Triathlon > TRI: Trening > Triathlon
Zegarek na jutro
Fot. codicotevillage.co.uk
Jeżeli zastanawiamy się nad poważnym zegarkiem treningowym, powinniśmy zwrócić uwagę przede wszystkim na zdolność mierzenia zmęczenia i regeneracji. GPS, basenowe cuda czy inne wodotryski odsuńmy na drugi plan.
Większość z tych danych przestanie nas interesować już po kilku tygodniach, sprowadzając rolę drogiego sprzętu do funkcji kronikarza naszych sportowych wyczynów. Jest to oczywiste marnowanie potencjału, ponieważ już od pewnego czasu pulsometry mogą pełnić misję osobistego trenera. Nie zastąpią one żywego człowieka z doświadczeniem, ale na poziomie średniego triathlonisty w zupełności wystarczą.
Jaki model?
Ocena zmęczenia i regeneracji odbywać się musi poprzez pomiar zmienności rytmu serca, tej funkcji poszukujmy przede wszystkim, wybierając „profesjonalny” sprzęt. Nowoczesne rozwiązania bazujące na pomiarze optycznym są wygodne, ale na potrzeby ambitnego amatora nie będą wystarczające. Technologia ta dziś jest po prostu niedokładna. Jesteśmy tu skazani na klasyczną mierzącą tętno opaskę na klatkę piersiową, która potrafi pełny sygnał zmierzyć i wysłać już w ciągu 4 milisekund. Zdecydowana większość czołowych producentów ma w swojej ofercie modele mierzące zmienność faz serca (HRV). Suunto, Garmin czy Polar stosują tę metodę od lat.
Dlaczego HRV?
Gdyby trening triathlonisty podlegał zasadzie „więcej znaczy lepiej”, pomiar tętna nie byłby potrzebny. Wystarczyłyby zwykłe zegarki z funkcją zapisu kolejnych kilometrów przemierzonych na rowerze, podczas biegu czy na basenie. Tak jednak nie jest, a najlepsze efekty treningowe uzyskujemy poprzez zachowanie balansu pomiędzy treningami a regeneracją. W zachowaniu tej równowagi pomaga właśnie pomiar HRV, mierzący odstępy czasu pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca w czasie odpoczynku. Zmienność faz rytmu serca jest przy tym dokładniejszym i mniej podatnym na zewnętrzne wpływy parametrem niż zwykłe tętno spoczynkowe. Dodatkowym atutem jest dobre odwzorowanie naszych pozatreningowych zajęć. Stres w pracy, porządki domowe, leniuchowanie na plaży dość dokładnie widoczne są pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca. To pozwala na stworzenie algorytmów ułatwiających pomiar aktualnego zmęczenia, a stąd już prosta droga do przejęcia roli osobistego doradcy treningowego. Sygnał nawołujący do pozostania w domu lub zwiększenia intensywności pozwoli nam na lepsze dobranie obciążeń.
Interpretacja
Przykład wykresu zmienności rytmu serca, liczonego w milisekundach. Rys. Polar.com
Zmęczony i przetrenowany organizm nie jest w stanie w pełni kontrolować pracy serca, co czyni ją bardziej regularną. Kiedy jesteśmy wypoczęci, przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami stają się coraz bardziej nieregularne. To pozwala na ocenę poziomu stresu, zarówno treningowego, jak i tego dostarczanego codziennymi obowiązkami. Liczby te możemy interpretować sami poprzez cykliczne obserwacje, jak również mieć podane na talerzu w postaci gotowych opisów. Zarówno dzięki zegarkom, jak i programom do zbierania danych. To również HRV stoi za częstymi ostatnio podsumowaniami w postaci „Efektu Treningowego” lub podobnymi.
Jeżeli szukamy więc zegarka o dużych możliwościach, polecam skupić się na właśnie tej funkcji. Moim zdaniem kontrola obciążeń w treningu jest przyszłością dla amatorskiego sprzętu. Jeszcze do niedawna aparatura mierząca zmienność faz rytmu serca kosztowała kilka tysięcy dolarów, i była przeznaczona tylko dla wybranych. Dziś wszystko, czego potrzebujemy, mieści się na nadgarstku i niewielkiej opasce na klatkę piersiową. Zakładam oczywiście, że potrzeba kupna zaawansowanego modelu wynika z poważnego podejścia do treningu i systematyczne zbieranie danych nie będzie tu problemem.