fbpx

Trenażer rowerowy – czyli powrót do treningu pod dachem

tacx

Fot. tacx.com

Próżno szukać osoby, która trening na trenażerze przedkładałaby nad jazdę w plenerze. Wielu z nas jednak prędzej czy później, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, staje przed wyborem: jaki sprzęt wybrać?

Producenci starają się, aby ich urządzenia umożliwiały jak najwierniejsze odwzorowanie rzeczywistej jazdy. Funkcje ścigania się z innymi użytkownikami lub z wirtualnym partnerem, jazda po dowolnie wybranym kraju na mapie czy wzięcie udziału w wyścigu z wielkiego Touru to tylko kilka możliwości, jakie dziś oferują trenażery.

Trenażer rolkowy

Większość trenażerów rolkowych nie ma żadnego systemu oporowego – użytkownik do regulacji obciążenia wykorzystuje jedynie przerzutki. Większość nie znaczy wszystkie, bo np. Elite Arion Digital jest wyposażony w sterowany opór i pomiar mocy. Tego typu sprzęt jest zdecydowanie najbardziej wymagający pod względem umiejętności kolarskich, gdyż nie utrzymuje roweru w pozycji pionowej. Umiejętność balansowania na nim wymaga co najmniej kilku chwil praktyki, a dekoncentracja czy „chwila zapomnienia” może skutkować bliskim spotkaniem z podłogą. Jeśli nie boisz się nowych wyzwań i chcesz przypomnieć sobie, jak to było, gdy uczyłeś się jeździć na rowerze, to dobry wybór!

Systemy oporowe

Pozostałe trenażery dzielą się na podstawie użytego w nich systemu oporowego. Przed zakupem przyjrzyjmy się, w jaki sposób napędzana jest nasza maszyna. Najbardziej popularne i powszechnie dostępne są trenażery magnetyczne, które do sterowania oporem wykorzystują poruszające się względem siebie magnesy. Dobrym rozwiązaniem są także trenażery olejowe (hydrokinetyczne) – wirnik zanurzony w oleju pracuje cicho, a co więcej, im mocniej jedziemy, tym silniejszy opór stawia. Niestety zdarzają się awarie sprzętu w postaci przeciekania. Mniej popularne są trenażery wiatrakowe (śmigłowe). Mniejszy jest w nich zakres regulowanego oporu, nie da się jechać na mocnym obciążeniu przy niewielkiej prędkości, są także bardzo głośne. Kręcenie na sprzęcie tego typu jest jednak dość zbliżone do naturalnej jazdy, ponieważ opór rośnie w nim wraz z prędkością, tak samo jak ma to miejsce podczas jazdy na zewnątrz. Jednak jeśli mieszkamy w bloku, a chcemy trenować w godzinach, w których ludzie zazwyczaj odpoczywają, lepiej zdecydujmy się na trenażer magnetyczny lub olejowy. Szkoda by było zakupić sprzęt, którego nie będziemy mogli wykorzystywać wtedy, kiedy będziemy mieć na to ochotę.

Ile to kosztuje?

Jednym z najtańszych modeli trenażera jest magnetyczny Elite Volare Mag Speed Alu, który kosztuje niespełna 500 zł. Nie ma w nim żadnych nowoczesnych technologii ani funkcji „urzeczywistniających” jazdę. Jest to jednak sprzęt solidny, trwały, a przy tym nie generujący przeraźliwego hałasu. Dla wielu użytkowników taki trenażer będzie wystarczający. Mocni zawodnicy, planujący trening siłowy w domowym zaciszu, być może będą musieli poszukać czegoś innego. Z tego względu przy zakupie trenażera warto zwrócić uwagę na ciężar koła zamachowego i dokonać wyboru zgodnie z własnymi potrzebami. Im większa masa koła, tym bardziej płynnie i naturalnie będzie pracował nasz sprzęt. Osobom, którym jazda na trenażerze kojarzy się ze śmiertelną nudą, można polecić jeden z droższych modeli Elite lub Tacx, oferujący funkcje wirtualnej jazdy typu Virtual Reality. Najbardziej zaawansowanym modelem dostępnym obecnie na rynku jest Tacx i-Genius Multiplayer (ok. 4700 zł). Trenażer ten posiada wiele funkcji zbliżających doznania z trenażera do rzeczywistej jazdy, których nie znajdziemy w niższych modelach: napędza koło podczas zjazdów, odczytuje ruchy kierownicy i natychmiast odwzorowuje je na wirtualnej trasie. Z komputerem komunikuje się bezprzewodowo. Oferuje także funkcję ścigania się z inną osobą przez Internet. Z taką „zabawką” nuda raczej nam nie grozi, tylko czy zdążymy spostrzec, kiedy zima zamieni się w wiosnę? Możemy też wybierać spośród nieco tańszych modeli dysponujących niektórymi z wyżej wspomnianych funkcji w różnych konfiguracjach. Nie tylko funkcji rozrywkowych, ale również treningowych jak pomiar mocy i możliwość zaprogramowania własnego treningu według tego parametru. Interesującym modelem jest Kinetic Rock and Roll (ok. 2 tys. zł). Specyficzna konstrukcja ramy umożliwia wychylanie się roweru na boki, co przypomina rzeczywistą jazdę i daje ulgę stawom kolanowym. Do tego trenażera można dokupić reduktor koła zamachowego – dodatkowa masa tegoż zwiększa realizm jazdy. Zdecydowanie warto przyjrzeć się także innowacyjnym trenażerom z napędem bezpośrednim, nie wymagającym użycia tylnego koła roweru. Takim modelem jest LeMond Revolution (2400 zł) lub Elite Turbo Muin (2100 zł). W tego typu trenażerze wpina się rower w kasetę zamontowaną w konstrukcji. Dzięki temu nie trzeba się martwić o zużycie piasty, opony i kasety roweru. Nie ma także zapachu gumy i skrawków postrzępionej opony porozrzucanych po podłodze. Ciekawostką jest technologia zastosowana w celu imitowania bezwładności toczącego się roweru i progresywnego oporu powietrza.

volaremag

Elite Volare Mag Speed Alu. Fot. eite-it.com

Na co jeszcze zwrócić uwagę?

Przy wyborze producenta warto zainteresować się możliwością zakupu części zamiennych.
Wyższe modele zazwyczaj wyposażone są w rolkę z żelu, tańsze – z tworzywa. Żelowe są cichsze oraz, co ważniejsze, przyjaźniejsze dla opony. Zapach spalonej gumy nie należy do najlepszych, jakie mogą unosić się w mieszkaniu. Zanim zaczniemy jeździć, wyposażmy się w kilka przydatnych akcesoriów: karimatę, która nieco wygłuszy hałasy; ręcznik do ocierania hektolitrów potu i dobry wentylator, będący lepszą alternatywą do otwierania wszystkich okien w domu i mrożenia domowników.

Jak wybrać?

Najprostszym kryterium wyboru jest cena – kupmy najdroższy model, na jaki możemy sobie pozwolić. W dużej mierze jakość i liczba funkcji rosną proporcjonalnie do ceny. Oprócz zasobności portfela, zastanówmy się nad naszymi realnymi potrzebami. Jeśli wizja kręcenia w miejscu niezmiennie nas przeraża, nie jest wcale powiedziane, że trasa wyświetlana na ekranie komputera diametralnie zmieni nasze odczucia. Być może lepiej wówczas zainwestować w odpowiednio ciepłe ubranie i buty, dostosować plan treningowy do warunków polskiej zimy i trenować na zewnątrz, choćby na rowerze MTB. W sytuacjach krytycznie złej pogody pozostaje nam jeszcze spinning w klubach fitness. Nawet jeśli potrzebujemy używać trenażera regularnie, chcemy robić na nim częste jakościowe treningi, a przy tym nie jesteśmy użytkownikami wymagającymi wyjątkowo wysokiego poziomu oporu, być może wystarczy nam najprostszy model. Z ewentualną nudą można poradzić sobie na wiele różnych sposobów. W przypadku wykonywania mocnego, angażującego treningu, o dłużeniu się czasu nie ma mowy, a podczas dłuższych, mniej wymagających jednostek można np. nadrabiać zaległości filmowe.
Miłego kręcenia!

Artykuł pochodzi z magazynu “Triathlon”, będącego częścią miesięcznika “Bieganie”, listopad 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger