Bariera 2 godzin w maratonie – czy nie zatraciliśmy ducha sportu? [FELIETON]

Autor: Jakub Karasek • 18.04.2017

breaking2_group_lelisa_zersenay_eliud_original

Nike Breaking2 – czy bariera 2 godzin w maratonie może paść już w 2017 roku? Fot.: http://news.nike.com/news/2-hour-marathon

Głośna próba ataku na barierę 2 godzin w maratonie nastąpi już za niespełna miesiąc. Wydarzenie to przyciąga uwagę kibiców i mediów z całego świata. Czy jednak pogoń za tym niewyobrażalnym wynikiem ma jeszcze cokolwiek wspólnego ze sportem?

Wynik poniżej 2 godzin na dystansie maratonu to coś, co jeszcze niedawno wydawało się być całkowicie poza zasięgiem ludzkich możliwości. Chociaż dzisiaj wciąż jeszcze najszybszym maratończykom brakuje do tej bariery ok. 3 minut, coraz śmielej mówi się o próbach ataku na nią, a już za niecały miesiąc jedna z takich planowanych prób zostanie podjęta. Pod egidą koncernu Nike Eliud Kipchoge, Zersenay Tadese i Lelisa Desisa na włoskim torze Monza będą walczyć o to, by zapisać się na kartach historii złotymi literami.

Cel, jaki przyświeca projektowi Breaking2 jest bardzo medialny. Biegi uliczne cieszą się ogromnym powodzeniem, liczba uczestników tych imprez rośnie z roku na rok i pojawia się coraz większa grupa kibiców, którzy właśnie w rywalizacji ulicznej poszukują emocji, które kiedyś odnajdywali wyłącznie na stadionach lekkoatletycznych. Oczywiście dystansem, który wzbudza najwięcej emocji na ulicy jest maraton – określany mianem dystansu królewskiego. Coraz więcej ludzi rozumie czym jest maraton oraz jak poważnym wyzwaniem potrafi być dla ludzkiego organizmu pokonanie go w szybkim tempie. W ostatnich latach rekord świata został wyśrubowany do wyniku 2:02:57, pojawiło się też coraz więcej zawodników biegających na poziomie 2:05 i szybciej, co rozbudziło wyobraźnie niektórych i zachęciło do postawienia pytania czy człowiek jest w stanie pokonać maraton w czasie poniżej 2 godzin? Ludzie uwielbiają okrągłe liczby, idea pokonania królewskiego dystansu w czasie poniżej 2 godzin jest łatwo zrozumiała, a jednocześnie wydaje się ona wyczynem nadludzkim. A ponieważ współczesny świat oczekuje nadludzkich wyczynów, nic dziwnego, że zaimek pytający „czy” został zastąpiony zaimkiem „kiedy”. Czy słusznie?

Dyskusja nad możliwościami pokonania maratonu poniżej 2 godzin toczy się już od kilkunastu lat. Wielu ekspertów twierdzi, że takiego osiągnięcia możemy spodziewać się najwcześniej za kilkadziesiąt lat, inni utrzymują, że nigdy. Rzeczywiście jesteśmy od tego celu jeszcze bardzo daleko. W XXI w. najlepszy wynik w historii został poprawiony o 2 minuty i 45 sekund. Do wyczynu, o którym mówimy brakuje jeszcze 2 minut i 57 sekund, czyli ponad drugie tyle. Pamiętajmy, że każde kolejne przesunięcie najlepszego wyniku w historii będzie coraz trudniejsze, a już teraz przeskok o całe minuty wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Nawet zakładając utrzymanie dotychczasowego tempa progresu rekordu świata na królewskim dystansie (wariant bardzo optymistyczny), dojście do granicy 2 godzin powinno nastąpić nie wcześniej niż w okolicach 2040 r.

Wbrew wszystkim wyliczeniom, Nike zdecydował się podjąć próbę pokonania magicznej bariery już w 2017 roku. Czy to oznacza, że pracownicy amerykańskiego koncernu są szaleni i nie wiedzą, na co się porywają? Mało prawdopodobne. Oprócz całej otoczki marketingowej wokół akcji, która przyniesie firmie i jej planom wiele uwagi mediów i kibiców, Nike robi wszystko, żeby projekt rzeczywiście miał szanse powodzenia. Do próby wybrani zostali czołowi maratończycy świata, w tym bezkonkurencyjny w ostatnich latach Eliud Kipchoge. Zawodnikom stworzone zostały idealne warunki treningowe, nad ich formą czuwa cały sztab ludzi, od trenerów przez fizjoterapeutów po naukowców i badaczy zajmujących się fizjologią, biomechaniką, dietetyką, wyliczeniami matematycznymi czy projektowaniem sprzętu biegowego. Do próby bicia rekordu wybrana została specjalna trasa na włoskim torze Monza, a zamiast wyznaczania konkretnej daty, zdecydowano się wytyczyć okienko czasowe po to, by warunki atmosferyczne również były zbliżone do idealnych.

su17_rn_breaking2_ekipchoge_portrait_2_native_600

Eliud Kipchoge wydaje się być najmocniejszym z 3 biegaczy, którzy już niebawem spróbują dokonać historycznego wyczynu. Fot.: http://news.nike.com/news/2-hour-marathon

Projekt Breaking2 jest ogromnym przedsięwzięciem, w którym zaplanowano każdy detal. Wszystko po to, by osiągnąć cel: pokonanie maratonu w czasie poniżej 2 godzin. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie udogodnienia i plany, o których mowa powyżej, rodzi się pytanie, czy wciąż jeszcze mamy rzeczywiście do czynienia z maratonem? Próba ta przypomina raczej test laboratoryjny niż rywalizację sportową i bieg uliczny. Trudno zresztą mówić o rywalizacji, w sytuacji, kiedy faktycznie tego elementu nie będzie. Zawodnicy nie będą ścigać się ze sobą o laury, w biegu udział wezmą tylko wcześniej wytypowani i odpowiednio przygotowywani biegacze. Ba, nie znamy nawet dokładnego dnia ani godziny, kiedy bieg się rozpocznie. Wszystko to powoduje, że chociaż cel przedsięwzięcia rozbudza wyobraźnię, to już jego realizacja może wzbudzić pewne opory fanów sportu. Osobiście odnoszę nieodparte wrażenie, że idea sportu została w tym projekcie zagubiona, albo przynajmniej odsunięta na dalszy plan.

W dyskusjach na temat projektu Breaking2 często pojawia się odniesienie do innej magicznej bariery, która kiedyś wydawała się być poza zasięgiem ludzkich możliwości, czyli czasu poniżej 4 minut na milę. Rzeczywiście można odnaleźć pewne analogie pomiędzy jednym i drugim pościgiem za niewyobrażalnym wynikiem, ale nie wolno zapominać również o różnicach. Przede wszystkim wyczyn Rogera Bannistera został zaplanowany na konkretny dzień i konkretną godzinę na bieżni, na której rozgrywano również regularne zawody. Mało tego, w dniu 6 maja 1954 r. pogoda wcale nie była idealna do szybkiego biegania – padający deszcz zmiękczył nawierzchnię, po której miał biec Bannister, a podmuchy wiatru dodatkowo niepokoiły Brytyjczyka. Sam bieg rozegrany został w obecności publiczności szczelnie wypełniającej stadion i zdecydowanie bardziej przypominał zwykłe zawody niż test laboratoryjny.

Przede wszystkim jednak bariera 4 minut na dystansie mili była bardziej na wyciągnięcie ręki niż obecnie granica 2 godzin w maratonie. Ówczesny rekord świata od 1945 r. wynosił 4:01,4, a do pościgu za magicznym rezultatem włączyli się biegacze z całego świata. W pobliżu tego wyniku byli choćby tacy zawodnicy, jak Arne Anderson, Gunder Hagg, John Landy, Wes Santee, Gaston Reiff czy sam Roger Bannister, a rywalizacja o to kto będzie pierwszym w historii biegaczem, który dokona tego wyczynu toczyła się równolegle na różnych kontynentach. Jednocześnie rekordy świata na dystansach takich jak 800 m i 1500 m były na poziomie odpowiadającym wynikowi właśnie w okolicach 4 minut na milę – te wszystkie czynniki składały się na to, że owa bariera była przede wszystkim wyzwaniem dla psychiki zawodników niż fizycznych możliwości ich organizmów. Patrząc na dzisiejsze rekordy na 10 000 m czy w półmaratonie nie można powiedzieć tego samego o potencjalnym wyniku poniżej 2 godzin na królewskim dystansie. Odnoszę wrażenie, że próba osiągnięcia tego czasu za wszelką cenę odziera samą pogoń za tym wynikiem z romantyzmu i dramaturgii, jakie towarzyszyły pościgowi za rezultatem poniżej 4 minut na milę.

Roger Bannister just after his world record beating run at Oxford when he ran a mile in less than four minutes. His time tonight was 3 min 59.4 sec. | Location: Iffley Road, Oxford, England, UK. (Photo by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images)

Roger Bannister po pokonaniu bariery 4 minut na milę. | Location: Iffley Road, Oxford, England, UK. (Photo by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images)

Kolejne wątpliwości rodzą się w odniesieniu choćby do wspominanych warunków testu. Chociaż wiemy już, że nawet jeśli najszybszy z biegaczy osiągnie czas lepszy niż 2:02:57, nie zostanie będzie oficjalnym rekordzistą świata, to jednak jego nazwisko będzie pojawiało się w tabelach, jako najlepszy nieoficjalny czas na dystansie maratonu. Jednak o tym, że któryś z zawodników otrzyma taką szansę nie zadecyduje rywalizacja sportowa, a po prostu starannie przygotowany eksperyment. Nie nastąpi to w ramach biegu ulicznego, w sportowej rywalizacji, gdzie każdy stający na linii startu ma równe szanse, na oczach zgromadzonych kibiców, mogących pasjonować się emocjonującym widowiskiem. Zawodnicy nie będą walczyć o zwycięstwo, a jedynie ścigać się z czasem. Ponadto, majowa próba zostanie przeprowadzona bez udziału publiczności, jedynie na oczach kamer. Czy właśnie do takiego rodzaju „widowisk” sportowych dążymy?

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przecież nieodzownym elementem rywalizacji sportowej jest sprawdzanie ludzkich możliwości i przesuwanie granic. Ale nawet pomijając kompletnie temat możliwości stosowania dopingu i przyjmując, że biegacze biorący udział w próbie są w 100% czyści, czy dostosowywanie wszystkich parametrów zewnętrznych, przygotowywanie specjalnego sprzętu czy np. możliwość powierzenia dyktowania tempa maszynie, która będzie prowadziła zawodników z dokładnością co do sekundy na określony rezultat nie jest formą dopingu technologicznego? Czy rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z testowaniem wyłącznie ludzkich możliwości czy już możliwości ludzi wspomaganych technologią? Badanie granic ludzkiego organizmu jest piękną ideą, która od zawsze towarzyszy sportowi. Jednak czy powinniśmy dążyć do przesuwania tych granic za wszelką cenę i przy użyciu wszystkich możliwych środków?

Na powyższe pytania każdy sportowiec i fan sportu powinien odpowiedzieć sobie sam.

Czy uważasz, że uda się złamać barierę 2 godzin w maratonie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *