fbpx

Jak biegać na wysokim poziomie, a przy tym trenować bez spiny? Podpowiada Anna Karolak

Anna Karolak

Wiele osób uważa, że aby osiągać sukcesy biegowe trzeba solidnie pracować stosując wymagające jednostki treningowe. Jednak takie podejście niektórych bardzo zniechęca do podjęcia wysiłku. Wolą cieszyć się bieganiem. A gdyby tak połączyć jedno i drugie? Ania Karolak, mama, biegaczka-amatorka z życiówką 3:06 w maratonie i medalistka niejednego ultramaratonu, udowadnia, że jest to możliwe.

Sukcesy

Biega od kilku lat. Jej najlepsze wyniki w zawodach po asfalcie to: 10 km – 39:55, półmaraton – 1:29:30, maraton 3:06:32. Najbardziej jednak woli bardzo długie biegi, w których zawsze staje na podium. Wygrywała startując w takich biegach jak Tri City Trail (80 km), Ultramaraton Chojnik (102 km), Ultra Mazury (100 km), Kaszubska Poniewierka (103 km), Salamandra Ultratrail (105 km), Warneland (100 km). Była też druga podczas Super Trail Lądek Zdrój (130 km) i trzecia w biegu 3 razy Śnieżka (55 km) i Piekło Czantorii w Beskidzie Śląskim (63 km).

Na spontanie

Najważniejsze to cieszyć się swoją pasją. Biegać dla samej radości z biegania. Czuć wolność, wiatr we włosach, a czasami dużą prędkość, kiedy chce się przyspieszyć. Warto czasami nie patrzeć na ilość przebiegniętych kilometrów i nie sugerować się tempem. Po prostu być szczęśliwym bez narzucania sobie reżimu treningowego.

– Chyba jestem za leniwa lub zbyt mało ambitna – mówi ze śmiechem Ania Karolak. – Albo i jedno i drugie, bo ja nie stosuję żadnych metod treningowych. Po urodzeniu dziecka, czyli 3 lata temu, przeszła mi przez głowę myśl aby poukładać jakoś to swoje bieganie i zacząć trenować z jakimś planem, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Ta myśl szybko przeszła. Tak więc ciągle klepię te swoje kilometry bez ładu i składu. Po prostu Biegam bez żadnego planu treningowego, totalny spontan i tak od kilku dobrych lat. Sama się sobie dziwię, że można być tak nudnym i monotematycznym i nie chcieć dać z siebie czegoś więcej, nie spróbować.

Gdzie nogi poniosą

Plan treningowy jasno podaje nam co należy wykonać. Metody określają także nad czym w danej chwili będziemy pracować i co ćwiczyć. Tempo również jest ustalone podczas danego treningu. Dzięki tym założeniom dążymy do jasno sprecyzowanego celu. Jednak czasami chciałoby się tak pobiec na spotkanie horyzontu i nowej przygody. Może warto w takiej chwili dać się ponieść wyobraźni i emocjom?

– Biegam bez planu i sama nie wiem dlaczego – opowiada Ania Karolak. – Zapewne jestem zbyt leniwa i za mało poukładana. Nigdy nie wiem gdzie pobiegnę i ile zrobię kilometrów. Wszystko zależy od czasu jakim w danym dniu gospodaruję. Czasami chcę pobiegać, a niestety się nie udaje. Innym razem okazuje się, że uda mi się wyrwać na totalnie nieplanowaną ,,dyszkę” czy dłuższy dystans. Zdaję sobie sprawę, że trzymając się jakiegoś planu, czy metod treningowych uzyskałabym znaczny progres i poprawiła swoje wyniki, bo klepanie kilometrów nie prowadzi do rozwoju, tylko zastoju. Jednak nie podjęłam jak dotąd takiej próby i nie wiem czy kiedykolwiek podejmę. Mistrzynią Świata nigdy nie zostanę, jestem amatorką. Bieganie jest dla mnie ucieczką od szarości dnia, takim moim azylem, daje mi poczucie wolności i niezależności. Obawiam się, że jakikolwiek plan zaburzyłby ten mój spontaniczny , trening” i spowodował w ogóle niechęć do wyjścia. A może po prostu tak sobie to tłumaczę, a boję się wyjść poza strefę komfortu i unikam ciężkiej pracy?

Trening bez ,,spiny”

Niektóre osoby chcą czuć ,,bat” nad sobą. Dzięki trenerowi łatwiej jest im się zdyscyplinować do wyjścia na pobieganie. Dodatkowo nie muszą się zastanawiać co danego dnia powinni wykonać. Po prostu stosują zadany trening i mają ten problem z głowy.

– Nie mam trenera i nigdy nie miałam – mówi Ania Karolak. – Kilkukrotnie otrzymywałam propozycję współpracy z ludźmi mądrzejszymi w tej kwestii, ale nie podjęłam rękawicy. Sądzę, że plany treningowe są kluczem do rozwoju, do progresu i na pewno często zapobiegają kontuzjom, bądź je w dużym stopniu zmniejszają. Podziwiam ludzi, którzy mają tyle samozaparcia, determinacji i ambicji aby się do nich stosować. Na pewno postępują mądrzej niż ja i zapewne dla wielu osób jest to motywacja do wyjścia z domu. Ja biegam około 5 razy w tygodniu, czasami 4. Przed zawodami ze 2 dni wcześniej odpoczywam, a po zawodach koło 3 dni dochodzę do siebie i wtedy nic nie robię.

Po przygodę

Do wielu biegów warto się specjalistycznie przygotowywać ze względu na warunki panujące na danej trasie. Trening pod biegi górskie powinien obejmować ćwiczenia siłowe, podbiegi, zbiegi oraz przeplatanie metod poprawiających szybkość i wydolność. Osoby, które zaniedbują pewne kwestie później mogą być rozczarowane już podczas samego startu.

– Kocham biegać po górach, chociaż kompletnie sobie tam nie radzę – mówi Ania Karolak. – Zbiegam tak nieudolnie, że sama się z siebie śmieję jak można być takim fajtłapą. Po ostatnim kwietniowym upadku ze zbiegu z Czantorii, gdzie stłukłam sobie konkretnie żebra, moja blokada jeszcze się powiększyła. Za każdym razem podczas biegu górskiego zadaję sobie pytanie: co ja tu robię? Jednak już kilka dni później obmyślam kolejny start. Najbardziej lubię naturę, las, pola, łąki, generalnie kontakt z przyrodą. Niestety często jestem zmuszona trenować po asfalcie, gdyż biegam z wózkiem i swoją 3-letnią pociechą. Nie jest to jednak dla mnie problem, bo ja kocham biegać i jestem już chyba uzależniona od tego stanu i poziomu endorfin. Nie lubię, kiedy mnie coś boli i uniemożliwia wyjście z domu. Wtedy jestem bardzo zła, co niestety odbija się na najbliższych, a wiem, że nie powinno. Trochę siebie czasami nie lubię za tą swoją próżność biegową, a z drugiej strony jestem szczęśliwa, że mam dwie ręce , nogi i mogę sobie ,,poklepać” te swoje kilometry. I sama się sobie dziwię, że mi się to jeszcze nie znudziło.
To po prostu nałóg, z którego nie chcę się wyleczyć.

Czas tylko dla siebie

Długie wybiegania pozwalają na zebranie myśli. Podczas spokojnego biegu nie musimy skupiać się na przestrzeganiu danego tempa i dystansu. To czas tylko dla nas. Problemy jakoś same się rozwiązują, niemożliwe staje się możliwe, a czas staje w miejscu. Nasz umysł inaczej pracuje, a do tego przepełnia nas jakaś dziwna radość.

– Kocham bieganie, bo daje mi wolność – przekonuje Ania Karolak. – To taki mój mały reset, czas tylko dla siebie. Nikt nic ode mnie nie chce, o nic nie pyta. To ucieczka od szarości dnia, od problemów, a niekiedy ich rozwiązanie pojawia się po prostu samo, nieoczekiwanie. Nie potrafię tego ubrać w słowa. To się po prostu czuje. Uwielbiam też startować w zawodach. To czas, gdzie można spotkać się z fantastycznymi ludźmi, którzy mają w głowie taki sam bałagan jak ja. Są zawsze otwarci i chętni do pomocy. Większość z nich, to po prostu dobrzy ludzie. Startowanie w zawodach to dla mnie często przełamywanie swoich barier, samotne, długie i trudne kilometry nocą w górach, chwile kiedy czuję niepokój i najzwyczajniejszy w świecie lęk. A jednak chce się więcej, bo to wciąga niesamowicie.

Cieszyć się bieganiem

Coraz więcej osób, chce doświadczać biegania w różnych odmianach i dystansach. Możliwości jest wiele, bo biegi organizowane są w wielu miejscach. Dzięki temu wykorzystuje się naturalne dla danego regionu warunki i okoliczności.

– Lubię biegać długo – przekonuje Ania Karola. – Jak dotąd mój najdłuższy dystans to 130 kilometrów. Myślę już o dłuższej ,,wycieczce”, bo chciałabym kiedyś doświadczyć takiego stanu, kiedy poczuję, coś czego dotąd nie doświadczyłam. Nie wiem jak to opisać słowami. Po prostu chcę się tak ,,upodlić” i mieć poczucie, że to już koniec, że więcej się nie da. Tak, wiem że to jest chyba chore.

Już dawno nie biegłam w zawodach na krótszych dystansach. Ostatni maraton zaliczyłam 1,5 roku temu. Po prostu wiem, że aby osiągnąć lepszy wynik na tym dystansie, a także w półmaratonie czy ,,dyszce” musiałabym jakoś ogarnąć to swoje bieganie, poukładać, wejść w jakiś plan, a do tego nie umiem się zmusić i chyba, aż tak mi po prostu na tym nie zależy. Lubię po prostu biegać. Najbardziej kocham góry, bo czuję z nimi nieopisaną więź. Mieszkam niestety nad morzem, więc jak się nie ma co się lubi, to trzeba lubić co się ma. Bieganie z wózkiem i 3-letnią pociechą również daje mi radochę. To taki mój nieplanowany trening siłowy.

Jedno przemyślenie nt. „Jak biegać na wysokim poziomie, a przy tym trenować bez spiny? Podpowiada Anna Karolak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger