnieszką Kruszewską-Senk, trenerką i rehabilitantką ObozyBiegowe.pl, rozmawia Jakub Wolski.
Mam jedną nogę krótszą od drugiej, jak z tym żyć?
– Jeżeli nie uprawiasz sportu, żyjesz z tym zupełnie naturalnie – większość z nas, ok. 90%, ma bowiem jedną nogę krótszą od drugiej. Do 1 cm jest to sprawa pomijalna, chyba że…zaczynamy biegać. Są osoby, które nie będą tego odczuwały, bo ich organizm przystosował się do obciążeń, a dodatkowo te osoby zazwyczaj nie przesadzają z kilometrażem, nie przekraczając powiedzmy 40–50 km tygodniowo. Jest jednak grupa osób, u których przy bieganiu mogą pojawić się problemy, czyli np. zwiększona podatność na kontuzje czy bóle. Zanim jednak opowiem o objawach, musimy rzeczy: faktyczną i pozorną różnicę w długości kończyn. Jeżeli istnieje różnica w długości bezwzględnej nóg, mierzonych bez miednicy, bez stawu biodrowego, to wtedy po prostu jedna noga jest krótsza od drugiej. Najczęściej uwarunkowane jest to genetycznie i różnicę do 1 cm uważa się za fizjologiczną. Ale jest też coś takiego jak skrócenie pozorne. Bierze się ono z rotacji miednicy i wtedy, tak naprawdę, nogi są tej samej długości, ale jedna wydaje się krótsza, bo jest asymetria w ułożeniu kości miednicy.
Jak pojawiają się różnice w długości bezwzględnej?
– Najczęściej pojawiają się one już w życiu płodowym. Natomiast problem może wystąpić także po złamaniu nogi. Po zrośnięciu kończyna może zmienić swoją długość.
A czy różnica pozorna może wynikać z czegoś jeszcze, poza rotacją miednicy i skrzywieniem kręgosłupa?
– To są najpopularniejsze przyczyny. Ale mogą wystąpić także przykurcze, zarówno mięśni nóg, jak i obręczy miednicznej, które dadzą nam podobny obraz.
W jaki sposób dokonuje się pomiaru?
– Obecnie jest to dość proste, bo można zrobić specjalne zdjęcie służące do pomiaru długości kończyn. Na prześwietlenie nakładamy specjalną skalę i uzyskujemy dużą pewność wyniku. Są oczywiście również metody „domowe”, typu mierzenie centymetrem odległości między specjalnymi punktami na nodze (np. między krętarzem większym i kostką boczną). Taki pomiar wymaga jednak doświadczenia.
Jak może objawiać się różnica długości nóg?
– W najróżniejszy sposób. Jest to bardzo indywidualna sprawa, dlatego czasem tak trudno jest zdiagnozować przyczynę. Jeśli rozpatrujemy różnicę długości w okolicach 1 cm, to może pojawić się wiele kontuzji, np. ITBS (zespółpasma biodrowo-piszczelowego) lub jakiś problem w kręgosłupie – w odcinku lędźwiowym, krzyżowym, a nawet w piersiowym i w barku. Gdy wchodzimy w różnice powyżej 1 cm, w przypadku biegaczy zwracam na to szczególną uwagę i staram się korygować, bo taka sytuacja może się szybko przeobrazić w poważniejszą formę tych kontuzji.
Jak sobie z tym radzić? Wielokrotnie natknąłem się na opinie, że należy dobrać odpowiednie wkładki i od razu sobie pomyślałem, że wygląda to jak działanie na skutki zamiast na przyczyny problemu. Siły działające z jednej strony, wynikające np. z rotacji miednicy, i działające z drugiej, z podparcia wkładką, mogą w skrajnych przypadkach kumulować się i tak naprawdę pogłębiać problem.
– Jak najbardziej. Był taki moment, jeszcze jakieś 4–5 lat temu, gdy było niewiele miejsc, do których biegacz mógł się udać i często w ogóle nie zważano na to, czy skrócenie jest pozorne, czy rzeczywiście wynika z długości kończyn. Robiono wkładki bez żadnych pomiarów i ludzie wpadali z jednej kontuzji w drugą. Teraz na szczęście takich miejsc jest już coraz mniej. Jeżeli skrócenie wynika z rotacji stawu biodrowego, to najczęściej nie ingerujemy żadnymi mechanicznymi sposobami, tylko dobieramy indywidualnie ćwiczenia, które pozwolą wyrównać dysbalans dziecięcego, rotacji czy skrzywienia kręgosłupa trwale nie naprawimy. Możemy to zrobić tymczasowo, ale zmiany i tak będą wracać. Zanim przejdziemy do dobierania wkładki, należy spróbować podziałać ćwiczeniami, wyrównać dysbalans. Najczęściej z krótszą nogą wiąże się różnica napięć mięśni odwodzących i przywodzących nogę oraz zginaczy i prostowników. Mogą być różnice w obwodach mięśniowych – a tym samym w sile – łydek, ud i to wszystko można starać się wyrównać.
A na ile jesteśmy w stanie zniwelować tę różnicę? Można to określić?
– To też jest sprawa indywidualna i zależy w dużej mierze od tego, jak dana osoba jest zbudowana, umięśniona. Jeśli jest to ktoś, kto przez większość życia był aktywny, to będzie nam znaczniej łatwiej, ale trudno to przełożyć na konkretne liczby. Na pewno trudniej będzie w przypadku osób, które dopiero zaczęły się ruszać – ich aparat mięśniowy jest po prostu osłabiony.
No tak, bo zaczynamy właściwie pewnego rodzaju pracę u podstaw nad wzmocnieniem całego ciała, co zajmie więcej czasu.
– Tak. Natomiast trzeba pamiętać o tym, że mądrze zrobiony trening siłowy, wykonywany regularnie 2–3 razy w tygodniu, ze stopniowo zwiększającymi się bodźcami, sprawi, że szybko będziemy zauważać poprawę. Z różnicą długości kończyn, ze zrotowaną miednicą, wiążą się też duże napięcia mięśniowe i zazwyczaj jedna połowa naszego ciała będzie bardziej spięta od drugiej. A to może być przyczyną kolejnych poważnych kontuzji.
Ćwiczenia to całkowicie indywidualna sprawa, czy jest jakiś zestaw uniwersalny?
– Ćwiczenia trzeba rozpatrywać raczej przez pryzmat konkretnej kontuzji. W pierwszej kolejności siada zazwyczaj to, co jest najsłabsze i ćwiczenia dobieramy do problemu, który się pojawia. Kluczowe jest poprawne wykonywanie ćwiczeń – fizjoterapeuta powinien je nie tylko zaprezentować, ale i sprawdzić czy pacjent umie odpowiednio powtórzyć ruch.
Dla fizjoterapeuty raczej nie jest to łatwe, żeby wywnioskować, że problem danej osoby wynika właśnie z różnicy długości nóg, jak to oceniasz?
– Zazwyczaj do gabinetu nie trafiają osoby z problemem określonym jako krótsza noga, tylko z jakimś konkretnym bólem. Dobra diagnoza zależy od złożoności badań, głębokości wywiadu oraz od tego, do kogo trafimy. Myślę, że większość lekarzy do tego niestety nie sięgnie. Fizjoterapeuci są na to bardziej wyczuleni. Pomiar długości kończyn powinien być jedną z podstaw zbierania wywiadu. Trzeba pamiętać, że każdy przypadek, każdy problem pacjenta jest bardzo indywidualny i należy dobrze się zastanowić, pomyśleć, z czego dana kontuzja może wynikać. Bardzo ważne jest doświadczenie rehabilitanta i niepoddawanie się rutynie.
Jaki jest odsetek pacjentów, których dotyczy ten problem?
– Takich przypadków, żebym była pewna, że problemem jest różnica długości kończyn, miałam ok. 5–10%. Jest mnóstwo sytuacji, gdy różnica długości towarzyszy kontuzji, ale bezpośrednią przyczyną jest np. osłabienie mięśniowe. Na problem składa się często kilka przyczyn. Zazwyczaj, gdy już prowadzę leczenie i widzę poprawę w różnych aspektach, a ból cały czas nie mija, wtedy ewentualnie działam np. wkładką, ale to tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z rzeczywistym skróceniem kończyny. W przypadku skrócenia pozornego właściwie w ogóle nie zalecam wkładek, bo można sobie w ten sposób zrobić więcej złego niż dobrego.
Kuba Wolski, „Długość ma znaczenie”, Bieganie styczeń-luty 2014