fbpx

Bieganie z nadwagą. Historie z happy endem

Bieganie z nadwagą Rys. Bartosz Różycki 1

Rys. Bartosz Różycki

Łukasz schudł 30 kg. Marcin zrzucił 36 kg, a nie ma jeszcze trzydziestki na karku. Kasia  po dwóch ciążach – pozbyła się na razie 19 kg, ale idzie jej wolniej, bo bardzo lubi czekoladę. Poznajcie historie tych, którzy zaczynali z dużą nadwagą, a teraz biegają maratony.

W numerze “Biegania” z listopada 2014 ukazała się pierwsza część tego materiału. W artykule “Grubsza sprawa” znajdziecie więcej teorii dotyczącej początków biegania z dużą nadwagą. Przy współpracy z trenerką i fizjoterapeutką Agnieszką Kruszewską-Senk oraz z trenerem personalnym, kardiologiem i dietetykiem udało się stworzyć podstawowe kompendium wiedzy dla biegacza z wysokim BMI, który chciałby zacząć biegać.

Tym razem pokażemy Wam konkretne historie. Na nasz apel na Facebooku odpowiedziało sporo osób. Biegacze, którym udało się schudnąć kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilo, choć kiedyś wstydzili się swojego wyglądu, teraz chcą chwalić się swoim sukcesem. Poznajcie ich!

 Łukasz Supernak 

36 lat, 178 cm wzrostu

Początkowa waga: 100 kg (BMI: 31,6)

Aktualna waga: 70 kg (BMI: 22,1)

Zaczynałem od zera, bo sport był mi obcy, a teraz mam na koncie maratony w 3 godziny. Moja przygoda trwa dokładnie 2,5 roku.

Postanowiłem zacząć biegać, bo miałem wysokie ciśnienie i już bardzo źle się czułem, a problem miałem nawet z zawiązaniem butów. Moje truchtanie zacząłem od 5 km i nie był to dla mnie problem, ale przebiegnięcie takiego dystansu zajmowało mi tyle czasu, ile teraz potrzebuję na pokonanie 12 km. Biegałem codziennie, a do tego ćwiczyłem w domu. Zmieniłem całkowicie nawyki żywieniowe i z dnia na dzień odstawiłem alkohol, papierosy, chleb, ziemniaki, słodycze, tłuszcze i golonki śniadaniowe.

Wszystko to bez konsultacji i głębszego zastanawiania się nad tym, czy bieganie jest dla mnie bezpieczne, czy nie. Po kilku tygodniach, jak widziałem efekt mojej pracy, postanowiłem zwiększyć dystans do 9 km, a po jakimś czasie biegałem dwa razy dziennie. Wtedy pojawił się pierwszy problem: kolana dały znak, że to chyba za dużo. Więc zostałem przy 9 km dziennie.

Waga spadała tak szybko, że ludzie w firmie, którzy mieli dłuższy urlop, po powrocie mnie nie poznali. Mieszkałem wtedy za granicą i gdy wróciłem do Polski, nie poznała mnie nawet mama! Po zrzuceniu 30 kg w 3,5 miesiąca zrobiłem badania – wszystko było okej i nadal jest dobrze, a nawet lepiej!

Teraz bieganie to już pasja i stawianie sobie kolejnych celów. Korona maratonów, złamanie 3  godziny w maratonie i oczywiście ultramaratony. Po udziale w Krwawej Pętli wybrałem sobie jeszcze kilka imprez które chcę ukończyć. Teraz mogę wszystko jeść (oczywiście z umiarem) i cieszyć się życiem!

Łukasz Supernak - przed i po

Łukasz Supernak – przed i po. 30 kg różnicy! Fot. archiwum Łukasz Supernaka

 Marcin Kęsy 

29 lat, 185 cm wzrostu

Początkowa waga: 103 kg (BMI: 30,1)

Aktualna waga: 67 kg (BMI: 19,6)

Maratoński debiut: 4:08. Obecna życiówka: 2:36. Zawsze lubiłem jeść, dlatego potrzebowałem takiego sportu, który wymagałby ode mnie sporego ruchu, ale też pozwalał na w miarę normalne jedzenie.

Nigdy nie podejrzewałem siebie, że wezmę udział w jakichkolwiek zawodach. Kierowała mną wyłącznie chęć zrzucenia kilogramów. Oczywiście wszystko się zmieniło po udziale w pierwszym biegu! Na początku głównie truchtałem, bo waga nie pozwalała na więcej. To były bardzo krótkie odcinki, ok. 1-2 km z przerwą na chód, za każdym razem poprzedzone rozgrzewką.

Na początku mojej biegowej przygody nie korzystałem z żadnej pomocy dietetyka, fizjoterapeuty czy trenera. Z czasem zacząłem radzić się biegających znajomych, czytałem dużo literatury fachowej. Początkowo nie zdawałem sobie sprawy, że żeby biegać, dobrze mieć jakiś plan. Ze względu na brak kondycji moje bieganie odpowiadało bardziej metodzie Gallowaya, co wydawało się wtedy rozwiązaniem idealnym. Pozwoliło mi to zapobiec kontuzjom. Biegałem co drugi dzień, a w dni wolne od biegania chodziłem jeszcze na rower lub basen. Zależało mi na tym, żeby ogólnie dużo się ruszać, a bieganie było idealne, bo mogłem je „zabrać ze sobą” wszędzie. Dziś trenuję już zupełnie inaczej: mam plan, właściwą dietę, stosuję ćwiczenia ogólnorozwojowe, rozciąganie, mam odpowiednie buty i wciąż staram się pogłębiać moją wiedze dotyczącą biegania.

Co się zmieniło? Schudłem ponad 30 kg! Zmiany w moim ciele były zauważalne już po dwóch tygodniach! Znacznie poprawił się mój sen i ogólne samopoczucie, w pracy stałem się zdecydowanie bardziej opanowany.

Marcin Kęsy

Tak wygląda teraz Marcin Kęsy, który “wybiegał” 36 kg. Fot. archiwum Marcina Kęsego

 Katarzyna Włodarczyk 

163 cm wzrostu

Początkowa waga: 96 kg (BMI: 35,8)

Aktualna waga: 77 kg (BMI: 29)

Od lutego 2013 mam przebiegnięte ponad 2000 km, na koncie niewiele startów, bo kilka półmaratonów (z życiówką 2:05:45), kilka startów na 10 km (z życiówką 54:01) i jeden maraton (4:33:53). Za rok planuję zrobić 1/2 IM w Poznaniu. Bo chcieć, to znaczy móc.

Jestem mamą dwójki dzieci. Wcześniej byłam aktywna – codziennie fitness i bieganie (ale czysto amatorsko – w bawełnianych getrach i butach z CCC). Przez 3 lata ciąż przytyłam ponad 30 kg. W lipcu 2012 roku, kiedy byłam w ciąży (z terminem na luty 2013), mój mąż zapisał sie na maraton poznański. I się zaczęło. On zaczął się biegowo nakręcać, a ja w tej ciąży razem z nim. W grudniu już byłam zapisana na Maniacką Dziesiątkę (start w marcu 2013) i na poznański półmaraton (szaleństwo – start w kwietniu 2014!).

Po 3 tygodniach od porodu ruszyłam na pierwsze bieganie. Waga: 96 kg, pierwszy bieg: 3,41 km w ponad 30 min. Z tą wagą sukcesywnie wydłużałam jogging (średnie tempo: 7:11 min/km). W ósmym tygodniu po porodzie przebiegłam 10 km na zawodach (czas 1:04), a w 11 tygodni po porodzie swój pierwszy półmaraton (2:24:24). Biegałam na tyle wolno, żeby tętno nie podjeżdżało do góry, nie wracałam z biegania ledwo żywa. Wiedziałam, że nie mogę przegiąć, bo w domu czekały maleńkie dzieci.

Zamiarów zrzucenia kilogramów nie było żadnych (zakładałam, że jak zacznę biegać, to to nastąpi, ale nie był to cel sam w sobie). Chciałam pokazać, że matka z dwójką małych dzieci też może być biegaczką. A poza tym szukałam czegoś tylko dla siebie. Wychodzę i mnie nie ma. No i robię coś dobrego dla siebie.

Mąż kazał mi robić podbiegi, interwały itd. A ja czytałam gazety biegowe, literaturę tematyczną i próbowałam zdziałać coś tam sama. Dopiero po roku, w lutym 2014, kiedy postawiłam sobie za cel przebiegnięcie maratonu, poszukałam trenera, który ułożył dla mnie plan treningowy, wysłał na badania wydolnościowe i dopiero od lutego poprawiam znacząco swoje wyniki.

Waga jak do tej pory spadła o 18 kg. Niestety nie wiem, kiedy schudnę do rozmiaru S, bo lubię sobie zjeść czekoladę. Odżywiamy się w domu zdrowo, nie smażymy, nie używamy cukru i soli itd… Ale obok porcji białka po treningu czekolada wchodzi jak w masełko!

Katarzyna Włodarczyk

Tak Katarzyna Włodarczyk wyglądała podczas Maniackiej Dziesiątki w 2013 r. Fot. archiwum Katarzyny Włodarczyk

 Paweł Jaczewski 

32 lata, 183 cm wzrostu

Początkowa waga: 125 kg (BMI: 37,3)

Aktualna waga: 80 kg (BMI: 23,9)

Trener i dietetyk to dodatkowe koszty, których wolałem na początku uniknąć, a poza tym w przypadku diety przyjąłem na wstępie metodę MŻ (Mniej Żreć) i poczekać na efekty. Pierwsze 30 kg zdecydowane zrzuciłem bieganiem, potem jednak ostatnie 15 to już musiałem sobie pomóc dietetyczką…

Bieganie zaczęło się od… ciąży mojej żony. Mimo dużej nadwagi – 125 kg przy 183 – nie czułem się jakoś strasznie gruby (teraz na zdjęciach i po starych ubraniach widzę, że jednak byłem). Ale spiesząc się kiedyś do metra, zorientowałem się, że nie jestem w stanie przebiec nawet 500 m! Wiedząc już, że będę miał syna, stwierdziłem, że muszę mieć siłę z nim biegać, bawić, uczyć jeździć na rowerze itp. (trochę przesadzałem, ale jako młody przyszły tatuś byłem przerażony wizją rodzicielstwa i moment porodu zlewał mi się z pierwszym dniem szkoły czy przyszłą 18-stką dziecka…). Szybkie rozeznanie pokazało, że najtańszym i najskuteczniejszym sposobem zrzucenia masy jest bieganie. W internecie szybko znalazłem 10-tygodniowy plan polegający na przeplataniu marszu i biegu, tak żeby finalnie przebiec na raz 30 minut.

Organizm reagował pozytywnie. Masa szybko zaczęła się zmniejszać, każdy kolejny trening był coraz „łatwiejszy”. Czułem, że mam więcej siły, nawet w codziennych czynnościach, i ciśnienie tętnicze, które zaczynało być coraz wyższe przed rozpoczęciem treningów, zaczęło spadać i ustabilizowało się na odpowiednim poziomie.

Postanowiłem pójść do dietetyczki sportowej, bo mimo sporej aktywności fizycznej utrzymywałem wagę 88-92 kg. Faktycznie zmiany w diecie spowodowały, że obecnie ważę 79-80 kg i od trzech miesięcy utrzymuję wagę z lekką tendencją spadkową (300-500 g na miesiąc).

Paweł Jaczewski

Przemiana Pawła Jaczewskiego. Różnica: 35 kg. Fot. Aleksandra Jaczewska i Dominik Kaczorek

 Przemysław Misiak 

35 lat, 183 cm wzrostu

Początkowa waga: 138 kg (BMI: 41,2)

Aktualna waga: 97 kg (BMI: 29)

Kiedyś nie byłem w stanie wybrać się na godzinny spacer. W tym roku na przełomie sierpnia i września ukończyłem z niezłym czasem najbardziej prestiżowy i jeden z najtrudniejszych górskich biegów w Europie: Ultra-Trail du Mont Blanc (168 km, +10 000 m).

W zasadzie moje bieganie zaczęło się od radykalnej chęci/potrzeby zmiany całego dotychczasowego życia.  Będąc na rejsie na Morzu Północnym, miałem wypadek, który – choć zakończył się całkowicie niegroźnie – skłonił mnie do refleksji nad sobą i wartością życia w ogóle. Uznałem, że jest to ostatni dzwonek, żeby zmienić wszystko to, co sprawiało, że czułem się nieszczęśliwy i chory fizycznie.

Według mnie otyłość to choroba, z której da się wyleczyć. Choroba, która powoduje, że do wielu rzeczy nie jesteśmy zdolni, a z czasem nasz stan coraz bardziej się pogarsza. W chudnięciu silna motywacja jest najważniejsza, bez niej się nie uda.

Rozpocząłem jesienią. Początkowo nie byłem w stanie chodzić dłużej niż godzinę, nie myślałem nawet o bieganiu. Stopniowo moje spacery stały się regularne i coraz dłuższe. W kolejnych tygodniach i miesiącach noc w noc z psami pokonywałem dystans nawet 30 km. Na wiosnę, kiedy moja waga spadła o jakieś 15, może 18 kg, zacząłem podbiegać w marszu. Nie miałem właściwego obuwia, a bieganie z racji nigdy niećwiczonej wydolności było koszmarem. Uznałem, że biegam, gdy byłem w stanie jednym ciągiem przetruchtać około 6 km. Od tego momentu skoncentrowałem się na bieganiu, postęp był szybki i bieganie sprawiało mi coraz mniej wysiłku, a przynosiło coraz więcej satysfakcji.

Na samym początku skorzystałem raz z porady dietetyka, który nakreślił mi zasady zdrowego odżywania, jednak rozpoczynając przygodę ze sportem nie korzystałem z porad fizjoterapeuty. Uważam to za błąd. Choć przypadkowo, lecz szczęśliwie w momencie gdy zacząłem biegać, rozpocząłem także przygodę z siłownią i ćwiczeniami siłowymi. Teraz z perspektywy czasu uważam, że było to bardzo ważne, ponieważ osoba otyła przez całe życie, nieuprawiająca żadnych form ruchu, ma bardzo słabe mięśnie. Próba nagłego zrywu do większej aktywności z pewnością kończy się szybko kontuzją.

Obecnie pracuję z dobrym trenerem biegania, który planuje mój trening i kontroluje technikę, oraz fizjoterapeutą, który pomaga mi rozwijać mięśnie w sposób zrównoważony, tak by nawet w trakcie bardzo dużych obciążeń minimalizować ryzyko kontuzji.

22280611

Przemysław Misiak podczas UTMB 2014. Fot. archiwum Przemysława Misiaka

Jedno przemyślenie nt. „Bieganie z nadwagą. Historie z happy endem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger