fbpx
Fot. Facebook.com/Kilian Jornet

Ludzie > Elita biegaczy > Ludzie

Kilian Jornet – dziecko gór

Fot. Facebook.com/Kilian Jornet

Kilian w Nepalu. Fot. Facebook.com/KilianJornet

Ten drobny gość o odstających uszach, mysim obliczu, który miałby w herbie skoczną kozicę, gdyby żył w czasach rycerzy, jest jedną z najbardziej inspirujących postaci w bieganiu. Filmy z jego udziałem biją na YouTube rekordy popularności, sprawiają, że nogi zaczynają się napinać, a biegowe buty przyciągają niczym magnes. Niektórzy mówią, że Kilian nie jest człowiekiem.

Pomruk i poruszenie rozlało się jak fala w gęstwinie ludzi ustawionych wzdłuż barierek upstrzonych sponsorskimi banerami, w centrum francuskiego miasteczka Chamonix. Biegnie! Ponad głowami zgromadzonych pobrzmiewają dźwięki Contest of Paradise Vangelis, napięcie narasta, ludzie podskakują i wyciągają szyje, żeby zobaczyć, co dzieje się w tunelu po wewnętrznej stronie barierek. Postać pojawia się niepozorna i drobna, czarnowłosy, 24-letni chłopak o odstających uszach, dużych, ciemnobrązowych oczach i wielkich ustach z zaklętym uśmiechem. Spokojnie truchta slalomem od barierki do barierki przybijając piątki zgromadzonym, klaszczącym, piszczącym, wyjącym ludziom. To on? Zwycięzca 168-kilometrowego biegu o 9600 metrach przewyższenia? Jednego z najbardziej upragnionych, wymarzonych wyścigów, dookoła masywu Mont Blanc? Trudno uwierzyć, jak ten chłopaczyna mógł uwinąć się w 20 godzin i 36 minut, pozostawiając wszystkich na tyle daleko za plecami, że teraz nawet nie musi się spieszyć. 170 centymetrów, 56 kilogramów. Jego kolega – Iker Karrera – dotrze na metę Ultra-Trail du Mont-Blanc 2011 jako drugi, ze stratą 9 minut, a w jego nogach i oczach nie będzie tyle świeżości. Wtedy właśnie zobaczyłam Kiliana po raz pierwszy, stojąc w szpalerze ludzi w Chamonix.

Po powrocie do domu oglądałam go w jednym z najpiękniejszych filmów z biegów górskich na YouTube – Helicopter Coverave od The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc. Filmie o oszałamiających ujęciach z góry, gdzie ludzie i zwierzęta wyglądają na wąziutkich alpejskich ścieżkach niczym wężyk mrówek na trawniku. Zasnute bielą góry, pocięte bruzdami dolin, granatowe chmury ponad nimi i cieniutka biała kurtka chłopaka, który wygląda po prostu jak zbłąkana śnieżynka, porywana podmuchami wiatru. Filmy z jego udziałem stały się moją inspiracją. Kto nie oglądał serii Kilian’s Quest? Film slow motion, w którym Jornet surfuje po pylistych ścianach, tak stromych, że nawet górska kozica nabawiłaby się lęku wysokości, wznosi tumany beżowego pyły, zawisając w powietrzu jakby świat tył tylko Matrixem. Sprawia, że natychmiast chce się jechać w góry, natychmiast iść pobiegać.

Fot. Facebook.com/Kilian Jornet

Pierwszy czterotysięcznik w wieku 6 lat. Z 5-letnią siostrą na Natalią. Fot. Facebook.com/KilianJornet

Dzieciak z górami na podwórku

Ale to nie od biegania się zaczęło. Nawet nie od skialpinizmu, który był jego pierwszym sportem. Zaczęło się od schroniska, położonego na wysokości 2000 metrów na północnym zboczu Cerdanyi, w Pirenejach, między granicznymi szczytami Francji i Androrry, gdzie tata Kiliana pracował jako strażnik. Rodzice byli zakochani w górach, a mama miała głowę pełną pomysłów na to, jak w niecodzienny sposób spędzać czas. Placem zabaw Kiliana i jego siostry były ścieżki w okolicach Cap del Rec, trasy biegów narciarskich i szczyty Tossa Plana, La Muga, przełęcz Perafita. – Po powrocie ze szkoły ledwo zdążyliśmy zostawić plecaki w salonie i już byliśmy na zewnątrz, wspinaliśmy się na skały, albo uwieszaliśmy na konarach drzew latem, a zimą z zaczepionymi nartami biegowymi wygłupialiśmy się na polach pokrytych śniegiem – wspomina Kilian w książce „Biec albo umrzeć”, która doczekała się właśnie polskiego tłumaczenia. Nie oglądali telewizji ani nie siedzieli z PSP w domu na kanapie. Nieświadomie hodowali swoją moc. Kiedy mieli dwa lub więcej dni wolnego, wykorzystywali je, by poznać jakąś nową górę, szukali nowych przygód dalej i dalej. – Gdy miałem trzy lata, wszedłem już na Tossa Plana, na Peraditę i La Mugę. W wieku sześciu lat wspiąłem się na swój pierwszy czterotysięcznik, a mając dziesięć lat, w ciągu czterdziestu dwóch dni pokonałem Pireneje – opowiada Kilian.

Między innymi dzięki tym doświadczeniom stał się jednym z najlepszych biegaczy na świecie. On nie walczy z górami, on w nich po prostu żyje. To nie jest dla niego obce środowisko, w które wkrada się na wyścigu, to jego podwórko. Przez wiele lat wysiłek w górach nie był dla niego nawet treningiem, a po prostu zabawą. – Cieszę się krajobrazami. Biegam szybko, to prawda, ale moja technika pozwala mi patrzeć nie na szlak pod nogami, ale dookoła. I zatrzymuję się wiele razy, przy jeziorach, na szczytach – mówi. Gdy był mały mówił, że chciałby się w życiu zajmować liczeniem i mierzeniem jezior. – Będę szedł przez góry i kiedy znajdę jezioro, sprawdzę, jak jest głębokie, rzucając w środek kamień przywiązany do sznurka, i zobaczę, jaką ma głębokość i szerokość – opowiada o czasach, gdy miał 5 lat. Z wycieczek wracał zawsze z kamieniami i do dziś je kolekcjonuje.

Dzieciak szukający wiedzy

Rodzice wypielęgnowali w Kilianie hobby, a on dodał do tego zamiłowanie do rywalizacji. To pojawiło się wraz z rozpoczęciem szkoły średniej. Zapisał się do Centro de Tecnificacion de Esqui de Montana (Ośrodek Technologii Skialpinizmu) – żeby dać upust swojej energii. – Tak zaczęły się biegi, wyścigi tam i tu, najpierw wszerz Pirenejów, potem po całej Europie – opowiada. Pojawiły się pierwsze dobre wyniki i chęć ich poprawiania. Matka zabierała Kiliana w różne miejsca, żeby mógł trenować rano przed pójściem do szkoły. Po tym, jak wygrał już niemal wszystko w kategoriach juniorskich, gdy pokonał po raz pierwszy swojego idola – Agustiego Roca, zaliczył niefortunny upadek i złamał sobie rzepkę. Był rok 2006 i jego kariera zawisła na włosku. – Byłem w najlepszej formie w mojej krótkiej sportowej karierze i mając 18 lat, nie znajdowałem żadnego możliwego wyjścia. Czy moja kariera dobiegła końca? – zastanawiał się. – Nie mieściło mi się w głowie, że mógłbym spędzić rok bez rywalizowania, bez trenowania i bez uprawiania sportu. – opowiada.
Ta nieplanowana, trzymiesięczna przerwa dała mu jednak ogromny bonus. Nauczył się w tym czasie szukać wiedzy. – Miesiące, które spędziłem w gipsie, poświęciłem na znalezienie wszystkich możliwych informacji na temat skialpinizmu. Szukałem badań i testów technicznych, jakie wykonywano w biegach narciarskich, a które można zastosować w moim sporcie. W książkach do psychologii szukałem informacji, jak być lepszym taktycznie. – Noce spędzał przed komputerem szukając wiedzy z zakresu fizjologii, treningu, strategii sportowej.

Dzieciak ze strategią

Wiedza stała się jego orężem, a kontuzja i powrót do zdrowia nauczyły go cierpliwości. Wrócił do biegania i rywalizacji. Teraz, kiedy ma już na swoim koncie kilka rekordów i wiele zwycięstw w prestiżowych wyścigach – UTMB, Mt. Kinabalu, Western States 100, opowiada, że całe życie podporządkowuje bieganiu i myśli o nim. – Zanim to zrobię, myślę, jak będę biegł, kiedy biegnę, myślę o tym, jak to robię, a potem myślę o tym, jak biegłem. Staram się wszystko kontrolować: obciążenia treningowe, czy były nadmierne, czy niewystarczające, a także, ile czasu będę potrzebował, żeby odzyskać zdrowie, jeśli będzie zbyt zimno i na następny wyścig przyjadę przeziębiony. Staram się też kontrolować moje życie prywatne: czy będę mógł spotkać się z przyjaciółmi w weekend, bo jest wyścig albo go nie ma, czy rodzina będzie mogła przyjechać na zawody albo czy rodzinna kolacja dobrze mi zrobi z uwagi na kalorie, których będę potrzebował w następną niedzielę – opowiada w swojej książce. Wyścigi też ma przemyślane, zwizualizowane od A do Z. Trasa jest wyryta w jego głowie jak w miedzianej płycie, zna rywali, picie i jedzenie ma dokładnie sprawdzone i przygotowane wraz z całym potrzebnym sprzętem już na wieczór przed zawodami.

Gdy po raz pierwszy zamarzył o udziale w UTMB, po tym, jak zobaczył film z wyścigu, umęczonych, cierpiących, ale szczęśliwych ludzi dobiegających do mety, pojechał do Chamonix już na miesiąc przed wyścigiem. Miał 21 lat. – Wyjechałem z miejscowości Puigcerda Peugeotem Partnerem wyładowanym sprzętem górskim, pięcioma parami butów, rowerem, by móc pojeździć wieczorami, mini zestawem do szycia, żeby przygotować sprzęt na wyścig, zabrałem także kilka skrzynek z makaronem, pomidorami, serem, ryżem, czekoladą, wszystkim, czego będę potrzebował by żywić się przez cztery tygodnie. Na to położyłem cienki materac i śpiwór – wspomina w książce. W Chamonix, z którego startuje 168-kilometrowy wyścig, Kilian przystąpił do przygotowań. Sprawdzał trasę, wychodził na 5-8 godzin z notesem, zapisywał czasy przelotów, robił notatki z napotkanych trudności i wracał do samochodu spać. Poznał każdy kamień na trasie, a na koniec zrobił próbę generalną – przebiegł 80 kilometrów, sprawdzając jak się czuje, jak zachowają się jego nogi. Przez dwa tygodnie spędził na treningach aż 80 godzin, a w ostatnim tygodniu pozwolił sobie na odpoczynek. Skrupulatnie przygotowywał sprzęt i opracowywał strategię, dowiadywał się, czego mógł o rywalach. Poznawał ich taktykę, mocne i słabe punkty. Wygrał, dobiegając na metę po 20 godzinach i 58 minutach.

Fot. Facebook.com/Kilian Jornet

Plateau Rosa, Cervinia. Fot. Facebook.com/KilianJornet

Dzieciak z poświęceniami

Góry to jego życie, dom, bieganie po nich, to sposób na to, żeby robić w życiu coś fajnego. Podporządkował temu wszystko dookoła siebie. Nie rozdrabnia się, nie miota między sprawami zawodowymi, nauką, rodziną. Przez dłuższy czas mieszkał z kumplem w małym mieszkaniu, często gościli innych zapaleńców układając ich gdzieś na podłodze. Ubrania leżały w stosach. Wszystko kręciło się wokół treningu i rywalizacji. – Spaliśmy i jedliśmy tyle, ile było trzeba, żeby móc trenować, i trenowaliśmy na najwyższych obrotach, żeby móc rywalizować – mówi. Ich łączne wpływy ograniczały się do pieniędzy ze stypendium i wygranych z zawodów. Czasem nie było prądu, bo… fajniej było mieć parę nowych kijków trekkingowych. – Było nam wszystko jedno, jak i gdzie spać, co jeść albo, jeśli to konieczne, nie jeść. Najważniejsze, żeby trenować i rywalizować na najwyższym poziomie – pisze. Kilian nie przywiązuje wielkiej wagi do domu jako miejsca. Ma mieszkanie, ale więcej czasu spędza na wyjazdach. Często śpiąc w przyczepie, samochodzie, namiocie. – Straciłem rachubę tygodni, które spędzam poza domem, krajów, które przemierzyłem, i łóżek, w których spałem.

Dzieciak od bicia rekordów

– Widziałaś? Cyborg! Cyborg normalnie! Diabeł! – napisał do mnie znajomy, gdy pewnego lipcowego dnia zajrzałam na Facebooka. Nim zapytałam, o co chodzi, rozejrzałam się po tablicy. Wszędzie zdjęcia Kiliana, zatrzęsienie słów zachwytu, dyskusje, wykrzykniki. Powodem zamieszania był nowy rekord w dotarciu na Mont-Blanc, najwyższy szczyt Europy, i z powrotem do Chamonix. Największy podziw budził jego wynik – poniżej 5 godzin. 23 lata wcześniej rekord wynoszący 5 godzin i 11 minut ustanowił 21 lipca Szwajcar Pierre-André Gobert. O poranku 11 lipca 2013 roku Kilian stanął pod kościołem St. Michel w Chamonix, spod którego wyruszył poprzedni rekordzista. Po 3 godzinach i 33 minutach był już na górze, pokonując 3800 m w pionie i 8 km w poziomie. Większym osiągnięciem, a i sporą trudnością, jest jednak rozwinięcie naprawdę dobrej prędkości na zbiegu. Śliskie podłoże i bardzo strome zbocza sprawiają, że serce zaczyna walić mocniej, a potknięcie może się skończyć długą i tragiczną w skutkach jazdą w dół. Kilianowi, który stracił trochę czasu na pomoc koledze, który próbował bić rekord razem z nim, ale miał drobny wypadek na zbiegu, droga w dół zajęła rewelacyjną 1 godzinę i 24 minuty. Katalończyk był z powrotem pod kościołem po 4 godzinach i 57 minutach. Po chwili zastanowienia przytaknęłam koledze – Masz rację, Diabeł.

To nie jedyny rekord w biegu na szczyt i z powrotem, który Kilian poprawił lub ustanowił. Zmierzył się z Kilimandżaro we wrześniu 2010 roku, pokonując 53-kilometrową trasę tam i z powrotem z Umbwe na szczyt – Uhuru w 7:14, bijąc dotychczasowy rekord Tanzańczyka Simona Mtuy (8:27). W sierpniu 2013 roku wbiegł na Matterhorn i z powrotem (2:52, 12 km i 2,5 km w pionie, 1:56 zajęła mu droga na szczyt), bijąc rekord Włocha Bruno Brunoda o 22 minuty. Za sobą ma również rekordowy bieg na Elbrus i z powrotem. 7 czerwca uwinął się z całością w 11 godzin i 48 minut (poprzedni rekord – 16:48!). Najświeższym jego osiągnięciem jest rekordowe zdobycie szczytu Aconcagua w grudniu 2014 roku (59,85 km, 3962 m przewyższenia i 12 godzin i 49 minut). W planach, w ramach projektu „Summits of my life”, ma również Elbrus (podjął próbę we wrześniu 2013 roku, ale pogoda pokrzyżowała mu szyki) i Mount Everest (2015).

Dzieciak z bandą przyjaciół

Poza górskim wychowaniem, czerpaniem radości z treningów, umiejętnością zmuszenia się do ciężkiej pracy i zapałem do zdobywania wiedzy i obmyślania taktyki Kilian ma w rękawie jeszcze jednego asa. A właściwie kilka. Nie ma wielu przyjaciół, bo jak sam mówi – jest introwertykiem. Ale tych kilku, których ma wokół siebie, to ludzie, z którymi mógłby pobiec na koniec świata albo przez siedem kręgów piekieł. Tam, gdzie Kilian walczy o rekord czy zwycięstwo, ma przy sobie ludzi, którzy go supportują – Sonię, Thierry’ego, Grega, Lottę, Joana, Oliviera i inne osoby, które chcą być częścią jego projektów. Biegną z nim, jeśli trzeba, zaklejają pęcherze na stopach, masują pokurczone nogi, czekają z bidonem, batonikiem czy choćby po to, żeby zagrzać go do boju. Miał ich przy sobie na Western States 100, gdy ustanawiał rekord w biegu na szczyt Kilimandżaro, czy wtedy, gdy biegł na przełomie maja i czerwca 2010 roku przez Pireneje przez trochę ponad 8 dni od przylądka Higuer, omywanego falami Atlantyku, do plaży Morza Śródziemnego, w Llanca. Są wsparciem i głosem rozsądku tam, gdzie głowa już nie pracuje.

Summits of my life aconcagua

Przygotowanie do projektu “Summits of my life” – Aconcagua, grudzień 2014. Fot. Facebook.com/Summitsofmylife

Dzieciak z talentem

Kilian ma talent. Jest naturalnie mocny fizycznie, ale większy talent ma do ciężkiej pracy, nie odpuszczania sobie bez względu na warunki, wewnętrznego lenia, ma talent do rywalizacji. Biega tak, jakby nie dotyczyły go znane nam prawa fizyki. Umie sięgnąć po to, co sobie wymarzył, ma zamiłowanie do ciężkiej pracy i umie czerpać z niej dziką przyjemność. Nie napędza go tylko chęć bycia najlepszym, ale bieganie po górach samo w sobie, co sprawia, że ciężki trening go nie wypala. Podejmuje śmiałe, oryginalne przedsięwzięcia, ma w sobie trochę zuchwałości potrzebnej do ich realizacji. Potrafi szukać wiedzy i z niej korzystać, naginać się, kiedy trzeba. Jasno nakreślić sobie drogę do celu, wraz z międzylądowaniami. I poświęcać to, co stoi na tej drodze. – W wieku 18 lat musisz wybrać życie, pracę, karierę, rodzinę, jedzenie do lodówki, samochód, mieszkanie, konto w banku, to, czy chcesz mieć zwierzęta, jaką chcesz kołdrę, meble kuchenne, sztućce i serwetki, wybrać kanał telewizyjny, umowę z operatorem telefonii komórkowej, co chcesz zjeść na obiad, jak zabić czas w niedzielne popołudnia, wybrać przyszłość, wybrać życie. Ale ja nie wybrałem tego wszystkiego. Wybrałem inne życie – pisze w „Biec albo umrzeć”. Ci, którzy nazywają Kiliana cyborgiem pewnie mają trochę racji. Geniusz Mozart też był trochę dziwnym gościem…

 Wybrane osiągnięcia: 

2006
6. miejsce w Mistrzostwach Świata w Skyrunningu

2008 i 2009
1. miejsce w Ultra-Trail du Mont-Blanc

2009
1. miejsce w Mt. Kinabalu Climbathon (Borneo – Malezja)

2010
3. miejsce w Western States Endurance Run

2011
1. miejsce i rekord trasy w The North Face 100 w Australii
1. miejsce w Western States Endurance Run
1. miejsce w Ultra-Trail du Mont-Blanc

2012
1. miejsce w Mt. Kinabalu Climbathon 2:11:45
2013
1. miejsce w Transvulcania

 Rekordy: 

Rekord w biegu na szczyt Kilimandżaro (5895 m), najwyższą górę Afryki i jeden z najwyższych samotnych masywów. Tam i z powrotem w 7 godzin i 14 minut. Wrzesień 2010. Wbieg (5:23:50).

Rekord w biegu na górę Olimp (2918 m), najwyższy masyw górski w Grecji, położony w północno-wschodniej części kraju. W mitologii greckiej góra Olimp uważana była za siedzibę bogów greckich, w tym najważniejszego – Zeusa. Z tego miejsca bogowie mieli kierować ludzkimi losami. Wierzono, że ilekroć jakiś człowiek próbował tam wejść, spadał z niego. Tam i z powrotem w 5 godzin, 19 minut, 45 sekund. Czerwiec 2011.

Rekord trasy (2013) Cervinia-Matterhorn-Cervinia (2 godziny i 52 minuty), wcześniejszy rekord należało do Włocha Bruno Brunoda: 3 godziny i 14 minut i został ustanowiony 17 sierpnia 1995 roku.

Rekord trasy Chamonix-Mont Blanc-Chamonix (poniżej mitycznej granicy 5 godzin). Przed Kilianem rekord 5 godzin i 11 minut należał do Szwajcara Pierre-André Goberta i został ustanowiony 21 lipca 1990 roku. 11 lipca 2013.

Bieg przez Pireneje – 8 dni, 840 km i 42 000 m przewyższenia. Maj 2010.

Rekord w biegu na McKinley i z powrotem – 11:48. Poprzedni najlepszy rezultat należał do Eda Warrena (2013). Kilian poprawił go o… 5 godzin.

Rekord wbiegu tam i z powrotem na Aconcaguę – grudzień 2014. 59,85 km, 3962 m przewyższenia i 12 godzin i 49 minut.

Ciekawostki
Piosenka, która go napędza: Everybody Hurts, REM
Ulubiona książka: Mały Książę
Ulubione jedzenie: Pizza, makaron, Gnocci
Idol: Walter Bonatti
Ulubione cytaty: “Freedom means not following anyone” Krishnamurti
“To live is to take risk” Jean Marc Boivin

Ile kilometrów przemierza rocznie:
Bieganie ok. 7000,
Narty ok. 6000
Rower ok. 1000

Czym jest dla niego porażka?
To utrata przyjemności z czegoś, co kiedyś uwielbiało się robić

Książka Kiliana Jorneta
„Biec albo umrzeć” („Run or die”)
Tłumaczenie Barbara Bardadyn
Wydawnictwo SQN, Kraków 2013
Recenzję książki znajdziesz na www.magazynbieganie.pl

Magda Ostrowska-Dołęgowska “Kilian – dziecko gór”, Bieganie listopad 2013 – tekst uaktualniony.

mm
Magda Ostrowska-Dołęgowska

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Grete Waitz - etatowa zwyciężczyni New York City Marathon. Fot. Getty Images

Są takie biegi, które na długo zapisują się w kronikach sportu. Jednym z tych, którego historię warto znać jest maraton nowojorski z 1980 r. Dziś mija dokładnie 40 lat od dnia tego biegu. Maraton w […]

Trzeci rekord i narodziny gwiazdy – maraton w Nowym Jorku z 1980 r.

Osoby, które zaczęły biegać, wiedzą, że ta forma aktywności przynosi wiele korzyści. Zmienia się sylwetka, poprawia kondycja organizmu, a co najważniejsze, ,,buzują” endorfiny, dzięki czemu nawet po dużym wysiłku czujemy się szczęśliwi. Jednak żeby bez […]

Jak biegać lepiej, bez narażenia na kontuzje?

Jego sportowa pasja rodziła się latami. Najpierw uczestniczył w zajęciach hipoterapii, a później polubił pływanie na basenie. Uprawiał też wiele innych sportów, a wśród nich badminton, czy dogtreking. Najbardziej jednak upodobał sobie bieganie. W tej […]

Filip Walecki trenuje codziennie, we wrześniu ukończył pierwsze ultra. “On przełamuje strach”

W ostatni weekend podczas rozgrywanych w Gdyni mistrzostw świata w półmaratonie byliśmy świadkami pobicia rekordu świata kobiet. Historycznym wynikiem popisała się Peres Jepchirchir. To już drugi rekord świata tej zawodniczki na tym dystansie w sezonie […]

adidas adizero adios Pro. Buty, którym Peres Jepchirchir zawdzięcza rekord świata?

Rozpoczęła się trzytygodniowa rywalizacja w biegu wirtualnym – jednej z propozycji, które tej jesieni dla biegaczy przygotowali Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie oraz PZU – wieloletni Sponsor Tytularny imprez organizowanych w stolicy Małopolski. Do 8 […]

PZU Cracovia Maraton pod hasłem to-ge(t)-ther(e): wirtualni biegacze na strat!

Podczas rozgrywanych w Gdyni mistrzostw świata w półmaratonie padł rekord Polski mężczyzn oraz rekord świata kobiet. Biegi były pod wieloma względami najszybsze w historii, ale zostały rozegrane bez publiczności oraz biegu masowego. Co pokazała reprezentacja Polski?

Mistrzostwa Świata w Półmaratonie – Gdynia 2020

Sprzęt często decyduje o sukcesie lub porażce zawodnika. Dla aktywnej kobiety bardzo ważne jest dobranie odpowiedniego biustonosza. Powinien zapewniać piersiom komfort i bezpieczeństwo. O tym, jak dobrać odpowiedni rozmawiamy z Marzeną Abramowicz, certyfikowaną brafitterką z […]

Biustonosz sportowy – jak wybrać ten idealny?

Już w najbliższy weekend 1300 zawodników z Polski i świata weźmie udział w PKO Poznań Virtual Run. Do piątku (16.10) do godz. 20.00 można zgłosić chęć udziału w evencie, a minutę po północy będzie można […]

PKO Poznań Virtual Run coraz bliżej!