fbpx

Czytelnia > Ludzie > Elita biegaczy > Czytelnia > Felietony > Ludzie

Co dalej z Marcinem Lewandowskim? [Felieton]

Marcin Lewandowski na mistrzostwach świata w lekkoatletyce w Pekinie 2015. Fot. Cameron Spencer/ Getty Images

Marcin Lewandowski na mistrzostwach świata w lekkoatletyce w Pekinie 2015.  Fot. Cameron Spencer/ Getty Images

Ostatnie sukcesy Adama Kszczota rodzą pytanie: jak potoczy się dalej kariera Marcina Lewandowskiego? Czy mamy szansę na dwa polskie medale biegu na 800 metrów podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich?

Tegorocznym srebrnym medalem mistrzostw świata oraz serią wygranych prestiżowych mityngów Adam Kszczot wzbudził zainteresowanie ogólnopolskich mediów oraz wdarł się do świadomości przeciętnego kibica. Nieco w cieniu stoi Marcin Lewandowski, zawodnik, który jeszcze przed Adamem wdarł się do czołówki światowej, do tej pory nie osiągnął jednak tak spektakularnego sukcesu.

Marcin Lewandowski to biegacz, który jest fenomenem, jeśli chodzi o utrzymanie się na szczycie formy. W ostatnich ośmiu sezonach łamał granicę 1:45 w biegu na 800 metrów, będącą przepustką do biegania na najwyższym poziomie i w najważniejszych światowych zawodach. Pod tym względem Marcin jest niemal bezkonkurencyjny, bo jedynym, który może się z nim równać, jest rekordzista świata, David Rudisha, który łamał barierę 1:45 przez ostatnich dziewięć sezonów (i barierę 1:44 przez ostatnich osiem). Podobną serią nie może poszczycić się ani wicemistrz świata sprzed dwóch lat, Amerykanin Nick Symmonds, ani wicemistrz olimpijski Nigel Amos, ani poprzedni mistrz świata, Etiopczyk Mohammed Aman. Adam Kszczot zaliczył do tej pory serię tylko pięciu sezonów poniżej 1:45. Ba, nawet legendarny Brytyjczyk Sebastian Coe, wybrany niedawno na prezydenta IAAF, nie zbliżył się do takiej serii, nękany w czasie kariery sportowej kontuzjami i chorobami.

Co więcej, Marcin Lewandowski był także w trzech finałach mistrzostw świata z rzędu, co nie udało się nikomu w ciągu ostatnich dziesięciu lat, nawet Davidowi Rudishy. W tym roku poprawił życiówkę na dystansie 800 metrów, co wskazywałoby, że z formą Polaka wszystko jest w porządku. A jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że czegoś tu brakuje. Marcin zdobywał medale mistrzostw Europy, dwukrotnie był czwarty w mistrzostwach świata, ale brakuje mu jakiegokolwiek medalu największych światowych imprez.

Co więcej, trend wydaje się negatywny. W ostatnich trzech latach w docelowych imprezach wypadał prawie zawsze poniżej oczekiwań. W 2012 nie awansował do finału igrzysk olimpijskich, w 2013 był w finale mistrzostw świata, w 2014 przyszło bardzo rozczarowujące piąte miejsce mistrzostw Europy, w tym roku brak awansu do finału mistrzostw świata. Za udany pod kątem imprez docelowych można więc uznać jedynie rok 2013, wszystkie inne kończyły się ostatnio wyraźnie poniżej oczekiwań. W przyszłym roku Polak kończy 29 lat, a w tym wieku zdobywanie medali mistrzostw świata staje się coraz trudniejsze. Z drugiej strony, David Rudisha jest tylko rok młodszy, a Adam Kszczot – dwa lata.

Prawdziwym problemem Marcina Lewandowskiego wydaje się być niedostatek szybkości i – co jeszcze ważniejsze – brak umiejętności raptownego przyspieszenia. Albo inaczej: Marcin posiada tę umiejętność na wysokim poziomie, ale najwięksi rywale są tu mocniejsi, wręcz wybitni. Adam Kszczot potrafi raptownym szarpnięciem na dystansie 50 metrów przesunąć się z ostatniego na pierwsze miejsce stawki. Marcin rozpędza się dużo wolniej, zawsze był zawodnikiem w mniejszym stopniu szybkościowym, bardziej wytrzymałościowym. Doskonale sprawdza się w biegach, kiedy ktoś nadaje mocne tempo, a on może biec z tyłu, równo, na ostatniej prostej “zbierając” słabnących rywali. Podobnie wyglądała siła Pawła Czapiewskiego, który w taktycznych, wolnych biegach był kompletnie zagubiony. Niestety, ściganie się z rywalami, którzy na 400 metrów są w stanie pobiec 45 sekund, jest piekielnie trudne.

Trudno Marcinowi zarzucić coś pod kątem taktyki – podczas ostatnich mistrzostw świata był tam, gdzie powinien być – z przodu stawki, mając otwartą drogę do mocnego finiszu. Brakowało jednak albo szybkości, albo wytrzymałości. Chodzi raczej o to pierwsze, bo mistrzostwa były rozegrane w wolnym tempie, ostatnie 200 metrów było najszybsze ze wszystkich.

W świetle takich mocnych i słabych stron naturalne wydawałoby się dla Marcina przejście na dystans 1500 metrów. Tam przydałaby się jego wytrzymałość, a szybkość miałby wyższą niż większość rywali. Trener Tomasz Lewandowski od lat powtarza, że Marcin potencjalnie mógłby ścigać się na 1500 metrów z najlepszymi. Droga od deklaracji do jej spełnienia jest jednak trudna. Do tej pory Marcin nigdy nie zaliczył wybitnego biegu na 1500 metrów, a jego życiówka jest o siedem sekund słabsza niż taka, która pozwalałaby na walkę o medale mistrzostw świata. Co więcej, podobnie jak 800 metrów, 1500 przeżywa ostatnio rozkwit i jest na najwyższym poziomie w historii, więc potencjalne medale są tak samo trudne do zdobycia.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje się błędem, że po nieudanych igrzyskach w 2012 Marcin nie eksperymentował śmielej z dystansem 1500 metrów. Przejście z 800 na 1500 nie jest proste, ani pod względem fizycznym, ani psychicznym. Taktyka biegu jest tu zupełnie inna i nauczenie się dystansu jest trudne i czasochłonne. Rok przed igrzyskami olimpijskimi na eksperymenty jest już raczej za późno i możemy obstawiać z dużą pewnością, że w 2016 Marcin będzie nadal celował w 800 metrów. Cała nadzieja albo w tym, że Marcin stanie się zrywniejszy, albo że półfinał i ewentualny finał igrzysk zostanie rozegrany w równym, mocnym tempie.

Jest jeszcze jedna możliwość, rewolucyjna i nawet dla mnie nieco wątpliwa: potencjalna zmiana trenera. Marcin i Tomasz Lewandowscy to jedność i zgodny team, który jest ewenementem w światowym sporcie. Marcin zawdzięcza trenerowi wszystkie sukcesy i to, że nie został wypalony treningiem w młodym wieku. Ze swojego pokolenia przetrwał właściwie tylko on z grupy utalentowanych biegaczy, reszta została wykończona przez mniej ostrożnych szkoleniowców.

Spójrzmy jednak na Adama Kszczota – u poprzedniego trenera, Stanisława Jaszczaka, wcale nie był wolniejszy. Ba, to z tamtych czasów pochodzi jego życiówka. Ale dopiero pod opieką Zbigniewa Króla zyskał cechy, które pozwoliły na wygrywanie z najlepszymi: umiejętność raptownego przyspieszenia, zdolność do wytrzymania trzech mocnych biegów z rzędu, diabelną pewność siebie oraz mistrzostwo taktyczne. Obecnie Adam jest kompletnym zawodnikiem, który w biegu zawsze wie, co robić i ma przekonanie o tym, że jest lepszy, szybszy od rywali. Śmiałemu sprzyja też szczęście: przecież w finale mistrzostw świata niewiele zabrakło, aby Polak został zablokowany na pierwszym torze i dobiegł na dalszej pozycji.

Tej przebojowości, błysku, pewności siebie, szalonej odwagi brakuje Marcinowi. Trening z Tomaszem Lewandowskim jest dla niego z jednej strony pewnością wysokiej, równej formy, bez kontuzji i problemów. Ale z drugiej strony – kto wie, co się dzieje głęboko w podświadomości? Może taka zmiana uruchomiłaby dodatkowe rezerwy i wytrąciła Marcina z błogiego poczucia spokoju? Może byłby to drobiazg, który pozwoliłby na przełamanie się w biegu? Wydaje się, że w tej chwili Marcin jest zawodnikiem zbyt statycznym, mającym za mało atutów, aby wygrywać z najlepszymi. To może być nawet kwestia nie tyle formy, co podejścia psychicznego. Któż to wie?

Zmiany bywają dla sportowców pozytywnym bodźcem, chociaż niosą w sobie ogromne ryzyko. Czasami warto zaryzykować, szczególnie wtedy, gdy jest się na szczycie lub niemal na szczycie. Zmienić trenera, z którym odniosło się wszystkie sukcesy? Wydaje się to szalonym ruchem. Ale z drugiej strony – czasami bywa tak, że największe sukcesy odnoszą ryzykanci. Nie ci porządni, poukładani, których lubimy i którzy robią wszystko dobrze oraz przewidywalnie, ale szalone charaktery w rodzaju Mike Tysona czy Bode Millera. W bieganiu takim przykładem jest Kenijczyk Asbel Kiprop. Ten sam, który na koniec sezonu wyprzedził Marcina w biegu na milę, a wcześniej otarł się o rekord świata na dystansie 1500 metrów. Kiprop u siebie w Kenii rozbija się po mieście z bronią, szlaja po barach i bije ochroniarzy, a jeśli nie ma pod ręką ochroniarza, wyżywa się na aktualnej partnerce. Jako młody zawodnik romansował, z kim popadnie i uciekał z obozów treningowych. Jego biegowa taktyka to wieczny chaos i Kenijczyk często sam nie wie, co robi w biegu i dlaczego. Efekt tego braku profesjonalizmu: tytuł mistrza olimpijskiego, mistrza świata, możliwe, że już wkrótce rekord świata.

A może jest tak, że w przypadku Marcina Lewandowskiego jest sporo pecha: startuje w największym rozkwicie 800 metrów i rywale są zawsze o włos szybsi, mocniejsi? Już dzisiaj widać, że Polak jest jednym z najwybitniejszych biegaczy w historii tego dystansu. Istnieje jednak ryzyko, że może nigdy nie zdobyć wymarzonego medalu igrzysk lub mistrzostw świata. W takim razie pozostaje mu biegać swoje, bez stresu i psychicznego obciążenia, że musi cokolwiek komukolwiek udowadniać. A nam, kibicom, zostaje wspieranie go i docenianie sukcesów, nawet jeśli kończy się czwartym czy piątym, a nie medalowym miejscem.

mm
Marcin Nagórek

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

WIELKI TEST BUTÓW DO BIEGANIA – dla biegaczy o wyższej wadze

Biegowy plan odchudzający poziomu 2 – dla biegaczy o poziomie zaawansowania pozwalającym na 30-40 minut biegu. Jest oparty o interwały.

Plan odchudzający, odchudzanie poziom 2

Wilson Kipsang - zwycięzca London Maraton 2012. Fot. PAP

Były rekordzista świata jest w nie lada tarapatach. Nie dość, że oficjalnie został zdyskwalifikowany na 4 lata za naruszenie przepisów antydopingowych, to jeszcze może mu grozić odsiadka… Wilson Kipsang to jeden z bardziej utytułowanych maratończyków […]

Wilson Kipsang zdyskwalifikowany na 4 lata! Czy pójdzie siedzieć?

W biegowym świecie mówiło się już o tym od kilku tygodni, choć wciąż pojawiały się wątpliwości. Obecnie wszystko wskazuje na to, że wkrótce Caster Semenya będzie miała dziecko. A niektórzy twierdzą, że już je ma! […]

Caster Semenya będzie mamą? A może już nią jest?

Polski Związek Lekkiej Atletyki wyprodukował kompletnie absurdalne zalecenia sanitarne, dotyczące rozgrywania zawodów na stadionie.

Koronawirus. Dzięki PZLA nie zarazimy się na stadionie!

Najwięksi organizatorzy masowych imprez sportowych w Polsce łączą siły i przedstawiają rządowi gotowy plan stopniowego odmrożenia sektora. Powstaje także Polskie Stowarzyszenie Organizatorów Imprez Sportowych i Rekreacyjnych, mające na celu reprezentację całego środowiska i rozwój branży w przyszłości.

Co z imprezami biegowymi? Organizatorzy przemówili jednym głosem

Systematycznie trenując głównie zależy nam na tym, żeby biegać coraz szybciej i jak najdłużej móc wytrzymać w zakładanym tempie. Jednak często w dążeniu do tego celu popełniamy wiele błędów. Przez to szybko możemy nabawić się […]

Metoda POSE – na czym polega?

Już niebawem, bo 11 lipca rusza M LIGA CROSS RUN! A wszystko to w południowo-wschodnich okolicach Warszawy w rejonie Otwocka, Józefowa i Wiązowny. Kilka kilometrów od miejskiego zgiełku na biegaczy czekać bedą malownicze ścieżki w […]

Rusza M Liga Cross Run! Pierwszy bieg już 11 lipca