40. PZU MARATON WARSZAWSKI – 39 WSPOMNIEŃ Z 39 EDYCJI BIEGU – CZ. II 1984-1988

Autor: Jakub Karasek • 20.07.2018

1986-foto-do-relacji

Dotychczasowe 39 edycji Maratonu Warszawskiego to niezliczone ilości wspomnień, emocji i niezapomnianych przeżyć wszystkich uczestników. Jeśli chcecie poczuć namiastkę tej pięknej historii, zapraszamy do zapoznania się z fragmentami relacji z ubiegłych lat. W drugiej części prezentujemy wybrane wspomnienia z lat 1984 do 1988 r.

1984 – VI Międzynarodowy Warszawski Maraton Pokoju

Nowa trasa wytyczona na rok 1984 u wielu biegaczy wzbudziła obawy i chyba okazały się one słuszne. Jednym z utrudnień był np. podbieg ulicą Karową. Wymagająca trasa dała się we znaki wielu uczestnikom, a opóźniony o kilkanaście minut start, z powodu długich kolejek do depozytu, również nie pomagał. Jednak maratończycy znani są z tego, że walczą do końca, co potwierdza relacja Anny Bleji:

Godzina 16.18, robi się chłodno, to już jesień, wokół startu coraz mniej ludzi. Wisłostradą z rzadka przebiegają, właściwie idą, ostatni maratończycy. W okolicy Szwoleżerów maszeruje zlany potem zawodnik, dość młody, pali papierosa. Autokar i ciężarówki objeżdżają trasę, zbierają po drodze stoły i skrzynki punktów żywieniowych, było ich dziewięć, zabierają ludzi, zziębnięte pielęgniarki, sędziów.

Godzina 16.50. Zostało cztery kilometry z okładem, na końcu para młodych ludzi, kierowca autobusu wychyla się, przypomina, ile zostało czasu, trzeba zmieścić się w sześciu godzinach, żeby zaliczyć maraton, wszyscy ich dopingują, bo może im dosłownie zabraknąć minut. Zbierają resztkę sił, przyspieszają, wyprzedzają Mieczysława Chałubka, który nie biegnie lecz idzie już od Wilanowa. Ma sześćdziesiąt lat.

Godzina 17.30, na mecie garstka ludzi, na prostą, ostatnie dwieście, trzysta metrów wychodzi pan Chałubek, zaczyna biec, schował jeszcze trochę sił na to efektowne zakończenie. Dostaje dyplom, medal, nikt już nie patrzy na czas.

1984_medal

1985 – VII Międzynarodowy Warszawski Maraton Pokoju

W 1985 r. maraton powrócił na Stadion X-lecia, a trasa została wytyczona w całości po prawej stronie Wisły. W zapowiedzi biegu można znaleźć informację, że wynikało to z faktu iż powietrze po tej stronie rzeki jest czystsze niż po drugiej. Organizatorzy liczyli także na dużą frekwencję – co najmniej 3 tysiące uczestników. Jednak wprowadzenie limitu wiekowego (15 lat) oraz konieczności posiadania ważnego zaświadczenia lekarskiego umożliwiającego start w imprezie, nadzieje okazały się płonne. Do mety dotarło 1607 osób. Nie dopisali również obcokrajowcy – chociaż w nazwie imprezy wciąż znajdowało się określenie „Międzynarodowy” na mecie zameldowało się jedynie 6 maratończyków spoza Polski. W ramach imprezy rozegrano pierwsze Mistrzostwa Wojska Polskiego w maratonie, których jednym z uczestnikiów był Sylwester Przybyła:

To był mój pierwszy maraton. Dwa dni wcześniej miałem sprawdzian z WF na 3 km. Biegaliśmy w butach wojskowych i nogi miałem w takim stanie, że lekarz stwierdził, iż jedyną radą jest zrobienie sobie tygodnia przerwy. Do pracy chodziłem w sandałach, a na bieg przygotowałem sobie specjalne obuwie – w starych trampkach obciąłem pięty, wzmocniłem je tasiemkami i tak pojechałam na start.

Zależało mi na starcie, bo po raz pierwszy rozgrywano Mistrzostwa Wojska Polskiego. Szykowałem się od czerwca, przebiegłem jakieś 600 km. Czasem biegałem do pracy, kilka razy pobiegłem około 20 km między mostami.

Ustawiłem się na końcu stawki i bardzo powoli zacząłem i właściwie od początku wyprzedzałem systematycznie kolejne osoby. Koło 32 kilometra dopadł mnie kryzys, ale na pięć kilometrów przed met poczułem się już całkiem dobrze. Biegłem coraz szybciej i jeszcze na bieżni wyprzedzałem kolejne osoby. W następnych maratonach, w momencie kiedy nadchodził kryzys, miałem nadzieję, że na ostatnich kilometrach poczuję się lepiej. Ale tak było tylko wtedy.

1986 – VIII Międzynarodowy Warszawski Maraton Pokoju

1986-foto-do-relacji

Kolejna edycja to kolejne podniesienie bariery wieku dla uczestników. Od 1986 r. w zawodach udział mogą brać wyłącznie osoby pełnoletnie, co było jedną z przyczyn niewielkiego spadku frekwencji. Do mety dobiegło 1505 osób. Sam bieg miał charakter „pokojowy”, gdyż w ramach sztafetowego Biegu Pokoju, prowadzącego przez 85 krajów, przed startem zapalono znicz od pochodni przeniesionej sprzed siedziby ONZ w Nowym Jorku. Tak 8. edycję imprezy wspomina jeden z uczestników, Józef Strzyżewski:

Chociaż maraton odbywał się na trasie nudnej i żmudnej, gdyż po nawrocie wiódł tym samym odcinkiem tyle że pokonywanym w przeciwnym kierunku, to zakończenie maratonu ponownie w atmosferze stadionu sprawiało, iż wszystko co najgorsze pozostawało w tyle. W moim przypadku najgorszymi były liczne kontuzje na trasie, jakie mogłyby przerwać bieg, a najbardziej – zdarzenie jakie miało miejsce na 15 kilometrze. Wspomnienia sprzed biegu i ze startu pozostawiały dobre wrażenia – kulturalna obsługa, uroczysty i podniosły moment przed honorowym wystrzałem startera, rozmowy po starcie z zaprzyjaźnionymi zawodnikami.

Do 5. kilometra trasy nic nie było w stanie zakłócić prącego do przodu żywiołu rozlanego wielobarwną wstęgą w przestrzeni. Nie potęgował tej siły setek biegaczy żaden doping ani oklaski na znacznym odcinku trasy. Przebiegając jednak przez podwarszawskie miasteczka, tak dobrze znane, pojawiał się żywiołowy doping kibiców i podrywał na nogi niejednego pechowca. Przed 15-tką z trudem dociągnąłem do punktu sanitarno-odżywczego i tutaj miał się skończyć mój rzekomy „happy end”. Nadeszły kolejno: ból prawego kolana i gorycz klęski. Nieznane mi lekarstwo z punktu sanitarnego poderwało mnie do jeszcze ostatecznej próby.

1987 – IX Międzynarodowy Warszawski Maraton Pokoju

Telewizor, pralka automatyczna, rowery, magnetofony, plecaki ze stelażem – to część nagród, o jakie walczyli uczestnicy IX Międzynarodowego Warszawskiego Maratonu Pokoju. Jak na ówczesne czasy, pula nagród prezentowała się zacnie, ale bieg nieco tracił na znaczeniu. Coraz mniejsza liczba uczestników (kolejne 100 osób mniej niż rok wcześniej) i coraz mniejsza promocja powodowały, że jeszcze kilka lat wcześniej jeden z największych maratonów w Europie stał się po prostu „jednym z wielu”. Jednak, jak wspomina Jan Niedźwiecki, organizacyjnie bieg stał na wysokim poziomie.

Od 20 km biegu zacząłem według znanych już zasad korzystać z punktów odżywiania, jak również odświeżania, które wzorowo rozmieszczone (i dobrze zaopatrzone) były co 5 km. Z cukru korzystałem mniej, natomiast więcej z napojów i wody dla ochłody. W 2. części biegu włożyłem sobie nawet pod koszulkę gąbkę i co 5 km ją nawilżałem, co okresowo mnie orzeźwiało.

Na 30. km biegu nadal czułem dobrą kondycję i zacząłem wyprzedzać nawet takich uczestników, z którymi zawsze przegrywałem. Spotykałem też coraz więcej idących maratończyków. Na przydrożnych skarpach odpoczywali koledzy masując sobie obolałe nogi i „gimnastykując się”. Przypomniał mi się mój pierwszy maraton, kiedy też goniłem resztkami sił.

1988 – X Jubileuszowy Międzynarodowy Warszawski Maraton Pokoju

1988-numer

Okrągła 10. edycja była okazją do odbudowania blasku Maratonu Pokoju. I rzeczywiście w końcu udało się zatrzymać negatywny trend pod względem frekwencji (bieg ukończyło 1596 osób), a pozyskanie prestiżowego sponsora, jakim była firma SEIKO, odpowiadająca za pomiar czasu dodatkowo podkreślała wagę zawodów. Jeśli chodzi o nagrody, tu także nie było się czego wstydzić – oprócz zegarków SEIKO, uczestnicy mogli ponownie zdobyć telewizor, a najszybszy maratończyk otrzymywał Fiata 126p! Nic dziwnego, że wynik zwycięzcy był najlepszy od 1981 r. 10. edycja była także pierwszą, w której trasa oficjalnie uzyskała atest PZLA. Ze wspomnień Zenona Lewandowskiego można wywnioskować, że miasto znów żyło biegiem:

To był mój drugi maraton. Pierwszy raz pobiegłem rok wcześniej, też w Warszawie. Do 34-tego roku życia grałem w piłkę nożną, a kiedy przestałem trenować czegoś mi brakowało. Zacząłem truchtać, pojechałem na zawody na 10 km w lesie i tak się zaczęło. Co miesiąc jechałem na kolejny bieg i powoli zaczynałem myśleć o czymś większym. Pobiegłem swój pierwszy maraton – skończyłem, ale chciałem pobiec szybciej.

Z tych biegów pamiętam tumult na starcie – odliczanie od dziesięciu do zera, hałas w tunelu i bieg. Wszystko było wtedy dla mnie fantastyczne: tłumy ludzi, zegary na kolejnych piątkach, punkty odżywiania. Nigdy nie byłem na żadnym biegu za granicą, a Maraton Pokoju był największą i najlepszą imprezą w Polsce.

Na końcówce biegliśmy Mostem Syreny aż do Stadionu Dziesięciolecia, na płycie jeszcze kółko po bieżni i wreszcie finisz – poprawiłem swój czas o prawie pół godziny.

Wszystkie zdjęcia oraz cytaty i przytoczone relacje pochodzą z archiwum Fundacji Maraton Warszawski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger