fbpx

Wydarzenia > Biegi zagraniczne > Wydarzenia > Relacje z biegów > Wydarzenia

TCS Amsterdam Marathon z perspektywy uczestniczki

11 291 zawodników ukończyło w niedzielę TCS Amsterdam Marathon. Wśród nich – spora grupa Polaków, którzy od lat w Amsterdamie startują, bo to i blisko, i łatwo dojechac (a jeszcze łatwiej – dolecieć), i dobry termin, i… szybka trasa. Chociaż, jak twierdzi autorka relacji, wcale nie płaska.

Prosto z Amsterdamu o swoim starcie w tamtejszym maratonie pisze Agnieszka Kochaniak, autorka bloga matkabiega.blogspot.com.

Amsterdam Maraton

Start

A więc stało się. Stoję na starcie mojego drugiego maratonu. Dookoła mnie tłum ludzi. Jest ich tak dużo, że mój Garmin ma problem ze złapaniem satelitów. Nie mogę opuszczać ręki, bo zaraz gubi zasięg. Pięć minut do startu, do walki zagrzewa muzyka Vangelisa. Jest chłodny ranek, 20 października i  szczękam zębami z zimna. Wreszcie start! Na telebimie obserwuję jak rusza czołówka a za nią tłum ludzi. Zaczęło się! Maraton w Amsterdamie ruszył przez miasto! Wreszcie i ja przekraczam linię startu, już mi nie jest zimno,  wybiegam ze stadionu.  Mam nadzieję, że po niecałych 4 godzinach zawitam tu znów.

To się dzieje naprawdę! Właśnie rozpoczęłam swój drugi maraton!

Kamienice, rowery, stroje – 10 km

Biegnę i podziwiam miasto. Kamienice. Rowery, mnóstwo rowerów. Na poboczu ludzie – czekają na swoich bliskich, znajomych. Na tym etapie trasa zawraca. Staram się biec lewą stroną i wypatrywać męża. Biegnie gdzieś przede mną, może go przyuważę? Nie udaje się. Rozglądam się po współbiegaczach. Zadziwiająco dużo kobiet. Widzę całe rodziny: ojciec, matka i syn. Jednakowe koszulki. O – tam para z Angli. Biegną w melonikach pomalowanych w brytyjską flagę. A tam pani w tiulowej spódniczce. Hmm.. z przeciwka biegnie ktoś, kto wygląda jak ubrany od stóp do głów pomarańczową pończochę. Zakrywa mu całą głowę, bez otworów na oczy czy nos. Sądząc po mokrej plamie w miejscu twarzy – to nie może być zbyt wygodne.

Nad rzeką Amstel – 20 km

Powoli wybiegamy poza miasto. Trasa biegnie wzdłuż rzeki Amstel. Dookoła łaki, drzewa. Wychodzi słońce, oświetla ładnie żółknące liście. Jest ślicznie. Obserwuję jak po drugiej stronie rzeki biegnie czołówka. Kurczę, jak u nich luźno! U mnie jest tłok, tym bardziej, że powoli doganiam baloniki na 4 godziny. Dookoła nich jest większe skupisko biegaczy, a droga nie jest szeroka. Gdzie to picie? Chyba trochę za rzadko ustawili wodopoje. Nie mogę się doczekać nawrotki. Też chcę już być po drugiej stronie rzeki. Droga wije się zdradziecko co i rusz sprawiając wrażenie, że to już. A tu dalej prosto. I jeszcze nie za tym zakrętem. I z tym też jeszcze nie. Wreszcie! Zakręcam na moście. Mieszkańcy miasteczka zgotowali przywitanie maratończykom – stoi orkiestra, wygrywa różne melodie. Zbliżam się powoli do bramy ogłaszającej półmetek. Staram się tak jak w Warszawie pozytywnie się motywować: „patrz, połowa trasy już za tobą!” Ale gdzieś czuję, że tym razem tak łatwo mi nie pójdzie. Na rzece krążą dwie barki organizatorów, z głośników lecą skoczne rytmiczne melodie. Od razu robi mi się raźniej na duszy. Biegnę, biegnę dalej. Staram się wyprzedzać. Dalej chce mi się pić. Na poboczu ktoś urządził swój prywatny punkt z wodą – nie trzeba mnie namawiać do wzięcia kubka. O jaka ulga! Biegnę, biegnę dalej.

I znowu w mieście.  30 km

Z powrotem wbiegamy do miasta. Kibiców mało, ten etap wiedzie przez industrialne, przemysłowe tereny. Jest ciężko. Powoli przeżuwam batonika energetycznego. Czuję, że i ten i poprzednie dwa siedzą mi gdzieś na żołądku. Mam nadzieję, że nie będzie z tego jakiś sensacji, bo z toaletami na trasie krucho. Niech już będzie ten cholerny trzydziesty kilometr! Chcę już sobie powiedzieć „popatrz – jeszcze tylko dwanaście i będzie koniec” Jest! Jest też picie! Brodzę w pustych kubeczkach i gąbkach. Biegnij, biegnij! Staram się za bardzo nie myśleć o tym, że jest coraz ciężej i nogi coraz bardziej bolą. Wzrokiem omiatam nogi biegaczy przede mną. O, ja skądś znam te buty! Przenoszę wzrok wyżej i klepię mojego męża w ramię. Dogoniłam go. Chwilę biegniemy koło siebie i wymieniamy wrażenia. Małżonek ma kryzys. Ja pomimo że jest mi ciężko, biegnę szybciej. Mówię mu, żeby się trzymał i wracam do swojego tempa i swoich kryzysów.

Pod górkę – 40 km

Kurczę, kto twierdzi, że Holandia jest płaskim krajem? Amsterdam na pewno płaski nie jest. Czemu jest znów pod górkę?. Ludzie dookoła mnie również zmęczeni. Część zwalnia. Coraz częściej widzę maszerujące osoby. Z marazmu i zmęczenia wyrywa mnie na chwilę nieoczekiwany akcent: trasa biegnie przez budynek! Wbiegam przez bramę w czeluści Rijksmuzeum . Po lewej stronie widzę za szybą kawiarnię i ludzi siedzących przy stolikach. A obok przewala się maraton. Wybiegam z drugiej strony. Mijam wielki metalowy napis – hasło Amsterdamu: I Amsterdam. W tym momencie nie czuję tego. W tej chwili jestem jednym wielkim zmęczeniem.

Mijam kogoś, kto zasłabł. Siedzi pod drzewem, dookoła niego ludzie. Za chwilę biegacz przede mną zatrzymuje się i zaczyna wymiotować. Królewski dystans zaczyna zbierać swoje żniwo. Nie mogę się doczekać oznaczenia czterdziestego kilometra.

 Finisz – droga na stadion

Jest! Widzę bramkę! Mijam ostatni pomiar czasu. Zerkam na zegarek. Ten międzyczas z czterdziestego kilometra jest jedynym, który kojarzę z Maratonu Warszawskiego. Jestem szybsza o dwie minuty. Ale w Warszawie w tym momencie bardzo mocno przyspieszyłam. Na samą myśl, że miałabym to tu powtórzyć ogrania mnie pusty śmiech. Biegnę z kamieniem w żołądku i na granicy kolki. Nie jestem w stanie przyspieszyć. A może to moja głowa nie chce? Chcę tylko dotrzeć do mety. Dwa kilometry wydają mi się odległością jak na księżyc. Z daleka widzę tablicę świetlną pokazującą drogę na stadion. Pamiętam ją! O, rany, to już naprawdę blisko. Tak! Widzę wyłaniający się stadion! Ostatni zakręt. Po obu stronach drogi tłum ludzi. W tle muzyka. Zrywa się wiaterek – jaka ulga dla mojego udręczonego, spoconego ciała. Widzę wejście na stadion. Nad nim olimpijskie koła. Ten tłum, to miejsce, ta muzyka – tak, w tej chwili to czuję: I Amsterdam! Jestem Amsterdamem! Kocham to miasto! Mobilizuję się i jednak przyspieszam. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów, jeszcze tylko parę kroków po bieżni. Już widzę metę! Gula rośnie mi w gardle – nie wiem czy bardziej ze wzruszenia, czy od tego, że za moment nie będę już musiała biec. Jest! Zrobiłam to! Koniec! Zerkam na zegarek: a jednak! Rzutem na taśmę, ale zrobiłam życiówkę!

Agnieszka na Amsterdam Maraton

Za metą

Wlokę się w kierunku medali. Znów łydki odmawiają mi posłuszeństwa. Jęcząc z bólu rozciągam zbolałe mięśnie. Medal. Folia. Depozyty. Okolica wygląda jak krajobraz po bitwie. Wszędzie leżą ludzie. Nieludzko zmęczeni. Wracam na trybuny. Umówiliśmy się z mężem i kolegą w sektorze Q.  Z góry ładnie widać metę i kolejne dobiegające osoby.  Wreszcie jesteśmy wszyscy. Idziemy, albo raczej wleczemy się w kierunku kolejki. Nie jesteśmy jedyni. Dookoła nas masa młodych, wysportowanych ludzi poruszających się jak staruszkowie. Windy się cieszą wyjątkowym wzięciem. Przemieszczamy się do hostelu. Już po wszystkim. Już emocje, walka ze słabościami za nami. Czas na odpoczynek. I planowanie następnego maratonu. Bo ten cholernie długi, niesamowicie wykańczający dystans wciąga.

Relacja i zdjęcia: Agnieszka Kochaniak, matkabiega.blogspot.com

Chcesz być zawsze na bieżąco? Polub nas na Facebooku. Codzienną dawkę motywacji znajdziesz także na naszym Instagramie!

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Ocenione przez biegaczy jako nr 1 pod względem wygody w niezależnym teście przeprowadzonym przez The Biomechanics Lab na południu Australii, odsłaniające zupełnie nowy koncept, w którym komfort pełni główną rolę, oferujące jeszcze lepszą amortyzację i […]

Najbardziej komfortowe buty do biegania? Rewolucja w konstrukcji GEL-NIMBUS 25

Czy przygotowując plany treningowe, zastanawiamy się jakie mięśnie pracują podczas biegania? Odpowiedź na to pytanie pozwoli na zaplanowanie efektywnych treningów i osiąganie jak najlepszych wyników. Chęć redukcji masy ciała, pokonania określonego dystansu czy osiągania wyników […]

Jakie mięśnie pracują podczas biegania?

Fundacja DKMS wspierająca pacjentów walczących z nowotworami krwi oraz chorobami układu krwiotwórczego dołączyła do akcji #BiegamDobrze. Od dziś istnieje możliwość wsparcia Fundacji poprzez udział w największych warszawskich biegach ulicznych. Chcesz wesprzeć Fundację DKMS – pobiegnij […]

Fundacja DKMS dołącza do akcji charytatywnej #BiegamDobrze Fundacji „Maraton Warszawski”! Nowe połączenie sił

Podbiegi to jednostka treningowa, która pojawia się w programie przygotowań, jak i planach treningowych, do biegów na różnym dystansie. Wykorzystanie podbiegów w treningu biegacza to najlepszy sposób na poprawę siły biegowej. Pod warunkiem że będziemy […]

Podbiegi. Jak wykonać je poprawnie? [VIDEO]

Eliminacja produktów odzwierzęcych z diety coraz rzadziej jest wyłącznie przejawem światopoglądu, a coraz częściej stanowi świadomy wybór podyktowany względami zdrowotnymi. Czy takie rozwiązanie sprawdzi się w przypadku biegaczy? Na czym polega dieta roślinna? Już na […]

Dieta roślinna a bieganie, jak to połączyć?

Jeżeli wciąż jeszcze nie masz planów na ostatnią niedzielę marca, to przypominamy, że tego dnia odbywa się 17. Półmaraton Warszawski. Bez względu na to, czy jesteś zapalonym biegaczem, dopiero stawiasz pierwsze biegowe kroki czy nawet […]

Witamy wiosnę w Warszawie! Kilka powodów, dla których warto pojawić się 26 marca w stolicy

Nice To Fit You – jedna z najstarszych firm diet pudełkowych w Polsce, po sukcesie współpracy z Fundacją „Maraton Warszawski” w 2022 roku, postanowiła ponownie zostać sponsorem stołecznych biegów. W tym roku marka rozszerza swoje […]

“Dieta, która biegnie z Tobą.” – Nice To Fit You oficjalnym sponsorem 17. Półmaratonu Warszawskiego i 45. Maratonu Warszawskiego

Sezon halowy 2023 dopiero się rozkręca, a na listach już mamy kilka naprawdę ciekawych wyników. Co jeszcze ciekawsze, autorami co najmniej kilku z nich są reprezentantki i reprezentanci Polski. Zobaczcie, co przyniosły nam pierwsze halowe […]

Początek sezonu halowego pełen wartościowych rezultatów