fbpx
Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie

Rory Bosio – mistrzyni ultra optymistyczna

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Przypomina pająka o wielu chudych odnóżach, ruchliwego, podrygującego wesoło w kącie pokoju. Ma dziewczęcą, ładną twarz stale rozciągniętą w uśmiechu. Rory Bosio nie wygląda na pierwszy rzut oka na dziewczynę mocno zaangażowaną w sport. Ale to ona zwyciężyła drugi raz z rzędu w Ultra-Trail du Mont-Blanc, w ubiegłym roku plasując się na 7. miejscu w generalce i poprawiając rekord kobiet o 2 godziny i 20 minut.

Jeśli uważacie biegaczy ultra za cyborgów, Rory jest tego doskonałym przykładem. Wywiady z nią, choć pełne pozytywnej energii mogą nużyć, gdy czyta się o jej miłości do gór, do biegania, lekkości i łatwości w bieganiu na ponad 160 km. Po wszelkich problemach prześlizguje się dosyć gładko. Nie dlatego, że nie chce opowiadać o rzeczach traumatycznych, wracać do tego, co sprawiło jej trudność i ból. Ona po prostu nie przywiązuje wagi do walki, bólu, cierpienia, przezwyciężania problemów. O tym, że jej również zdarza się być w dołku czyta się bardziej między wierszami. Tak samo o wielu innych rzeczach.

Rory ma 30 lat, mieszka w Truckee w Kalifornii nad jeziorem Tahoe. Pracuje jako pielęgniarka na ostrym dyżurze pediatrycznym. U nas, w Europie objawiała się w pełni potęgi na UTMB w 2013 i 2014 roku, zwyciężając wśród kobiet i plasując się bardzo wysoko w klasyfikacji generalnej. W ubiegłym roku nikt nie spodziewał się, czego może dokonać ta chuderlawa dziewczyna o długich, kasztanowych włosach. Jest niepozorna. Biegnie uśmiechnięta, na punktach żywieniowych opowiada z radością jak dobrze się bawi. Tylko gdy zerwie się z powrotem do biegu zdaje ci się, że oglądasz w film w przyspieszonym tempie. Tysiące ludzi witały ją w 2013 roku w Chamonix, gdy była siódmym zawodnikiem przecinającym linię mety. 22:37:26 to czas fenomenalny. Żadnemu Polakowi nie udało się zbliżyć do niego na choćby 3 godziny. Dopiero na ostatnim podejściu przed metą dotarło do niej, że chyba wygra te zawody.

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Czy był to wyścig jej życia? Największy biegowy sukces, do którego dochodziła przez wiele ciężkich lat? Nie. I tu właśnie zaczyna się opowieść o cyborgu. Rory w wywiadach mówi, że tamten rekord ani w ogóle wygrane zawody nie są w tym wszystkim najważniejsze. – Spędziłam świetny dzień na szlakach, pełen zabawy. To było dobre doświadczenie – mówi. Gdy dziennikarze nie dowierzając dopytują o jej stosunek do wyników odpowiada tylko, że dla niej największą frajdą jest bieganie samo w sobie. Czas i wygrana – są gdzieś dużo dalej na liście potrzeb do zaspokojenia. Goręcej niż chwilę gdy wbiegała na metę, wspomina wydarzenia z trasy. Te miłe. Bo o złych zdaje się nie pamiętać. – Nie potrafię sobie przypomnieć konkretnego kryzysu z UTMB, pewnie był związany z bólem nóg i nudnościami – opowiada. Jednak dodaje, że zawsze gdy jest w dołku stara się myśleć intensywnie o tym jak bardzo kocha bieganie w górach. Twierdzi, że z kryzysami nie walczy tylko je akceptuje. Jeśli jest cierpliwa w ciągu kilku godzin znikają. Zwykle zwalnia, przyjmuje trochę kalorii, mówi sobie przyjemne rzeczy. – Cierpliwość w takich momentach jest jak komunizm, dobra w teorii ale trudna do zastosowania w rzeczywistości – śmieje się.

Przyznaje jednak, że łatwo jest jej być szczęśliwą, gdy robi to, co lubi – biegać w górach na pięknych szlakach, wśród ludzi, którzy współdzielą tę pasję. – Jestem szczęściarą, że moje ciało jest w stanie zabrać mnie w te wszystkie wspaniałe miejsca. Byłabym niewdzięczna gdybym skupiała się na problemach i myślała negatywnie. Chcę również żeby moja ekipa dobrze się bawiła podczas gdy poświęca czas oglądając jak truchtam po górach przez cały dzień – opowiada.

Przed wyścigiem, który rozpoczyna się w centrum  Chamonix co roku pod koniec sierpnia, Rory spędziła w Alpach kilka tygodni. – Nie wiem ile kilometrów zrobiłam. Biegam bez zegarka i nie notuję swoich treningów. Jestem na to zbyt leniwa – opowiada. Poza tym, twierdzi, że przejmowanie się za bardzo wynikiem zakłóca skupienie na innych, bardziej istotnych elementach, takich jak czerpanie przyjemności z otoczenia. Przed UTMB mówiła, że ma nadzieję, że biegała wystarczająco dużo u nie za dużo. Nie pamięta też jak wyglądał jej trening w ubiegłym roku. – Moja pamięć nie jest doskonała – śmieje się. – Bardzo lubię trenować, to dla mnie ważniejsze niż podążanie za wyznaczonym planem – dodaje. Niechętnie mówi o liczbach, bo twierdzi, że nie mają dla niej znaczenia. Swoje bieganie nazywa treningiem intuicyjnym. Jeśli biega szybko, to dlatego, że ma na to właśnie chęć, a jej ciało na to pozwala. Jeśli czuje się danego dnia kiepsko, nie walczy. Gdy czuje, że się przetrenowuje, robi przerwę i skupia na innych sportach.

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Gdy słucha się jej wesołych opowieści, trudno odnieść wrażenie, że to dziewczyna z najwyższego stopnia podium. Bardziej to wszystko pasuje do amatorki, jeżdżącej na zawody po to by tylko wziąć w nich udział, dla przyjemności. Przebiec trasę nie skupiając się na czasie ani miejscu w generalce. Biegacze ultra często mają sporo do powiedzenia o walce, cierpieniu, przezwyciężaniu, treningu, taktyce. Ściganiu na ostatnich kilometrach. Ponieważ biegacze ultra rzadko żyją z biegania, mają też sporo do opowiedzenia o poświęceniach, które musieli ponieść by dotrzeć tak wysoko. O komponowaniu życia tak, by być w stanie znaleźć czas i na pasję i na pracę, czasem na rodzinę. Rory jest singielką, praca daje jej satysfakcję ale nie jest jej wielką ambicją. Do treningu ma dużo talentu, a przede wszystkim – ponieważ zawsze lubiła góry i generalnie jest sportowym typem – ruch i długie godziny na zewnątrz dają jej wiele radości. Nie musi ze sobą walczyć. Mobilizować się. Na treningach robi po prostu to, na co akurat ma ochotę. A ma ochotę na wiele.

– Nie biegam pod dachem, bo dla mnie sport to coś znacznie więcej niż “fitness” – tłumaczy. Jeździ też na biegówkach, na rowerze. Ale uwielbia to, że do biegania jest potrzebne tak mało sprzętu. Rory jest również maniaczką jogi. Ćwiczenia pomagają jej przeserwisować ciało, pozbyć się usztywnień, które powoduje bieganie. Wzmacniają mięśnie tułowia, poprawiają równowagę, co jest istotne gdy biega się w trudnym technicznie terenie. Trzy pozycje, które znajdują się w jej stałym zestawie to – Gołąb, Pies z głową w dół i Tancerz. Pies z głową w dół to zdecydowanie jej ulubiona asana, rozciąga mięśnie łydki, tyły ud i wzmacnia ramiona. – Robię to w pracy, na lotnisku, w środku długiego wybiegania. Kocham tę pozycję! – mówi.

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Rory Bosio pokazuje asanę Wojownik w górach. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Choć jest chuda jak patyczak jej apetyt trudno zaspokoić. Na zawodach stara się przekąsić coś co 10 minut i śmieje się, że jej plecak zawsze jest większy i cięższy niż wycieniowane chucherka pozostałych zawodników z czołówki. Choć jak twierdzi – jada wszystko – nie są to raczej żele energetyczne czy inne odżywki dla sportowców. Inwestuje w “normalne” jedzenie. Ma szczęście, że na zawody jedzie z nią zawsze zaufana ekipa, która dostarcza do stref różne smakołyki, które Rory sobie wcześniej upichci.

Na każde zawody powyżej 50 mil (ok. 80 km) zabiera bataty przyrządzane na różne sposoby. Gotuje słodkie ziemniaki na parze, dodaje soli i oliwy z oliwek, czasem robi je na słodko. Wtedy do garnka leci cynamon, miód lub cukier. Na UTMB pochłonęła tego całe tony. – To świetne źródło energii, które nie podrażnia mojego żołądka – tłumaczy. To właśnie żołądek bywa jej piętą achillesową na zawodach, dlatego musiała się nauczyć na co dobrze reaguje. Gdy zaczyna się robić źle ratuje ją kandyzowany imbir. Co jeszcze ląduje w jej plecaku?  Orzechy, chleb, rozcieńczona coca-cola, czekolada, salami, ser, owoce, naleśniki z nutellą, snickersy, haribo, kawa, pizza, awokado. Z jedzenia “dla sportowców” w jej menu znajdą się batony Omnibars. I to tyle.

Dystanse rzędu stu mil zdają się spływać po wesołej Amerykance. Wątpliwości, które pojawiają się w jej głowie są związane raczej z tym, że zawsze może się coś przytrafić, np. kontuzja, ale nie uważa tak długich biegów za coś potwornie trudnego. – Staram się dzielić je na mniejsze części – opowiada. Skupia się na dotarciu od jednego punktu żywieniowego do następnego. – I zanim się zorientuję jestem na mecie – dodaje. W przeciwieństwie do chyba większości biegaczy, sprawia jej przyjemność gdy trudne warunki czynią zawody bardziej przygodowymi. Większość ludzi po prostu takie zmiany akceptuje i przestawia się na bardziej oblężniczy stan. Niektórzy to lubią, bo jeśli dobrze radzą sobie w terenie, w błocie, deszczu czy zimnie – mają przewagę nad tymi, którzy takiego stanu nie lubią. Większość mówi raczej o satysfakcji z ukończenia zawodów w trudnych warunkach. Słowa “przyjemność” raczej się w tym kontekście nie słyszy za często.

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Rory Bosio. Fot. Tim Kemple/The North Face com

Czego można się nauczyć od Rory, która zdaje się być po prostu wesołym wampirem o super mocach, nieskończonych pokładach motywacji i niemożliwie optymistycznym podejściu do życia? Ona nie opowie Wam o tym jak się zmotywować, ani o tym jaki trening przynosi rezultaty, a jaki się u niej nie sprawdza. Nie opowie o przezwyciężaniu problemów. A ludzi, którzy ciężko walczyli by ukończyć swoje pierwsze ultra albo wejść na jakiś wyższy poziom, a i tak daleko za jej plecami – jest w stanie swoim sposobem bycia tylko wkurzyć. Zdaje się, że wiele rzeczy przychodzi jej z dużą łatwością – Nie należy tego brać zbyt serio – mówi Rory. – Oczywiście musisz trenować żeby być w stanie przebiec 100 mil, ale to powinna być przyjemność. Zabawa. Lepiej, zamiast myśleć o tym jako o zawodach, zmienić perspektywę żeby nie robić sobie za dużej presji – tłumaczy.

Rory zdaje się być bardzo pogodzona ze sobą i szczęśliwa w życiu. – Łatwo powiedzieć, gdy ten brak napinania się i tak prowadzi cię na najwyższy stopień podium – można by rzec. Z drugiej strony, każdy z nas rodzi się z jakimś talentem lub jego brakiem. Możemy z tym walczyć i jeśli udaje się osiągnąć więcej niż zdawałyby się wskazywać wszelkie znaki na niebie i ziemi – fajnie. Jeśli jednak mimo walki się nie udaje – może warto być dla siebie trochę bardziej łaskawym. Nie zapominać o czerpaniu przyjemności z biegania. I pamiętać, że kryzysy mijają jeśli tylko jest się cierpliwym na tyle by je przeczekać i znów móc zacząć się bawić.

Wywiady z Rory Bosio:

irunfar.com

runnersworld.com

adventureblog.nationalgeographic.com

espn.go.com

womensmovement.com

mm
Magda Ostrowska-Dołęgowska

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Przy pewnym poziomie wysiłku. Przy pewnym poziomie zmęczenia. Przy pewnym dystansie. Twoja głowa, serce i duch stają się znacznie ważniejsze niż nogi. Albo przynajmniej tak samo ważne. Czytając wspomnienia ultrawyczynowców nie raz spotkałem się z […]

Po co biegaczowi bieganie? Bo jest jak DOM z czterema pokojami

Od początku października We Włoszech trwa druga fala zakażenia koronawirusem. Niektóre regiony kraju maja status tzw. ,,czerwonej strefy”. Oznacza to, że mieszkańcy nie mogą przemieszczać się między obszarami. Tak też jest w północnym regionie Italii, […]

Wezwał pomoc po śmiertelnym wypadku biegacza. Dostał mandat za złamanie obostrzeń

Na przełomie października i listopada na Azorach odbyły się nieoficjalne mistrzostwa świata w biegach górskich. Pięciodniową imprezę Golden Trail Championships wygrał Polak, Bartłomiej Przedwojewski. Zawodnik opowiedział nam o starcie w zawodach, przygotowaniach w dobie pandemii […]

Bartłomiej Przedwojewski: „Staram się zachowywać równowagę pomiędzy bieganiem a pracą”

„Sport to zdrowie”! Jednak, aby tak było musimy mocno o siebie zadbać, nie tylko na treningu, ale także przed i po nim. Stawy to jedne z ważniejszych ruchomych elementów układu kostno-stawowego u biegaczy, dzięki którym […]

Co jeść, by dbać o stawy? 8 wskazówek, które pomogą ci biegać bez kontuzji

Czym charakteryzuje się odzież marki Brubeck? Czy warto zainwestować w ubrania polskiego producenta? A co najważniejsze – jak poszczególne elementy biegowej garderoby od Brubeck sprawdzają się w praktyce? Pierwszy raz o marce Brubeck usłyszałem kilka […]

Brubeck – jak się biega w ubraniach polskiej marki? – [test+KONKURS]

Czasy mamy niepewne, a może być jeszcze gorzej. Na ulicach coraz częściej można spotkać bandytów z pałkami teleskopowymi. Dlatego, w trosce o naszych czytelników, przedstawiamy poradnik taktyczny: ucieczka przed pościgiem oraz sposoby przygotowania.

Jak uciec przed pościgiem. Poradnik taktyczny

Unikalny design, zwrot energii, lekkość i poczucie komfortu. Tym charakteryzuje się najnowszy model w kolekcji marki ASICS – NOVABLAST. Buty są przeznaczone szczególnie dla tych osób, które chcą czerpać z biegania jeszcze więcej radości. Odważna […]

Nowość dla nowej generacji biegaczy. ASICS NOVABLAST – lekkość, wydajność i satysfakcja po kolejnych kilometrach

Od 1979 r. wiedział, co będzie robił w każdą ostatnią (z małymi wyjątkami) niedzielę września. Zawsze stawiał się w pełni gotowy na starcie Maratonu Warszawskiego. Jednak w kolejnych latach już go z nami zabraknie. Franciszek […]

Nie żyje Franciszek Sojka – jedna z legend Maratonu Warszawskiego