Filigranowy rekordzista: Sydney Wooderson czyli Harry Potter bieżni

Autor: Jakub Karasek • 29.05.2018

churchman_cigarette_card_of_sydney_wooderson

[Public domain], via Wikimedia Commons

Na pierwszy rzut oka niepozorny, filigranowy (168 cm wzrostu, ok. 56 kg wagi), wyglądający raczej na mola książkowego niż biegacza. Na bieżni jednak zawsze pokazywał pazur i ogromne serce do walki – taki był Sydney Wooderson. Poznajcie historię biegacza, którego nawet królowa brytyjska nazwała „małym, biednym Sydney’em”.

W historii biegania jest wielu zawodników, których kariery załamały się przez kontuzje, własne słabości czy nieumiejętność radzenia sobie ze stresem podczas najważniejszych startów. Są też tacy, którym w sięgnięciu po najwyższe laury przeszkodziły czynniki zewnętrzne. W przypadku tych, którzy dopiero wchodzili na szczyt pod koniec lat 30. XX w. na drodze w zapisaniu kart jego biegowej kariery złotymi literami stanęła II wojna światowa. Z tego powodu nigdy nie dowiemy się, jakie możliwości naprawdę drzemały w niektórych zawodnikach. Do grona tych, którzy na pewno mogli osiągnąć wybitne rezultaty należał drobnej budowy Brytyjczyk, który tak potrafił oczarowywać rywali i kibiców, że dziś bez wątpienia można byłoby go określić mianem Harry’ego Pottera bieżni. Poznajcie Syndey’a Woodersona.

W powszechnym wyobrażeniu najlepsi sportowcy to wielkie postaci, kojarzą się z siłą mięśni, atletycznymi sylwetkami, a współcześnie również z modnym wyglądem. Z tej perspektywy w historii biegania trudno znaleźć zawodnika, który bardziej nie pasowałby do tego wyobrażenia niż Sydney Wooderson, który w latach 30. i 40. XX w. święcił swoje sportowe sukcesy. Nawet ówczesne gazety zwracały uwagę na jego niepozorną fizjonomię i stąd zyskał przydomek „Potężny Atom” (ang. Mighty Atom). Pomimo drobnej budowy ciała Wooderson stał się jednym z najbardziej wpływowych biegaczy w historii, który w ogromnym stopniu przyczynił się do milowego kroku, jakim było pokonanie bariery 4 minut na milę.

Początki kariery

Wooderson zaczął interesować się bieganiem już w latach szkolnych. Jako 2. z 3 braci początkowo za wzór i głównego rywala mógł stawiać swojego starszego brata – Alfreda, który regularnie wygrywał z nim, gdy obaj uczyli się w tej samej szkole. Jednak, kiedy Alfred ukończył edukację, Sydney błyskawicznie wyrósł na szkolną biegową gwiazdę. W 1933 r. stał się pierwszym w historii Wielkiej Brytanii uczniem, który pokonał milę w czasie poniżej 4:30 (4:29,8). Kiedy odszedł ze szkoły i został urzędnikiem bankowym, dołączył do klubu Blackheath Harriers, gdzie trafił pod skrzydła dwukrotnego Mistrza Olimpijskiego z 1920 r. z Antwerpii (na 800 m i 1500 m) – Alberta Hilla. Pod jego opieką młody biegacz wskoczył na międzynarodowy poziom.

Pierwszy przebłysk formy, zwiastujący, że na horyzoncie pojawił się nieprzeciętny zawodnik nastąpił w czerwcu 1934 r. , kiedy Wooderson w biegu na milę poprawił swój rekord życiowy o ponad 12 sekund i wygrał z ówczesnym rekordzistą świata Jackiem Lovelockiem, osiągając czas 4:15,2. Ten rezultat dał mu przepustkę na międzynarodowe areny. Zaledwie 19-letni biegacz otrzymał powołanie do reprezentacji na Igrzyska Imperium Brytyjskiego rozgrywane w Londynie. Chociaż na tej imprezie uległ Lovelockowi, srebrny medal i rekord życiowy w debiucie na międzynarodowej arenie to na pewno nie powód do narzekania. Nazwisko Brytyjczyka zaczęło liczyć się w świecie biegów średnich.

Na kolejny pojedynek z dominującym wówczas na świecie milerem – Lovelockiem – Wooderson czekał do lata 1935 r. I po ciężkim treningu zimowym oraz sezonie biegów przełajowych był gotów do stawienia czoła rywalowi. Podczas amatorskich mistrzostw Wielkiej Brytanii (AAA) pokonał Nowozelandczyka po raz kolejny, sprawiając ogromną niespodziankę. Chociaż nie brakowało głosów, że już wówczas były rekordzista świata (w czerwcu 1934 r. wynik Lovelocka poprawił Glenn Cunningham), nie był w najlepszej dyspozycji, to kolejne zwycięstwo podczas mityngu w Glasgow oraz ustanowienie rekordu kraju (4:12,7) rozwiało wszelkie wątpliwości. Wooderson był jednym z nielicznych na świecie, których Lovelock miał obawiać się podczas zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 r.

Niestety dla Brytyjczyka i widowiska, Wooderson nie dotrwał w pełni zdrowia do Igrzysk. Chociaż sezon rozpoczął od kolejnego zwycięstwa nad Lovelockiem i poprawienia własnego rekordu kraju na milę (4:10,8), na miesiąc przed Igrzyskami skręcił staw skokowy i nie doleczył kontuzji do końca. Z tego powodu nie zakwalifikował się do finału, w którym wystąpili m.in. Jack Lovelock, Glenn Cunningham, Luigi Becalli czy Gene Venzke. Wooderson musiał skupić się na uporaniu z kostką i przygotowaniach do kolejnego sezonu.

Wyścigi z czasem

Sezon 1937 rozpoczął od kilku „rozgrzewkowych” wyścigów, gdzie od wyniku 4:17 doszedł do poziomu 4:12. Nawet ten ostatni czas nie zapowiadał jednak, że już wkrótce Wooderson podejmie próbę ataku na rekord świata. Ale Brytyjczyk dążył do tego, by wpisać się na listę najszybszych milerów w historii. W sierpniu w Londynie zorganizowano bieg, w którym wszystko podporządkowano tylko i wyłącznie 1 biegaczowi. Co ciekawe, próba mogła odbyć się nawet w USA, jednak Sydney zrezygnował z zaproszenia za ocean, gdyż chciał pobić rekord świata na swojej ziemi.

Podobnie jak w przypadku najlepszego czasu w historii autorstwa Glenna Cunninghama, Woodersonowi w utrzymywaniu tempa pomagali inni zawodnicy, którzy mieli do pokonania dystans krótszy niż milę (startowali wysunięci, z przewagą od kilku do nawet kilkuset metrów, by Brytyjczyk miał cały czas kogo gonić). Początek okazał się bardzo szybki, na półmetku tempo było wyraźnie poniżej aktualnego rekordu. Jednak to wcale nie musiało być dobrą wróżbą, gdyż zbyt szybki początek potrafi odebrać siły na końcówce. W tym przypadku wysiłek dał się we znaki Woodersonowi, ale nie aż tak bardzo, by nie był w stanie dowieźć wypracowanej przewagi do mety. Ostatecznie pokonał milę w czasie 4:06:4, poprawiając o 0,4 sekundy wynik legendarnego Cunninghama. Tym samym Sydney Woorderson stał się pierwszym w historii rekordzistą świata na milę w Wielkiej Brytanii w tzw. erze IAAF.

Embed from Getty Images

Po tak fantastycznym zwieńczeniu sezonu, Wooderson skupił się na swoim życiu zawodowym. Postanowił, że w kolejnym roku najważniejszym celem będzie dla niego zaliczenie egzaminów prawniczych, zaś bieganie zejdzie na drugi plan. Świadczyć o tym może m.in. decyzja o rezygnacji ze startu w Igrzyskach Imperium Brytyjskiego, w których byłby murowanym faworytem do złotego medalu. Jednak nie zrezygnował całkiem z treningu – utrzymywał formę, by w przypadku pomyślnego zdania egzaminów móc jeszcze podjąć próbę ataku na rekord świata Jacka Lovelocka na 1500 m, który wynosił 3:47,8.

Marzenie Woodersona ziściło się tylko częściowo – faktycznie został podwójnym, a nawet potrójnym rekordzistą świata, ale kolejne skalpy dotyczyły innych dystansów, niż ten, w który pierwotnie celował. O ile w biegu na 1500 m wszedł na poziom 3:48,7, o tyle do wyniku Nowozelandczyka zabrakło niemal sekundy. Na pocieszenie przyszły mu 2 rekordy na krótszych dystansach: 800 m i 880 jardów, które ustanowił na tym samym stadionie, na którym przesuwał granicę ludzkich możliwości na milę. Oba rekordy padły podczas jednego biegu – na dystansie 880 jardów. Jednak próba była tak zaplanowana, by po 800 m również mierzono dokładny czas. I, jak się okazało, czasy 1:48,4 na 800 m i 1:49,2 na 880 jardów dały Brytyjczykowi miano 3-krotnego rekordzisty świata.

Niedługo później Wooderson wywalczył swój pierwszy w karierze międzynarodowy tytuł. Podczas Mistrzostw Europy w Paryżu okazał się bezkonkurencyjny na dystansie 1500 m. Jak sam wspominał, wygrał prawdopodobnie głównie dlatego, że rywale obawiali się go, gdyż on sam miał wrażenie, że podczas tego biegu nie był w najlepszej dyspozycji. Po przerwie między sezonami udał się na krótki pobyt w USA, gdzie bez sukcesów wystartował w Princeton Mile i w połowie 1939 r. wrócił do Wielkiej Brytanii, by zaliczyć jeszcze kilka wyścigów i wrócić do przygotowań do ataku na rekord świata na 1500 m i Igrzysk Olimpijskich w 1940 r.

Wojna i… kolejne sukcesy

Plany Woodersona pokrzyżował Adolf Hitler. Wybuch wojny spowodował odwołanie Igrzysk, a także zejście wydarzeń sportowych na dalszy plan. Ze względu na problemy ze wzrokiem słynny biegacz nie był w stanie odbywać regularnej służby wojskowej, pozostał więc w kraju, gdzie służył w straży pożarnej oraz pracował dla armii jako mechanik. Przez cały okres wojny nie przestał trenować – brał nawet udział w biegach jako swoista gwiazda, podczas imprez, których celem było m.in. zbieranie datków na wsparcie armii brytyjskiej. W 1944 r. wydawało się, że kariera Brytyjczyka dobiegła końca. Ze względu na gorączkę reumatyczną i problemy z jedną z nóg, lekarze zapowiadali, że nie będzie mógł już biegać. Jednak po wyjściu ze szpitala Wooderson szybko wznowił treningi i okazało się, że wciąż jest w stanie ścigać się na wysokim poziomie.

Po zakończeniu wojny zawody lekkoatletyczne znów przyciągały na trybuny spragnionych emocji widzów. Do Londynu zaproszono jednego z najlepszego wówczas średniodystansowców świata – Arne Anderssona ze Szwecji. Naprzeciw zawodnika, który przez ostatnich kilka sezonów wspólnie z Gunderem Haggiem zapisywał od nowa księgi rekordów, stanął niepozorny biegacz, mający w ostatnim czasie na koncie treningi wykonywane w wojennych czasach w przerwach od służby oraz długi pobyt w szpitalu i problemy reumatyczne. W takim starciu werdykt mógł być tylko jeden – Szwed po prostu musiał wygrać. I wygrał, ale Brytyjczyk zmusił go do wspięcia się na swój najwyższy poziom, przegrywając o niespełna sekundę. Postawa Woodersona miała stać się jedną z inspiracji dla przyszłego rekordzisty świata na milę, człowieka, który jako pierwszy pokonał ten dystans w czasie poniżej 4 minut – Rogera Bannistera.

Pomimo ponad 30 lat na karku i różnych przejść, Wooderson wciąż potrafił znaleźć w sobie niesamowitą energię, kiedy przystępował do rywalizacji. Miesiąc po biegu w Londynie znów zmierzył się z Andersonem, tym razem w Goteborgu i choć ponownie minimalnie przegrał, to osiągnął najlepszy wynik w swojej karierze – 4:04,2 – o ponad 2 sekundy lepszy niż dotychczasowy rekord sprzed 8 lat!

Kolejny dowód na niesamowitą determinację Brytyjczyka to sezon 1946. Kiedy pojawiły się problemy ze ścięgnem Achillesa, zamiast kończyć karierę, Wooderson postanowił… wydłużyć się. I tak podczas Mistrzostw Europy w 1946 r. w Oslo wystartował na 5000 m, będąc już wówczas rekordzistą Wielkiej Brytanii na 3 mile. I w stolicy Norwegii po raz kolejny pokazał swój niesamowity charakter. Pomimo niewielkiego doświadczenia w dłuższych biegach, Brytyjczyk od początku realizował mądrą taktykę, trzymając się bezpiecznie w środku stawki i pilnując najgroźniejszego rywala – Willema Slijkhuisa z Holandii. Na 3 okrążenia przed końcem Holender podkręcił tempo, ale nie udało mu się zgubić najgroźniejszego rywala. Wooderson zaatakował na ostatnim okrążeniu, które pokonał w 61 sekund i zwyciężył bezapelacyjnie, nie tylko zdobywając 2. w karierze tytuł Mistrza Europy, ale także poprawiając rekord Wielkiej Brytanii o… 23 sekundy (14:08,6)!

Po tym sukcesie Wooderson zakończył karierę na bieżni, ze względu na problemy ze ścięgnem Achillesa, ale wciąż rywalizował w biegach przełajowych. W kolejnych latach został nawet Mistrzem Wielkiej Brytanii oraz zajął 14. miejsce na nieoficjalnych mistrzostwach świata. W końcu w 1948 r. postanowił ostatecznie zawiesić buty na kołku.

Gdyby nie problemy z Achillesem, w 1948 r. Wooderson mógłby jeszcze raz wystartować na Igrzyskach, zwłaszcza, że były organizowane w Londynie. Jednak decyzję o rezygnacji z tego startu ogłosił znacznie wcześniej. Wciąż jeszcze wydawało się, że ze względu na swój wielki wkład w historię brytyjskich biegów w jakiś sposób zostanie przy okazji tej imprezy wyróżniony – np. poprzez możliwość zapalenia znicza olimpijskiego. Niestety, to właśnie wtedy, na taką propozycję z ust królowej padły słynne słowa, że owego zaszczytu powinien dostąpić ktoś bardziej postawny i przystojny niż „biedny, mały Sydney”.

Jednak ów „biedny mały Sydney” przez wiele lat stanowił o sile brytyjskich biegów średnich, pokazując, że w sporcie liczy się nie tylko fizyczność, ale przede wszystkim charakter i serce do walki. Na co dzień był skromnym, spokojnym człowiekiem, który unikał rozgłosu i zupełnie nie przypominał tego walczaka, jakim stawał się na bieżni. Być może także z tego powodu jest jednym z tzw. „zapomnianych mistrzów”. Na szczęście pasjonaci i historycy nie zapomnieli o tym wyjątkowym zawodniku.

Sydney Wooderson zmarł w 2006 r. w wieku 92 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger