fbpx

Wielka Stopa i Kopciuszek, czyli jak kupić nietypowe buty biegowe?

Autor: Maciej Tracz • 08.06.2013

Jak kupić buty biegowe gdy masz rozmiar 49? Rys. Krzysztof Dołęgowski

Jak kupić buty biegowe gdy masz rozmiar 49? Rys. Krzysztof Dołęgowski

Odkąd sięgam pamięcią zawsze miałem spore kłopoty ze znalezieniem odpowiednich butów do biegania. Swoją przygodę z tym sportem zaczynałem w czasach, gdy dostanie jakiegokolwiek obuwia w moim rozmiarze graniczyło z cudem.

Przez kilka lat z zazdrością patrzyłem na innych biegaczy startujących na imprezach w lekkich i amortyzowanych „adidaskach” podczas gdy ja skazany byłem na polskie pepegi czy też co najwyżej chińskie trampeczki. Kolce na stadionowe zawody miałem o dwa numery za małe (trzymam je do tej pory, choć od moich ostatnich startów na tartanie minęło ponad 15 lat).

Buty z zasłużoną emeryturą

Pierwsze moje buty przeznaczone do biegania kupiłem po ponad 8 latach od rozpoczęcia treningów. Było to podczas Akademickich Mistrzostw Niemiec na początku lat 90-tych. Poszedłem wówczas do pierwszego lepszego sklepu sportowego w Cottbus i ku mojemu zaskoczeniu nie czułem się jak przybysz z innej planety tylko jak zwyczajny klient mający do wyboru kilka czy też kilkanaście wzorów w moim rozmiarze. Buty, które wówczas nabyłem pielęgnowałem i oszczędzałem przez wiele, naprawdę wiele lat. I biegałem w nich nawet wtedy, gdy straciły swoje amortyzujące właściwości. Zostały wyrzucone dopiero, gdy kolejne podklejanie zdartej podeszwy nie przyniosło żadnego skutku.

Jest mój rozmiar – znaczy ładne

Na następną parę obuwia na szczęście nie czekałem kolejnych kilku lat, choć jej nabycie nie było tak banalnie proste jak na zachodzie. Musiałem się sporo nachodzić i dopiero w kolejnym odwiedzanym przeze mnie sklepie znalazłem obuwie w miarę odpowiadające moim wymaganiom. W chwili obecnej dostanie modelu, w jakim biegają i jaki polecają moi znajomi jest ciągle niemalże niemożliwe. Zazwyczaj, kiedy się wybieram na zakupy nie pytam o konkretny model tylko o największe dostępne buty i dopiero spośród nich wybieram te odpowiednie.

Kot w worku

Oprócz tradycyjnych form kupna takich jak sklepy, kiermasze czy też stoiska poszczególnych firm podczas dużych imprez sportowych (na tych ostatnich można utrafić prawdziwe okazje) pozostają sklepy internetowe. Są one niezłą alternatywą, jednak nigdy jeszcze się nie zdecydowałem na zakup obuwia tą drogą. Kilka lat temu nabawiłem się poważnej kontuzji stopy i niestety, nawet przy dobraniu odpowiedniej długości wkładki nie zawsze czuję komfort w chwili założenia buta. Poza tym nawet, jeżeli jest możliwy zwrot obuwia lub jego wymiana to zawsze wiąże się to z dodatkowymi kosztami wysyłki, które spadły by na mnie.

Jeden ze sprzedawców internetowych zasugerował mi abym się udał do pierwszego lepszego sklepu przymierzył sobie buty tych firm, które mnie interesują. Jak znajdę odpowiadający mi model i rozmiar to wówczas prosi mnie o kontakt i coś się na pewno dla mnie znajdzie. Może nie będzie to ten sam fason, jaki sobie upatrzyłem w sklepie, ale to nic nie szkodzi, bo dla mnie najważniejszy jest przecież rozmiar. Po takiej odpowiedzi ręce mi opadły. Po pierwsze w sklepach nie ma moich rozmiarów, po drugie, co z tego że przymierzę konkretny model, który będzie leżał idealnie jak internetowy sprzedawca prześle do mnie zupełnie inne buty.

Rekonesans

Ok. Może w sklepach byłem dawno temu. Może w ostatnim roku zmieniło się coś na lepsze? Postanowiłem to sprawdzić. I tak w tygodniu między 9 a 15 marca wybrałem się do kilku sklepów. Były wśród nich zarówno małe, oferujące buty i akcesoria sportowe jak i duże sieciowe salony mające w swojej ofercie sprzęt do bardzo wielu dyscyplin.

W małych prywatnych sklepikach rozmiarówka kończyła się najczęściej na 46 w porywach do 47. W niektórych (w 2 na 4 odwiedzone) można się postarać coś zamówić jednak nie wiadomo, co się dostanie. Obsługa najczęściej miła i sympatyczna doradzała abym poszukał w innych sklepach lub w internecie. W jednym (salon Salomona) sprawdzono dokładnie, jakie buty i rozmiary zostały na wiosnę zakontraktowane. Niestety, nie było wśród nich nic powyżej 47. Poradzono mi, abym przyszedł po miesiącu t.j. około 15 kwietnia i wtedy na moje specjalne zamówienie buty zostaną dla mnie sprowadzone z zagranicy. Tę markę dość dobrze znam i z wyborem odpowiedniego rozmiaru i fasonu nie byłoby kłopotu.

49 – biały kruk

Kolejne dwa odwiedzone przeze mnie sklepy należały do ogólnopolskich sieci. W pierwszym (Intersport) obuwie, jakim byłem zainteresowany znajdowało się w dwóch różnych działach. W dziale poświęconemu obuwiu górskiemu, trekingowemu i do biegania w trudnym terenie nic w dużych rozmiarach (powyżej 47) nie znaleziono i nie dano mi jakiejś większej nadziei na przyszłość. W dziale butów do biegania znaleziono tylko jedną propozycję w rozmiarze 48. Większych butów nie posiadają. Sprzedawca przejął się moim problemem i poszukał w innych salonach oraz na stronach internetowych sieci. Okazało się, że był jeszcze niedawno rozmiar 49, ale jest niedostępny. Na pytanie czy mogą sprowadzić na zamówienie odpowiedni but odpowiedź nie była kategoryczna, choć pozbawiła mnie złudzeń.

W sklepie kolejnej sieci (Go Sport) rozmowa po sprawdzeniu w magazynie była bardzo krótka. Powyżej 47 numeru nic nie ma i nie będzie. Firma nie sprowadza obuwia na zamówienie.

Coś dla Kopciuszka

Moim problemem jest duża stopa, a jak sobie radzą osoby z małymi rozmiarami takimi jak damska 35 czy też 36 lub męskie rozmiary poniżej 40? Tu sprawa wydaje się być prostsza. Dla tych osób pozostaje dział młodzieżowy. Firmy produkujące obuwie sportowe do takich kolekcji stosują część, a niektóre nawet wszystkie nowoczesne systemy podnoszące komfort użytkowania czy też ochrony nóg. Buty dziedzięce czy młodzieżowe potrafią się różnić tylko kolorystyką i ceną. Tu „krótkostopi” wygrywają. Oczywiście nie wszystkie modele butów dla dorosłych są produkowane w rozmiarówkach młodzieżowych. Jednak wybór i możliwości są zdecydowanie większe niż w przypadku „płetwostopych”. Aha, kolejną alternatywą dla mężczyzn posiadających bardzo małą stopę jest znalezienie obuwia przeznaczonego dla kobiet. Oczywiście nie jest to rozwiązanie idealne. Oprócz kilku dość istotnych wad (inna konstrukcja, „dziewczęca” kolorystyka) posiada niezaprzeczalną zaletę. Można dobrać buty i ma się dość duży wybór. Analogiczna sytuacja jest w przypadku kobiet o dość dużej stopie. Mogą wtedy „wybierać jak w ulęgałkach” w obuwiu przeznaczonym dla panów.

„To ma Pan problem”

Postanowiłem zatelefonować do siedzib kilku firm zajmujących się dystrybucją poszczególnych marek obuwia. Pan Tomasz Michałowski z Decathlonu na moje pytanie o rozmiary 49 i powyżej błyskawicznie udzielił odpowiedzi twierdzącej, że 49 jest na pewno. Po szybkim sprawdzeniu asortymentu dowiedziałem się, że w każdym sklepie powinienem dostać rozmiar 50. Męska romiarówka zaczyna się od 39 a damska od 36. Dla osób z mniejszą stopą pozostają sposoby wzmiankowane wyżej.

W firmie Nike zostałem poinformowany, że tak jak inne osoby posiadające dużą stopę mam problem. Od 25 lat wiem, że mam problem i nie potrzebuję w tym celu telefonować do firmy Nike. Pani Monika Coś poradziła mi abym skontaktował się ze sklepem internetowym www.run4fun.pl. Ze względów, o jakich pisałem powyżej rozwiązanie to jest przeze mnie nie do przyjęcia. Sytuacja w sklepach firmowych Nike zlokalizowanych w galeriach handlowych wygląda następująco: można natrafić na duże rozmiary ale bardzo rzadko jest zamawiane obuwie powyżej rozmiaru 47. Nie do końca też wiem, co mają zrobić osoby mieszkające poza wielkimi aglomeracjami, w których nie ma dużych galerii handlowych?

Kolejną osobą, do której pozwoliłem sobie zatelefonować był pan Michał Bartoszak przedstawiciel firmy Saucony. I tu po raz pierwszy w ciągu ostatniego tygodnia poszukiwań poczułem się zrozumiany i usatysfakcjonowany. Pan Michał posiadał od ręki dostępne rozmiary do 50 włącznie z kilku różnych rodzajów z nowościami włącznie. Podał mi adresy do przedstawicieli firmy Saucony. Niestety, żaden z nich nie jest obecny w Łodzi. Podczas długiej rzeczowej rozmowy udzielił mi rad dotyczących doboru konkretnych butów do mojej konstrukcji i budowy ciała. Bardzo gorąco zachęcał mnie do odwiedzin go w Poznaniu przy jakiejś najbliższej nadarzającej się okazji.

Jak prezent na Gwiazdkę

Przez ćwierć wieku mojego biegania, oprócz zwykłej radości z uprawiania tego sportu,  skupiony byłem na poszukiwaniach i tropieniu podstawowego i tak na dobrą sprawę jedynego sprzętu do niego niezbędnego. Myślę, że jeszcze przez wiele lat w chwili nabycia pasujących butów będę się cieszył jak dziecko z otrzymania wymarzonej zabawki. I tej dodatkowej (bonusowej) radości nikt, kto nie miał takich problemów, po pierwsze nie zrozumie, a po drugie, nam „płetwonogim”, nie odbierze.

Maciek Tracz, „Kłopoty wielkich, kłopoty malutkich”, Bieganie, kwiecień 2009

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger