fbpx

Wiadomości

[h2]Czas na trzecią odsłonę cyklu Triathlon Energy. Na początku lipca przenosimy się na Warmię i Mazury, gdzie ponad 300 zawodników będzie rywalizować na trzech dystansach oraz w sztafetach. Zapowiada się kilka ciekawych pojedynków pomiędzy najlepszymi zawodnikami w Polsce. To niedziela, a w sobotę m.in. rodzinne bieganie Run for Fun, charytatywne cross kajaki, warsztaty kulinarne czy spotkanie z jednym z najpopularniejszych polskich triathlonistów – Marcinem Koniecznym MKON).[/h2] - W zeszłym roku kiedy triathlon debiutował w Lidzbarku Welskim, nie mylić z Warmińskim, spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem przez zawodników, którzy zdecydowali się na przyjazd do tej urokliwej miejscowości – mówi Aldona Dybuk, organizatorka cyklu Triathlon Energy. – Jednak chyba nikt z nas nie spodziewał się, że rok później na zawody zapisze się ich dwa razy więcej. Bardzo nas to cieszy. [h3]Zapowiada się ostra rywalizacja[/h3] Wśród zawodników, którzy wystartują w Lidzbarku kilka mocnych nazwisk. Marcin Konieczny, który właśnie tutaj rozpoczyna przygotowania do startu w październikowych mistrzostwach świata na Hawajach. Organizatorzy zaplanowali w sobotę o godz. 20, tuż po odprawie technicznej w Miejskim Domu Kultury spotkanie z popularnym MKON-em, który opowie o przygotowaniach i nadziejach na ten sezon. Obok niego na najdłuższym dystansie zobaczymy lidera klasyfikacji generalnej Triathlon Energy, Pawła Miziarskiego, który zarówno w Gniewinie jak i w Starogardzie Gd. wygrywał z dużą przewagą nad rywalami na dystansie 1/2 Ironman. Paweł Miziarski twierdzi: Traktuję starty w Triathlon Energy jako mocne przygotowania do najważniejszego mojego startu w tym roku. Dwie pierwsze imprezy, które były w moim kalendarzu pokazały, że zawody są na wysokim poziomie organizacyjnym i dlatego postanowiłem trochę zmienić plany i wystartować także w Lidzbarku, a jak wszystko dobrze pójdzie to przyjadę także do Mrągowa bronić wygranej w klasyfikacji generalnej. [h3]Zwycięstwo o kilka sekund?[/h3] Równie atrakcyjna, a może jeszcze ciekawsza rywalizacja szykuje się na dystansie ¼ Ironman (950 m pływania, 45 km na rowerze i 10,5 km biegu). Tomasz Spaleniak z Endure Team rzucił wyzwanie Pawłowi Najmowiczowi z Tri NEGU. Warto podkreślić, że „Negus” wygrał z „Endurasem” w minioną niedzielę (25.06 2017) na dystansie 1/2 IM w Suszu zaledwie o 24 sekundy. Paweł był czwarty, a Tomek piąty w kategorii OPEN. Najmowicz już dawno zapowiedział, że planuje wygrać klasyfikację generalną Triathlon Energy na dystansie 1/4 IM. Teraz zyskuje poważnego rywala, który po dobrym starcie w Suszu postanowił włączyć się do walki. Warto dodać, że jest jeszcze kilku zawodników, którzy planują pokrzyżować im plany m.in. Maciej Kosmala, którego forma rośnie. Na dystansie 1/8 IM po raz trzeci zobaczymy rewelacyjnego w tym roku Igora Siódmiaka, który wygrał w Gniewinie, a w Starogardzie Gdańskim zajął drugie miejsce. Czy ktoś tym razem przeszkodzi mu stanąć na najwyższym podium? Podczas drugiej odsłony był to Jakub Ruciński. Tym razem jednak brakuje go na liście startowej. [h3]Rekordowe sztafety [/h3] W niedzielę obejrzymy także zmagania sztafet. Na dystansie 1/4 IM jest ich aż 16 i to w krótkiej historii cyklu jest rekordowa liczba. - Cieszymy się, że z imprezy na imprezę także sztafet jest coraz więcej – dodaje Aldona Dybuk. – Tym bardziej, że w Lidzbarku na taki start zdecydowało się wielu mieszkańców miast i okolic. Tak właśnie można rozpocząć przygodę z triathlonem lub ze sportem w ogóle. [h3]Atrakcyjna sobota dla wszystkich[/h3] Tak więc w niedzielę czekają nas w Lidzbarku duże emocje. Nie inaczej będzie w sobotę. Organizatorzy zaplanowali kilka atrakcji. Około godz. 14 rozpocznie się rodzinne bieganie Run for Fun. Start rodziców z dziećmi od 6 do 10 lat. Rodzic biegnie, dziecko jedzie na hulajnodze lub rowerze. Start w parach. Zapisy na miejscu, przy plaży miejskiej, tuż przed zabawą. O godzinie 15 także nad jeziorem, na plaży miejskiej rozpoczną się warsztaty kulinarne z charyzmatyczną szefową kuchni, Maliką, finalistką programu TOP CHEF. Gotować z nią będą zarówno mieszkańcy jak i zawodnicy. Następnie będzie degustacja przygotowanych smakołyków. A co to będzie? - To będą trzy dania, łatwe i szybkie w przygotowaniu, aby każdy z nas mógł odtworzyć to w domu – zdradza Malika. - Mają być zdrowe i pasować do ludzi aktywnych, którzy podejmują niemal każdego dnia wysiłek. Może będą ryby, bo w końcu będziemy nad jeziorem? Na pewno będą warzywa, owoce, które będziemy łączyć w pasty. Będzie smacznie. Za degustowane potrawy będzie można wpłacić drobny datek, który wesprze fundusz lidzbarskiego WOPR. Ratownicy zbierają na silnik do nowej łodzi ratunkowej. Warto dodać, że w niedzielę Malika wspólnie z mężem Radkiem będą rywalizować w triathlonie na dystansie 1/4 IM. Tuż po warsztatach zaplanowana, także na plaży miejskiej jest zabawa charytatywna. Podobnie jak przed rokiem odbędą się crosskajaki. Czyli na początku trochę wysiłku z ciężarami, później bieg do kajaków i rywalizacja na jeziorze. Zabawa odbywać się będzie parami i za każdym razem rywalizować będą bezpośrednio dwa zespoły. Wygra ten, który osiągnie najlepszy czas. Wpisowe to pięć złotych od osoby, a całość wędruje na konto Nidzickiego Funduszu Lokalnego, który wspiera zdolną młodzież. Dzień zakończy się wspomnianym wyżej spotkaniem z Marcinem Koniecznym. [h3]Kibice na wagę złota[/h3] Zapraszamy do Lidzbarka. Każdy kibic na wagę złota. Triathloniści potrzebują wsparcia podczas rywalizacji. A może ktoś także złapie bakcyla i przygotuje się do startu w kolejnej imprezie cyklu Triathlon Energy, chociażby w sztafecie. 23 lipca 2017 w Bełchatowie lub na zakończenie sezonu 27 sierpnia 2017 w Mrągowie. Zapisy na stronie www. Patronat nad imprezą objął Marszałek Województwa warmińsko – Mazurskiego, Gustaw Marek Brzezin i starosta Powiatu Działdowskiego. Gospodarzem eventu jest Miasto Lidzbark z burmistrzem Maciejem Sitarkiem na czele.
[h2]Nie da się? Wszystko się da! Żywym przykładem jest Rafał, który z wielbiciela fast foodów i tradycyjnego kanapowca, stał się biegaczem. Poznajcie jego historię.[/h2] Rafał jeszcze w 2012 roku ważył 110 kg. Miał drugi stopień nadwagi. Jak przed metamorfozą wyglądał jego tryb życia? - Lubiłem dobrze zjeść, potrafiłem pochłonąć 3 kebaby na raz lub 2 pizze gigant .Nie stosowałem żadnej diety. Byłem pewien, że i tak dobrze wyglądam. Natomiast jeśli chodzi o aktywność, to można powiedzieć, że nie było jej wcale. Może rower raz na jakiś czas - wspomina Rafał. [h3]Ostatni dzwonek[/h3] Do zmiany zmotywowała go córka. - Miała wtedy przyniosła kapelusz z losami. Trzeba było zrobić 10 pompek, 20 brzuszków itd. Nie potrafiłem zrobić nawet połowy Wtedy dotarło do mnie, że jest to ostatni dzwonek, jeśli chodzi o moje zdrowie. Zacząłem szukać jakiegoś sposobu na aktywność. Czegoś, co by przyniosło nawet minimalny efekt. Przez przypadek wpadła mi ulotka klubu karate Bodaikan (uczęszczam do dziś). Tam poznałem Jarka, zapalonego biegacza, który namówił mnie do biegania. Raz w miesiącu spotykaliśmy się na zawody. Wtedy postanowiłem wziąć się za siebie i udowodnić, że coś potrafię. Zacząłem biegać o 4 rano po 5 km i wieczorem 10 km. Kilogramy zaczęły spadać nie wiadomo kiedy. W rok schudłem 16 kg - mówi biegacz. [caption id="attachment_50418" align="alignnone" width="1000"] Domowa siłownia Rafała[/caption] [h3]Szczęściem zarażałem innych[/h3] - Początki były trudne, ale chęci jeszcze większe. Po każdym biegu aż promieniowałem ze szczęścia i zarazałem tym innych - wspomina Rafał. Co się zmieniło w jego życiu? - Bardzo dużo, przede wszystkim podejście do jedzenia. Jedynym złym nałogiem pozostała słabość do słodyczy. Biegam 3-4 razy w tygodniu po 10 km plus 1-2 razy w tygodniu po 5km z kochaną żoną (bieganie żonie też się spodobało) - mówi. Rafał w ciągu roku zrzucił 16 kg, aż w 2016 roku doszedł do wagi 75 kg, jednak czuł się osłabiony. Obecnie oprócz biegania, regularnie ćwiczy na siłowni. Jego waga wskazuje 80 kg. Jaką ma radę dla innych? - Warto dążyć do realizacji marzeń - mówi Rafał. Niby nic odkrywczego, jednak to właśnie w tej prostocie tkwi siła.
[h2]Czas minął i nadszedł moment, w którym trzeba spakować się na pierwszy w życiu ultramaraton kolarski. Błąd popełniony w tym aspekcie może być bardzo bolesny (i to w wymiarze ultra). Dlatego warto działać schematycznie i mieć przygotowaną checklistę do spakowania rzeczy.[/h2] Jeszcze niedawno nie przejmowałem się zupełnie tym startem. Czasami pomyślałem o tym by pojeździć w nocy lub nieco dłużej ale raczej był w głowie słodki brak świadomości. ;) Sytuacja zmieniła się po zawodach w Starogardzie. Nagle okazało się, że najbliższy start odbędzie się właśnie na Mazurach… no i zaczęła się przedstartowa sraczka. ;) Przesadzam. Nadal jestem dość spokojny o to co się będzie działo. Zresztą… nie jestem w stanie przewidzieć tego co się stanie ale dzięki temu podcastowi oraz wiedzy bardziej doświadczonych osób myślę, że mogę spać spokojnie. Zresztą swoje przejechałem, przerobiłem i przetestowałem, więc finalnie czuję się gotowy na spotkanie z ultra. A teraz czas na bonusik ode mnie! :) Checklista rzeczy do spakowania Lubię checklisty. Dzięki nim nie zapominam rzeczy i ze stoickim spokojem przystępuje do zawodów. Tak jak wspominałem w podcaście, przygotowałem dla Ciebie checklistę ultrakolarską :) Kliknij tutaj! Jeśli nie masz konta Nozbe to zachęcam do założenia i importowania checklisty do aplikacji. Zapraszam do odsłuchania odcinka. Pozdro! :) http://ironfactory.pl/knm/knm36-Ultramaraton-kolarski-ostatnie-dni-przed-startem.mp3 Podcast w wersji wideo: https://www.youtube.com/watch?list=PLbx4vc8sFfmGmlHHiOha5Jouq1w4fsmXH&v=h6lLwZssHTY [h3]W tym odcinku usłyszysz[/h3] • Jakie doświadczenie w ultramaratonach kolarskich ma mój gość? • Jakiego oświetlenia używać na ultramaratonie? • Czy dobrze jest mieć dodatkową lampkę przednią i/lub tylną? • W jakich godzinach ultramaratonu używać poszczególnego typu oświetlenia • Jak ubrać się na jazdę nocą? • Jak przygotować napęd na tak długą jazdę? • Jakie opony wybrać do długiej jazdy? • O doborze przełożeń do trasy ultramaratonu. • W jakie torby zapakować wszystkie potrzebne rzeczy? • Jak radzić sobie z nawigacją na dystansie ultra? • Jak nastawić się mentalnie na jazdę powyżej 24h? • W jaki sposób uchronić się przed słońcem? (ochrona głowy, rąk, nóg) • Czym smarować tyłek i pachwinę przy długiej jeździe rowerem. :) • O długoterminowym działanie wody na ubraniach w trakcie jazdy rowerem. • Jakie bidony zapakować na rower? • Jakie narzędzia zabrać ze sobą na ultramaraton? • Jak ubrać się na „ciepłą”, letnią noc? • Jak dobrać tempo do jazdy na 600 km? • Kiedy, co i jak jeść? • Co należy zrobić na przepakach i bufetach? • Jak nastawić się mentalnie na tak długą jazdę? :) [h3]Ciekawostki wymieniane w odcinku:[/h3] Checklista rzeczy do spakowania na ultramaraton kolarski Lampka przednia Sigma Pava Revelate Designs Tangle Torba rowerowa Strona imprezy P1000J Mapa oraz info do trackingu live Cyklo Gdynia Mój profil na patronite.pl – zapraszam! [h3]Podcast jest dostępny poprzez:[/h3] Bezpośredni link do ściągnięcia pliku mp3 katalog w iTunes serwis Stitcher wyszukanie frazy „Kropka nad M” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie
[caption id="attachment_22750" align="alignnone" width="800"] Fot. Mariusz Ciszewski[/caption] [h2]Pokonanie maratonu to dla wielu biegaczy marzenie i jeden z głównych celów biegowych. Królewski dystans rozbudza emocje, rozpala wyobraźnię i jest motywacją do regularnych treningów. Są tacy, którzy twierdzą, że życie po maratonie zmienia się o 180 stopni. Rzeczywiście, sprostanie temu wyzwaniu na pewno może dodać skrzydeł, być powodem do dumy i dostarczyć sporo pewności siebie.[/h2] Skoro mowa o pewności siebie - wiele osób wątpi w to, czy maraton jest dla nich. Ma to oczywiście uzasadnienie, bo podejmowanie takiego wysiłku bez odpowiedniego przygotowania jest błędem, którego królewski dystans nie wybacza. Mimo tego maratonu nie należy się bać. Wbrew pozorom przebiegnięcie 42,195 km wcale nie jest poza zasięgiem większości regularnie biegających, zdrowych ludzi. O ile początkowo dystans może wydawać się przerażający, przy rozsądnym podejściu taktycznym wiele trenujących osób jest w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem przy jedynie niewielkich korektach w treningu. Zwłaszcza ci, którzy mają na swoim koncie już przygodę z półmaratonem śmiało mogą patrzeć w kierunku dystansu dwukrotnie dłuższego. Jak zatem przygotować się do jesiennego maratonu, jeśli wiosną ukończyliśmy półmaraton? Przede wszystkim, nie należy wprowadzać w swoim planie treningowym rewolucji. Przygotowanie do obu tych dystansów jest dość podobne. Oczywiście w przypadku maratonu trzeba będzie na treningach pobiegać nieco więcej, ale nie należy podchodzić do sprawy w ten sposób, że skoro 42 kilometry to dwa razy więcej niż 21 kilometrów, to objętość treningu również powinna wzrosnąć dwukrotnie. Takie podejście naraża nas na kontuzje i przerwy w treningach, a to może pokrzyżować wszelkie biegowe plany na drugą część roku. Decydując się na start w maratonie, kluczowe będzie wykonanie na treningach kilku dłuższych jednostek, które pozwolą organizmowi nauczyć się właściwie gospodarować zasobami energetycznymi. Przy wysiłku trwającym kilka godzin, organizm dużą część energii będzie pozyskiwał nie tylko z glikogenu, ale także z rozpadu tłuszczów, bowiem zapasy glikogenu w mięśniach są niewystarczające. Dlatego w przygotowaniach do królewskiego dystansu nie może zabraknąć jednostek, które pozwolą naszemu organizmowi uczyć się w większym stopniu wykorzystywać tłuszcz jako źródło energii. Jak wprowadzić takie treningi do swojego planu? [h3]Więcej, nie zawsze znaczy lepiej[/h3] Na przestrzeni całych przygotowań należy zaplanować kilka dłuższych jednostek, umiejscowionych w planie w odpowiednich odstępach czasu od siebie (nie częściej niż co 2 tygodnie). Czas trwania tych treningów powinien wynosić od 90 do 150 minut, przy czym do tak długich wysiłków powinniśmy dochodzić stopniowo, zaczynając właśnie od wspomnianych 90 minut. Trening docelowy, trwający do 2,5 godziny należy wykonać najpóźniej na 3-4 tygodnie przed planowanym startem. Organizm będzie potrzebował trochę czasu, żeby zregenerować się po takiej jednostce. Stosowanie w ramach przygotowań do maratonu wysiłków trwających dłużej niż wspomniane 150 minut jest niewskazane ze względu na duże obciążenie wszystkich kluczowych układów organizmu. Nie zawsze więcej oznacza lepiej. Chociaż dłuższe jednostki mają duże znaczenie dla naszej formy, nie wolno zapominać o pozostałych treningach. Kluczem do sukcesu w maratonie i generalnie biegach długich jest nie tyle wykonanie pojedynczych treningów typu A, B, C czy X, ale regularne, długofalowe przygotowania. To cierpliwa, wytrwała i mozolna praca ostatecznie przynosi pożądany efekt. W bieganiu nie ma dróg na skróty. Dlatego bardzo istotne jest, by w przygotowaniach do maratonu trenować przynajmniej 3-4 razy w tygodniu. Większość tych treningów (oprócz opisanych akapit wyżej długich biegów) nie musi, a nawet nie powinna trwać dłużej niż 60 minut. Jest to istotne zwłaszcza w okresie letnim, kiedy wysoka temperatura ma wpływ na to, jak szybko zaczynamy się męczyć. Nie zdziwcie się, jeśli w lipcu nie będziecie w stanie wykonać takich samych treningów, jak np. w marcu. To może być spowodowane warunkami zewnętrznymi, a niekoniecznie słabszą formą. [h3]Nie tylko długie wybiegania[/h3] W ramach pozostałych treningów warto również stosować urozmaicenia, zmieniać tempo i czas trwania tych treningów, stosować zabawy biegowe, przebieżki, itp. Duża grupa biegaczy amatorów podczas każdego treningu biega tak samo, pokonując identyczne trasy i poruszając się ciągle w tym samym tempie. Zabawa prędkością, stosowanie od czasu do czasu szybszych biegów, zmiana trasy czy otoczenia, w którym trenujemy - to wszystko może nam pomóc stać się szybszymi biegaczami, a przede wszystkim uchroni nas przed monotonią maratońskich przygotowań. Zatem, Droga Biegaczko, Drogi Biegaczu, jeśli masz za sobą wiosenny start w półmaratonie zakończony sukcesem i myślisz o królewskim dystansie jesienią, nie bój się podjąć tego wyzwania. Przy regularnym, urozmaiconym treningu, dodaniu kilku (4-6) dłuższych biegów na przestrzeni letnich miesięcy i konsekwencji w realizacji planu treningowego, królewski dystans może paść również Twoim łupem. Ukończyłeś 12. PZU Półmaraton Warszawski i marzy Ci się debiut lub walka o nową życiówkę na królewskim dystansie? Nie zatrzymuj się w połowie drogi! Przygotowaliśmy motywacyjny konkurs dla wszystkich tych, którzy wiosną pokonali z nami 21 km, a teraz poważnie myślą o stawieniu czoła maratonowi. Wyzwanie, które dziś rzucamy, pomoże Ci zmotywować się i przekroczyć kolejną barierę. Zatem do dzieła! Zapisz się na 39. PZU Maraton Warszawski i zawalcz o nowego, 5-drzwiowego Fiata Tipo. Chcemy podziękować Ci za to, że biegasz z nami przez cały sezon i docenić to, że za każdym razem stawiasz sobie coraz wyżej poprzeczkę. Gorąco namawiamy do Cię do kontynuowania Twojej rozbieganej przygody podczas jesiennego Maratonu. W zamian możemy zaoferować kompaktowego, rodzinnego Fiata Tipo, ale musimy zaznaczyć – nie będzie łatwo. Więcej informacji o konkursie znajdziesz na stronie: pzumaratonwarszawski.com.
Rekordzista świata na 400 metrów, Wayde van Niekerk z RPA, ustanowił w Ostrawie nieoficjalny rekord świata na 300 metrów, osiągając czas 30,81 i poprawiając wynik 30,85, który od roku 2000 należał do Amerykanina Michaela Johnsona.
[h2]"Leciałem treningowo, a życiówka pękła o 20 minut". Wytłumaczenia takiego stanu rzeczy są dwa: albo jesteśmy kompletnie początkujący, a na tym etapie taka poprawa jest czymś normalnym, albo przyszliśmy do triathlonu z biegania lub pływania i jeszcze nie zorientowaliśmy się, że trasa na basenie rządzi się innymi prawami niż trasa triathlonu.[/h2] [h3]Co to jest rekord życiowy? [/h3] Rekord życiowy, czyli potocznie "życiówka", to najlepszy wynik zawodnika osiągnięty na danym dystansie. Jako oficjalne życiówki mogą być uznawane wyłącznie wyniki osiągnięte na trasach atestowanych. I tu się na chwilę zatrzymamy. Aby trasa dostała atest, musi zostać spełniony szereg warunków, między innymi: - trasa musi mieć dystans dokładnie, co do metra, taki jak podano w regulaminie; - musi prowadzić wyłącznie po drogach utwardzonych (z wyjątkiem startu i mety); - różnica wysokości n.p.m. nie może przekraczać metra na kilometr, a odległość między startem a metą - połowy długości trasy. Pełny regulamin atestacji jest dostępny tutaj. W triathlonie nie dość, że nie ma atestacji - trasa każdej z części triathlonu może być o 10% krótsza lub dłuższa od dystansu podanego w regulaminie. Oznacza to, że zawody na dystansie olimpijskim mogą równie dobrze odbyć się na dystansach 1350m pływania, 36 km na rowerze i 9 km biegu, jak i odpowiednio 1650m, 44 km i 11 km. Różnica czasowa wynikająca ze skrócenia lub wydłużenia dystansu będzie już całkiem spora. Dodajmy do tego jeszcze nielimitowane długości dobiegów do stref T1 i T2 oraz długości stref, które są różne na każdych zawodach. To jeszcze nie wszystko. Pamiętajmy, że na szybkość pokonywania trasy zawodów mają także wpływ czynniki takie jak ukształtowanie terenu, rodzaj zbiornika wodnego i ewentualne prądy czy liczba zakrętów i zawrotek o 180 stopni na trasie. [h3]No ale jak to?![/h3] Czy zatem pobijanie "życiówek" i porównywanie swoich czasów na zawodach rozgrywanych teoretycznie na tym samym dystansie ma sens? Niestety, nie ma najmniejszego. Można pójść jeszcze krok dalej i stwierdzić, że nawet porównywanie swoich wyników końcowych z tych samych zawodów jest obarczone pewnym marginesem błędu, jako że praktycznie niemożliwe jest wyznaczenie dwa razy takiej samej trasy pływackiej. Można pójść jeszcze dalej i stwierdzić, że jeśli warunki atmosferyczne między kolejnymi edycjami będą mocno różne, cyferki na mecie także nie określą konkretnie naszego progresu. Jeśli po roku treningu osiągnęliśmy ten sam czas na danych zawodach, ale w drugiej edycji, w której braliśmy udział, musieliśmy walczyć z wielkimi falami, silnym wiatrem i upiornym gorącem, to czy na pewno musimy martwić się o brak polepszenia swojej formy? [h3]Jak więc określić progres?[/h3] Skoro czas na mecie nie jest wyznacznikiem, to co nim będzie? Pamiętajmy, że stajemy na starcie zawodów po to, aby się ścigać. Rywalizacja to właśnie słowo-klucz. Możemy oczywiście spoglądać zawsze na wybranego rywala i na tej podstawie oceniać swoją formę, ale to również nie będzie rozwiązaniem idealnym. Takie porównanie przyda nam się najbardziej wtedy, gdy zarówno my, jak i nasz "zając" rywalizujemy w wyścigu, który określiliśmy jako priorytetowy. W pozostałych przypadkach najlepszym odniesieniem wydaje się nasz procentowy wynik w odniesieniu do całej stawki. Jeśli w poprzednich sezonach osiągaliśmy czas roweru plasujący nas w 60% wszystkich uczestników zawodów, a teraz załapujemy się regularnie w najlepszą ich ćwiartkę, to z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że trening kolarski przyniósł wymierne efekty. No chyba że wcześniej startowaliśmy w dużych, mocno obsadzonych imprezach, a teraz wybieramy same lokalne ogórki... Nie wpadajmy w paranoję i nie zapatrujmy się ślepo na cyferki. Wyciąganie wniosków na temat swojej dyspozycji na podstawie wyników z różnych zawodów triathlonowych jest jak podawanie swojej życiówki w cyfrach, które pokazał nam Garmin (bo trasa niby atestowana, a zegarek pokazał o 200m więcej!). W przeciwnym razie wyjdzie na to, że aby łatwo poprawić swój rekord, nie trzeba ani trenować (to czasochłonne i męczące), ani wydawać milionów monet na drogi sprzęt (zobacz tutaj, ile watów oszczędności może dać odpowiednie usprzętowienie). Wystarczy wybrać zawody, które są znane ze skróconej, płaskiej trasy, gdzie pływa się w piankach w "szybkiej" wodzie i na których dobiegi do stref zmian są bardzo krótkie. Tylko czy o to w tym wszystkim chodzi? [yop_poll id="86"]
[h2]Dołączył do grupy Husaria Race Team i na stałe zamienił biegi górskie na biegi z przeszkodami. Szybko znalazł się w  krajowej czołówce. Przemysław Senderski w rozmowie z Jarkiem Więcławskim opowiedział m.in. o tegorocznych planach startowych, łączeniu treningu z pracą oraz roli psychiki podczas startu.[/h2] Zbliża się bardzo ważna impreza w tegorocznym kalendarzu startów – mistrzostwa Europy w biegach z przeszkodami w Holandii. To dla Ciebie najważniejsze zawody w tym sezonie? Tak, myślę, że można nazwać to najważniejszym startem w sezonie. Długo się do nich przygotowywałem. Właściwie od marca naszym głównym celem były zawody w Holandii. Na imprezie będzie bardzo trudno, ale dam z siebie wszystko. Jest jakiś cel, który sobie stawiasz przed tymi zawodami? W ogóle przed kolejnymi startami zakładasz, jaki wynik chciałbyś osiągnąć? Zwykle robię tak przed startami, ale mistrzostwa to impreza innego typu. Gdy startuję w Polsce, choćby w Runmageddonie, to znam rywali, wiem na co ich stać, w jakiej są aktualnie formie, podglądamy się nawzajem. Na zawodach rangi mistrzowskiej trudniej to ocenić. Nie wiadomo, jak zaprezentują się zawodnicy z innych krajów. Jeszcze niedawno zajmowałeś się biegami górskimi, teraz w pełni oddałeś się biegom z przeszkodami. Skąd ta zmiana? Trudne pytanie. Jeszcze w 2015 roku skupiałem się na biegach górskich i z nimi wiązałem przyszłość. Później dołączyłem do zespołu Husaria Race Team. Pobiegłem raz, drugi i w końcu wkręciłem się w biegi OCR. Tak już zostało, choć nie do końca zrezygnowałem z biegów górskich, bo teraz też część tras ma profil górski. Co było najtrudniejsze, gdy zaczynałeś starty w Runmageddonie? Nigdy nie byłem osobą stricte siłową, więc bałem się, że niektóre przeszkody siłowe mnie zmiażdżą. Tak się jednak nie stało, choć na początku zdarzały się komplikacje. Pierwsze próby traktowałeś w charakterze jednorazowego występu, a może już wtedy zakładałeś, że może Cię to bardziej zainteresować? W 2015 roku już co nie co wiedziałem o samych biegach OCR, wystartowałem w dwóch zawodach. Wiedziałem o szybkim rozwoju Runmageddonu w Polsce, planowałem występ w Myślenicach w 2016 roku. Poznałem Wojtka Brzoskwinię, rozmawiałem z nim na ten temat. On zaproponował mi wyjazd do Warszawy na Zimowego Hardcora. Zgodziłem się, bo lubię wyzwania. Nie powiedziałbym jednak, że to miała być jednorazowa przygoda, bo od razu się tym zajawiłem. Błoto, brud, wyczerpanie fizyczne – to pewnie pierwsze skojarzenia, jakie przeciętna osoba miałaby na temat biegów OCR. A Tobie z czym się kojarzy? Na pewno z walką z samym sobą, przekraczaniem własnych granic. Po to trenujemy, żeby stawać się coraz lepszymi i osiągać lepsze wyniki. To walka o najwyższe cele i możliwość sprawdzenia się na przeszkodach – mi to sprawia największą frajdę. Chodzi o to, aby bawić się tym sportem, cieszyć się podczas pokonywania kolejnych przeszkód. Runmageddon z roku na rok zyskuje na popularności. Z czego to wynika? Ludzie lubią walczyć ze swoimi słabościami, sprawdzać organizm w ekstremalnych warunkach? Myślę, że dokładnie z tych powodów. Ludzie chcą sprawdzać własną wytrzymałość, przesuwać granice i spróbować czegoś ciekawszego niż zwykłe bieganie. Poniekąd wynika to też z mody. Sam Runmageddon, tak słyszałem, ma jakieś 80% rynku biegów OCR w Polsce i dobrze się promuje. Co do zwyczajnego biegania, na pierwszy rzut oka różni się ono od biegania z przeszkodami. A jak różni się trening? Przede wszystkim musiałem dołożyć treningi siłowe. W biegach OCR oprócz szybkości musimy być zwinni i silni. Sam trening do biegania niewiele się zmienił. Zarówno teraz, jak i przy biegach górskich, istotny jest trening crossowy. A czy zamiana biegania z przeszkodami na biegi zwykłe wiąże się z trudnościami? Osoby stale biegające Runmageddon nie miałyby problemu z przejściem na zwykłe bieganie na dobrym poziomie? Nie widzę w tym problemu. Wielu kolegów startuje w biegach górskich czy ulicznych, z sukcesami, zajmują miejsca w czołówce. Starty w zawodach łączysz ze stałą pracę. Kiedy znajdujesz czas na trening? Trenuję sześć razy w tygodniu. Staram się robić to przed pracą, a do niej chodzę na godzinę 10. Poświęcam na trening około 2 godzin dziennie z rana. Jak ważną rolę w startach odgrywa psychika? Psychika w każdym sporcie odgrywa dużą rolę. Sam miałem z nią kiedyś pewien problem. Podczas startów nie wytrzymywałem presji. Było to widać na ubiegłorocznym finale. Postawili mnie wtedy w gronie faworytów, za bardzo wziąłem to do głowy i też za bardzo się spiąłem, co wpłynęło na wynik. Od tego czasu dużo nad tym pracowałem i jest o wiele lepiej. Teraz na starcie stawiam na siłę spokoju. Jest jeden cel: dotarcie do mety. Biegi z przeszkodami to twoja pasja. Nie masz jednak czasem na trasie dość? Podczas startu, na kolejnych przeszkodach, gdzieś w błocie, nie zastanawiasz się nad tym, dlaczego akurat taki rodzaj biegu i po co Ci to? Czasami się takie myśli zdarzają. Gdy w trakcie biegu robi się ciężko, zastanawiam się, po co mi to było. To są jednak krótkie myśli, które szybko staram się oddalić od siebie i skupić na tym, co w danym momencie wykonuje. Nigdy jednak nie jest to nic w stylu „nigdy więcej”. Masz swoje ulubione przeszkody? Ulubione to te, które są najtrudniejsze czy najłatwiejsze? Zdecydowanie najwięcej radości sprawiają te najtrudniejsze. Uwielbiam Multi Ring i Pole Dance. Jestem zawiedziony, gdy organizator w jakiś sposób stara się to ułatwiać. Tak było np. w Warszawie, gdzie na Pole Dance, przed samą metą, organizator postawił siatkę. Im trudniej, tym lepiej. W poprzednim roku przebiegłeś ponad 30 biegów. Taka liczba to twoim zdaniem dużo, a może tym razem celujesz w więcej startów? Ile masz już za sobą w tym roku? W tym roku mam za sobą 10 startów. Nie zamierzam się ścigać z ubiegłorocznym wynikiem, bo to było szaleństwo. Jak widać byłem w stanie to zrobić, ale od połowy kwietnia do połowy czerwca startowałem przynajmniej raz w ciągu każdego weekendu, a zdarzały się często takie, podczas których biegałem dwukrotnie. To była przesada, za co mocno odpokutowałem w lipcu. Organizm był wyczerpany i musiałem zrobić sobie reset. W tym roku startów będzie mniej, lepiej to sobie poukładałem. Nie idę na ilość, ale na jakość. Wiem, że muszę odpoczywać pomiędzy startami, nabrać tchu, by potem znów walczyć o najwyższe cele. Nie ma momentu zjazdu. Jest jakiś konkretny okres, którego potrzebujesz na regenerację pomiędzy startami? Z tym bywa różnie. Czasem bywa, że wstaję następnego dnia po starcie i jestem gotowy do więcej. Innym razem dobiegam do mety i mógłbym biec dalej, tak było ostatnio na hałdach. Na którym dystansie czujesz się najlepiej? Zdecydowanie classic. To widać też w tym sezonie. Trzy razy startowałem na tym dystansie i trzy razy wygrałem. Biegi z przeszkodami to rywalizacja, ale w tej dyscyplinie ważną rolę odgrywa chyba też przyjaźń, co widać też po twojej identyfikacji z Husarią. Tak, oczywiście, to nie tylko rywalizacja. Również spotykamy się ze sobą po zawodach i mamy czas na coś poza sportem. Taki kontakt mam nie tylko w ramach Husarii, ale także z zawodnikami z innych zespołów. Środowisko jest dosyć spójne. Jesteśmy profesjonalistami, rywalizujemy ze sobą, ale po startach jest bardzo przyjazna atmosfera. Są jakieś cechy wspólne wyróżniające osoby, które na stałe zajmują się takimi biegami? Dałoby się taką grupę jakoś scharakteryzować, a może to bardzo różne charaktery? Raczej ta druga opcja. Każdy z nas jest inny, ma różny charakter, mentalność. Mimo różnic między nami mamy jeden czynnik wspólny, jakim są biegi z przeszkodami – to nas spaja, łączy i pomaga zaciskać więzy. [yop_poll id="85"]
[h3]Bieganie z dzieckiem może być dla rodziców olbrzymią przyjemnością. Problem pojawia się, gdy chcemy pobiegać z dzieckiem na wyjeździe. Wózek może bowiem zająć pół bagażnika. Scout Stroller Carrier może jednak pomóc w jego przewiezieniu.[/h3] Chyba każdy z nas pakując się na wyjazd, narzeka na ilość miejsca i ilość bagażu jaki trzeba ze sobą zabrać. Jeśli na wyjazd wybieramy się z małymi dziećmi może się okazać, że po prostu nie damy rady się spakować. Scout Stroller Carrier może być rozwiązaniem w takich problemach. Jest to uchwyt przeznaczony do przewożenia wózka na zewnątrz samochodu. Scout Stroller Carrier mocuje się podobnie jak niektóre uchwyty rowerowe na haku. Tylko podobnie, bowiem uchwyt na wózek nie jest wsadzany na hak, a na specjalną listwę w miejscu haka. Uchwyt jest przeznaczony tylko do wózków sportowych. Dlaczego? Bowiem z reguły to właśnie one posiadają tylko jedno koło z przodu, a nie dwa, jak zwyczajne wózki. Sam uchwyt jest całkiem prostej budowy, kilka zespawanych ze sobą elementów i blokada koła. Waga jest również niewielka: około 2,7 kg. Niestety tego samego nie można powiedzieć o cenie, która wynosi 299 $. Bagażnik jest bardzo pomysłowy i rodzicom może zdecydowanie ułatwić życie. Pojawia się jednak kilka wątpliwości. Po pierwsze tablice rejestracyjne. W przeciwieństwie do uchwytów rowerowych na hak, tu nie ma dedykowanego miejsca do przyczepienia dodatkowej tablicy. Pozostaje albo prowizorka, czyli przyczepienie tablicy np. przy pomocy trytytek i liczenie na pobłażliwość policjanta, który może przymknie na to oko. Drugi możliwy problem może się pojawić w czasie brzydkiej pogody. W czasie jazdy w deszczu, wózek będzie kompletnie zmoczony, pochlapany czy ubłocony. Producent pomyślał jednak o takiej sytuacji. Można zakupić specjalny pokrowiec, ale trzeba przeznaczyć na ten cel 119 $, co razem z uchwytem da 418 $. Liczba elementów w uchwycie nie jest zbyt duża, ale jakby któryś zawiódł po gwarancji, można zakupić części zamienne.
Najgorętszą historią biegowego weekendu jest dyskwalifikacja Adama Kszczota podczas Drużynowych Mistrzostw Europy, które odbyły się w Lille we Francji. Rozbieramy historię na czynniki pierwsze, pokazując zdjęcia. Polska zajęła w DME wysokie, drugie miejsce, ale nasi reprezentanci narzekali na poziom sędziowania. Ewa Swoboda i Karolina Kołeczek zostały zdyskwalifikowane za falstarty, a Adam Kszczot za obieganie innego zawodnika po trawie. O ile historie sprinterek są dość jednoznaczne - falstart mierzy specjalna aparatura i wystarczy drgnięcie w blokach, aby ją uruchomić - tak historia Adama podlega pewnej interpretacji, jako że pozwalają na nią przepisy. Dodajmy, że dyskwalifikacje pozbawiły Polaków szans na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Sam przebieg biegu na 800 metrów mężczyzn był dziwny, bo sędziowie zawalili mocno z oczyszczeniem bieżni. Podczas drugiego okrążenia na pierwszym torze stało wielkie pudło, które zawodnicy musieli obiec, jak widać na zdjęciu poniżej: Wydaje się jednak, że nie miało to wpływu na późniejszą sytuację. Zawodnicy obiegli przeszkodę, nie zmieniając szyku. Po wolnym pierwszym okrążeniu Adam Kszczot znalazł się w środku stawki, przy wewnętrznej części toru. Po prawej stronie miał stłoczoną grupę przeciwników. To dla biegacza sytuacja mocno niekomfortowa w momencie, gdy chce wyprzedzać. Tymczasem w tej stawce Adam był zdecydowanie najmocniejszym zawodnikiem, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Przy odpowiednim rozegraniu wygrałby tu w 10 powtórzeniach na 10 tego samego biegu. Niestety, Polak popełnił błąd, dając się zamknąć. Jego zwyczajowa taktyka w takiej sytuacji polegała na rozpoczęciu wyścigu na końcu, przesunięciu się na prostej po 300 metrach, wyjście na czoło wyścigu i pozostawanie od zewnątrz. Tym razem Adam dał się zamknąć w środku stawki wyraźnie wolniejszych biegaczy. 250 metrów przed metą, na prostej przeciwległej do mety, Polak chciał przyspieszyć, ale nie miał do tego miejsca. Zgodnie z przepisami powinien dać się wyprzedzić wszystkim i obiec całą grupę. Ewentualnie próbować się przebijać przez tłum po prawej stronie. Polak wybrał jednak inne rozwiązanie - rozepchał łokciem prowadzącego Francuza i próbował się przecisnąć po wewnętrznej stronie. Feralne pół sekundy wyglądało tak: Na zdjęciu powyżej Adam po zderzeniu łokciem z Francuzem wypada poza tor. Przed rozpoczęciem wyprzedzania Polak był za przeciwnikiem - to ważne. Francuz nie chciał go puścić i nie miał takiego obowiązku. Podobnie jak na drodze, to wyprzedzający musi się upewnić, że ma miejsce na wykonanie manewru. Różnica polega tylko na tym, że na bieżni wyprzedzany może przyspieszać i nie ma potrzeby sygnalizowania zamiaru. Dalej: Adam wykonuje pierwszy krok na trawie i zaczyna wyprzedzać rywala. To kluczowe - gdyby tylko wypadł i w tej sytuacji się nie przesunął, czyli nic na niej nie zyskał, sędziowie mogliby darować przewinienie. Niestety, Polak wykonuje kolejny krok: Po czym rozpoczyna powrót na bieżnię, aby znaleźć się przed Francuzem: Dla pewności można cały manewr obejrzeć z innej strony - sytuacji przed i po jego wykonaniu. Oto sytuacja zanim Adam zaczął atak: Polak jest za rywalem, tor nie jest całkowicie wolny, ale widać niewielką lukę. Adam postanowił spróbować się w nią wcisnąć. Francuz nie miał zamiaru na to pozwolić. I oto zaczyna się wyprzedzanie: Adam Kszczot wbiega we Francuza od tyłu i uderza go łokciem, on leci w bok, ale po chwili wraca i odpowiada tym samym. Natomiast po zakończeniu sytuacji całość wygląda tak: Adam Kszczot znajduje się przed Francuzem. Widzimy więc, że sędziowie nie mogli podjąć innej decyzji. Polak próbował obiec rywala w niedozwolony sposób, uderzył go łokciem, próbował wypchnąć z toru i w efekcie kolizji wyprzedził po trawie, w sposób niedozwolony. Najbardziej kontrowersyjna decyzja biegowa weekendu okazuje się być sprawiedliwa - Polak został zdyskwalifikowany za realne przewinienie. Można dyskutować, na ile rozproszyło go stojące na bieżni pudło, o ile był mocniejszy od przeciwników, czy można było nie zgłaszać faulu, ale w gruncie rzeczy dla efektu końcowego nie ma to znaczenia. Za niewłaściwe wyprzedzanie odpowiada tylko Adam. Popełnił błąd, ale w tak szybkim biegu na bieżni to sprawa normalna. Nie ma ludzi bezbłędnych, a tego typu sytuacje, kiedy wygrywa zawodnik teoretycznie słabszy, tylko nadają rywalizacji kolorytu. Gdyby było inaczej, nie trzeba byłoby rozgrywać wyścigów, tylko przyznawać punkty przed, za same życiówki.
[caption id="attachment_50326" align="alignnone" width="900"] [h2]Po dotychczasowych sukcesach frekwencyjnych i organizacyjnych podczas cyklu Garmin Iron Triathlon, w który wchodziła radkowska impreza, organizatorzy poszli o krok dalej i rozwijają wieloletnią tradycję tych zawodów.[/h2] Zawody triathlonowe w Radkowie od tego roku przybrały nową formułę i nazwę! Na triathlonowej mapie Polski pojawił się triathlon z prawdziwego zdarzenia, jakiego w Polsce jeszcze nie było – Garmin Triminator Radków! To daje olbrzymi potencjał na stworzenie największego w Europie Środkowo-Wschodniej triathlonu górskiego, który w niezwykłych okolicznościach przyrody będzie rozgrywany w Górach Stołowych! Scenerią tegorocznej, pierwszej edycji zawodów w Radkowie będą niezwykle malownicze tereny m.in. Kotliny Kłodzkiej, która na co dzień przyciąga tysiące turystów i stanie się także areną zmagań sportowych. Listy startowe z dnia na dzień zapełniają się, a zawodnicy przystąpią do rywalizacji już 9 lipca 2017 r. Garmin Triminator Radków nawiązuje do kultowego już filmu Terminator. Filmowy Terminator, czyli przybywający z przyszłości android, kojarzony jest powszechnie z doprowadzaniem się do granic (z łac. terminus), podobnie jak zawodnicy startujący w radkowskich zawodach potrafią doprowadzić się do granic swoich możliwości, a nawet je przekraczać i przenosić na jeszcze wyższy poziom. Zawody Triminator na dystansie 1/2 IM są wymagające, dystans 1/4 IM jest dla osób, które startowały już w triathlonach, natomiast dystans 1/8 IM może pokonać każdy rozpoczynający swoją przygodę z triathlonem i każdy, kto chce zasmakować prawdziwej triathlonowej atmosfery i postawić swoje pierwsze kroki w tej przepięknej dyscyplinie sportowej. Filip Szołowski, organizator zawodów z firmy Labosport Polska powiedział: Uważamy, że w Radkowie oraz w Górach Stołowych są idealne warunki do zorganizowania imprezy triathlonowej o charakterze górskim. Pływanie odbędzie się w przepięknie położonym Zalewie Radkowskim. Następnie zawodnicy zmierzą się ze słynną drogą Stu Zakrętów, gdzie na każdej pętli do pokonania będą mieli między innymi podjazd o długości około 8 kilometrów i średnim nachyleniu 4%. Trasa biegowa na najdłuższym dystansie wytyczona zostanie szlakami turystycznymi Parku Narodowego Gór Stołowych, a jej długość wyniesie 24 km. Bieg na krótszych dystansach zostanie rozegrany w całości po asfalcie. Trasa częściowo zostanie poprowadzona w Polsce, a częściowo na czeskiej ziemi. Podczas zawodów, które odbędą się 9 lipca, na amatorów rywalizacji w górach czeka różnorodność tras: Dzień sądu możemy porównać do dystansu 1/2 IM: 1,9 km – pływania, 90 km – jazdy na rowerze i 24 km – biegu) I`ll be back(1/4 IM: 0,95 km – pływania, 45 km – jazdy na rowerze i 10,55 km – biegu) oraz Terminacja (1/8 IM: 0,475 km – pływania, 22,5 km – jazdy na rowerze i 5,275 km – biegu). Start i meta zlokalizowane będą nad Zalewem Radkowskim. Na każdym z trzech dystansów można wystartować indywidualnie lub w trzyosobowej sztafecie triathlonowej, w której jedna osoba płynie, druga jedzie na rowerze, a trzecia biegnie. Triathlon w Radkowie jest wyjątkowy ze względu na lokalizację i przepiękne tereny. Start w zawodach można połączyć z rodzinnym wypoczynkiem. Imprezą towarzyszącą Garmin Triminator Radków są przygotowane specjalnie dla najmłodszych zawody biegowe: Triminator Kids. Podobnie jak dorośli, dzieci i młodzież rywalizować mogą na trzech dystansach: 200 m (1-7 lat), 500 m (8-11 lat) oraz 1000 m (12-15 lat). Na triathlon i na zawody biegowe dla dzieci można się jeszcze zapisać. Wystarczy wypełnić formularz zgłoszeniowy znajdujący się na stronie zawodów. Wszystkich pozostałych zachęcamy do kibicowania triathlonistom na trasie! Szczegółowe informacje na stronie zawodów oraz na profilu Facebook.
Advertisment ad adsense adlogger