Doping a wyniki w bieganiu. Jak to wygląda w praktyce?

Autor: Marcin Nagórek • 28.11.2016
pixabay.com

pixabay.com

Rozgłos, jaki zyskały afery dopingowe, sprawia, że przeciętny człowiek wyobraża sobie, że gdyby wziął jakiś środek dopingujący, biegałby dużo szybciej niż zwykle. Tymczasem to nie działa tak prosto.

Doping w sporcie nie działa jak magiczny napój: napiję się i nagle jestem dużo lepszy niż dotychczas. Najbliżej tego działania znajduje się doping krwi – czyli np przetaczanie krwi albo wstrzykiwanie sobie EPO – substancji o nazwie erytropoetyna. Ich użycie powoduje, że układzie krążenia znajduje się fizycznie więcej czerwonych krwinek. W przypadku przetaczania krwi od razu, po podaniu EPO – po pewnym czasie. Im mamy więcej krwinek, tym teoretycznie można przyswoić więcej tlenu. A im więcej tlenu, tym lepsza wytrzymałość i dłużej można utrzymać wysoką prędkość biegu.

Teoria a praktyka

Sama krew to jednak nie wszystko. Żeby pobiec szybko, trzeba mieć na wysokim poziomie wszystkie struktury w organizmie. Odpowiednio silne mięśnie, żeby być w stanie odbić się z odpowiednią mocą od gruntu i skutecznie lądować. Pojemne płuca i mocne mięśnie oddechowe, żeby cały czas dostarczać tlen do oskrzeli, skąd przenika do krwi. Odpowiednio wykształconą sieć naczyń krwionośnych, a także enzymy w komórkach nakierowane na szybkie dostarczanie energii w odpowiedni sposób. Układ nerwowy sprawnie sterujący mięśniami. I wiele, wiele innych czynników. Jeśli przetoczymy krew słabemu biegaczowi, nadal pozostanie słaby. Zawsze jest się na tyle silnym, na ile silny jest najsłabszy punkt danego zawodnika czy zawodniczki.

Inne środki dopingujące działają jeszcze bardziej subtelnie. Sterydy i hormony najczęściej pozwalają na trening mocniejszy niż do tej pory. Wzmacniają stopniowo mięśnie i przyspieszają regenerację. Ale trenować trzeba. Ba, po niektórych anabolikach należy trenować kilka razy mocniej niż do tej pory. W przeciwnym przypadku osobę dopingującą się zalewa wściekła energia, roznosi agresja. Teoretycznie pobudzające w samym dniu startu są stymulanty, ale tutaj także pobudzenie nic nie da, jeśli człowiek nie dysponuje silnikiem pozwalającym na szybki bieg. Może przesuną się pewne bariery psychiczne, ale to jest możliwe także i bez dopingu.

Swoje trzeba wybiegać

Nie ma środków, które powodują, że wolny biegacz przyjmuje je dzień przed startami i nagle zyskuje fantastyczną formę. Jedyne, co można uzyskać, to zdolność do treningu mocniejszego niż do tej pory. Swoje trzeba jednak zrobić, formę tak czy inaczej wypracować w morderczej pracy. Niektórzy trenerzy uważają wręcz, że doping działa przede wszystkim, a może i wyłącznie jak placebo. Gdy człowiek wierzy, że coś mu pomaga, uważa, że jest zdolny do wykonania dużo cięższej pracy, po prostu to robi. Normalnie czułby się zmęczony, przetrenowany, a gdy niesie go świadomość, że istnieje dodatkowe wspomaganie, dodatkowe źródło energii, czuje się niepokonany. Podobnie do pewnego stopnia działa muzyka (która, notabene, w wyczynowym sporcie na zawodach jest zabroniona, jeśli chodzi o indywidualne użycie odtwarzacza i słuchawek), ale także silna wiara, w tym religijna. Albo sugestia czy wręcz hipnoza.

Nie należy się więc łudzić, że istnieje środek, który bezboleśnie i szybko zrobi z nas herosów. To jest możliwe tylko w filmach. Żeby wygrywać, nawet przy użyciu dopingu,, nadal trzeba pracować i mieć talent.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *