fbpx
Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator

Czytelnia > Ludzie > Elita biegaczy > Ludzie > Czytelnia > Reportaże

Pojedynek: biegowy amator kontra profi

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator

Rys. Krzysztof Dołęgowski

Postanowiliśmy postawić naprzeciw sobie dwóch biegaczy – zawodowca, który stara się wypełnić minimum olimpijskie na dystansie maratońskim oraz sprawnego amatora, który co najwyżej może sobie igrzyska pooglądać w telewizji. Takie niby starcie Dawida z Goliatem. Zobaczcie, co z tego wynikło…

Spotykam się z Michałem Kaczmarkiem na korytarzu warszawskiej AWF i już przy uścisku dłoni słyszę: „Mam nadzieję, że nie będziemy robić żadnych poważnych testów, bo ja nie mogę się zmęczyć. Muszę jeszcze dzisiaj wyjść na trening”. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, jak wiele nas dzieli mimo, że kochamy ten sam sport. Podczas serii testów, które przygotował dla nas sędzia lekkoatletyczny – Jarek Żórawski, chcieliśmy pokazać, jak bardzo różni się ogólna sprawność fizyczna biegacza-zawodowca i sportowca-amatora. Michał jest w stanie przebiec maraton mniej więcej godzinę szybciej ode mnie. Spotkaliśmy się właściwie po to by pokazać jaka przepaść nas dzieli w ogólnej sprawności, poza samym nabijaniem kilometrów. Jednak wyniki każdego ćwiczenia, okazywały się dla nas kolejnym zaskoczeniem. Wyszło że w podstawowych ćwiczeniach sprawnościowych prezentujemy podobny poziom. A gdy podczas biegu na 50 metrów udało mi się urwać 20 setnych sekundy z czasu Michała… postawiona teza runęła całkowicie.

Ewolucja biegacza

Obydwaj stawialiśmy swoje pierwsze kroki biegowe na bieżni i w przełajach, z tą tylko różnicą, że Michał bardzo szybko zaczął osiągać rewelacyjne wyniki i zdobywać medale mistrzostw Polski, a ja wolałem trenować… szachy, a w bieganiu zdobywałem medale, co najwyżej w powiecie. Punktem zwrotnym w życiu Michała okazało się spotkanie z trenerem Romanem Kwapichem, który dostrzegł w nim potencjał. W cherlawym chłopaku, który niczym nie wyróżniał się nawet w szkolnych zawodach, zobaczył materiał na długodystansowca. Po dwóch latach Michał został Mistrzem Polski Młodzików w przełajach na 1500 metrów. Szapo ba, panie Romanie! „Słuchaj, przecież ja biegałem wtedy tylko 4 razy w tygodniu. Mogę Ci pokazać dzienniczki treningowe z tamtego okresu” – śmieje się Michał. Zabawa w bieganie – jak określa swoje treningi z tamtych lat – przynosiła tylko kolejne sukcesy. Razem z tytułem MP Juniorów przyszło powołanie do kadry narodowej. Kadra narodowa biegaczy dla Michała, kadra narodowa szachistów dla mnie. Obozy i zgrupowania biegowe dla Michała, obozy i zgrupowania szachowe dla mnie. Gdybyśmy w wieku juniorskim zmierzyli się na dystansie 1500 metrów, Michał zdążyłby na mecie wypić piwo, zanim ja bym do niej doczłapał. A nie, przepraszam! Zawodowcom nie wolno. Ale o tym za chwilę. Proza życia i rady ojca sprawiły, że Michał trafił do klubu wojskowego. Będąc na etacie w wojsku i osiągając satysfakcjonujące przełożonych wyniki może do dzisiaj spełniać się w tym, co kocha najbardziej, czyli w bieganiu. Na 3000 metrów z przeszkodami – mistrz Polski, 10000 metrów – mistrz Polski, po raz pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty… Kolejny trener – Wiesław Kiryk, postanowił szlifować biegowy diament z innej strony niż Roman Kwapich i powiedział: „Ty, Kaczmarek, będziesz biegał jeszcze dłuższe dystanse”. I tak się stało. W 2007 roku Michał przebiegł swój pierwszy maraton z wynikiem 2:16:30 – „z hamulcem”, jak wspomina, bo nie wiedział jak zareaguje jego organizm. Dobry debiut – pomyślałem, niemal krztusząc się kolejnym łykiem kawy. Droga, która prowadziła do mojego debiutu w maratonie była diametralnie inna. Po kilku latach startów na bieżni i w przełajach, przestałem brać udział w zawodach i biegałem tylko dla przyjemności. Jednak będąc na studiach odkryłem rajdy przygodowe i chęć rywalizacji powróciła. Od 4 lat dość regularnie trenuję kilka dyscyplin sportowych, utrzymując ogólną sprawność na dobrym poziomie, więc gdy przyjaciółka zapytała czy potowarzyszę jej w maratonie w moim mieście – nie odmówiłem, mimo że akurat przez miesiąc nie biegałem. Moje 3:28:30 wygląda przy wyniku Michała, jakbym ciągnął za sobą oponę od traktora. A nie dość, że nie ciągnąłem nawet takiej od Malucha, to jeszcze strasznie mnie ten start wykończył.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Przez cierpienie do zwycięstwa

Każdy, kto chce osiągnąć sukces w sporcie, musi nauczyć się cierpieć. Może brzmi to trochę, jak pusty frazes, ale to szczera prawda. Obydwaj bardzo dobrze wiemy, czym jest ból. Nie można nie cierpieć biegnąc maraton w tempie 3:10 min/km, tak samo jak jadąc 300 km na rowerze w temperaturze -20 stopni Celsjusza. Ale sam maraton czy rajd przygodowy, to już przecież zwieńczenie wielu miesięcy ciężkiej pracy – start, po którym ból ma zamienić się w satysfakcję. Kiedy słucham Michała opowiadającego o swoim treningu, stwierdzam, że moje wyobrażenie o profesjonalnych biegaczach bardzo mija się z prawdą. Zawsze mi się wydawało, że to wspaniałe móc tylko biegać. Ale żeby móc tylko biegać, trzeba robić to tak dobrze, że słowo „tylko” przestaje tutaj pasować. Kiedy trening staje się pracą, to całe życie staje się treningiem. „Twoja sprawność, to wszystko, co robisz, cały Twój dzień. Kiedy otwieram oczy o 6:30, to już jest trening” – mówi Michał. Kiedy ja otwieram oczy o 6:30, to je szybko zamykam, żeby nie dotarło do mnie, że się obudziłem. „Czasem idę biegać jeszcze przed śniadaniem, 6-8 km (pół godziny), żeby się rozruszać” – kiedy to słyszę, liczę szybko tempo tej przebieżki i myślę sobie, że gdybym wyszedł na taki trening na czczo, to wracałbym do stanu używalności przez resztę dnia. „Śniadanie, oczywiście węglowodany, żeby mieć energię na główny trening dnia, maści rozgrzewające, stretching przed treningiem, trening, rozciąganie po treningu – całościowo ok. 1,5 godziny dziennie, obiad, drzemka, która przecież też jest elementem treningu, bo muszę się zregenerować przed popołudniowym bieganiem, o 17:30 drugi lub trzeci trening, rozciąganie, kolacja i o 22:30 całkowite wygaszenie i już jestem w łóżku i śpię” – wylicza Michał. I tak wygląda 8 miesięcy w roku, które stanowią dwa czteromiesięczne cykle przygotowawcze do dwóch maratonów. 200-220 km przebieganych tygodniowo, 30-35-kilometrowe wybiegania w tempie od 3:50 do 3:10 min/km, wizyty na siłowni, w saunie, jacuzzi, odnowa biologiczna. Dzień regeneracyjny? „Tak, oczywiście, wtedy tylko dwa treningi, bez pośpiechu w tempie 4:10 min/km, często bez zegarka, z muzyką, po prostu dla frajdy”. Po usłyszeniu tego wszystkiego, pytanie o piwo z kolegami jest właściwie tak absurdalne, że nawet nie wiem, po co je zadaję. Przecież podczas tych dwunastu tygodni przygotowań do maratonu odpadają nawet wizyty u rodziców. Nie ma na to po prostu czasu. A co słychać w życiu amatora bawiącego się bieganiem? 200 km tygodniowo? Może samochodem. Siłownia? Chyba jest na osiedlu. Sauna, jacuzzi, odnowa biologiczna? Poproszę inny zestaw pytań. Tempo 4:10 min/km z muzyką? Nie ma sensu, bo i tak moje dyszenie by ją zagłuszało. Tempo 3:10 min/km? Oczywiście! 2 kilometry powinienem wytrzymać. Piwo z kolegami o 23? Już idę. Artykuł pisany do czwartej nad ranem? Nie ma problemu, wyciszę organizm innym razem, a na trening  pójdę pojutrze. Trener Kwapich nie tylko zobaczył talent, ale jeszcze bardzo rozważnie go szlifował, prowadząc Michała po kolei przez kolejne stopnie wtajemniczenia, żeby umożliwić mu osiągnięcie klasy mistrzowskiej w wieku seniorskim. Z mojej perspektywy te „stopnie” bardziej przypominają kręgi piekielne, w których niemający sumienia diabeł zwiększa nieustannie tygodniowy kilometraż. W związku z coraz bardziej ostatnio modnymi pojęciami pronacji i supinacji postanowiłem zapytać Michała, czy ma jakąś wadę stopy, ale usłyszałem tylko: „Nie wiem, nawet właściwie mnie to nie interesuje. Biegam od dłuższego czasu w butach ASICSa, bardzo mi odpowiada model Trainer i właściwie nie potrzebuje żadnego innego buta.” Gdyby nie kontrakt z producentem, to problem mogłaby tylko stanowić ilość przebieganych kilometrów, bo przecież pokonując 220 kilometrów tygodniowo, buty są właściwie do wyrzucenia po miesiącu.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Maratończyk i jego sprawność

Po takim wywiadzie mogłoby się wydawać, że skoro tak bardzo różnimy się w podejściu do treningu, skoro dzieli nas taka przepaść w czasie i przestrzeni na każdym dystansie, to i w ogólnej sprawności powinno być podobnie. Ale czy faktycznie?

Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego testu, czas na rozgrzewkę. Biegamy kółka na bieżni dalej tocząc dyskusję o różnicach w życiu amatora i zawodowca. Michał wspomina swoje wesele, które wypadło na miesiąc przed maratonem. Alkohol? Oczywiście, ale nie dla Pana Młodego. Nie wypadało jednak pójść spać o 22:30 na własnym weselu, więc kolejne dwa dni obyły się bez treningu.
Rozgrzani, gotowi do testów, jeszcze kilka minut na stretching. „Nie mogę się pozrywać, nie możemy robić żadnych intensywnych ćwiczeń…” – powtarza Michał. Głupio tak stać z założonymi rękoma i czekać, aż zawodowiec skończy się rozciągać, więc sam zaczynam trochę machać nóżką.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

[highlight highlightColor="highlight-pistachio" ]Michał Kaczmarek[/highlight] Wiek: 35 lat
Biegacz zawodowiec – maratończyk
Osiągnięcia: mistrz Polski na 5000, 10000, 10000 m w przełajach i w półmaratonie.

[highlight highlightColor="highlight-salmon" ]Życiówki:[/highlight] 3000 m – 7:56,41 (2003)
3000 m z przeszkodami – 8:31,28 (2007)
5000 m – 13:49,88 (2008)
10 000 m – 28:37,44 (2007)
półmaraton – 1:03:25 (2011)
maraton – 2:14:13 (2011)

[highlight highlightColor="highlight-pistachio" ]Jakub Wolski[/highlight] Wiek: 24 lata
Biegacz amator – startuje w rajdach przygodowych
Osiągnięcia: 5. miejsce w MP szachistów, 13. miejsce w biegu amatorów na MŚ w przełajach

[highlight highlightColor="highlight-salmon" ]Życiówki:[/highlight]
3000 m – brak
3000 m z przeszkodami – brak
5000 m – brak
10 000 m – brak
półmaraton – brak
maraton – 3:28:30 (2011)

Czas zacząć testy. Rzut piłką lekarską w trzech pozycjach. Michał opowiada o treningach, gdy jeszcze biegał 1500 metrów i potrzebna była dynamika, a 600 rzutów stanowiło normę. Dla maratończyka nie jest to już tak istotne, więc teraz rzuca na treningach tylko 100 – 150 razy. Gdy o tym mówi, ja zastanawiam się, w której klasie podstawówki miałem ostatnio w rękach piłkę lekarską. Przegrana w tej konkurencji w ogóle mnie nie dziwi. Przechodzimy na drążek. Tutaj żaden z nas nie zgrywa bohatera i szybko dajemy sobie spokój z tym przyrządem. Podchodzimy do piaskownicy. Wiaderka i łopatki wprawdzie nie ma, ale możemy sobie skoczyć w dal – zawsze czułem się w tym całkiem dobry, a 17 cm przewagi tylko to potwierdza. Kolejna konkurencja –sprawdzamy gibkość. Skłon przy wyprostowanych nogach. Michał szura po podłodze opuszkami palców, podczas gdy ja wycieram z niej kurz całymi dłońmi. Jarek – nasz sędzia szybko odnotowuje. Dla mnie piątka, dla Michała trója.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Przechodzimy na materac. Jarek przygotował dwa ćwiczenia na siłę mięśni brzucha – nożyce poprzeczne na czas i brzuszki – jak najwięcej w 30 sekund. Rezygnujemy z nożyc, po czym robimy brzuchy – przegrywam 31:29, ale rywalizacja była bardzo zacięta. Do tej pory właściwie sprawa nie była jeszcze przesądzona, szliśmy łeb w łeb, ale nadal mogłem zostać cofnięty do szeregu zwykłych śmiertelników, bo zostały dwie konkurencje biegowe – 50 metrów ze startu lotnego i koperta 5 m x 5 m. Jednak 5 sekund i 82 setne później wszystko było już jasne, a bieg po kopercie stał się tylko gwoździem do trumny całego tego testu. Postawiona teza, mówiąca, że biegacz-zawodowiec jest znacznie sprawniejszy od sportowca-amatora, została obalona. Wniosek może być właściwie tylko jeden – maratończyk, nawet taki jak Michał – wywodzący się z biegów krótkich, poprzez specyfikę swojego treningu wytrzymałościowego traci dynamikę. Na długim dystansie jest mu ona po prostu niepotrzebna, więc pewne ćwiczenia są bezcelowe. Jak choćby wykonywanie sześciuset rzutów piłką lekarską po 30-kilometrowym wybieganiu. Mając jedną piłkę można by samym chodzeniem po nią w tę i z powrotem zakończyć trening dystansem maratonu.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Co z tego wszystkiego wynika?

Testy wypadły inaczej niż przypuszczaliśmy, ale sprowokowały rozmowę, która pokazała jak wiele wyrzeczeń wiążę się z życiem biegacza. Przed tym wywiadem wydawało mi się, że gdybym mógł skupić się tylko i wyłącznie na treningu i szlifowaniu formy do kolejnych zawodów, to osiągnąłbym pełnię szczęścia i już niczego więcej bym do życia nie potrzebował. Jednak każdy z nas jest w stanie zgodzić się tylko na ograniczoną dawkę cierpienia i trzeba być człowiekiem o niesamowicie silnym charakterze i wewnętrznej motywacji, żeby przez kolejne lata, dzień po dniu, dawać z siebie tak wiele, żeby zmienić tak niewiele. Bo czym jest urwanie kilku minut z życiówki w maratonie w kontekście wielu lat regularnego treningu i życia pełnego wyrzeczeń? Zejście do 2:10:00 na dystansie maratońskim i wypełnienie minimum olimpijskiego, to coś, co dla większości z nas zawsze będzie mieścić się w sferze abstrakcji. Coś, o czym będziemy czytać, ale nigdy nawet się do takiego czasu nie zbliżymy. Są też jednak tacy sportowcy jak Michał, którzy nauczyli się cierpieć regularnie, żeby obrócić naszą sferę abstrakcji w swoją codzienność i chwała im za to! Co z tego, że byłem szybszy na 50 metrów. Siłę ludzkiego charakteru poznaje się wiele kilometrów dalej, a tam już żadnego testu bym z Michałem nie wygrał.

Michał Kaczmarek i Jakub Wolski - profesjonalny biegacz kontra amator. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

WYNIKI TESTÓW:

Rzut piłką lekarską spod nóg:

Kuba: 9,60 m
Michał: 10,10 m

Rzut piłką lekarską znad głowy:

Kuba: 8,50 m
Michał: 10,10 m

Rzut piłką lekarską tyłem:

Kuba: 10,70 m
Michał: 10,20 m

Podciąganie nachwytem:

Kuba: 6
Michał: 6

Wiszenie nad drążkiem:

Kuba: 25 sekund
Michał: 25 sekund

 

Jakub Wolski, “Amator kontra profi”, Bieganie, marzec 2012

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

W stolicy zakończył się weekend maratoński. Metę 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego pokonało 1000 osób. W tym roku, z racji na obostrzenia wynikające z trwającej pandemii, 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski został podzielony na 4 […]

42. PZU ORLEN Maraton Warszawski – bieg faworytów [RELACJA LIVE]

Od ponad 40 lat ostatni weekend września przemienia się w stolicy w prawdziwe święto biegania. Nie inaczej jest i w tym roku, choć reżim sanitarny wymusił na organizatorach duże zmiany w formule oraz trasie imprezy. […]

Właśnie wystartował 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski!

Japoński producent sprzętu sportowego, ASICS przedstawia nową linię butów do biegania, wykorzystującą materiały pochodzące z recyklingu plastikowych butelek. Kolekcja Edo Era Tribute Pack to wyraz uznania dla miasta Edo (współczesnego Tokio) i jego prężnych działań […]

Ekologia idzie w parze z modą. ASICS sięga do korzeni Tokio i prezentuje nową kolekcję z materiałów wielokrotnego użytku

Zakończyła się tegoroczna, wyjątkowa edycja 1MILI. Przez całe wakacje trwała Wirtualna 1MILA, inicjatywa łącząca bieganie z pomaganiem. A następnie, w kolejne trzy niedziele września, odbyły się symboliczne finały tych wirtualnych zmagań, czyli kameralne imprezy na […]

Wirtualna, realna i dobroczynna. 1MILA 2020 za nami!

W ostatni weekend września Warszawa zamieni się w stolicę biegania. 1000 zawodników zmierzy się na legendarnym dystansie 42km 195m. PZU ORLEN Maraton Warszawski startuje nieprzerwanie od 1979 roku i jest symbolem niezłomności, odbywał się bowiem […]

Weekend pod znakiem 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Gdy nadchodzi czas jesieni, wiele osób zastanawia się, jak zadbać o odporność organizmu. Tak naprawdę budujemy ją na co dzień – poprzez to, co jemy i jaki styl życia prowadzimy. Natomiast każdy moment jest dobry […]

6 produktów żywnościowych wspomagających odporność

Fizjologii nie da się oszukać – jesteśmy w dużym procencie zbudowani z wody i potrzebujemy jej do przeprowadzania procesów życiowych. Czy jednak na przestrzeni zmieniających się pór roku, a tym samym warunków pogodowych, powinniśmy zmieniać […]

Czym i jak nawadniać się biegając przez cały rok?

Chcesz rozpocząć swoją przygodę z bieganiem? To fantastyczny pomysł. Jednak wiele rzeczy może pójść nie po Twojej myśli. Jeśli będziesz je stosować, zamiast stać się biegaczem, będziesz ciągle stawać. A to różnica. Wielu osobom wydaje […]

Jak nie stawać się biegaczem? [FELIETON]