fbpx

Wiadomości

[h6]Fot. Garmin Iron Triathlon[/h6] [h2]Wraz z nadejściem maja witamy w Polsce kolejny sezon imprez triathlonowych. Gdzie i na jakich dystansach możemy wystartować w najbliższym miesiącu? Czy zimna woda nie pokrzyżuje szyków triathlonowym zapaleńcom?[/h2] Pierwsze zawody triathlonowe sezonu 2017 z pływaniem w wodzie otwartej zostały rozegrane w niedzielę 30 kwietnia w Rybniku. Według organizatora woda w zbiorniku miała 13 stopni, podjęto zatem decyzję o przeprowadzeniu części pływackiej na skróconym dystansie - 300m dla 1/8 IM i 600m dla 1/4 IM. 6 maja odbędzie się Triathlon Lubasz (woj. wielkopolskie, 80 km na północ od Poznania). Zawody zostaną rozegrane na dystansach 1/8, 1/4 i 1/2 Ironmana. Jak napisał organizator na Facebooku, oficjalna informacja na temat temperatury wody zostanie podana 4 maja, ale ewentualne skrócenie dystansu rozważane jest wyłącznie dla najdłuższego dystansu. Od drugiego weekendu maja, miłośnicy multisportu będą mogli przebierać w imprezach. W sobotę 13 maja w podkrakowskim Zabierzowie rozegra się Onico Iron Dragon Cross Triathlon. Zawodnicy będą rywalizować na dystansach 500m pływania, 20 km jazdy rowerem górskim i 5 km biegu. Dzień później w Olsztynie odbędzie się pierwsza impreza popularnego cyklu Elemental Tri Series. Zawodnicy mają do wyboru dystans supersprinterski z draftingiem (200m/10 km/2.5 km), sprinterski z draftingiem zaliczany do Pucharu Polski (750m/20 km/5 km) lub olimpijski bez draftingu (1500m/40 km/10 km). https://www.youtube.com/watch?v=MUYEhxCNau4 21 maja odbędzie się kolejna impreza organizowana przez Labosport - Garmin Iron Triathlon w Piasecznie pod Warszawą. Co roku właśnie w tym miejscu rozgrywana jest nieoficjalna inauguracja sezonu triathlonowego - zawody cieszą się ogromnym zainteresowaniem zarówno zawodników PRO jak i amatorów. Tradycyjnie do wyboru są dystanse 1/8 i 1/4 Ironmana. Tego samego dnia w Brodnicy w województwie kujawsko-pomorskim odbędzie się impreza cyklu Volvo Triathlon Series na dystansach 1/8, 1/4 i 1/2 Ironmana. Trzecia, zdecydowanie bardziej kameralna impreza tego dnia odbędzie się w województwie wielkopolskim - Triathlon Jastrowie. Ostatni weekend maja to kolejna duża impreza - JBL Triathlon Sieraków (1/4, 1/2 Ironmana). Można wystartować też w Crosstriathlonie o nazwie Mocarny Zbój, rozgrywanym w Czorsztynie/Niedzicy lub w Samsung Knox Triathlon IT nad jeziorem Powidz, również w formule z jazdą mtb. Dystanse do wyboru to sprint i olimpijka. W niedzielę 28 maja w Gniewinie (woj. pomorskie) startuje cykl Triathlon Energy z dystansami 1/8, 1/4 i 1/2 Ironmana. Miłośnicy ekstremalnych wrażeń będą mogli wybrać się na pełny dystans Beskid Extreme Triathlon. [yop_poll id="64"]
[caption id="attachment_49339" align="alignnone" width="764"] CC BY-SA 2.0 Flickr.com/Mattias Hallberg[/caption] [h2]Wraz z wiosną rozpoczyna się sezon na grillowanie. Czy jeśli chcemy zdrowo się odżywiać, musimy zrezygnować z tego typu potraw? Niekoniecznie. Warto jednak zapoznać się z kilkoma zasadami dobrego grillowania.[/h2] Klasyczna forma grillowania, niestety nie należy do najzdrowszych form obróbki termicznej. Zaraz zaraz… Przecież tak często się mówi, że podczas takiego procesu ogrzewania mięsa wytapia się z niego tłuszcz, dzięki czemu nawet najtłustsze mięsa zmniejszają swoją kaloryczność. Wszystko się zgadza, tylko w przyrodzie nic nie ginie. Lipidy te nie znikają w żaden cudowny sposób, a kapią na rozżarzony węgiel. Powstają wówczas szkodliwe substancje, takie jak benzopireny – uznawane za silny czynnik rozwoju chorób nowotworowych. A chrupiąca, czasem wręcz spalona skórka kiełbaski? Nic innego jak rezerwuar właśnie między innymi benzopirenów. Zamiast jednak wpadać w popłoch i zrezygnować z majowych planów, zapoznaj się z kilkoma zasadami dobrego grillowania. Umieszczaj potrawy na dobrze rozpalonym grillu – wcześniej smakołyki zamiast łapać temperaturę i walory smakowe, nabiorą sporo niekoniecznie dobrych lotnych związków z dymu Wybieraj chudsze gatunki mięs, np. kurczaka, indyka– zawierają małą ilość tłuszczu, zatem nie będzie on skapywał na węgiel Jeśli jednak nie czujesz się na tyle przekonany by zrezygnować z karkówki – grilluj z użyciem specjalnych tacek. Badania potwierdzają, że sposób ten skutecznie minimalizuje zawartość benzopirenów w potrawach, poprzez ograniczenie ich powstawania i osadzania się na produkcie Mięsa peklowane i konserwowane saletrą nie są najlepszym pomysłem – w wysokiej temperaturze powstają równie kancerogenne nitrozoaminy. Skróć czas obróbki termicznej poprzez wcześniejsze zamarynowanie mięsa – dzięki temu staje się ono kruche i szybciej uzyskuje odpowiedni stopień przygotowania Zrezygnuj z jedzenia zbyt przypieczonych potraw – myśląc w kategoriach ściśle ekonomicznych: taka oszczędność na własnym zdrowiu to żadna oszczędność Zadbaj o warzywno-owocowe towarzystwo – zawarte w produktach roślinnych witaminy oraz antyoksydanty będą stanowiły przeciwwagę dla związków zawartych w grillowanym mięsie Poniżej propozycje potraw na wielkie grillowanie – zarówno dla mięsożerców jak i wegetarian/wegan. [h3]Pierś z kurczaka w złotej marynacie miodowo-musztardowej[/h3] Podwójny filet z piersi kurczaka 1,5 łyżki miodu 1,5 łyżki musztardy francuskiej 2 łyżki oliwy z oliwek 1 łyżka sosu sojowego 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę Sól, pieprz Wszystkie składniki marynaty wymieszać ze sobą i umieścić w niej oczyszczonego kurczaka. Trzymać w zimnym miejscu ok. 2-3h. [h3]Szaszłyki z tofu[/h3] Marynata sok wyciśnięty z połowy cytryny 2 łyżki oliwy 1 łyżeczka suszonej bazylii ½ łyżeczki słodkiej papryki ½ łyżeczki ostrej papryki 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę Sól, pieprz Tofu naturalne pokroić w sporą kostkę, połączyć z marynatą i zostawić na kilka godzin. Następnie nadziewać je na patyczki na przemian z ulubionymi warzywami. Przykładowo może to być papryka, cebula, pieczarka, cukinia, bakłażan. [h3]Sałatka z gruszką, serem lazur i orzechami z pomarańczowym sosem[/h3] roszponka* 2 gruszki Opakowanie (ok. 120) sera z niebieską pleśnią Garść orzechów włoskich Sos pomarańczowy 2 łyżki miodu jasnego 2 łyżki oliwy z oliwek Sok z połowy pomarańczy Roszponkę wyłożyć na talerzach. Gruszkę pokroić w sporą kostkę, pokroić ser i wyłożyć na sałacie. Posypać posiekanymi (niezbyt drobno) orzechami włoskimi. Dodać sos. *lub inna lubiana, także mix sałat [caption id="attachment_49340" align="alignnone" width="789"] pixabay.com[/caption] [h3]Prosta vege sałatka[/h3] Szpinak ½ awokado Kilkanaście pomidorków koktajlowych ½ szklanki ciecierzycy 1 garść migdałów ¼ cytryny Sól/pieprz do smaku Awokado pokroić w kostkę, pomidorki w połówki. Wyłożyć w misce szpinak, dodać ciecierzycę oraz pomidory i awokado. Doprawić wedle uznania, skropić sokiem z cytryny i wymieszać. Posypać posiekanymi migdałami.
[h2]W pierwszej części (klik) pisaliśmy o przygotowaniu przedstartowym. Teraz pora na pierwszą część rywalizacji triathlonowej - pływanie.[/h2] [h3]Sprawdź warunki[/h3] Jeżeli nie mieliśmy okazji zrobić tego wcześniej, to kilkanaście minut przed startem warto poświęcić na zaznajomienie się z warunkami, w jakich przyjdzie nam pływać. Boje na trasie rzadko będą pomocne w nawigacji, zazwyczaj lepiej sprawdzają się punkty orientacyjne na brzegach. Trzeba tu jednak zwrócić uwagę, że taki punkt często wygląda inaczej (lub wcale go nie widać) z poziomu tafli wody, a inaczej z perspektywy osoby stojącej. Pewnym rozwiązaniem jest kucnięcie i zmiana widoku na bliższy realiom startowym. [h3]Jak uniknąć pływania zygzakiem?[/h3] Specjaliści ze SwimSmooth sprawdzili tor ruchu zawodników w wodzie na dystansie połowy Ironmana za pomocą śledzącego ich programu komputerowego. Okazało się, że ci, którym pokonanie tego odcinka zajęło około 40 minut (a więc średnia statystyczna), dokładają sobie nawet 400 metrów pływając zygzakiem! To w przybliżeniu 8 minut! Dobry punkt odniesienia, pozwalający na łatwą nawigację wart jest więc zazwyczaj osobistego rekordu na tym etapie rywalizacji. Częste unoszenie głowy teoretycznie pozwoli na lepszą orientację w terenie, ale tkwi tu pewien haczyk. Po pierwsze, musimy rzeczywiście coś zauważyć. Jeżeli będziemy się starać w trakcie jednego ruchu ręką złapać powietrze, sprawdzić pozycję i szybko powrócić do normalnego ułożenia ciała, możemy być pewni, że niewiele zarejestrujemy. To spowoduje potrzebę szybkiego powtórzenia tego manewru. A każde uniesienie głowy, to nogi i biodra uciekające w dół i strata tempa. Lepiej sprawdzą się 2-3 cykle kraulem ratowniczym, z oczami nad powierzchnią wody, powtarzane w dłuższych odstępach czasu. Jak nauczyć się pływania prosto bez częstego rozglądania się? Kiedy mamy okazję trenować na pustym torze basenowym, wplećmy do rozgrzewki lub rozpływania lekkie pływanie z zamkniętymi oczami. Tak, aby jak najpóźniej wpaść na liny oddzielające tory. Niech to będzie choć jeden ruch więcej niż poprzednim razem. Praktyka czyni mistrza. [h3]Okularki bez pary[/h3] Zakładam, że wszyscy na start zabierają okularki, które sprawdzili wcześniej na treningach. To może jednak nie wystarczyć. Parowanie okularów jest w dużej mierze efektem różnicy temperatur między zawodnikiem a wodą. Im większa różnica, tym większa szansa na osadzanie się uciążliwej rosy wewnątrz okularów. Woda w otwartym zbiorniku będzie najczęściej zimniejsza niż w basenie, a temperatura ciała dzięki termicznym właściwościom pianki - wyższa. W takich warunkach wielokrotnie sprawdzony sprzęt potrafi zawieść. Wysmarujmy więc szkiełka dodatkową warstwą środka przeciw parowaniu lub wpuśćmy kilka kropli wody do środka. Ten ostatni sposób tylko w niewielkim stopniu zmniejszy komfort pływania, a kilka kropli przy każdym poruszeniu głową będzie „zmywało” ewentualną parę. [h3]Najważniejsze jest dobre ustawienie![/h3] Zawodnicy, dla których woda jest źródłem stresu, powinni ustawić się z tyłu, pozwalając ruszyć głównej grupie i dopiero wtedy włączyć się do rywalizacji. We wszystkich innych przypadkach lepiej ustawić się z przodu. Może nie być komfortowo, część z rywali bezlitośnie będzie po nas przepływać. Omijamy jednak w ten sposób problemy z wyprzedzaniem najwolniejszych, poprawiających okularki, odpoczywających i innych tamujących ruch zawodników. To często pozwala zaoszczędzić dobrą minutę. Gdzie się najlepiej ustawić? Jak w każdej rywalizacji, w której czerpiemy korzyści z draftingu, trzeba znaleźć sobie pozycję, w której w jak największym stopniu korzystamy z pracy rywali, zachowując przy tym maksimum kontroli otoczenia. W zawodach na dystansie olimpijskim, gdzie pływanie odgrywa ogromną rolę, trenerzy obserwują zazwyczaj tylko pierwsze 200 metrów. Kto będzie umiał znaleźć tu sobie dobre miejsce, powinien dotrwać do strefy zmian z dobrym czasem. Kto da się zamknąć w słabszej grupie, musi pogodzić się ze stratami lub pracować znacznie ciężej na ten sam efekt. Drugi z czynników, kontrola, oznacza takie miejsce, z którego możemy obserwować rywali, korzystając z ich nawigacji. Oddychanie na stronę, po której nikogo nie ma jest dość wygodne, wzburzona woda nie przeszkadza w nabieraniu powietrza. Możemy być jednak pewni, że szybko nasze drogi z grupą się rozejdą, a my nie zauważymy nawet, kiedy się to stanie. [h3]Nie dajmy się pokusie mocnego wyjścia z wody[/h3] Za chwilę zmienimy pozycję horyzontalną na pionową i błędnik będzie miał trudne zadanie do ogarnięcia tego w biegu przy jednoczesnym rozpinaniu i zdejmowaniu pianki. Przed nami pierwsza strefa zmian, gdzie spokój i opanowanie pozwoli nam zaoszczędzić znacznie więcej czasu, niż te kilka sekund walki na ostatnich metrach w wodzie. Artykuł pochodzi z magazynu "Triathlon" będącego częścią miesięcznika "Bieganie", maj 2016 [yop_poll id="62"]
[caption id="attachment_43975" align="alignnone" width="3111"] Rudolf Harbig z żoną Gerdą i trenerem Woldemarem Gerschlerem. (Photo by Lothar Ruebelt/ullstein bild via Getty Images)[/caption] [h2]Rudolf Harbig to zawodnik, który wprowadził bieganie średniodystansowe na zupełnie inny poziom. Jako jeden z pierwszych na świecie, był żywym dowodem na to, że trening interwałowy działa. W jego przypadku zaowocował rekordami świata na dystansach 400 m, 800 m i 1000 m.[/h2] Rudolf Harbig urodził się w Dreźnie 8 listopada 1913 r. Dzisiaj niewiele wiadomo o latach jego młodości. Początek biegowej przygody Niemca datuje się na 1932 r., kiedy rozpoczął ściganie w biegach przełajowych. Z czasem stwierdził, że jego mocniejszą stroną jest raczej szybkość niż wytrzymałość i od 1934 r. skupił się przede wszystkim na rywalizacji na bieżni. w 1934 r. w rodzinnym Dresden osiągnął czas 2:04 na dystansie 800 m. Wtedy został dostrzeżony przez początkującego trenera - Woldemara Gerschlera. Współpraca obu panów już wkrótce miała przynieść nadspodziewanie dobre efekty. Pod skrzydłami Gerschlera Harbig rozwijał się błyskawicznie. W ciągu pierwszych 3 miesięcy wspólnych treningów 21-latek poprawił rekord życiowy na 800 m o 6 sekund. Na początku kolejnego sezonu urwał ze swojego wyniku 2 sekundy, a później jeszcze 2, doprowadzając życiówkę do poziomu 1:54,1. Również na dystansie dwukrotnie krótszym popisał się niezłym wynikiem, osiągając równe 50 sekund. Rok przed Igrzyskami Olimpijskimi Harbig zaczął dobijać się do krajowej czołówki i mógł realnie myśleć o olimpijskim biegu przed publicznością w Berlinie. Rok 1936 rozpoczął się bardzo dobrze dla podopiecznego Gerschlera. Passa zwycięstw w szeregu mityngów, rekordy życiowe na dystansach 200 m (22,0), 400 m (48,8) i 800 m (1:52,5) wskazywały, że jest w doskonałej formie. Potwierdził to także podczas mistrzostw kraju, wygrywając rywalizację na 800 m. Został włączony do reprezentacji na Igrzyska, gdzie, co prawda, odpadł w eliminacjach na 800 m, ale w sztafecie 4x400 m odegrał istotną rolę biegnąc na ostatniej zmianie i przyczyniając się do brązowego medalu niemieckiej drużyny (czas indywidualny Harbiga: 47,6, reprezentacja Niemiec osiągnęła rezultat 3:11,8 bijąc rekord kraju). Po Igrzyskach Harbig nieco zwolnił obroty i nie osiągał już tak dobrych rezultatów jak w pierwszej części sezonu. [su_youtube url="https://www.youtube.com/watch?v=CAldEl-vXHM" width="800" height="600"]https://www.youtube.com/watch?v=nJ_wVxLMZwc[/su_youtube] Rok 1937 to z kolei pasmo sukcesów Harbiga. W ciągu sezonu nie przegrał ani jednego wyścigu, będąc bezkonkurencyjnym tak na krajowym podwórku, jak i w zawodach międzynarodowych. Ponownie został mistrzem Niemiec, bijąc przy okazji rekord kraju z czasem 1:50,9. Na dystansie dwukrotnie krótszym także stał się rekordzistą kraju z czasem 47,6. Harbig kontynuował zwycięską passę na tych 2 dystansach również w 1938 r., a kumulacją były Mistrzostwa Europy w Paryżu, z których przywiózł 2 złote medale: na 800 m (i życiówkę 1:50,6) i w sztafecie 4x400 m. Miesiąc wcześniej na 400 m pobił rekord Niemiec z wynikiem 46,8. Jednak największe osiągnięcia wciąż były jeszcze przed Harbigiem, a dokonał ich w roku 1939. W czerwcu pobił pierwszy rekord świata - na nietypowym dystansie 500 m, który pokonał w 1:01,7. Następnie, jako pierwszy Niemiec w historii pobiegł 800 m poniżej 1:50 (1:49,4). Już tydzień później zapisał się w historii fenomenalnym wynikiem na tym dystansie. Czas 1:46,6, jaki osiągnął w Mediolanie okazał się nie do pobicia przez następnych 16 lat. Poprzedni rekord został poprawiony o 1,8 s. Odkąd notowany jest rekord na 800 m nikt w historii ani przed ani po Harbigu nie poprawił go w aż tak znaczący sposób. To był naprawdę niewyobrażalny wynik. Na dokładkę, miesiąc później Harbig do swojej kolekcji dołożył jeszcze rekord świata na 400 m (46,0). Po wybuchu II wojny światowej Harbig wciąż startował na arenach w Niemczech, we Włoszech, na Węgrzech i neutralnej Szwecji oraz Finlandii. W 1941 r. w rodzinnym Dreźnie pobił rekord świata na 1000 m z wynikiem 2:21,5. Startował do października 1942 r., później został wysłany na front wschodni, gdzie zginął w marcu 1944 r. [h3]Trening Rudolfa Harbiga[/h3] Jako podopieczny Woldemara Gerschlera, Harbig wręcz musiał trenować w oparciu o trening interwałowy. W jego przypadku przyniosło to spektakularne rezultaty. Jak wyglądał jego trening? Co ciekawe, biegał na ogół tylko 3 albo 4 razy w tygodniu. Rzadziej trenował w okresie zimowym, jednak wtedy oprócz biegania pracował nad siłą i sprawnością. W pierwszym okresie jako odcinki o charakterze specjalistycznym Gerschler stosował u swojego podopiecznego dłuższe powtórzenia - np. na dystansach 2000 m i 1000 m. Tygodniowy plan uzupełniał jeden bieg dłuższy (kilkadziesiąt minut z elementami przyspieszeń) i 1 sesja gimnastyczna. Wchodząc w okres przedstartowy liczba tygodniowych treningów wzrastała do 4 jednostek, odcinki specjalne ulegały skróceniu (600, 400, 300, 200 i 100 m), a prędkości stopniowo wzrastały. Sesje interwałowe były poprzedzane kilkunastoma lub kilkudziesięcioma minutami rozgrzewki w postaci rozbiegania. Gerschler nie aplikował swojemu podopiecznemu dużej liczby powtórzeń - w ramach treningu było to na ogół kilka odcinków z długimi przerwami. Przykładem może być następujący trening: 30 minut rozbiegania, 800 m w 2:11, przerwa 15 minut (spacer), 800 m w 2:02, przerwa 10 minut (spacer), 600 m w 1:28. Inna propozycja to trening typu 5x200 w 23-24 sekundy na przerwach trwających po 5 minut. Z dzisiejszej perspektywy trening ten może wyglądać na lekki, ale ówcześnie uważany był za wymagający (zwłaszcza biorąc pod uwagę stosowane prędkości). Warto również podkreślić, że w treningu Harbiga dużą rolę odgrywały starty. Zawodnik rywalizował na wielu dystansach zarówno krótszych jak i dłuższych od docelowego. Regularnie biegał na 100 czy 200 m, ale także na 1000 czy 1500 m. Polityka startowa wskazywała na to, że wszystkie zawody zostały odpowiednio zaplanowane i wkomponowane w plan treningowy. Trzeba podkreślić, że był on jednym z pierwszych zawodników, których plan treningowy był ustrukturyzowany, speriodyzowany i pod wieloma względami odpowiadał dzisiejszym standardom. Więcej o treningu według Woldemara Gerschlera przeczytacie tutaj.
[h2]Na ile czynników należy zwracać uwagę przy organizacji zawódów triathlonowych? O tym wie chyba tylko ten kto zorganizował już jakieś zawody.[/h2] Temat chodził mi po głowie już od dawna i dzięki zbiegowi okoliczności trafiłem na osoby, które chętnie podzieliły się wiedzą na temat, który powinien zaintersować każdego startującego. Organizacja triathlonu (a nawet biegu miejskiego) zawsze wydawała mi się ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Dzięki rozmowie z Aldoną i Adamem nieco więcej wiem na ten temat i… jak to zwykle bywa z wiedzą… dowiedziałem się jak mało wiem. ;) Serdecznie zapraszam do wysłuchania i/lub obejrzenia naszej rozmowy. http://ironfactory.pl/knm/KnM32-Jak-zorganizowac-cykl-imprez-triathlonowych.mp3 Podcast w wersji wideo: https://www.youtube.com/watch?list=PLbx4vc8sFfmGmlHHiOha5Jouq1w4fsmXH&time_continue=1968&v=wzRhYUuTJLM [h3]W tym odcinku usłyszysz:[/h3] • Gdzie i kiedy odbywa się Triathlon Energy? • Czy cykl Triathlon Energy odbywa się po raz pierwszy? • Czym charakteryzują się imprezy z cyklu Triathlon Energy? • Czy udział w triathlonie jest dla wszystkich? • Skąd wziął się pomysł żeby zorganizować imprezy triathlonowe? • Czy od razu był pomysł na zorganizowanie cyklu imprez? • Na jakich dystansach można startować na imprezach Triathlon Energy? • Gdzie i do kogo należy kierować pierwsze kroki jeśli wpadniemy na pomysł zorganizowania triathlonu? • Na co należy zwrócić uwagę wybierając zbiornik wodny do etapu pływania? • Jakie chipy do pomiaru czasu stosuje się na Triathlon Energy? • Na co należy zwrócić uwagę planując i organizując strefę zmian? • Dlaczego moi goście zdecydowali się na organizację cyklu, a nie pojedynczej imprezy? • Co ciekawego możemy spotkać na imprezach Triathlon Energy? • Ile osób zaangażowanych jest w organizację takiej imprezy? • Czy obecność nurków jest ustawowo wymagana? • Czy służby typu WOPR, OSP to koszty dla organizatorów? • W jaki sposób organizatorzy Triathlon Energy aktywizują lokalne środowiska w miastach goszczących ich imprezy triathlonowe? [h3]Ciekawostki wymieniane w odcinku:[/h3] • Triathlon Energy – oficjalna strona cyklu imprez triathlonowych • Facebook Triathlon Energy • Instagram Triathlon Energy • Twitter Triathlon Energy • KnM #28 – Mentalność mistrza świata – Marcin MKON Konieczny • Mój profil na patronite.pl – zapraszam! Podcast jest dostępny poprzez: • Bezpośredni link do ściągnięcia pliku mp3 • katalog w iTunes • serwis Stitcher • wyszukanie frazy "Kropka nad M" w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie
[h6]Fot. Delphin[/h6] [h3]Odtwarzacze mp3 zostały niemal kompletnie wyparte przez telefony. Delphin to urządzenie, które jest czymś pomiędzy smartphone a odtwarzaczem mp3.[/h3] [h6]Fot. Delphin[/h6] Delphin, to niewielkie urządzenie przeznaczone dla biegaczy i pływaków. Sprzęt jest oczywiście wodoszczelny i naprawdę można go używać, gdy jest mokro, co stanowi dużą przewagę nad smartfonami. Delphin posiada moduł wi-fi, dzięki czemu może połączyć się z komputerem. Oczywiście to nic nadzwyczajnego, jednak ten sprzęt posiada aplikacje, których próżno szukać w klasycznych odtwarzaczach mp3. Do dyspozycji mamy np: Spotify Pandora Audible Google Music SoundCloud Netflix Podcast and Radio Addict Dzięki temu możemy zsynchronizować listy utworów i słuchać tego samego, co na telefonie czy komputerze. Ponieważ urządzenie nie posiada modułu GSM, niektóre aplikacje trzeba mieć wykupione w wersji premium, aby można było z nich korzystać bez internetu. Odtwarzacz posiada moduł bluetooth, dzięki czemu można używać słuchawek bezprzewodowych. Klasyczne słuchawki na kablu też są obsługiwane. [h6]Fot. Delphin[/h6] Urządzenie posiada dotykowy, kolorowy wyświetlacz, ale także dedykowane, gumowane przyciski, które ułatwiają obsługę. Do "delfinka" można jednak podłączyć klawiaturę na bluetooth. Bateria wytrzymuje do 4 godzin, ale można bez kłopotu w razie czego podłączyć powerbank. Urządzenie jest dostępne w dwóch wersjach: 8 oraz 16 Gb. Niestety cena nie jest niska i zaczyna się od 199$.
39-letnia Rosjanka Albina Majorowa, 8 na Igrzyskach w Londynie w maratonie w 2012 i zwyciężczyni maratonów m.in w Jokohamie oraz Nagoi, została złapana na dopingu testosteronem i skazana na 4 lata zawieszenia.
[caption id="attachment_49310" align="alignnone" width="1000"] fot: Getty Images[/caption] [h2]Niedzielny maraton w Londynie okazał się przełomowy, jeśli chodzi o biegi kobiece. Wynik 2:17:01 to rekord świata w rywalizacji samych kobiet. Zwyciężczynią została Kenijka Mary Keitany.[/h2] Do tej pory wydawało się, że dwa rekordy świata Pauli Radcliffe - 2:15:25 z udziałem mężczyzn i 2:17:42 w biegu samych kobiet - są kompletnie nie do ruszenia. Od lat kibice i analitycy zastanawiają się, dlaczego tak jest. Padały oskarżenia o doping, ale po niedzielnym maratonie w Londynie wydaje się, że chodzi o coś innego. Ścisła czołówka kobiet jest dużo węższa niż mężczyzn, ze względu na problemy kulturowe w Afryce. W efekcie kobiety do tej pory po prostu nie musiały biegać bardzo szybko, żeby wygrywać największe biegi. O ile mężczyźni wciąż poruszają się w okolicach rekordu świata, tak u kobiet do bycia w ścisłej czołówce światowej wystarczał wynik o 4-5 minut wolniejszy niż aktualny rekord. Z czasem narastał też efekt psychologiczny - wynik Pauli Radcliffe jest niepokonany tak długo, że kolejne pokolenia biegaczek mogły wierzyć, że nie da się tego zrobić. Po niedzieli wiele może się zmienić, bo z pewnością pękła bariera psychologiczna. Kenijka Mary Keitny wygrała maraton w Londynie z nowym rekordem świata w biegu samych kobiet - 2:17:01. Na drugim miejscu słynna Etiopka Tirunesh Dibaba, która pokazuje, co mogą zdziałać na ulicy szybcy ścigacze z bieżni. W pierwszym maratonie uzyskała wynik 2:20:34, w drugim - 2:17:56, i to z przerwą techniczną. Zaskoczeniem były jednak nie tylko wyniki, ale i styl ich uzyskania. Keitany ruszyła w tempie, które wydawało się absolutnie samobójcze. Zresztą do pewnego stopnia było - towarzyszące jej biegaczki zostały zniszczone tempem i skończyły daleko z tyłu - np Florence Kiplagat była 9. z czasem 2:26:25. Pierwsze 5 kilometrów, lekko z górki, Kenijka pokonała w czasie 15:31, co oznaczało tempo na 2:12 w maratonie! Dodajmy, że są to okolice corocznego minimum na mistrzostwa świata na 5000 metrów... Embed from Getty Images Dalej nie było wcale wolniej - 10 kilometrów w czasie 31:17 - rekord Polski jest ponad 20 sekund słabszy, oczywiście na samą dychę... To wciąż oznaczało tempo 3:08/km, bieg na wynik równo 2:12:00. A dodajmy jako kontekst, że od 2:17:42 Pauli Radcliffe, uzyskanego w 2005 roku, najszybszym wynikiem kobiecym uzyskanym kiedykolwiek na świecie było 2:18:37, właśnie Mary Keitany, z 2012 roku, także w Londynie. Paula Radcliffe w biegu na 2:15:25 zrobiła negative splits, czyli pobiegła drugą połowę szybciej od pierwszej. Oznacza to, że Mary Keitany biegła w niedzielę tak szybko, jak żadna kobieta przed nią. W połowie miała wciąż międzyczas na absolutny rekord świata - 1:06:54 (Paula Radcliffe dla porównania - 1:08:02, rekord Polski w półmaratonie kobiet jest ponad 3 minuty słabszy niz międzyczas Kenijki). Każda kolejna piątka była jednak wolniejsza, co pokazywało, że jest duże ryzyko zderzenia z maratońską ścianą. Tymczasem z tyłu cztery kolejne biegaczki pokonały półmaraton w czasie szybszym niż Radcliffe w swoim rekordzie świata. Takiego ataku w kobiecym maratonie nie mieliśmy nigdy. Nadszedł moment, kiedy wydawało się, że Keitany mocno zapłaci za swoją próbę. Co ciekawe, towarzysząca jej jako "zając" rodaczka pobiegła po drodze życiówki na 10 km i w półmaratonie. Po 25 kilometrach Mary była już sama i chociaż 30 kilometrów pokonała w czasie nowego rekordu świata na tym dystansie, zwalniała coraz bardziej. Z tyłu tymczasem do ataku ruszyła Tirunesh Dibaba, najbardziej utytułowana biegaczka długodystansowa w historii, m.in. 3-krotna złota medalistka olimpijska i 5-krotna mistrzyni świata na dystansach 5000 i 10 000 metrów. Etiopka biega pięknym, długim krokiem i coraz bardziej zbliżała się do Kenijki. Towarzyszące jej wcześniej biegaczki zaczęły mocno zostawać. Nastąpił jednak dramat - Dibaba zaczęła mieć problemy z żołądkiem. Kilkukrotnie wymiotowała w biegu, a w pewnym momencie zupełnie się zatrzymała, skuliła i także zwymiotowała. To jednak nie do wiary - po tym wszystkim Etiopka wstała, rozpędziła się i dobiegła do mety nadal pięknym krokiem, uzyskując wynik 2:17:56. Na dogonienie Keitany nie było już jednak szans. Kenijka dotrwała do końca i na finiszu znowu przyspieszała. Na mecie fantastyczne 1:17:01, dzięki któremu umocniła się na drugim miejscu jako najszybsza kobieta w historii maratonu. [caption id="attachment_49292" align="alignnone" width="729"] Vivian Cheruiyot podczas Mistrzostw Świata w 2015 r. Fot: By Erik van Leeuwen, attribution: Erik van Leeuwen (bron: Wikipedia). - erki.nl, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42620510[/caption] Przy lepszym rozłożeniu tempa w zasięgu był nawet absolutny rekord świata i po raz pierwszy od dawna Paula Radcliffe nie może spać spokojnie. Tym bardziej, że Londyn nie jest najłatwiejszą trasą - ma sporo podbiegów i zakrętów, mówi się, że w płaskim Dubaju można urwać z tych wyników 2-3 minuty. To oznacza absolutnie fantastyczny scenariusz, że Keitany w odpowiednich warunkach mogłaby uzyskać w maratonie czas rzędu 2:12. Biegaczka z Kenii ma 35 lat i jest matką dwójki dzieci, co odróżnia ją od kontrowersyjnych, trans-genderowych zawodniczek takich jak Caster Semenya w biegu na 800 metrów. W przypadki zawodniczki z RPA można jej zarzucać, że ma za wysoki poziom testosteronu. Keitany jest w stu procentach zwykłą kobietą i pokazuje, jak szybko można biegać mimo tego. ZOBACZ TEŻ: LONDON MARATHON. BEKELE PRZEGRYWA [PODSUMOWANIE BIEGU MĘŻCZYZN] Za plecami dwóch bohaterek w Londynie toczył się "zwykły" bieg, taki jak na każdym innym dużym maratonie. Trzecie miejsce zajęła doświadczona Etiopka Aselefech Mergia z już dużo słabszym wynikiem - 2:23:08. Kenijka Vivian Cheruyiot była czwarta z 2:23:50. A 5. i 6. miejsce zajęły biegaczki, które postawiły na równe tempo - Australijka Lisa Weightmann (2:25:15) i Amerykanka Laura Thweatt (2:25:38). Biegu nie ukończyła 43-letnia Brytyjka Jo Pavey, która jest zdecydowanie mocniejsza na bieżni niż na ulicy. Bieg w Lonydnie jest pełen ciekawostek, np Tirunesh Dibaba została najszybszą w historii biegaczką, która nie wygrała biegu. Z czasem 1:27:56 zająć drugie miejsce, to już lekki pech. Padł rekord świata na 30 kilometrów i oczywiście najszybsze w historii maratońskie międzyczasy na 5 i 10 km oraz w półmaratonie. Wyniki maratonu w Londynie w rywalizacji kobiet [yop_poll id="60"]
[caption id="attachment_49305" align="alignnone" width="681"] CC BY-SA 2.0 Flickr.com/Katie Chan[/caption] [h2]Męski maraton w Londynie zakończył się sporą niespodzianką - porażki doznał słynny Etiopczyk Kenenisa Bekele, a czas zwycięzcy był wyjątkowo słaby jak na Londyn - 2:05:48.[/h2] Bieg w Londynie zaczął się mocnym uderzeniem - pierwszą piątką pokonaną w 14:11, czyli w tempie na 1:59. Biorąc pod uwagę przedstartowe zapowiedzi Etiopczyka Kenenisy Bekele, który mówił o możliwym rekordzie świata, zapowiadał się fantastyczny bieg. Ostatecznie jednak zbyt mocny początek pogrzebał niemal wszystkich faworytów i w końcowej fazie zwyciężył ten, który osłabł najmniej - Kenijczyk Daniel Wanjiru. Wcześniej doszło jednak do fascynującego pojedynku z Kenenisą Bekele. Zwarta grupa biegaczy schowana za trzema "zającami" pokonała 10 kilometrów w czasie 28:51, czyli tylko o kilka sekund wolniej niż zwycięzca mocnego biegu na dychę, rozgrywanego tego samego dnia w Warszawie obok Orlen Maratonu. Tempo powoli spadało, ale po połowie było nadal mocne, biegacze zameldowali się 1:01:41 po starcie. Nadal istniała szansa na rekord świata. Wtedy doszło jednak do szarpnięcia tempa, które pogrzebało niemal wszystkich. Kenenisa Bekele nie ruszył z atakującą piątką zawodników, tylko dalej biegł swoim tempem. Czołówka pięć kilometrów od 20 do 25 pokonała w 14 minut i 40 sekund. Wcześniejsza piątka została pokonana w 14:51. Po 30 kilometrach zaczęło się jednak wiele dziać. Niemal wszyscy biegacze ze ścisłej czołówki zaczęli odczuwać trudy biegu, szczególnie szalonego początku. Po kolei zwalniali, a Kenenisa Bekele mijał jednego za drugim i wkrótce awansował na pozycję wicelidera. Analiza międzyczasów pokazuje, że on także zwolnił, ale nieco mniej niż inni. Kolejne piątki od 25. kilometra pokonał w 15:22, 15:19 i 15:22. Porównajmy to z wicemistrzem olimpijskim, Etiopczykiem Feyisą Lilesą, który długo biegł na czele: 15:11, 16:28, 19:40! Straszliwa ściana dopadła biegacza tak mocno, że ostatnie 2,2 kilometra pokonał w średnim tempie 4:27/km i zakończył rywalizację na 12. miejscu z czasem 2:14:12. Dla porównania, pierwsze 5 kilometrów przebiegł w tempie 2:51/km. Embed from Getty Images Słabo było też z mistrzem świata, Ghirmayem Ghebreslassie, który ostatnie 2 kilometry biegł ze średnią 3:49/km. Ofiar było więcej - Etiopczyk Tilahun Regassa, który trzymał się czołówki przez pierwsze szybkie 5 kilometrów, biegnąc na złamanie 2 godzin, skończył na 26. miejscu z wynikiem 2:18:53, przez ostatnie 7 kilometrów utrzymując średnie tempo powyżej 4:00/km, w tym ostatnie 2 km na 4:22/km. Jego rodak Tesfaye Abera, z życiówką 2:04:24, pobiegł w Londynie 2:16:09, mimo pokonania po drodze półmaratonu w 1:02:45. Królem "positive splitu" był jednak Regassa, którego połówki są imponujące - 1:01:42 i 1:17:11. Proszę sobie wyobrazić ból tego odważnego biegacza... Tymczasem na czele biegu doszło do fascynującego pojedynku. Kenenisa Bekele zbliżał się coraz bardziej do prowadzącego Daniela Wanjiru. W pewnym momencie przewaga wyniosła tylko trzy sekundy, a oglądający się wciąż Kenijczyk wyglądał nie za dobrze. Bekele wykonywał za to dziwne ruchy ręką, nie wiadomo, czy machał do kibica, czy tylko usiłował pozbyć się kolki albo rozciągnąć barki. Zmęczenie Kenijczyka było jednak pozorne. Wanjiru wyczekał jak lis na odpowiedni moment. Kiedy zmęczony pościgiem Bekele był już bardzo blisko, Kenijczyk mocno ruszył ostatnie dwa kilometry. Bekele nie miał odpowiedzi, chociaż wydawało się, że na ostatnich 600 metrach odpali jeszcze swój legendarny finisz. Początek biegu był jednak zbyt szybki, ostatnie 12 kilometrów biegu Kenenisa pokonał powyżej tempa 3:00/km. To nie był Berlin, gdzie na finiszu przyspieszył do poniżej 2:50/km. Na mecie stracił do zwycięzcy 9 sekund i był wyraźnie wściekły. W wywiadzie powiedział, że problemem w biegu były nowe buty Nike, które przyczyniły się do powstania odcisków, przez co nie biegł odpowiednio rozluźniony. Daniel Wanjiru, który wygrał w czasie 2:05:48, nie jest spokrewniony z nieżyjącym mistrzem olimpijskim w maratonie. Dla Kenijczyka to największy sukces w życiu po wcześniejszym zwycięstwie w Amsterdamie oraz półmaratonie w Pradze. Jest on typowym przykładem współczesnego ulicznego łowcy nagród z Kenii - nigdy w życiu nie startował na bieżni. Rekordy na krótkich dystansach ma jednak imponujące - 27:43 na 10 kilometrów i 59:20 w półmaratonie. Do życiówki maratońskiej - 2:05:21, zabrakło w Londynie niecałe 30 sekund. Trzecie miejsce zajął fenomenalny debiutant, Kenijczyk Bedan Karoki, wicemistrz świata w półmaratonie. Jego pierwszy maraton trzeba uznać za udany. Mimo szaleńczego początku ukończył go na wysokim miejscu z niezłym czasem - 2:07:41. Do ogromnej niespodzianki doszło dalej w stawce, w mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Startujący z amatorami Josh Griffiths, lokalny zawodnik, osiągnął czas 2:14:49 i uzyskał minimum na mistrzostwa świata. Dla porównania, polskie minimum to 2:11:15, kompletnie zniechęcające najlepszych polskich maratończyków nawet do próbowania. Warto zwrócić uwagę, że klubowe bieganie w Wielkiej Brytanii stoi na bardzo wysokim poziomie. Kolejni biegacze osiągali czasy 2:16, 2:17, 2:17, 2:17, 2:17, 2:19 i są to zwykle typowi amatorzy, trenujący po pracy lub łaczący bieganie ze studiami. Zawstydzili swoich słynnych kolegów z reprezentacji, odnoszących do niedawna duże sukcesy - Andrew Lemoncello, który po połówce w 1:06:21 zakończył rywalizację z wynikiem 2:24:11 i Chrisa Thompsona (1:06:42 i 2:24:11). Wyniki maratonu w Londynie. W poniższym wideo obejrzysz finisz Wanijru i Bekele:
[caption id="attachment_49298" align="alignnone" width="1000"] (c) Wszelkie prawa zastrzeżone,fot: www.sportografia.pl[/caption] [h2]Już 13 i 14 mają odbędzie się XIII edycja sztafety maratońskiej organizowanej przez Fundację „Maraton Warszawski”. W zawodach wystartuje tysiąc sześcioosobowych drużyn, których celem jest pokonanie 42 km i 195 m. Ekiden pobiegnie w Parku Szczęśliwickim, który znajduje się na warszawskiej Ochocie. Do końca kwietnia obowiązują zapisy z podstawową opłatą startową![/h2] Drużynowy charakter zawodów pozwala wyzwolić dodatkowe pokłady energii i wzmocnić sportowego ducha walki. Zadaniem całego zespołu jest pokonanie królewskiego dystansu podzielonego na sześć odcinków. Pierwszy zawodnik pokonuje dystans 7,195 km, dwaj następni 10 km, a trzej kolejni – po 5 km. W sumie: dokładnie 42 km i 195 m. [caption id="attachment_49299" align="alignnone" width="1000"] (c) Wszelkie prawa zastrzeżone, fot: www.sportografia.pl[/caption] W tym roku w Ekidenie już po raz drugi można wystartować w ramach charytatywnej ścieżki #BiegamDobrze. Dla każdej biorącej udział w #BiegamDobrze drużyny organizator zakłada dedykowany profil charytatywnej zbiórki. Zgłaszając się do startu w XIII Ekidenie biegacze mają możliwość wesprzeć działanie jednej z pięciu organizacji partnerskich: Fundacji Spartanie Dzieciom, Amnesty International, Rak’n’Roll, Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę i Fundacji SYNAPSIS. Do tej pory w ramach akcji #BiegamDobrze, która realizowana jest również na PZU Maratonie i Półmaratonie Warszawskim biegacze zebrali ponad 1 600 000 zł. Ekiden jest największą sztafetą maratońską w Europie. W tym roku w ramach 2-dniowej rywalizacji, w czterech turach startowych do udziału przystąpi 1000 drużyn. Limit miejsc zaczyna się wypełniać. Do 30 kwietnia istnieje możliwość wykupienia pakietu w ramach podstawowej opłaty startowej. Do zobaczenia 13 i 14 maja w Parku Szczęśliwickim. Tam będzie się liczył duch zespołu! Więcej informacji: ekiden.pl facebook.com/ekidenPL Zapisy: https://rejestracja.maratonwarszawski.com
Advertisment ad adsense adlogger