fbpx

Co wiemy po US Olympic Marathon Trials?

Autor: Jakub Karasek • 24.02.2016

LOS ANGELES, CA - FEBRUARY 13: (L-R) Galen Rupp, Meb Keflezighi and Jared Ward celebrate after qualifying for the Olympic Team at the U.S. Olympic Team Trials - Marathon on February 13, 2016 in Los Angeles, California. (Photo by Joshua Blanchard/Getty Images)

Galen Rupp, Meb Keflezighi i Jared Ward świętują awans do reprezentacji olimpijskiej na Igrzyska w Rio de Janeiro. Fot. Joshua Blanchard/Getty Images

Chociaż od US Olympic Marathon Trials minął już ponad tydzień, świat biegowy wciąż jeszcze nie zapomina o tym wydarzeniu. Nic dziwnego, wszak te zawody wzbudziły naprawdę wiele emocji nie tylko w USA. Czego dowiedzieliśmy się dzięki amerykańskim kwalifikacjom maratońskim?

Galen Rupp i Amy Cragg – to zwycięzcy amerykańskich kwalifikacji do drużyny olimpijskiej w maratonie. Oprócz nich bilety do Rio zapewnili sobie Shalane Flanagan, Desiree Linden, MebKeflezighi oraz Jared Ward. To jednak tylko podsumowanie wyników. O jakie inne informacje jesteśmy mądrzejsi po US Marathon Trials?

Amerykański system kwalifikacji działa

Oczywiście trudno przewidzieć, czy ktokolwiek z reprezentacji USA odniesie sukces w Rio. Pisząc jednak o tym, że amerykański system działa mam na myśli zupełnie co innego – chodzi o to, że jest on prosty, czytelny i zrozumiały chyba dla każdego obserwatora. W skrócie – żeby móc walczyć o prawo do startu na Igrzyskach, musisz prezentować konkretny poziom sportowy (osiągnąć w półmaratonie lub maratonie określony czas, pozwalający na start w US Marathon Trials). Żeby móc pojechać na Igrzyska musisz już podczas US Marathon Trials być w pierwszej trójce. Kropka. Proste jak drut. Nike nie zaprząta sobie głowy tym, czy trzeba pobiec 2:11:38, czy może 2:11:39.

Kolejną zaletą Olympic Trials jest fakt, że biegaczki i biegacze muszą sprawdzić się w boju i potwierdzić, że potrafią biegać nie tylko na czas, ale także walczyć o miejsce. Olimpijskie maratony mają to do siebie, że na ogół nie są najszybszymi biegami w kalendarzu. Zdecydowanie większą rolę odgrywa w nich taktyka. Jednocześnie, Amerykanie na trasach kwalifikacyjnych starają się odwzorować warunki, które mogą panować podczas startu docelowego. Dlatego gospodarzem tegorocznych US Olympic Trials było słoneczne Los Angeles, a nie np. zasypany śniegiem Boston.

Warto zwrócić uwagę również na nazewnictwo. Żeby dostać się do drużyny olimpijskiej, Amerykanie muszą być w pierwszej trójce, walczyć, ścigać się, rywalizować. A w Polsce? U nas trzeba wypełnić minimum. Oczywiście wypełnienie minimum też wymaga wysokiego poziomu sportowego, mnóstwa pracy, treningów i walki, ale samo sformułowanie brzmi… jak brzmi. Sami pomyślcie – wolelibyście, żeby nasi biegacze pojechali na Igrzyska żeby się ścigać, czy po prostu zrobić jakieś tam założone minimum?

Jasne, system amerykański, jak każdy inny, ma też swoje wady. Można narzekać, że przecież niektórzy zawodnicy mogą być kontuzjowani, że o składzie reprezentacji olimpijskiej decyduje tylko 1 bieg, 1 dzień i w tej sytuacji 1 błąd na trasie czy nawet słabszy dzień mogą przekreślić szanse nawet najwybitniejszego zawodnika na udział w Igrzyskach. Tylko, że… co z tego? Przecież właśnie na tym polega rywalizacja sportowa. W Stanach nikt nie patrzy na to, czy jesteś aktualnym rekordzistą świata albo czy za 5 lat staniesz się najszybszą maratonką na Ziemi. Amerykanów interesuje przede wszystkim umiejętność rywalizacji i wygrywania. Masz być zwarty, gotowy i w pełni formy w danym dniu i o danej godzinie. Wobec swojej prostoty, klarowności i uczciwości (identyczne warunki dla wszystkich uczestników), uważam ten system za najbardziej sprawiedliwy.

Galen Rupp ma papiery na szybkie 42,195 km

To chyba najcenniejsza lekcja, jaką wynieśliśmy z US Olympic Marathon Trials. W wyścigu męskim jako pierwszy metę minął debiutant – Galen Rupp. Warto zwrócić uwagę na styl w jakim tego dokonał. 29-latek z Portland sprawiał wrażenie starego wyjadacza, który dokładnie wie, co robi. Od samego początku biegł w czołówce, jednak nie brał na siebie ciężaru prowadzenia biegu. W momencie zrywu Tylera Pennela podążył za liderem w towarzystwie dużo bardziej doświadczonego Meba Keflezighi’ego, a na ostateczny atak zdecydował się w idealnym momencie, kiedy Meb przeżywał lekki kryzys. Linię mety minął niezagrożony. Czas 2:11:12 na pierwszy rzut oka nie wydaje się rewelacyjny, ale trzeba wziąć poprawkę na warunki atmosferyczne, wymagającą trasę i specyfikę biegu (rywalizacja o miejsca, bez zająców).

Patrząc na rekordy życiowe Ruppa z bieżni, można było powiedzieć, że był głównym faworytem do zwycięstwa i tak naprawdę to żadne zaskoczenie, że wygrał. Zapas prędkości z krótszych dystansów ma ogromny, więc tempo maratońskie powinno być dla niego spacerkiem. Pamiętajmy jednak, że wyniki z krótszych biegów nie zawsze przekładają się na sukcesy maratońskie. Dystans 42,195 km potrafi zaskoczyć nawet najlepszych półmaratończyków. Dość powiedzieć, że aktualny rekordzista świata na 21.097 km (Zersenay Tadese – 58:23) nigdy nie złamał w maratonie 2 godzin i 10 minut ani nie odniósł żadnego poważnego sukcesu na królewskim dystansie! Natomiast Galen Rupp już w pierwszym starcie rozprawił się z najlepszymi maratończykami z USA.

Wygrywając US Olympic Maraton Trials, Rupp udowodnił, że ma papiery na dobre wyniki na 42,195 km. Nie chodzi tu nawet o bieganie na poziomie 2:05 i szybszym, bo o tym trudno wyrokować na podstawie jednego startu. Widać jednak wyraźnie, że pod względem taktycznym podopieczny Alberto Salazara jest gotów do tego, żeby ogrywać dużo bardziej doświadczonych i utytułowanych maratończyków. Jeśli Galen zdecyduje się kontynuować maratońską karierę, może zgromadzić pokaźną kolekcję trofeów ze światowych imprez.

Wiek? To tylko liczba

W US Olympic Marathon Trials uczestniczyli biegacze i biegaczki w bardzo różnym wieku. Jak pokazały ostateczne wyniki, wiek wcale nie musi determinować wyniku w maratonie. Do amerykańskiej reprezentacji olimpijskiej zakwalifikowały się zawodniczki, które w dniu inauguracji Igrzysk będą miały 32, 33 i 35 lat, natomiast rezerwowa maratonka będzie wtedy miała lat 38. W przypadku mężczyzn liczby te wyglądają następująco: 30, 41, 27 oraz 26. Wniosek? Metryka nie biega, co szczególnie dobrze widać w wynikach panów. Prawo do startu w Rio wywalczyli 27-letni Jared Ward i starszy od niego o 13 lat Meb Keflezighi. Szczególnie fascynującym przypadkiem jest ten drugi, dla którego będą to już 4. Igrzyska, w tym 3. start na dystansie maratonu.

Z drugiej strony, mamy również przypadki biegaczy, którzy pomimo teoretycznie idealnego dla maratończyków wieku zawiedli. Najgłośniejszym nazwiskiem jest Dathan Ritzenhein – 33-letni zawodnik z życiówką 2:07:47. Były podopieczny Alberto Salazara to ostatni aktywny sportowo długodystansowiec z wybitnej amerykańskiej trójki rocznika ’82. Jego rówieśnicy – Ryan Hall oraz Matt Tegenkamp ogłosili zakończenie kariery w ostatnich miesiącach. Przed US Olympic Marathon Trials, Ritzenhein był stawiany w gronie faworytów, jednak zawodów nie ukończył. Dathan ogłosił, że planuje spróbować jeszcze swoich sił w kwalifikacjach do reprezentacji olimpijskiej na dystansie 10 000 m, wydaje się jednak, że jego szanse na miejsce w pierwszej trójce na krótszym dystansie są znacznie mniejsze niż w maratonie.

Pomimo uzyskania kwalifikacji olimpijskiej, pewnym rozczarowaniem okazał się start 34-letniej Shalane Flanagan. Pochodząca z Boulder zawodniczka przez ostatnie sezony była najlepszą amerykańską biegaczką długodystansową i zdecydowaną faworytką US Olympic Marathon Trials. Chyba nikt nie wyobrażał sobie, że może jej zabraknąć w reprezentacji na Rio, a na ostatnich kilometrach biegu taka perspektywa stała się możliwa. Shalane zderzyła się ze ścianą i gdyby nie wsparcie Amy Cragg, która zachęcała koleżankę z grupy do walki, losy Flanagan mogły potoczyć się naprawdę różnie. Ostatecznie dobiegła na 3. miejscu, ale wynik ten okupiła nadludzkim wysiłkiem. Na pewno nie tak wyobrażała sobie swój start w US Olympic Marathon Trials podopieczna Jerry’ego Schumachera.

Amerykanie potrafią sprzedać wszystko

Na koniec słowo o jeszcze jednym fenomenie, jaki zaobserwowałem (albo kolejny raz sobie uzmysłowiłem) dzięki US Olympic Marathon Trials. Maratońskie eliminacje do amerykańskiej reprezentacji olimpijskiej były niewątpliwie jednym z najbardziej medialnych biegowych wydarzeń ostatnich miesięcy. Dyskusje na temat zawodów pojawiały się nie tylko w amerykańskich, ale również w światowych mediach zajmujących się lekkoatletyką. Wniosek? Amerykanie potrafią sprzedać dosłownie wszystko. Bo jak inaczej można wytłumaczyć, że niemal cały biegowy świat tygodniami elektryzował się trwającymi grubo ponad 2 godziny eliminacjami do drużyny olimpijskiej jednego państwa?

Pod względem nazwisk uczestników biegu, można powiedzieć, że był to swoisty maratoński “mecz gwiazd” (chociaż stawka jest zdecydowanie wyższa niż podczas klasycznych all-star games). W Stanach Zjednoczonych bieg ten wzbudził najprawdopodobniej więcej emocji niż wzbudzi maraton podczas Igrzysk Olimpijskich. Można powiedzieć, że dzięki Marathon Trials, Amerykanie mają co 4 lata swój własny olimpijski bieg na królewskim dystansie.

Na pewno znajdą się tacy, którzy powiedzą, że za całym tym teatrzykiem stoi doping. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że w przypadku US Olympic Marathon Trials doping jest na porządku dziennym i każdy, kto widział transmisję z biegu mógł się o tym samodzielnie przekonać. Na całej długości trasy niemal nie było miejsca, w którym kibice nie dopingowaliby rywalizujących biegaczy. Widać wyraźnie, że US Marathon Trials dobrze sprzedał się także w samych Stanach. Mieszkańcy Los Angeles gromadnie wyszli na ulice, by przeżywać sportowe święto. I to właśnie dzięki ich dopingowi amerykański maraton zyskał nowych bohaterów. Bohaterów, którzy już za kilka miesięcy mogą na zawsze zapisać się w historii sportu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger