fbpx
Samuel Wanjiru. Fot. PAP

Czytelnia > Ludzie > Elita biegaczy > Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie

Samuel Wanjiru – wielki bieg ku zatraceniu

Samuel Wanjiru. Fot. PAP

Samuel Wanjiru. Fot. PAP

Gdy miał 14 lat, pierwszy raz włożył na nogi buty. Tandetne, plastikowe laczki. Cztery lata później zarobił swój pierwszy milion. Samuel Wanjiru stał się jednym z najlepszych biegaczy długodystansowych wszech czasów, milionerem, zagubionym, pijanym chłopcem. Przypominamy jego krótką, bogatą w niezwykłe osiągnięcia historię.

Jego karierę w USA opisywano by określeniem: „od zera do milionera”, w Polsce „z nędzy do pieniędzy”. Jego rodacy z Kenii mieli bardziej dosadne porównanie. Takie historie jak jego nazywa się w szkole drogą Simona Makonde: urodził się w poniedziałek, ożenił w sobotę, a zmarł w niedzielę.

Naprawdę urodził się w poniedziałek (10.11.1986 r.) w Nyahururu i naprawdę zmarł w niedzielę (15.05.2011) w tej samej kenijskiej miejscowości. To, co działo się pomiędzy tymi datami, jest historią niezwykłą, pełną wzlotów i upadków, ostatni z nich zakończył się tragiczną śmiercią: gdy podpitego biegacza żona nakryła z kochanką i zamknęła z nią w sypialni na klucz, ten wyskoczył przez balkon i rozbił głowę o betonowy chodnik. Do dziś policja bada czy było to samobójstwo, wypadek, a może ktoś mu pomógł?

„Samobójca”

Teorie spiskowe będą się pewnie ciągnęły za Kamau (tak zwykle o nim mówili rodacy) jeszcze latami. Z resztą słowo samobójca przylgnęło do niego nieco w 2008 roku. Też w niedzielę (24 sierpnia). Tego dnia było piekielnie gorąco, wilgotność powietrza była bardzo wysoka, a w powietrzu unosił się piekący smog… W takich warunkach Wanjiru ruszył w pogoń za złotem igrzysk olimpijskich w Pekinie. Gdy wbiegał do Ptasiego Gniazda, byłem jednym z nielicznych dziennikarzy stojącym na płycie futurystycznego stadionu. Widok był to przedziwny, królewski dystans miał mieć królewską oprawę. Zanim na bieżni pojawili się lekkoatleci, tańczyły na niej chińskie zespoły ludowe. Trybuny, które jeszcze tego samego wieczoru tętniły 90 tysiącami pobudzonych serc, rano łypały na pojedynczych widzów niemymi krzesełkami. Wanjiru taśmę na linii mety przerywał nie niepokojony przez rywali. Specjaliści przyglądający się tablicy czasu z rekordem olimpijskim (2.06,32) kręcili z niedowierzaniem głowami – to było samobójcze tempo.
„Jak biegnę wolniej, to bardziej się męczę” – tłumaczył w podziemiach stadionu. A biegł swój trzeci maraton w życiu.

Sukces ma wielu ojców

Gdyby nie biegi, pracowałby pewnie na roli w Nyahururu albo nosił skrzynki na zapleczu jakiegoś sklepu w okolicy, w najlepszym wypadku sprzedawałby pamiątki pod okoliczną atrakcją turystyczną: Wodospadem Thomsona. I tak miał szczęście, bo urodził się w przyzwoitej okolicy. Miasto ma szkoły, nawet obiekty lekkoatletyczne. Co prawda nie jest wylęgarnią mistrzów jak wioski w okolicy Kapsabet, ale to wciąż region Rift Valley, zamieszkiwany przez plemię Kalenjin. Zdaniem antropologów to w genach tej małej grupki etnicznej ukryty jest sekret wytrzymałości i szybkości. Tylko, że w żyłach Wanjiru płynie mieszanka krwi Kalenjin i Kikuyu. W jakich proporcjach. Cóż, sukces ma wielu ojców. Do dziś trwają więc spory nawet o to, kto począł Sammy’ego. Jego matka nie zajęła oficjalnie stanowiska w tej sprawie. Chętnych jest wielu. Pojawili się po sukcesach, gdy zapachniało ogromnymi pieniędzmi. Deklaracje o ojcostwie płynęły do maratończyka SMS-ami. Potencjalni tatusiowie nagrywali się też na automatyczną sekretarkę Wanjiru i okolicznych redakcji opowiadając o swoich związkach z panią Ann. Najgłośniej, o prawo dopominał się w mediach Elijach Kipng’etich Chebon. Twierdzi, że dobijał się do swojego syna, ale miał pecha bo dzwonił zawsze, gdy biegacz był na jakiejś imprezie i nie słyszał dzwonka telefonu.
Krew krążąca w żyłach Samuela była bogata w erytrocyty, które przenoszą tlen. Nawet gdyby nie był Kalenjin, to urodził się i spędził całe dzieciństwo w miejscowości położonej ponad 2 tys. metrów nad poziomem morza.

Samuel Wanjiru of Kenya on his way to win the men's elite group in the 2009 London Marathon. Fot. Reuters

Samuel Wanjiru podczas London Marathon w 2009 roku. Fot. Reuters

Trener za kilogram cukru

Biegał, jak wszyscy chłopcy w okolicy. Jak żaden z nich robił to jednak bardzo szybko. Nauczyciel miejscowej szkoły wysłał go więc na dziecięce mistrzostwa do Kisumu w 1999 r. Wanjiru brał udział w zawodach boso. Nie to jednak przykuło uwagę japońskiego trenera Sunichi Kobayashi. Zadziwiająca była lekkość z jaka dzieciak pokonywał kolejne kilometry. Kobayashi pojechał więc do Nyahururu i zapowiedział nauczycielom w szkole Samuela oraz jego mamie, że daje chłopcu dwa lata. Jeśli w tym czasie rozwinie się talent, Wanjiru poleci do Kraju Kwitnącej Wiśni. Biegać i uczyć się. Wanjiru rozwijał się więc błyskawicznie. W 2000 r. skończył szkołę podstawową. W wielu biografiach Samuel przedstawiany jest jako cudowny samouk, chłopiec, który prawdziwego sportu zasmakował dopiero w Japonii. To jednak nie jest prawda. Po zawodach w Kisumu, Wanjiru wiedział już, że ma talent i musi go rozwijać. Marzył o treningach z najlepszymi. W Nyaeri. Tam zajęcia prowadził Stephen Ndungu. Trener chciał pracować z Samuelem ale w plemieniu Kikuya, z którego wywodzi się matka maratończyka, obowiązuje zasada: nic za darmo. Rodzina była jednak tak biedna, że do pomocy trzeba było wezwać wujka, który miał trochę głębsze kieszenie niż pozostali. Razem uzbierali na kilogram cukru i ryżu. Wystarczyło. Dwa lata później znów pojawił się na horyzoncie Kobayashi. Zaoferował młodemu biegaczowi wyjazd do szkoły w Sendai. Kolejne dwa lata potrzebował na to, by przekonać do siebie japońskich sponsorów. Ostatecznie w 2004 r. został pracownikiem koncernu Toyota, co oznaczało, że zaczął biegać w klubie Toyota Kyushu, nad którym pieczę sprawował Koichi Morishita, wicemistrz olimpijski z Barcelony. Dopiero wówczas kariera Nigeryjczyka zaczęła przyspieszać w zawrotnym tempie. Tempie, od którego Wanjiru zakręciło się w głowie.

Narodziny legendy

Gwiazdą został już w 2005 r. Poleciał do Rotterdamu i dokonał rzeczy ze wszech miar wielkiej – pobił rekord świata w półmaratonie (59.16) mając zaledwie 19 lat. Tyle, że była to era gigantów, takich jak Haile Gebrselassie. Etiopczyk, jak na króla długiego dystansu przystało, szybko wepchnął się na tron, druzgocząc barierę 59 min (58.55) w 2006 r. Na odpowiedź Wanjiru trzeba było poczekać do 2007 r. Odzyskał miano najszybszego wynikiem 58.53. Nie poddał się jednak badaniu na obecność EPO. Wynik wymazano. Samuel poleciał jednak na bieg w Hadze i tam pokonał trasę półmaratonu w 58 min. 33 sekundy. Badaniom się poddał. Wynik zatwierdzono. Wszyscy czekali na kolejny ruch – start w maratonie.
Wybór na miejsce debiutu był dosyć oczywisty. Jego nową ojczyzną była Japonia. Fukuoka zaś to miejsce, które gościło największe sławy. Trasa uchodzi za szybką. Samuel stanął więc na starcie. Tylko na chwilę. Bo gdy ruszył, to zatrzymał się po 2 godz. 6 minutach i 39 sekundach. Oczywiście wygrał, ale krytycy kręcili nosami. Spodziewali się bardziej oszałamiającego wyniku.

Wielki test miał odbyć się w Londynie, rok później. Oczywistym było, że bieg pod nosem królowej angielskiej będzie generalnym sprawdzianem mocy przed igrzyskami w Pekinie. Na starcie stanęli giganci długiego dystansu, doświadczeni, utytułowani. Wanjiru ten jeden raz przegrał. Wyprzedził go Martin Lel. Wynik rzucił jednak wielu krytyków na kolana – 2:05.24 (Lel – 2:05.15, rekord trasy). W Pekinie Kenijczyk nie dał szans rywalom. Do Londynu jednak wrócił rok później wyrównać rachunki z trasą. Już po przebiegnięciu połowy dystansu pachniało wspaniałym wynikiem. Samuel miał 1:01.35 i nie wyglądał na wyczerpanego. Gdy przerywał wstęgę na mecie zegar pokazywał 2.05,10. Kilka miesięcy później poleciał do Chicago. Tam rzucił Amerykę na kolana. Wygrał z czasem 2.05,41. Wcześniej nie tylko nikt nie przebiegł tak szybko trasy w Wielkim Jabłku, ale i w USA. Mało tego – był najmłodszym zawodnikiem w historii, który miał na koncie trzy zwycięstwa w biegach zaliczanych do World Marathon Majors. Triumfował też oczywiście w klasyfikacji generalnej tego cyklu. W Chicago wygrał jeszcze rok później (2:06.24). Mówiono o nim, że jest najwybitniejszym maratończykiem w historii. Z sześciu ukończonych biegów na dystansie 42 km i 195 m wygrał pięć, raz był drugi. W całej karierze tylko w jednym przypadku nie dotarł do mety, gdy w 2010 r. w Londynie wycofał się z powodu kontuzji kolana.

Sammy Wanjiru na maratonie w Londynie w  2009. Fot. Action Images

Sammy Wanjiru zwycięża w maratonie w Londynie w  2009. Fot. Action Images

Bez hamulców

Zarabiał fortunę. Za zwycięstwo w Chicago w 2010 r. dostał w sumie 615 tys. dol. (75 tys. za zwycięstwo, 40 za czas i 500 za wygranie klasyfikacji World Marathon Majors). „To waśnie pieniądze były naszym nieszczęściem” – przyznaje Triza Njeri Wanjiru, żona maratończyka.
Poza trasą Samuel nie znał hamulców. Żył tak intensywnie, jak biegał. Policja w Nyahururu dobrze go znała. Często balował w okolicznych lokalach. Ludzie go lubili. Miał gest. Utrzymywał miejscowych biegaczy, wysyłał ich na zgrupowania za granicę. Utrzymywał też miejscowe kochanki, sponsorował mocno zakrapiane imprezy w nocnych klubach. Kilka miesięcy przed śmiercią omal nie zamordował własnej żony. Pijany rozwalił drzwi i z karabinem AK-47 szalał po własnym domu. Najpierw zajął się zneutralizowaniem kolbą ochroniarza, którego wynajęła jego małżonka. Potem groził, że zabije matkę swoich dzieci. Kobiecie udało się uciec na posterunek policji. Wanjiru i tam się pojawił goniąc żonę. Policja miała więcej broni. Poddał się.
Samuel wciąż jednak nie dawał spokoju rodzinie. „Pił, zdradzał i awanturował się, ale nigdy mnie nie uderzył” – zapewnia Triza.

Ciąg dalszy nie nastąpi

Po jednej z imprez przyjechał do własnego domu z kochanką. Triza postanowiła się zemścić. Zamknęła ich na klucz w sypialni. I tu zaczyna się dochodzenie, które mogłoby być kanwą dla jednego z odcinków serialu o agentach CSI z Miami. Wanjiru został znaleziony na brukowanym podjeździe pod własnym balkonem z rozbitą głową. Policja nie wyklucza, że było to samobójstwo. Kobieta, z którą zamknęła go żona, wyklucza taką ewentualność. „To wyglądało jakby się rzucił z tego balkonu w pogoni za żoną” – opowiada wstrząśnięta Jane Nduta, kelnerka z oddalonej o kilometr od domu Wanjiru restauracji Kawa Falls.
Innego zdania jest matka maratończyka. Jej zdaniem policja nie robi wszystkiego, by wyjaśnić zabójstwo. Twierdzi, że w domu są ślady, które mogą na to wskazywać. Jej zdaniem winna tragedii może być Triza, która jedynie uzurpuje sobie prawo do bycia żoną Samuela. Przecież jej syn zapłacił za inną żonę – Mary Wacerę. Kolejka do ręki Sammy’ego jest tak długa jak lista jego potencjalnych ojców. W ogonku do praw majątkowych stoi jeszcze choćby kobieta w ciąży (tatą jest podobno lekkoatleta). Jest co dzielić. W trakcie kariery Wanjiru zarobił kilka milionów dolarów. Urodził się w poniedziałek i zmarł w niedzielę. Miał 24 lata.

Samuel Wanjiru
(ur. 10.11.1986 r.
zm. 15.05.2011 r.)

Rekordy życiowe:

5000 m – 13.12,40
10000 m – 26.41,75
półmaraton – 58.33 (były rekord świata)
maraton – 2:05.10

Największe sukcesy:

maraton – złoty medal igrzysk olimpijskich w Pekinie (2:06.32)
zwycięstwa w maratonach:
Londyn (2009),
Chicago (2009, 2010),
Fukuoka (2007)

Przeczytaj artykuł o innych biegaczach, którzy zmarli tragicznie. M. in. o Bronisławie Malinowskim Stevie Prefontainie i Abebe Bikili.

Oskar Berezowski, “Upadek”, Bieganie, lipiec-sierpień 2011

mm
Oskar Berezowski

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Under Armour HOVR Machina to jedne z nielicznych na rynku butów biegowych, w których konstrukcji wykorzystano włókno węglowe. Jak sprawuje się najnowszy model amerykańskiego producenta w praktyce? W jakich warunkach radzi sobie najlepiej? I jacy […]

Under Armour HOVR Machina – zaawansowany but, który docenią także początkujący [KONKURS]

Wiele razy na przestrzeni lat działy się rzeczy, które miały znaczący wpływ na imprezy sportowe, a sportowcy nie raz musieli modyfikować swoje plany w związku z panującą akurat sytuacją. Choć dziś mogłoby się zdawać, że […]

Trzęsienie ziemi, pandemia hiszpanki – zobacz, jak w przeszłości sport musiał sobie radzić w obliczu katastrof

Usain Bolt to najszybszy człowiek świata i rekordzista globu na 100 oraz 200 metrów, umięśniona maszyna do biegania. Wombat to sympatyczne, roślinożerne stworzonko, zamieszkujące Australię. Wydawać by się mogło, że wyścig Bolta i Wombata byłby […]

Kto jest szybszy? Usain Bolt czy… to zwierzątko?

Słyszeliście już o Under Armour HOVR Machina? Pierwszy kontakt z nowym modelem butów od amerykańskiego producenta za nami. Czy od razu podbiły nasze serca? Czy jest to but, jakiego świat jeszcze nie widział? Przekonajcie się, jakie pierwsze wrażenie wywarła na nas nowość amerykańskiej marki.

Under Armour HOVR Machina – jak prezentują się na pierwszy rzut oka?

Wszędzie chodzi boso. Biega też. Przede wszystkim parkruny, ale ma na koncie również 4 maratony. Bez obuwia biega przez cały rok, nawet zimą. Po zatrzymaniu krążenia podczas Maratonu Solidarności został uratowany dzięki błyskawicznej reakcji przypadkowej […]

Pan Andrzej ma 71 lat, jest astronomem i… biega boso. Także zimą

Na łamach naszego portalu zdecydowanie dominują tematy skierowane do biegaczy startujących na dłuższych dystansach. Nic zatem dziwnego, że w przypadku tekstów treningowych nie brakuje artykułów na temat budowania wytrzymałości, treningów interwałowych, długich wybiegań, kilometrażu, itp. […]

Sprintem przez okres “ogórkowy”!

Światowa Lekkoatletyka (dawniej Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych IAAF) odznaczyła Cracovia Maraton certyfikatem World Athletics Silver Label, potwierdzając tym samym wysokie standardy organizacyjne i sportowe krakowskiej imprezy. Tegoroczny, 19. Cracovia Maraton odbędzie się już w randze […]

Cracovia Maraton z certyfikatem World Athletics Silver Label Road Races

Nie masz czasu na gotowanie zdrowych posiłków? Mylisz się! Przyrządzenie spaghetti z domowym, pietruszkowym pesto zajmie ci maksymalnie 20 minut. Spaghetti z pesto z natki pietruszki – składniki ½ paczki makaronu Pęczek natki pietruszki Niewielka […]

Spaghetti z pesto z natki pietruszki – pomysł na szybki obiad