„Masz otwarte złamanie? Nie? To zasuwaj”. Główny Szlak Beskidzki 2015

Chłopaki na mecie GSB. Fot. Łukasz Buszka

O wyprowadzających się ze stóp paznokciach, spaniu w przydrożnej kapliczce, kramie na plecach, treningach wzmacniających głowę i innych przygodach z Głównego Szlaku Beskidzkiego, rozmawiamy z Rafałem Bielawą. Wraz z Kamilem Klichem pokonali ponad 500 km w rekordowym czasie, w formule bez pomocy z zewnątrz.

Zaczął biegać w czerwcu 2012 roku. Parę razy przyszedł na crossfit do sklepu biegowego przy Stryjeńskich. Do drążka sięgał bez podskakiwania, wystarczyło wyciągnąć do góry ręce. Rafał Bielawa przez długie lata trudnił się sportowo wrzucaniem piłki do kosza. Ale na crossficie był miękki jak guma od majtek i miał problem z wyrzuceniem nóg do drążka. Z łatwością pokonywała go technicznie mniejsza o połowę koleżanka, która musiała sobie podstawić stołek żeby doskoczyć do poprzeczki. Kilka tygodni temu Rafał z kolegą, Kamilem Klichem pokonali Główny Szlak Beskidzki. W 150 godzin i 50 minut, bez wsparcia z zewnątrz. To ogromny sukces, w który nadal ciężko im uwierzyć. Sukces, który pobudził ich apetyt.

 Zdjęcia: Łukasz Buszka www.buszka.pl 

Magda Ostrowska-Dołęgowska: Rafał, jesteś człowiekiem sportu od lat. Nie amatorem, który dopiero wstał a kanapy, ale od czerwca 2012 zrobiłeś niesamowity progres. Najpierw grałeś w kosza?

Rafał Bielawa: W piłkę ręczną. Moja przygoda ze sportem zaczęła się w podstawówce. Później przez wiele wiele lat była koszykówka. W sumie ponad 25 lat grałem w kosza! Ale skończyła ją kontuzja, zerwane więzadła. Szukałem nowej dyscypliny. Najpierw był rower, później wizyty w Cisnej i podglądanie „Rzeźników”. Od czerwca 2012 zabawa w bieganie.

Główny Szlak Beskidzki to nie spacerek. Udało Wam się to zrobić o 7 godzin szybciej od poprzedniego rekordzisty – Łukasza Pawłowskiego.

I o 12 godzin szybciej od Piotrka Kłosowicza.

Nie mieliście upałów, więc pogoda raczej trafiła się dobra.

Pogoda rzeczywiście trafiła się bardzo dobra. Pierwszego dnia był słaby deszczyk, a na koniec mróz. Nawet miałem okazję sobie odmrozić stopę na podejściu na Szeroki! Ale to już było kompletnie nieistotne.

To co było najpodlejsze?

Ciężar. Jak dołożyłem sobie 10 kg na plecy, to co nieco zmienił mi się punkt ciężkości i na koniec biegłem jak połamany. Poza tym, najbardziej chyba dokuczało poczucie senności i krótki dzień.

Na szlaku GSB Klich i Bielawa

Dziesięć kilogramów? Co wyście tam spakowali?

Zapasowe buty, kurtki, spodenki, skarpety, bluzy, bieliznę, dwie czołówki, power bank, ładowarki, żele i batony na zapas. Picie, dodatkowy bukłak… I nawet jak coś wyrzucaliśmy po drodze, to musieliśmy więcej jeść. Na koniec dorzuciliśmy dwie, słownie, dwie reklamówki żarcia! Takie mielismy ssanie. I właśnie to było największym problemem, bo nie mogliśmy od nikogo nic zabrać. Tak ustaliliśmy. Że lecimy bez wsparcia.

Dobrze usłyszałam? Dodatkowy bukłak?!

Tak, bo jak na przykład z Hali Mizowej mieliśmy do zrobienia 36 km bez możliwości tankowania, to gdybyśmy nie mieli więcej picia to byłby dramat.

No ale to i tak brzmi jak istny kram!

Po dwóch dniach zaczęliśmy ostro wyrzucać, ale jak mówiłem, w to miejsce i tak lądowało żarcie.

Jedzonko Fot Łukasz Buszka

Pamiętam, że jak pomagaliśmy Maćkowi Więckowi jak biegł latem, w okropnym upale, to największy problem miał ze stopami.

Stopy… Ja od Bartnego leciałem na antybiotykach. Zrobiło mi się zapalenie ropne stóp. Masakra. Ciekła ropa, ale postawiłem się i leciałem dalej.

Niedobrze. Słabo mi się robi na samą myśl. Wyobrażam sobie, że musiało okrutnie boleć.

Powiem ci, że to co zobaczyłem mocno mnie zaskoczyło. Paznokcie mi się podniosły, prawie wyszły ze skóry. Wygladało to dramatycznie. Obudziłem się po pierwszym dniu na tabletkach i nie mogłem postawić nóg na ziemi. Kamil, jak mnie zobaczył, mówi: „Chłopaku, to koniec”. A ja dzwonię do Gosi. Zadaje mi tylko jedno pytanie, o które prosiłem przed wyjazdem, jakby był kryzys. „Czy mam otwarte złamanie. Nie? To zasuwaj”. Nakładam więc opatrunki, wciskam przeciwbóla i… po 2 km biegnę. Wszystko jest w głowie.

To, co opowiadasz to mocniejsza historia niż koszmar z ulicy Wiązów. Wielu ludzi bałoby się w ogóle chodzić, nawet w klapkach po domu z takimi paznokciami! No a przecież Wy w syfie napieraliście! Jakie miałeś buty?

Leciałem praktycznie całość (poza 38 km) w inov-8 mudclaw 265. I kawałek w 212. Nie uwierzysz, ale moje nogi wygladają idealnie w tej chwili. Żadnej opuchlizny. Ba! Miałem problem z Achillesem. Achillodynię, taką narośl. I ona się wchłonęła. Zostało może 10%.

Na trasie Rafał Bielawa na GSB Fot Łukasz Buszka

Chcesz powiedzieć, że 505 kilometrów po górach w 150 godzin… leczy?

Tego nie powiedziałem. Ale w czwartek w zeszłym tygodniu byłem u znajomego rehabilitanta i jak pokazałem mu nogi był zszokowany ich stanem. Że nic nie widać mięśniowo, żadnych problemów, zakwasów, kurczy – dosłownie nic.

Nieprawdopodobne. Musiałeś być dobrze przygotowany. A nie miałeś kłopotów ze snem?

Żadnych. Spaliśmy około 21 godzin.

To dużo! Sporo dałoby się jeszcze urwać?

Dużo czasu straciliśmy na kolejki w schroniskach, przygotowanie żarcia i prozę życia, w postaci chociażby zmiany opatrunków.

W schronisku Kamil Klich na GSB Fot Łukasz Buszka

A jak się przygotowywaliście, poza tym, że przebiegliście kosmiczną liczbę kilometrów w Biegu 7. Szczytów na DFBG?

Ja w tym roku ruszyłem na crossfit, i tam dostałem ostry łomot.

O, czyli postawiłeś na ogólnorozwojówkę, siłę?

Chodziłem do Krzyśka z Hes Concept Wrocław. Gość mnie niszczył na każdym treningu. Ale też nieprawdopodobnie wzmocniłem głowę.

Uważasz, że to Ci dało taką moc?

Tak. Dużo więcej zrobiłem ogólnorozwojowo niż do tej pory.

Na drodze z wozem Fot Łukasz Buszka

A bieganie?

Powiem tak: nie robiłem żadnej prędkości w tym roku przez zimę i wiosnę, bo miałem problem z oskrzelami. Zimne powietrze mnie po prostu rozwalało. Tylko na bazie siły na Orlenie po raz pierwszy złamałem 3 godziny w maratonie. Można chyba wysnuć wniosek, że jest to raczej sukces ćwiczeń niż treningów szybkościowych.

Słuszny wniosek.

Biegałem swoje 80-110 km tygodniowo, w tym wybiegania, więcej górek i biegania po Ślęży. Nie jest to duża góra, ale po Kazurce na Kabatach, każda jest wielka. Czasem zdarzały się jakieś wyskoki od 40 do 70 km.

Do 70 km?! To bardzo dużo! 80-110 to też bardzo dużo. Ale fakt, że nie po raz pierwszy słyszę o przypadku, gdzie ktoś bardzo mocno poprawił się dzięki ogólnorozwojówce.

Ja zauważyłem, że takie długie luźne wybiegania dobrze mi robią. Bez stresu, na spokojnie, czuję się po nich jak po 20 km.

Rafał Bielawa z drewnem w tle Fot Łukasz Buszka

Co to znaczy luźne? O jakim tempie mówisz?

Tak po 5:30 min/km.

No to rzeczywiście spokojnie, jak na człowieka łamiącego trójkę. Za to dystans… 70 km na raz.

Pamiętam, jak Krzysiek [Dołęgowski – przyp. red.] mówił mi żebym się po prostu poszwędał po górach. Na spokojnie. Mniej na zawodach, za to więcej gdzieś w terenie.

Powiedz mi jeszcze o GSB. Dużo gadaliście z Kamilem?

To raczej były fazy. Czasem się rozmawiało, czasem zaczynałem się śmiać i opowiadałem co to mi właśnie głowa przyniosła. Pękaliśmy ze śmiechu oboje. Ale też sporo milczeliśmy nie tracąc sił niepotrzebnie.

Wyciągaliście się z kryzysów?

Myślę, że tak długa trasa pozwoliła nam poznać siebie lepiej. Nasze możliwości i słabości oraz potrzeby. Kamil nie miał takiego problemu ze stopami. Jego dobijała raczej senność. I masakryczne podejście na Kozie Żebro.

Kamil Klich zbliżenie GSB Fot Łukasz Buszka

A jak on się teraz czuje fizycznie?

Bardzo dobrze, podobnie jak ja. Żadnych problemow mięśniowych. Ba, on w sobotę wieczorem już chodził po Cisnej, a mi lekarz zalecił raczej odpoczynek i nieprzeciążanie stóp. Za to wieczorem to on padł, a ja przy piwku się fajnie rozkręciłem. Na trasie się wymienialiśmy – raz jeden był mocniejszy, raz drugi.

A powiedz, jak się czuliście z taką – jakby nie było – odmianą. Wszak tak długi dystans i trudności to doświadczenie raczej turystyczne niż ścigackie. Tzn. dla człowieka, który łamie trójkę.

To coś innego. Łamiąc trójkę człowiek wie, że problem nie leży w dystansie, a prędkości.

Ale biegacze często mają problem z przestawieniem się na to, że w górach biega się wolniej, w sumie – sporo chodzi. Zwłaszcza mając ciężki plecak na grzbiecie. Ty masz za sobą jakąś górską przeszłość? Chyba nie?

Nie, to raczej tęsknota za górami, w których pojawiałem się od czasu do czasu  będąc nastolatkiem. Wiadomo, że w górach lecisz inaczej, wolniej.

Nocą GSB Rafał Bielawa

Był czas, a właściwie siła, żeby się chociaż porozglądać wokół?

Tym razem mowy o napawaniu się pięknymi widokami raczej nie było. Dzień strasznie krótki i ciągłe napieranie po nocy.

No właśnie, pora taka mało sprzyjająca. Dlaczego wybraliście takie krótkie dni?

Rzuciliśmy hasło, że w tym roku lecimy. Ja poskręcałem sobie kostki we Włoszech w Alpach, jak wspierałem znajomych na GTO (Gran Trai Orobie). Musiałem dać sobie trochę czasu i postawić się nieco do pionu. Pojechałem jeszcze na Chudego Wawrzyńca, który miał mi powiedzieć czy problem jest z kostką czy pękniętą stopą. Okazało się, że to stopa. Znowu trzeba było odczekać. Organizatorzy ŁUT zaproponowali nam abyśmy zrobili to z ich wsparciem. Ale pomyśleliśmy i wybraliśmy projekt bez pomocy. Jedyny termin, jaki nam pozostał to była połowa października, bo 2 tygodnie później Kamil miał pojechać na wesele.

Ha ha, to racjonalne wytłumaczenie. Ale utrudniliście sobie też trochę. Tzn. latem musielibyście więcej wody targać, bardziej byście się grzali. Ale napieranie w mroku źle działa na psychikę.

Tak, utrudniliśmy. Zresztą, wiedzieliśmy, że biegnąc na wschód mamy nieco więcej podejść, a ten termin wiąże się z krótkimi dniami. Zdecydowaliśmy się powalczyć z przeciwnościami i pokazać, że można coś fajnego zrobić, nawet wtedy gdy nie jest idealnie.

Na szlaku GSB Fot Łukasz Buszka

No dobrze, mówiłeś przed chwilą, że nie było okazji do pozachwycania się krajobrazami. Ale coś pewnie zapamiętałeś szczególnie?

No tak, oczywiście Baranią Górę – jeszcze na świeżości. Piękne wschody słońca. Była też ta niezwykła świadomość, gdy stoisz gdzieś na szczycie i patrzysz na zachód, widzisz piękne góry i myślisz: „To już przeszliśmy”. A po stronie przeciwnej jest to, co dopiero przed nami. To było super uczucie. Zapamiętałem jeszcze mocno mróz na Szerokim, gdzie odmroziłem piętę. No i piękny świt nad Haliczem – po prostu cudny! Za to napieranie w nocy jest dość mocno obciążające. I nic nie pomaga. Piguły z koffeiną i gauraną, testowane z powodzeniem na GTO. Tu, na GSB moglibyśmy zjeść ich i po 10 sztuk, ale powieka i tak sama leciała w dół. Więc testowaliśmy różne warianty spania w lesie, pod kapliczką, wiatą. Po raz pierwszy w życiu tam intensywnie używaliśmy folii NRC. I po raz pierwszy poczułem jak naprawdę potrafi grzać.

Romantyczne momenty na GSB Fot Łukasz Buszka

A jakie było najdziwniejsze miejsce, w którym spaliście?

No chyba ta kapliczka. Ja chciałem zapakować się do środka, i już widziałem siebie w kwiatach jak się rano budzę.

Rafał, ale serio, chcecie tam wrócić? Co chcecie osiągnąć? To nie jest rzecz, którą się robi raz w życiu?

Polecieliśmy bez wsparcia, ale chcemy to zrobić jeszcze raz, szybciej od Maćka Więcka, za dwa lata. Zobaczymy jak będzie, gdy nie będzie trzeba nieść całego tego sprzętu na plecach. Wiemy także, że powrót na ten szlak już nie będzie tym samym co teraz. Bo to była przygoda życia.

Kamil Klich i Rafał Bielawa na mecie GSB

Macie już pomysł kto Was wesprze logistycznie?

Na pewno Łukasz Buszka będzie robił foty i na pewno będziemy potrzebować większej ekipy niż teraz.

Jakby co – odezwijcie się do nas. Mamy już wprawę.

Wiem, i na pewno będę o tym pamiętał.

GSB w liczbach:

Czas: 150 godzin 50 min
Czas w ruchu wg wskazań GPS:
111 godzin 45 min
Czas snu: około 21 godzin
Przewyższenia: około 25000 góra, 24500 dół

Jedzenie:

Żele energetyczne: 50 szt.
Batony: 30 szt.
Kapsułki z minerałami: około 40 szt.
Kapsułki kofeina + guarana: 10 szt.

Wyposażenie:

nadajnik GPS + 2 ładowarki
zegarek + ładowarka
power bank + ładowarka
telefon 3 szt. + ładowarki
czołówka – 4 szt.
baterie dodatkowe – 4 komplety
apteczka – plastry z opatrunkiem i bez, bandaże, tabletki przeciwbólowe, przeciwbiegunkowe, igły, woda utleniona
folie NRC – 5 szt.
buty – 4 pary + taśma PCV
skarpety – 10 par
spodnie długie – 4 pary – przeciwdeszczowe + cienkie
spodenki krótkie 5 (krótkie + 3/4)

Kamil i Rafał na GSB Fot Łukasz Buszka

Zobacz filmy z GSB Rafała Bielawy i Kamila Klicha.
Film 1
Film 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *