fbpx

Ludzie > Elita biegaczy > Ludzie

Iwona Lewandowska – walczy o wszystko [WYWIAD]

Iwona Lewandowska BW 2013 fot. Dorota Świderska

Iwona Lewandowska wbiega na metę Biegnij Warszawo 2013. To było jej czwarte z rzędu zwycięstwo w tej imprezie! Fot. Dorota Świderska/maratonczyk.pl

13 kwietnia w ORLEN Warsaw Marathon powalczy o minimum na sierpniowe mistrzostwa Europy w maratonie (2:31:00). Później zamierza poprawić swoje rekordy życiowe na 5 000 i 10 000 metrów, wystartować w lipcu w mistrzostwach Polski seniorów na bieżni i znowu wrócić do maratonu. Pytamy, jak wyglądał jej pechowy zeszły rok, jak wróciła do regularnego biegania i jakie ma plany na najbliższy czas.

W zeszłym roku przeszłaś dwie operacje kolana. Jedną na początku roku, drugą w październiku. Jak to wpłynęło na Twoje życie biegowe?

– No nie był to zbyt łaskawy rok. Pierwsza operacja, w drugiej połowie stycznia zeszłego roku, była właściwie nieudana – rehabilitacja ciągnęła się bardzo długo, ciągle z kolanem było coś nie tak. Wszystko bardzo rozwlekło się w czasie i nie mogłam normalnie trenować. Wszystkie poważniejsze treningi musiały być  odkładane na później. W końcu trzeba było jednak podjąć jakieś ryzyko – wdrożyć się w pełny cykl treningowy. Stan kolana co prawda się nie pogarszał, ale też nie było żadnej poprawy. Cały czas kolano było spuchnięte, wypełnione płynem – zacisnęłam jednak zęby i trenowałam.

Jako sportowiec z czegoś musiałam się utrzymywać, ważne było dla mnie stypendium. Dlatego wiedziałam, że muszę wystartować w mistrzostwach Polski na stadionie. Liczyło się tam dla mnie tylko zdobycie medalu, żaden wynik, tylko podium. Na nic się nie nastawiałam, wciąż borykając się z kolanem. Na obozie w Spale miałam trenować normalnie, dwa razy dziennie, zakładaliśmy z trenerem, że uda się zdobyć ten medal. Niestety na obozie okazało się, że nie jestem w stanie znieść reżimu treningowego w postaci dwóch jednostek treningowych dziennie. Noga tak mnie bolała, że popołudniami właściwie tylko leżałam na łóżku i płakałam. Ale wystartowałam w mistrzostwach Polski i zdobyłam brązowy medal na 5 000 m, a tydzień później srebro na 10 000 m.

Lekarze wciąż nie potrafili jednoznacznie stwierdzić, co z tym kolanem jest nie tak. A my z trenerem uznaliśmy, że będę już normalnie trenować. We wrześniu zdecydowałam się na obóz w Szklarskiej Porębie, gdzie chciałam przygotować się do Biegnij Warszawo. Przed wyjazdem dostałam zastrzyk w kolano i lekarz powiedział, że jeśli to mi pomoże, to znaczy, że już wszystko będzie dobrze, a jeśli nie, to nie widzi innego wyjścia niż powtórna operacja. Obóz przetrenowałam bardzo porządnie, to były trzy tygodnie sumiennego, dobrego treningu. Biegnij Warszawo wygrałam z wynikiem zbliżonym do mojego rekordu życiowego, a podczas całego biegu czułam się bardzo dobrze. Później pojechałam na Wojskowe Mistrzostwa Europy w biegu na 20 km. Co prawda udało mi się wygrać, ale w połowie dystansu odezwało się kolano i dobiegłam z wielkim bólem. Wtedy już lekarz jednoznacznie stwierdził, że konieczna będzie druga operacja.

To było pod koniec października. Naprawdę się cieszyłam, że zrobiłam tę drugą operację. Przez pierwsze trzy tygodnie się nie ruszałam, prawie nie chodziłam, ale noga bardzo szybko wracała do sprawności – miła odmiana po pierwszej operacji. Później zaczęłam już trenować: ćwiczenia stabilizacyjne, z piłką korekcyjną, na siłowni, na rowerze, na basenie. Naprawdę wychodziłam zmęczona z treningów. Bardzo szybko też wracałam do formy. W pierwszej połowie grudnia robiłam już marszobiegi, ale dopiero na początku stycznia zaczęłam wychodzić na pełne rozbiegania, a w pełny trening wdrożyłam się na obozie w Ostii [Włochy], na który wyjechałam jakoś w połowie stycznia, na dwa tygodnie. Był tam na miejscu fizjoterapeuta, który cały czas czuwał nad moją nogą. Jej stan wyraźnie się poprawiał, ale wciąż była słaba. Masaże, rozciąganie – to bardzo pomagało. Wróciłam do Warszawy, ale tu się w ogóle nie dało trenować – akurat trafiłam na te dwa-trzy tygodnie zimy.

Pojechałam znowu na dwutygodniowy obóz, tym razem do Spały, a praktycznie prosto stamtąd pojechałam na pięć tygodni na obóz do Stanów (Albuquerque, Nowy Meksyk). Było to trochę ryzykowne – kolano nadal nie wróciło do pełnej funkcjonalności, a co gorsza na miejscu nie miałam żadnego fizjoterapeuty, który mógłby nad tym czuwać. W dodatku pierwszy raz jechałam na obóz wysokogórski bez mojego trenera. Ten obóz to jednak kluczowe pięć tygodni przygotowań do maratonu i summa summarum opłacił się pod względem treningowym – w Polsce na pewno nie udałoby mi się zrealizować w pełni założeń treningowych.

Iwona Lewandowska fot. Action S.A. 02

Fot. Action S.A.

Powiedz jeszcze parę słów o tym ostatnim obozie w Nowym Meksyku. Kto był oprócz Ciebie?

– W grupie maratonu była nas piątka: czterech chłopaków – Błażej Brzeziński, Arek Gardzielewski, Artur Kozłowski, Heniu Szost – i ja.

Ojej, to jak wytrzymałaś z czterema chłopami? Nie czułaś się samotna?

– Nie no właśnie jako jedyna dziewczyna miałam tam bardzo dobrze! Chociaż rzeczywiście fajnie by było mieć drugą dziewczynę do trenowania. A tak wszystkie treningi musiałam robić sama, ani jednego nie udało mi się przebiec z chłopakami. Oni zaczynają truchtać od 4 min/km, więc nie byłam w stanie się ich trzymać nawet przez 200 metrów…

Na jakich wysokościach biegaliście?

– Tam można biegać na bardzo różnych wysokościach. My mieszkaliśmy na ok. 1650 m n.p.m. Na szybsze odcinki najczęściej zjeżdżaliśmy nad Rio Grande, gdzie jest świetna trasa do biegania – zupełnie płasko, jest ścieżka rowerowa, a obok ścieżka szutrowa, nie przeszkadzają samochody, w jedną i w drugą stronę można tam z 30 km zrobić. Po drugiej stronie miasta ciągnie się pasmo górskie Sandia, gdzie można pobiegać na ciekawych ścieżkach przy samych górach, to już na wysokości ok. 1850-2000 m n.p.m. Bardzo urozmaicony i wymagający teren, ale widoki są świetne. Czasem biegaliśmy też na stepach, w stronę wulkanów, kończąc na wysokości ok. 1850 m n.p.m.

Iwona Lewandowska Sandia Peak (archiwum własne)

Sandia Peak. Obóz w Nowym Meksyku, USA, 2014 r. Fot. archiwum Iwony Lewandowskiej

Od kiedy wiedziałaś, że będziesz chciała walczyć o minimum na sierpniowe Mistrzostwa Europy w Zurychu?

– Ja w ogóle nie brałam pod uwagę, że nie będę walczyć o to minimum. Ale ostateczną decyzję trener podjął po obozie w Ostii, czyli w styczniu. Wcześniej nie wiedzieliśmy, czy będę w stanie zrobić porządny trening do maratonu. Ale ja cały czas byłam zdeterminowana i robiłam wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do formy. Zielone światło od trenera jeszcze bardziej mnie zmobilizowało, bo ja nie bardzo lubię trenować bez jakiegoś określonego celu.

Powiedziałaś, że dopiero na tym ostatnim obozie, z którego wróciłaś pod koniec marca, realizowałaś pełne założenia treningowe i biegałaś całkowicie bez bólu. Maraton Orlenu, w którym masz walczyć o minimum, biegniesz już za chwilę. Jesteś spokojna o czas 2:31:00?

– Ja nie mam żadnych wątpliwości. W Stanach wykonałam porządną robotę, solidnie potrenowałam, dużo też odpoczywałam, co było bardzo ważne. Przez całe pięć tygodni nie miałam nawet chwili słabości: na trening zawsze wychodziłam z wielką chęcią, bo czułam, że z dnia na dzień biega mi się coraz lepiej i ta forma rośnie. Wszystkie treningi, które wykonałam, pokazują mi, że mogę pobiec bardzo dobrze. Jestem spokojna o formę. Oczywiście zawsze może się przydarzyć coś nieprzewidzianego, w końcu jednak dzień zawodów i meta  maratonu będą stanowiły ostateczną weryfikację.

Nastawiasz się na jakiś konkretny wynik czy zależy Ci tylko na uzyskaniu minimum?

– Zobaczymy, jak potoczy się ten bieg, jak będą chciały biec dziewczyny. Jeśli ułoży się tak, że będziemy biegły razem, to będę próbowała z nimi walczyć. Ale najważniejsze jest uzyskanie minimum.

Mówiłaś mi wcześniej, że chciałabyś w tym roku powalczyć też o nowe rekordy życiowe na dystansach 5 000 m i 10 000 m. To nadal aktualne?

– Tak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i po zbliżającym się maratonie będę świętować, to od razu rezygnuję z biegów ulicznych i skupiam się na bieżni. Chciałabym się bardzo dobrze przygotować do biegu na 10 000 metrów. Wiem, że jestem w stanie znacznie poprawić swoje życiówki. Jeszcze nie wiem dokładnie, kiedy i gdzie będę atakować moje najlepsze dotychczasowe osiągnięcia na 10 000 metrów. Nie ma w Europie za dużo biegów na tym dystansie. Możliwe, że będzie to Puchar Europy w czerwcu.

Iwona Lewandowska MPS Toruń 2013

Iwona z brązowym medalem Mistrzostw Polski Seniorów za bieg na 5 000 m (Toruń, 2013 r.). Fot. archiwum Iwony Lewandowskiej

Czyli w czerwcu robisz życiówkę na bieżni, a potem z powrotem skupiasz się na maratonie, żeby przygotować się do Mistrzostw Europy w Zurychu?

– Jeszcze nie wiem, jak to wszystko się potoczy. Jeszcze w lipcu są mistrzostwa Polski seniorów na bieżni, więc pewnie mimo wszystko będę startować – stypendia przyznawane są za medale Mistrzostw Polski, więc w tym roku również będę musiała stanąć na podium.  Później, w sierpniu, rzeczywiście liczyć się będzie tylko maraton w Zurychu.

To dosyć nietypowe, że biegasz mocno i maratony, i te krótsze dystanse. Zazwyczaj maratończycy skupiają się już tylko na jednym dystansie, a Ty wciąż chcesz się poprawiać jednocześnie na 5 000 m i 10 000 m. Wynika to z różnych Twoich zobowiązań czy po prostu jesteś tak wszechstronną biegaczką?

– Na pewno trzeba to umiejętnie łączyć. „Skakanie” ze stadionu na ulicę i z powrotem wcale nie musi się dobrze skończyć. Ja wywodzę się ze stadionu. Jako juniorka młodsza zaczynałam od dystansów 1500 m, 3 000 m z przeszkodami, zdarzyło mi się też przebiec kilka dych na bieżni. Na początku miałam duży problem z pokonywaniem dłuższych dystansów, bo nie byłam nauczona trzymania tempa, kiedy biegnę sama. Byłam przygotowana na walkę ramię w ramię, ale nie potrafiłam sama sobie narzucić tempa i go utrzymać. Teraz to się zmieniło.

Startuję jeszcze ciągle na bieżni, bo wciąż chcę się poprawić na tych krótszych dystansach. A jeśli się na nich poprawię, to poprawię się i na dłuższym dystansie. Będę w stanie szybciej biegać maraton. A jeśli wciąż widzę możliwość poprawy, to po prostu chcę to robić. Jeśli przyjdzie kiedyś taki moment, że trener postanowi, że trzeba zrezygnować z bieżni i skupić się na maratonie, to pewnie zrezygnuję. Ale na razie będę próbowała się poprawiać na tych krótszych dystansach, traktując maraton jako moją koronną konkurencję.

Dobra, jedziemy dalej, po maratonie w sierpniu wygrywasz Biegnij Warszawo…

– To byłby dobry scenariusz! Na pewno będę chciała podtrzymać tę zwycięską passę.

…a później na jesieni masz jeszcze imprezy wojskowe.

– Tak, wszystkich dokładnie nie pamiętam. Na pewno mistrzostwa świata w biegach przełajowych, mistrzostwa świata w maratonie i mistrzostwa Europy na 20 km – to są trzy główne imprezy.

Jeszcze słowo o igrzyskach w Rio. Planujesz tam maraton?

– Szczerze mówiąc… Nie chcę, żeby to tak wyszło, że ja o igrzyskach nie myślę. Mam je cały czas w głowie, ale jeszcze nie zastanawiam się nad nimi jakoś bardzo dokładnie. To jest dla mnie tak odległe, że nie da się jeszcze nic konkretnego i pewnego zaplanować. Skupiam się na tym, co jest teraz. Teraz najważniejsze są Mistrzostwa Europy w sierpniu. I myślę, że kolejne cele doprowadzą mnie do Rio. Jeśli zrobię rekord życiowy w maratonie, będę się poprawiać też na krótszych dystansach, to myślę, że to wszystko sprawi, że na te igrzyska pojadę. Teraz moim głównym dystansem jest maraton, choć nie czuję się jeszcze do końca maratonką. Ale kto wie – jeśli zrobię życiówkę na 10 000 m i pobiegnę 31:15, to czemu miałabym na 10 km nie wystartować w igrzyskach? Wszystko będzie zależało od tego, gdzie będą większe szanse.

Czyli skupiasz się bardziej na tym, co jest tu i teraz. Zatem trzymamy kciuki za najbliższy maraton!

– Dzięki, każde kciuki się przydadzą!

Iwona Lewandowska Albuquerque Rio Grande (archiwum własne)

Obóz w Albuquerque, Nowy Meksyk, USA, 2014 r. Fot. archiwum Iwony Lewandowskiej

Przeczytaj również: Polska elita walczy o życie w maratonach w Łodzi i Warszawie.

mm
Marta Tittenbrun

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Najbliższa edycja „Żyrardów w Biegu” zbliża się wielkimi krokami. Zmagania na dystansie 5 i 10 kilometrów odbędą się w dniu 30 sierpnia (niedziela). Organizator zapewni niezbędne środki bezpieczeństwa oraz zapowiada udział jednej z najlepszych polskich […]

Rywalizacja nad Zalewem Żyrardowskim już wkrótce!

Wprowadzenie do biegania treningu siły zależy od zrozumienia, jak to działa. Przedstawiamy prawdziwą encyklopedię, przegląd biegowego treningu siły od kuchni. Co, jak i dlaczego działa.

Siła w bieganiu – kompendium wiedzy

Dave Wottle kończy dziś 70 lat. Prawdopodobnie nie kojarzycie tego nazwiska. Ale jest również bardzo prawdopodobne, że widzieliście flimik z jego fenomenalnym wyczynem z 1972 r. Wyczynem, który dał mu mistrzostwo olimpijskie i wprawił cały […]

Dave Wottle – bohater jednego z najbardziej emocjonujących biegów kończy 70 lat!

Komfort, ochrona, prędkość i trakcja – te określenia butów do biegania stanowią o sile kolekcji marki ASICS na sezon jesień-zima 2020. Kultowe modele w nowej odsłonie zostały zaprezentowane w trakcie spotkania pod hasłem „Poczuj różnicę” […]

ASICS zaprezentował nową kolekcję biegową AW20’

U rekordzisty świata w biegu na 400 m Wayde’a Van Niekerka stwierdzono zakażenie koronawirusem. Reprezentant Republiki Południowej Afryki miał właśnie rozpocząć tegoroczny sezon, gdy dowiedział się o chorobie. To oznacza, że jego przerwa w starach […]

Aktualny rekordzista świata i mistrz olimpijski z COVID-19!

Pandemia koronawirusa spowodowała, że w naszym życiu zaszło wiele zmian. Nie ominęły one również środowiska biegowego, bo obostrzenia wprowadzone przez rząd zablokowały organizację zawodów. Nawet po ich zluzowaniu nie jest tak jak dawniej, a wiele […]

Czy warto bronić się przed biegami wirtualnymi?

Przeciążenie w połowie przygotowania do ważnego biegu to koszmar każdego biegacza i każdej biegaczki. Co wtedy robić, jak reagować na różne objawy bólowe?

Przeciążenia w treningu – jak reagować?

Rosnąca liczba odwołanych imprez oraz próby organizacji biegów wirtualnych sprawiła, że miałem ostatnio przerażającą senną wizję przeszłości. Przyszłości, w której bieganie miało zupełnie inny wymiar i w której stałem się jednym z tych, którzy opowiadali […]

Biegowe science-fiction, czyli kilka słów o tym, jak to się drzewiej startowało w zawodach… [Felieton]