fbpx

Wiadomości

Szwajcar Julian Wanders pobił rekord Europy w biegu ulicznym na 10 km, wygrywając bieg w Houilles we Francji z czasem 27:25. Wsród kobiet 4. miejsce zajęła Polka Karolina Jarzyńska z wynikiem 32:44.
[caption id="attachment_58116" align="aligncenter" width="2901"] istock.com[/caption] [h2]Kup trzy a czwarta sztuka gratis, duże opakowanie, niższa cena – w okresie świątecznym hasła te atakują nas wyjątkowo agresywnie. Dołączmy do tego wciąż częstą praktykę przygotowywania ogromnych ilości jedzenia w myśl zasady „zastaw się a postaw się”. Finalnie otrzymujemy lodówki i szafki pełne gotowych dań jak i zakupionych produktów/półproduktów.[/h2] Idealnym rozwiązaniem byłoby unikanie tego problemu poprzez przemyślane zakupy i gotowanie. Jednak nie zawsze idealne rozwiązania znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Poniżej kilka sposobów na to, by nie wyrzucać jedzenia, a przy okazji nie dojadać wszystkiego do Sylwestra. To właśnie czas pomiędzy świętami a Nowym Rokiem jest najbardziej zgubny dla sylwetki. [h3]1. Mrożenie[/h3] Jest to jedna z najlepszych metod przechowywania żywności, a przy tym wiele potraw świetnie się do tego mrożenia nadaje. Takie mrożone ciasta czy mięsa wcale nie tracą wiele na smaku, jednak trzeba pamiętać by dokonać tego odpowiednio wcześnie. Ciasta warto poporcjować, a także przechowywać w odpowiednich odstępach między kolejnymi kawałkami. Keks, makowiec, sernik, a nawet kapusta z grzybami czy pierogi jak najbardziej można zamrozić. [h3]2. Oddawanie innym[/h3] W wielu miastach organizowane są zbiórki jedzenia, które przekazywane jest osobom potrzebującym. W niektórych przypadkach nie trzeba się nawet ruszać z domu – to wolontariusz przyjedzie je odebrać. Z pewnością to świetna opcja dla tych, którzy nie chcą dojadać świątecznych potraw, a z drugiej strony na pewno nie chcą go wyrzucać. Podzielić się można również z bliskimi czy przyjaciółmi – być może część z nich spędzała święta za granicą/na wyjazdach i nie przygotowywali tradycyjnych smakołyków. [h3]3. Kuchenny recykling[/h3] Produkty kupowane z myślą o typowo świątecznych daniach można wykorzystać również na inne sposoby. Poniżej propozycje takich dań, w których wykorzystamy buraki z barszczu, ser twarogowy kupowany na sernik (uwaga na skład w przypadku tzw. „twarogów sernikowych”!) oraz główny składnik bigosu czyli kapustę kiszoną. [su_highlight background="#faf921"]Śniadaniowe placuszki twarogowe[/su_highlight] • 2 jajka • 200g sera twarogowego • 4 łyżki płatków owsianych (w całości lub zmielonych) • ½ banana • ½ łyżeczki cynamonu (można pominąć) Oddzielamy żółtka od białek i białka ubijamy na pianę. W osobnej misce rozgniatamy twaróg lekko ugniatamy widelcem wraz z żółtkami, bananem i cynamonem. Dodajemy do ubitych białek wraz z płatkami owsianymi (lub płatkami zmielonymi na mąkę). Delikatnie mieszamy aby połączyć masę. Smażymy beztłuszczowo na teflonie lub z dodatkiem niewielkiej ilości tłuszczu. [su_highlight background="#faf921"]Pesto z buraka[/su_highlight] • 2 średnie ugotowane buraki • 1-2 łyżki oliwy z oliwek (opcjonalnie) • 1 duży ząbek czosnku • 1/3 szklanki orzechów włoskich (lub pinii) • 4 łyżki parmezanu (w wersji wegańskiej zastąpić płatkami drożdżowymi) • 2-3 łyżki soku z cytryny/limonki • sól, pieprz Buraki wraz z czosnkiem, orzechami, serem oraz sokiem z cytryny umieszczamy w blenderze. Miksujemy, w przypadku zbyt gęstej masy dodajemy oliwę z oliwek. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Pesto sprawdzi się zarówno jako dodatek do makaronu jak i pasta kanapkowa. [su_highlight background="#faf921"]Placki z kiszonej kapusty (fuczki)[/su_highlight] • 250g kapusty kiszonej odciśniętej z nadmiaru soku • 125g mleka (lub napoju roślinnego) • 1 jajko • 150g-200g mąki (np. owsianej lub pszennej jasnej i pełnoziarnistej w stosunku 1:1) • 1 łyżeczka majeranku, 1 łyżeczka mielonego kminku • Pieprz do smaku Mąkę, jajko i mleko miksujemy razem na gładkie ciasto. Odciśniętą z nadmiaru soku kapustę szatkujemy drobno i dodajemy do przygotowanego ciasta. Przyprawiamy je do smaku kminkiem, majerankiem oraz pieprzem. Wykładamy łyżką na papier do pieczenia i pieczemy w 200 stopniach do zarumienienia (ok. 30 minut).
[caption id="attachment_55519" align="aligncenter" width="1254"] istock.com[/caption] [h2]W przygotowaniu do wiosennego maratonu najważniejszy trening wykonuje się w styczniu i lutym. To kluczowa faza, decydująca o powodzeniu bądź niepowodzeniu przygotowań. Trudno jednak mówić, że jedyna niezbędna. Równie ważne jest ogólne wprowadzenie, opisane w poprzednich odcinkach, a także faza treningu specjalnego i wyostrzenie w końcówce. Tym niemniej przy dobrym planowaniu styczeń i luty to czas największej harówki i największego obciążenia kilometrażem.[/h2] O ile wcześniej ważne było przygotowanie siłowe, szybkościowe, techniczne, tak teraz na tej bazie budujemy wysoką objętość pracy. Należy pamiętać, że duże przebiegi to rzecz względna i dla niektórych dużo to będzie 60 kilometrów w tygodniu, dla innych dwieście. Istotne jest, że w maratonie wtedy osiąga się szczyt objętości. Dokonujemy tego, osiągając maksymalną długość treningów ogólnych, nadal obecnych, a także wprowadzając długie biegi i wydłużając krótsze rozbiegania. Celem treningu jest poprawa zdolności wytrzymałościowych, ale także znoszenie pod względem mechanicznym sporych obciążeń - czyli przygotowanie mięśni pod względem motorycznym i siłowym do wyzwania w postaci długiego, szybkiego biegu. Termin wprowadzenia długich biegów i bodźców specjalnych zależy od terminu docelowego startu. Z tego względu przygotowanie do biegu maratońskiego w pierwszej połowie marca jest w Polsce trudne i loteryjne, ze względu na czynnik pogody. O wiele łatwiej jest ze startem w kwietniu, w szczególności w drugiej połowie kwietnia. Przyjmując wykonanie trzech głównych, bardzo ciężkich akcentów maratońskich, co dwa tygodnie, a ostatni trzy tygodnie przed startem, okazuje się, że pierwszy z tych treningów musimy być w stanie zrobić w dobrych warunkach prawie dwa miesiące przed biegiem. Wcześniej niż pod koniec lutego jest to zwykle w Polsce niemożliwe, choćby ze względu na zalegający śnieg, który nie tylko przeszkadza w osiąganiu wysokich prędkości, ale i niekorzystnie zmienia mechanikę ruchu. Na śniegu można trenować ogólnie, ale wykonywanie środków specjalnych w przygotowaniu do biegu na suchym asfalcie jest co najmniej dyskusyjne. W momencie rozpoczęcia końcówki przygotowań musimy być więc gotowi siłowo, szybkościowo, wydolnościowo i wytrzymałościowo do wykonania długich, szybkich treningów. I nawet to przygotowanie nie jest proste. Treningi trudne, odbywające się z dużą zadyszką, grożą infekcjami dróg oddechowych. Śnieg i ciemności utrudniają osiąganie wysokich prędkości. [h3]Jak zwiększać objętość treningów?[/h3] Biegacze w typie szybkościowym najpierw osiągają maksymalną objętość akcentów. Najkorzystniej - podbiegów. Styczeń jest czasem, kiedy na podbiegu pracuje się bardzo dużo, na bardzo wysokiej objętości. U części biegaczy górki do pewnego stopnia zastępują długi bieg. Szybkościowiec zamiast męczyć co tydzień długie rozbieganie, może raz biegać potężną liczbę podbiegów, a co drugi tydzień zmniejszać ich ilość i dokładać długie rozbieganie. Efekt treningowy będzie podobny, a na razie jeszcze nie zależy nam na pełnej specyfice biegu maratońskiego - to zaczniemy pod koniec lutego. Styczniowy cykl treningowy może więc w tym wypadku wyglądać następująco: Poniedziałek: wolne Wtorek: 15' spokojnie + zabawa biegowa: 20x1' przerwa 1' trucht + 10' spokojnie Środa: wolne Czwartek: 60' spokojnie Piątek: wolne + siłownia Sobota: 15' spokojnie + podbiegi: 20x300 m, przerwa trucht w dół + 15' spokojnie Niedziela: 90' spokojnie W porównaniu do planu grudniowego, zmiana polega na wprowadzeniu płaskich zabaw biegowych oraz rozbiciu podbiegów, które wcześniej kumulowaliśmy w jednym tygodniu, na dłuższy cykl. Zabawy biegowe są po to, aby powoli zamieniać wypracowaną na podbiegu siłę i wytrzymałość na zdolność do szybkiego biegu po płaskim. Trening powoli przygotowuje nas do wprowadzenia specyficznych środków maratońskich. Długie biegi będą się progresywnie wydłużać - może to być kolejno 105, 105, 120, 120, 135 minut. Tu celem jest przygotowanie mechaniczne - żeby sam dystans pod koniec ogólnych przygotowań nie był problemem. Kumulujemy więc łączną objętość, ale i powoli wprowadzamy środki, które są wstępem do treningu maratońskiego. W zabawach biegowych odcinki są coraz dłuższe i biegane stopniowo coraz spokojniej. Formaty progresu są różne, ale zanim wprowadzimy odcinki w tempie maratońskim, możemy dojść np. do treningu typu 10x4' z przerwą 2 minuty w truchcie, w tempie pomiędzy półmaratońskim a tym do dychy. I tak pod koniec lutego zawodnik szybkościowy będzie gotowy do wykonania pierwszego akcentu maratońskiego. Może to być np. 7x10 minut, z przerwą 3 minuty w truchcie. O maratońskim charakterze akcentu przesądza zbliżone do startowego tempo oraz łączna długość treningu. Cały cykl może wyglądać następująco: Poniedziałek: wolne Wtorek: 15' spokojnie + zabawa biegowa: 20x30 sekund, przerwa 1' trucht + 10' spokojnie Środa: wolne Czwartek: 60' spokojnie Piątek: wolne Sobota: 30' spokojnie + podbiegi: 6x60 m mocno, przerwa spacer + 15' spokojnie Niedziela: 15' spokojnie + 7x10', przerwa 3' trucht + 15' spokojnie Krótsze zabawy i przebieżki mają na celu podtrzymywanie wcześniej wypracowanych adaptacji związanych z szybkością, siłą i wydolnością, pojawiają się jednak rzadziej, w łatwym formacie i nie są biegane mocno. Priorytetem jest odpoczynek przed i po akcencie maratońskim. Jak widać, główny akcent to w tym przypadku 128 minut, z przerwami po rozgrzewce i przed wytruchtaniem. Tempo odcinków jest maratońskie lub nieco szybsze. Więcej informacji o środkach specjalnych pojawi się w kolejnej części cyklu. [h3]Jak trenuje wytrzymałościowiec?[/h3] Nieco inaczej rozwija się trening u biegacza w typie wytrzymałościowym. Podbiegi nie odgrywają tu aż tak dużej roli, tzn. nie jest konieczne doprowadzanie do bardzo wysokiej objętości tego rodzaju treningu. Biegacz buduje formę w większym stopniu objętością oraz biegami ciągłymi. Regularne są także długie biegi. Cykl w styczniu można zacząć w ten sposób: Poniedziałek: wolne + siłownia Wtorek: 15' spokojnie + zabawa biegowa: 10x3' przerwa 1' trucht + 10' spokojnie Środa: 75' spokojnie Czwartek: 15' spokojnie + 30' bieg w tempie okołomaratońskim + 10' spokojnie Piątek: wolne Sobota: 15' spokojnie + podbiegi: 10x200 m, przerwa trucht w dół + 15' spokojnie Niedziela: 120' spokojnie Cele treningu są te same, co w przykładach powyżej, ale osiągane nieco innymi środkami. Mniej energii poświęca się na podtrzymanie szybkości, bo ta cecha u biegacza wytrzymałościowego nie jest aż tak istotna. Warto zwrócić uwagę, że w obu przykładach stopniowo zanika trening dodatkowy w postaci siłowni - w miarę przejścia od treningu ogólnego do specjalnego. Objętość treningu u biegacza wytrzymałościowego jest wyższa, większy też udział biegów ciągłych oraz długich biegów. Pod koniec lutego trening ogólny z budowania przejmuje charakter podtrzymania - co oznacza, że treningi inne niż maratońskie biega się rzadziej i z mniejszą objętością. Dominujące w treningu stają się długie biegi. Akcenty docelowe u szybkościowca budujemy na podstawie wysokiej objętości interwału (w tym przypadku podbiegów), natomiast u wytrzymałościowca - na podstawie zbudowanej w większym stopniu z biegów ciągłych. Pełna wersja artykułu znajduje się w styczniowym numerze BIEGANIA (styczeń 2018). Znajdziesz go w aplikacji Magazyn BIEGANIE dostępnej do pobrania z App Store oraz Google Play.
[h2]Niektórzy się dziwią zimowym biegaczom czy rowerzystom, mało kto jednak dziwi się, widząc w czasie mrozu narciarza. Ruch rozgrzewa, ruch to jednak nie wszystko. Ważny jest też odpowiedni strój. Ale nie tylko.[/h2] Czy powinno się biegać zimą? Ależ oczywiście, że tak. Bieganie daje radość, a po co mamy przez kilka miesięcy tęsknić za tą radością? [h3]Kondycja się przydaje[/h3] Poza tym kilkumiesięczna przerwa w treningach oznaczałaby konieczność mozolnego odbudowywania formy. Wiem coś o tym, bo sam tę formę próbuję właśnie odbudować po przerwie… letniej. – Nie można wypaść z formy! – podkreśla Karolina Rzeźnik, maratonka z Berlina. – Trzeba być przygotowanym na zawody wiosenne. Nie powinno się na początku wiosny zaczynać od zera. Poza tym dobra kondycja przydaje się także zimą, chociażby w czasie wyjazdu na narty! No dobrze, czy jednak biegaczowi nie będzie zimą za… zimno? Przy jakich temperaturach można jeszcze biegać i nie zamarznąć? – Nie ma tak niskich temperatur, przy których biegać nie można – mówi półżartem Karolina. – W końcu w ruchu zawsze cieplej niż w bezruchu! To prawda, ludzie nie uprawiający sportu często się dziwią, kiedy widzą na ulicy biegacza lub rowerzystę, który jest lżej od nich przyodziany, a jednak nie narzeka na chłód. Co ciekawe jednak, nie dziwią się, kiedy widzą zimą narciarzy biegowych lub zjazdowych, łyżwiarzy czy saneczkarzy. I nie zastanawiają się, jakim cudem narciarz czy łyżwiarz nie marznie. A przecież ruch to ruch, zawsze rozgrzewa, a biegacz i rowerzysta mają o tyle łatwiej, że do swojej aktywności nie potrzebują ani śniegu, ani lodu. Ba, lód jest wręcz niewskazany! Osobiście nie zgodziłbym się jednak z Karoliną, że siła mrozu nie ma żadnego znaczenia. Sam wolę biegać w czasie mroźnej zimy niż letnich upałów czy słotnej jesieni, jednak najlepiej mi się biega w temperaturze od minus jednego do minus pięciu stopni. Minus 10 to już dla mnie dyskomfort. – Ja też bardzo lubię biegać podczas mrozu – kiwa głową Joanna Kowalczyk z Wrocławia, ultramaratonka górska, autorka bloga Bieganizm.com. – Zdecydowanie wolę zimno niż upał. Myślę, że to równie zdrowe i ważne, co morsowanie. Hartuje ciało i ducha. Osobiście polecam. – Umiarkowane bieganie to świetny trening dla ciała i duszy – zgadza się z nią Maciej Mielczarek, koszaliński lekarz, ojciec biegacza. – Przeziębienie tak czy inaczej może się przytrafić, jeśli panuje epidemia. Ale żeby po przeziębieniu nie było powikłań, powinniśmy wzmacniać organizm urozmaiconą dietą, wystarczającym snem i właśnie aktywnością fizyczną. [h3]Jak się ubrać?[/h3] Oczywiście, odczucie zimna i ciepła jest dość indywidualne i każdy biegacz sam musi wyczuć, jaka temperatura jest dlań najlepsza. A także jak się zabezpieczyć przed chłodem. – Dobry, tłusty krem na skórę, kominiarka lub chusta na twarz i można biec do lasu – śmieje się Karolina Rzeźnik. Sam w czasie mrozu smaruję kremem twarz i dłonie, zakładam długie spodnie, oddychającą koszulkę (w zależności od temperatury z krótkimi lub długimi rękawami), biegową bluzę, a na to jeszcze softshell. Na dłonie rękawiczki, na szyję komin, a na głowę czapkę. Wspomniany wyżej softshell chroni zarówno przed chłodem, jak i wiatrem. A jeżeli temperatura lekko przekracza zero i kropi niewielki deszcz, softshell też powinien dać radę. – Ubiór to mocno indywidualna sprawa – zaznacza Joanna Kowalczyk. – Jednym robi się szybko ciepło, innym wcale. Wszystko zależy od tempa biegu, wysokości nad poziomem morza, wiatru, temperatury. W mróz zawsze biegam w rękawiczkach i przynajmniej opasce zakrywającej uszy i zatoki. A na szyi mam buff, którym mogę zasłonić usta przed mroźnym powietrzem lub w razie czego zamienić go na czapkę. Noszę kilka warstw: koszulkę termiczną, długi rękaw i izolującą od wiatru kurtkę, którą w razie potrzeby zawsze mogę rozpiąć lub zdjąć. Zamiast dwóch par cienkich skarpetek, noszę jedną parę cieplejszych. Na to zakładam oddychające buty, a jeśli śnieg jest głęboki, to dodatkowo z membraną. – A w mieście poza odpowiednią odzieżą ważne są też odblaski – przypomina Maciej Mielczarek. – Zimą zmrok zapada szybko i na przejściu dla pieszych kierowca może biegacza nie zauważyć… Zresztą nie tylko kierowca i nie tylko na przejściu. Jeśli za miastem nie ma chodnika, pieszy (a zatem i biegacz) może legalnie korzystać z drogi rowerowej. Zdrowy rozsądek wymaga jednak, żeby być na niej widocznym. Zderzenie biegacza truchtającego z prędkością 10 km/h z rowerzystą, który nadjeżdża z naprzeciwka z szybkością 30 km/h, może być groźne dla obu uczestników ruchu… [h3]Padaj, wstawaj![/h3] A propos wspomnianego wyżej śniegu, to jeśli nie jest to śnieg topniejący, ani zlodowaciały, może on wręcz ułatwić bieganie po mieście. Podłoże jest bardziej miękkie, bardziej przyjazne dla stopy i stawów niż betonowe płytki czy kostki. Bezpieczniejszy jest też ewentualny upadek na miękki śnieg niż na twardy beton. Z drugiej strony na lodzie czy wyślizganym śniegu o wiele łatwiej upaść, zwłaszcza jeśli biegniemy z górki lub trenujemy w lesie i trafimy stopą na niewidoczny pod śniegiem korzeń. Doświadczony biegacz zazwyczaj upada w sposób bezpieczny, no i rękawiczki na dłoniach pozwalają upadek złagodzić. Może się jednak zdarzyć także i upadek mniej bezpieczny. Wtedy może nas uratować czapka na głowie, a w razie skręcenia lub złamania – także naładowany telefon komórkowy w plecaczku. Właśnie, plecak. Warto go brać na zimowe wybiegania, zwłaszcza długie. Poza telefonem, zmieści tam się też coś do jedzenia i – na wszelki wypadek – portfel. Warto mieć pieniądze na taksówkę lub autobus, żeby w razie problemów wrócić do domu z miejscowości oddalonej, dajmy na to, o 15 czy 20 km. – Jeśli biegam w górach, mam w plecaku także zapasową, cieplejszą kurtkę, folię izolacyjną, ogrzewacze do stóp i rąk, sezamki i mały termos z herbatą – wylicza Joanna Kowalczyk. W przypadku kontuzji w górach, folią izolacyjną można się owinąć, czekając na przybycie ratowników. Można też na niej usiąść, jeśli podłoże jest mokre lub przemarznięte. – W czasie długiego wybiegania, zwłaszcza w górach, należy być przygotowanym na zmianę warunków atmosferycznych i drastyczne pogorszenie pogody – ostrzega Joanna. Na nizinach zasady są mniej restrykcyjne. Termos z ciepłym napojem można zastąpić przez wspomniany wyżej portfel z pieniędzmi. Kiedy biegnę zimą z Koszalina do Sarbinowa i z powrotem, robię sobie krótką przerwę na półmetku, w kawiarni przy nadmorskiej promenadzie. Gorąca herbata potrafi w takich warunkach zdziałać cuda.
[caption id="attachment_58102" align="aligncenter" width="5000"] Mina Guli planuje przebiec 100 maratonów w 100 dni, a wszystko po to, by zwrócić uwagę na problem braku wody w wielu krajach. Fot: Kelvin Trautman / Welcome to Frank via Getty Images[/caption] [h2]Australijska ultramaratonka Mina Guli w nietypowy sposób przekonuje do działań na rzecz zapobiegania pustynnieniu. Już dziś setki milionów ludzi nie ma dostępu do źródeł wody pitnej, a sytuacja będzie się pogarszać w miarę ocieplania się klimatu.[/h2] Katastrofie klimatycznej i humanitarnej trzeba przeciwdziałać. Żeby zwrócić uwagę na problem, Mina Guli chce przebiec 100 maratonów w sto dni. Swoją akcję nazwała Running Dry. Zaczęła 4 listopada br. w Nowym Jorku, zaś ostatni z planowanych maratonów zamierza pokonać w tym samym mieście 11 lutego 2019 r. Rzecz jasna, wszystkich stu maratonów w Nowym Jorku nie biegnie, bo nie chodzi przecież o to, żeby umrzeć z nudów. Mina startuje więc w różnych krajach świata, na różnych kontynentach, od Chile i Boliwii, przez Australię, Chiny i Etiopię aż po Meksyk. [h3]Przez siedem pustyń[/h3] Podobne wyzwania, choć nie aż tak wymagające podejmowała już w latach poprzednich. W 2016 r. pokonała 40 maratonów na siedmiu pustyniach, zaś w 2017 r. 40 maratonów na sześciu kontynentach. Oczywiście Mina nie jest jedyną biegaczką, która stawia przed sobą wyzwania sportowe, które przeciętnemu maratończykowi mogą wydawać się szaleństwem. W 2006 r. amerykański ultramaratończyk Dean Karnazes postanowił pokonać 50 maratonów w 50 stanach w czasie 50 kolejnych dni. Swój projekt rozpoczął we wrześniu w St. Louis, a zakończył w listopadzie w Nowym Jorku. A potem napisał o swoich przeżyciach w książce pod tytułem – a jakże – „50 maratonów w 50 dni”. [h3]Drogą wśród pól[/h3] Podobnie szalone wyzwania podejmują także Polacy. Sześć lat temu August Jakubik i Mariusz Szostak postanowili pobiec 42 maratony w 42 dni. Mariusz Szostak pokonał wszystkie 42 maratony, natomiast August Jakubik przebiegł ich „tylko” 40. Odpuszczenie dwóch maratonów zalecił mu bowiem jego kardiolog. Jak już bić rekordy, to bić je z przytupem. W 2014 r. ultramaratończyk Ryszard Kałaczyński, z zawodu rolnik, postanowił przebiec 366 maratonów w 366 dni. Zadanie wykonał pomiędzy sierpniem 2014 a sierpniem 2015 r. Biegał drogą wśród pól w okolicy swojej rodzinnej wsi Witunia na Krajnie. No dobrze, co innego bić jednak rekordy dla rekordów, a co innego zdzierać buty i wylewać z siebie siódme poty po to, żeby pomóc innym. W Polsce znaną ultramaratonką, która to robi, jest Joanna Kowalczyk, autorka bloga Bieganizm.com. Asia urodziła się z poważną wadą serca. Wadę usunięto operacyjnie sześć lat później. Już jako dorosła kobieta Joanna zaczęła biegać. [h3]Serce dla Marcinka[/h3] Kiedy dowiedziała się o chorobie serca ośmioletniego Marcinka, bez wahania zdecydowała się wraz z ekipą Tatra Running pobiec na tatrzańską przełęcz Zawrat, by na szlaku zachęcać turystów do wpłat na operację chłopca. Później wyruszyła jeszcze w tym samym celu w rowerową trasę z Krakowa do Wrocławia. Trasę malowniczą, bo wiodącą m.in. przez Jurę Krakowsko-Częstochowską. Nie o widoki jednak chodziło. Była końcówka listopada i pogoda niezbyt sprzyjająca. Duży wysiłek rowerzystka przypłaciła zapaleniem oskrzeli. Nie żałuje jednak tej ceny; udało jej się zebrać ok. 18 tys. zł, a mały Marcinek pojechał na operację do kliniki w Niemczech. Operacja „Serce dla Marcinka” zakończyła się sukcesem. [h3]#BiegamDobrze[/h3] Joasia pomaga nie tylko ludziom, ale także zwierzętom. Na terenie Masywu Babiej Góry organizuje Biegi Śnieżnej Pantery. Dochód z imprezy przeznacza na ochronę irbisów. Te piękne koty, zabijane przez myśliwych dla futra, należą do gatunków zagrożonych. W kontekście pomagania przez bieganie warto wspomnieć też o akcji #BiegamDobrze. Startując w Maratonie Warszawskim, T-Mobile Biegu na Piątkę czy w Sztafecie Maratońskiej Ekiden można wspomóc konkretną kwotą charytatywne fundacje, jak np. WWF, Rak’n’Roll, Spartanie Dzieciom czy PAH. Niektórzy łączyli też już pomaganie z hardcorowymi, szalonymi wyzwaniami na miarę Miny Guli. W 2015 r. Amerykanin Daren Wendell przebiegł 100 maratonów w czasie stu dni, przemierzając niemal całe Stany Zjednoczone. Na trasie zebrał ponad 130 tys. dolarów, które wpłacił na rzecz fundacji Live Water International, zajmującej się oczyszczaniem wody pitnej w Afryce. [h3]Piaskiem do Piasków[/h3] W Polsce zaś, na przełomie czerwca i lipca tego roku Monika Hetmanek i Piotr Wiciński z pabianickiego klubu „O co biega” biegli przez 11 dni plażą, wzdłuż Bałtyku. Chcieli zebrać pieniądze na lek ostatniej szansy dla cierpiącej na nowotwór pani Jolanty. Niestety, nie zdążyli dobiec pani Jolancie z pomocą. – Jest mi ogromnie przykro, bo bardzo chciałam pomóc tej pani… – mówi ze smutkiem Monika Hetmanek. Oboje śmiałków zrobiło jednak co w ich mocy. Zakładany dystans pokonali. Wystartowali w Świnoujściu, a bieg zakończyli we wsi Piaski już za Krynicą Morską, przy granicy z Rosją. Najdłuższy odcinek pokonali trzeciego dnia, kiedy to na plaży pomiędzy Mrzeżynem a Mielnem przebiegli niemal 60 km. Biegli czasem w butach, a czasem boso. Z 10-kilogramowymi plecakami na plecach. – To było trudne, ale nie powiedziałabym, że piekielnie trudne – ocenia skromnie pani Monika. – Jak coś postanowię, to dążę do celu. Nie lituję się nad sobą. Moim zdaniem człowiek wszystko może, bo granice są w głowie, a zwycięzcą jest ten, kto potrafi pokonać samego siebie. [h3]Walka na Dobro[/h3] Ty również możesz wesprzeć inicjatywę, która zakłada pomaganie przez bieganie! I to bez wychodzenia z domu. Wystarczy, że wesprzesz ambasadorów Walki na Dobro. Sprawdź o co w tym chodzi:
[h2]Kapitalna, życiowa rozmowa o Norseman i sportowej, dojrzałej przyjaźni trener-zawodnik.[/h2] Jadąc pod Malbork na tę rozmowę chciałem się dowiedzieć czegoś o Norsmanie. Tak jak rok temu w grudniu, tak samo tym razem. Złapać trochę informacji o zawodach, od których zaczęła się moja fascynacja triathlonem. Cóż, dowiedziałem się bardzo dużo praktycznych informacji i tricków odnośnie startu w Norwegii (wraz z info o pracy supportu) ale usłyszałem też o wiele więcej. W tej ponad 2-godzinnej rozmowie usłyszycie kupę ciekawych historii, kilka bluzgów i sporo śmiechu. Rozmawiało się wybornie i nie chciałem nic z tego ucinać. Życzę zatem miłego oglądania i słuchania! W tym odcinku usłyszysz: Kim są moi dzisiejsi goście? Jaki cel przyświecał Emilowi podczas startu w Norsemanie? Czego Marcin nie chciałby więcej robić jako support? Kto powinien być w supporcie w tego typu zawodach? Jakie specyficzne przygotowanie trzeba wykonać przed tego typu zawodami? Jaki rower wybrać na start w Norsemanie? Jak wygląda trasa rowerowa na zawodach? O specyfice treningów Emila. Jak dobierać optymalne rozwiązania treningowe? W jaki sposób przygotować się pod kątem jedzeniowym do zawodów? Jak w praktyce wyglądał support Marcina? Jakie ubrania miał Emil w trakcie zawodów? O przygodzie Marcina z holenderskim autostopem. Na jakich startach zależy Emilowi? Jakie plany startowe ma Marcin? Podcast pochodzi z bloga ironfactory.pl.
[h2]Prenumerata to najlepszy pomysł na prezent w ostatniej chwili! Nie musisz czekać na kuriera, ani biegać po sklepach. Zaprenumeruj już teraz cyfrowy magazyn Bieganie na rok, a otrzymasz bon podarunkowy z kodem do rejestracji w styczniu 2019.[/h2] To jest bardzo proste: po zainstalowaniu aplikacji można pobierać kolejne wydania na urządzenie i czytać w dowolnym momencie, nawet bez dostępu do Internetu. Obdarowana osoba będzie mogła korzystać przez 13 miesięcy z pełnego dostępu do cyfrowych wydań tygodnika Bieganie, dodatkowych papierowych Wydań Specjalnych, zniżek na zawody i zakupy w sklepach oraz wiele innych dodatków. To co proste jest najlepsze, zapraszamy więc do sklepu! Aplikacja magazynu BIEGANIE dostępna jest w sklepach Google Play oraz App Store.
[h2]Ulepszać, a nie rewolucjonizować: wydaje się, że owo stwierdzenie idealnie oddaje podejście amerykańskiego producenta do obecnego etapu rozwoju marki. W połowie roku 2018 do sprzedaży trafiła rodzina zegarków Fenix 5 Plus, która samą swoją nazwą nawiązuje do owego ulepszania. Co pierwsze przychodzi Wam na myśl, jak w nazwie widzicie Plus? Czym może się różnić Fenix 5 Plus od Fenixa 5? W teorii powinien być lepszy i mieć kilka dodatkowych funkcji. Przekonajmy się zatem, ile w tym prawdy.[/h2] Zegarki serii Fenix 5, a w szczególności Fenix 5X nieco namieszały na rynku. Trzy różne rozmiary zegarków, obsługa czujników Bluetooth Smart, mapy topograficzne i zaawansowane funkcje nawigacyjne najwyższym modelu serii, oraz masa innych funkcji ułatwiających codzienne życie i trening spowodowały, że zegarki te sprzedawały się niczym przysłowiowe świeże bułeczki. Nie oznacza to jednak, że były wolne od wad. Naturalnym wiec było, że chcąc utrzymać tytuł lidera rynku należy je „odświeżyć”. Do wyboru do koloru Wspomniałem o rodzinie zegarków Fenix 5 Plus, bo bazowe modele mamy trzy (Fenix 5S Plus, Fenix 5 Plus i Fenix 5X Plus), a jeśli weźmiemy pod uwagę różne wersje kolorystyczne, możliwość wyboru szafirowego szkła, to przy zakupie mamy kilkanaście opcji do wyboru. Rozmiarowo zegarki nie różnią się od swoich poprzedników. Fenix 5S Plus jest zegarkiem o najmniejszych rozmiarach, a jego koperta ma średnicę 42 mm i wydaje się być idealnym wyborem dla kobiet i osób o mniejszych nadgarstkach. Koperta modelu Fenix 5 Plus ma średnicę 47 mm. Największym jest zegarek Fenix 5X Plus, którego koperta ma 51 mm średnicy. W wersji z silikonowym paskiem i szafirowym szkłem zegarek Garmin Fenix 5 Plus waży 85 gramów. Modele Fenix 5S Plus i Fenix 5X Plus są odpowiednio o 10 gramów lżejsze i cięższe od Fenixa 5 Plus. Parowanie Po sparowaniu i podłączeniu zegarka z kompatybilnym smartfonem otwiera się przed nami cała gama jego „inteligentnych” funkcji. Chodzi tu między innymi o prezentację powiadomień (także z funkcją prywatności, oraz nie tylko po naciśnięciu przycisku, ale również po obróceniu nadgarstka) z programów autoryzowanych w centrum powiadomień (wraz z pełną obsługą emotikonek), synchronizację z kalendarzem, wgrywanie nowych tarcz zegarka, prezentowanie prognozy pogody, zdalne monitorowanie aktywności (LiveTrack) i monitorowanie grupowe (GroupTrack), synchronizację danych pomiędzy zegarkiem i platformą Garmin Connect, szukanie telefonu, kontrolę odtwarzacza muzyki, czy odbieranie/odrzucanie połączeń. Użytkownik ma możliwość zdefiniowania, czy i jakie powiadomienia mają być prezentowane zarówno w trybie zegarka codziennego, jak i podczas trwania aktywności. Jest też opcja „nie przeszkadzać”, kiedy to wyłączone zostanie podświetlenie ekranu, oraz alarmy dźwiękowe i wibracyjne. Nowością jest, że do komunikacji pomiędzy kompatybilnym telefonem i zegarkiem wykorzystywany jest tryb Bluetooth Smart działający niezależnie od trybu ANT+, przez co możliwe jest jednoczesna komunikacja z telefonem, jak i czujnikami zewnętrznymi. Zegarki serii Fenix 5 Plus komunikują się z czujnikami zewnętrznymi zarówno w trybie ANT+, jak i Bluetooth Smart, przy czym w tym drugim przypadku ograniczeni jesteśmy do czujników tętna, mierników mocy, czujników prędkości i kadencji, oraz footpodów. Wszystkie zegarki serii Fenix 5 Plus posiadają moduł komunikacji z sieciami bezprzewodowymi WiFi, który wykorzystywany jest do synchronizacji danych pomiędzy zegarkiem i platformą Garmin Connect, do przesyłania uaktualnień oprogramowania zegarka, oraz do transferu muzyki z platform streamingowych. Na uwagę zasługuje fakt, że sieci WiFi można dodawać już nie tylko za pomocą desktopowej aplikacji Garmin Express, ale także w aplikacji Garmin Connect Mobile, jak również poziomu zegarku. Personalizacja Zegarek Garmin Fenix 5X Plus to przede wszystkim zegarek sportowy, a wiec przejdźmy do wykorzystania go do monitorowania i zapisu danych podczas sportu. A że ma być uniwersalny i multisportowy, jest w czym wybierać. Rodzajów aktywności jest prawdziwe multum. Oprócz oczywistych trybów, to jest pływania (w wodach otwartych i idealnie wręcz dopracowany tryb pływania na basenie), biegania (na zewnątrz, na bieżni mechanicznej, na hali lekkoatletycznej i w górach), kolarstwa (szosowego, górskiego, na trenażerze), multisportowych (triathlon, duathlon, swimrun), przez wycieczki piesze, wspinaczkę, wioślarstwo (także na stojąco, oraz na ergometrze wioślarskim), narciarstwo (zjazdowe, biegowe), snowboard, ćwiczenia siłowe i ćwiczenia „cardio”, aż po sporty motorowodne, golf (w pamięci zegarka zapisano pełne dane czterdziestu tysięcy pół golfowych)  i skoki spadochronowe. Ponadto użytkownik ma możliwość definiowania własnych dyscyplin sportowych, dowolnego łączenia ich, czy w końcu ściągania aplikacji Connect IQ pozwalających na monitorowanie innych aktywności. Tym samym, okazuje się, że jednak od przybytku głowa nie boli. Mogłoby się wydawać, że wybieranie spośród takiej ilości dyscyplin będzie czasochłonne, ale programiści Garmina bardzo sprytnie to rozwiązali. Użytkownik wybiera swoje ulubione sporty, z których korzysta najczęściej, a w przypadku chęci skorzystania z zegarka w innym trybie po prostu dodaje go do listy ulubionych i tak zyskuje do niego szybki dostęp. W ten sposób nie zagracamy menu wyboru sportów, a jednocześnie mamy do dyspozycji zegarek, za pomocą którego możemy rejestrować bardzo szerokie spektrum dyscyplin. Do monitorowania aktywności treningowych, czy startów jest to po prostu świetny zegarek. Pomiar tętna Zgodnie z obowiązującym trendem Fenix 5 Plus nie mógł się obejść bez optycznego czujnika tętna. Testując każdy zegarek z optycznym czujnikiem tętna za każdym kolejnym razem wmawiam sobie, że dokładność tej metody pomiarowej, oraz samych czujników rośnie, jednak cofając się widzę, że nadal nie jest idealnie i na treningach interwałowych ciągle polegam na czujniku na klatce piersiowej. Największym wrogiem optycznych czujników tętna jest światło, a to może dość łatwo dostać się do czujnika jeśli pracują nadgarstki i szczególnie często obserwowałem błędne odczyty podczas treningów na ergometrze wioślarskim, czy pływackiego treningu oporowego „na sucho”. Nie bez znaczenia jest także kolor skory, jej owłosienie, czy w końcu ilość tkanki tłuszczowej. Moim zdaniem posiadanie klasycznego czujnika tętna na klatkę piersiową jest obowiązkowe, jeśli zależy nam na dokładnym monitorowaniu i zapisie tętna podczas treningów. Do użytku codziennego i okazjonalnych aktywności fizycznych jest to zbędne i wówczas wystarczy wbudowany optyczny czujnik tętna. Albo w przypadku, gdy klasycznego czujnika zapomnimy, lub odmówi posłuszeństwa. Wówczas lepszy rydz niż nic. Zegarek Garmin Fenix 5X Plus od modeli 5S Plus i 5 Plus różni nie tylko rozmiar, ale też dodatkowa czerwona dioda obok optycznego czujnika tętna, spełniająca zadanie pulsoksymetru. Nawigacja Zegarek Garmin Fenix 5 Plus posiada wbudowany odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS, GLONASS i Galileo. Skorzystanie z dodatkowych satelitów systemu GLONASS, lub Galileo pozwala zwiększyć ilość dostępnych linii pozycyjnych, co z kolei może podnieść dokładność określania pozycji, w szczególności w umiarkowanych szerokościach geograficznych. Jedynym ograniczeniem tutaj jest możliwość jednoczesnego korzystania z maksymalnie dwóch nawigacyjnych systemów satelitarnych, z czego jeden musi być systemem GPS, a więc GPS i Galileo, lub GPS i GLONASS. Patrząc całościowo na półroczny okres, w którym korzystałem z zegarka Fenix 5 Plus nie zaobserwowałem problemów z dokładnością nawigacyjnych systemów satelitarnych. W szczególności korzystając jednocześnie z systemów GPS i Galileo. Mapy Wszystkie zegarki serii Fenix 5 Plus mają możliwość prezentacji map topograficznych, czyli szczegółowych map (o skali większej od 1:200000) odwzorowujących ukształtowanie terenu, sieć rzeczną, drogową i zabudowania, oraz posiadają rozbudowane funkcje nawigacyjne znane locznikow kolarskich firmy Garmin. Użytkownik ma możliwość tworzenia tras z poziomu zegarka do określonego punktu, zapisanej pozycji, czy punktu POI z kryterium minimalizacji czasu, dystansu, lub całkowitego wzniosu, a także z pominięciem nieutwardzonych, czy ruchliwych dróg, a także możliwość nawigacji po trasie odbytego treningu, czy wcześniej stworzonej trasie. Pełen wachlarz. Jeśli zaplanowanie trasy pozostawimy zegarkowi, to wykorzysta on w tym celu warstwę Trendline Popular Routing, czyli zbiór tras najczęściej przemierzanych przez użytkowników sprzętu firmy Garmin w danej okolicy biorąc pod uwagę zadane kryteria. Istnieje też możliwość przesyłania do zegarka tras stworzonych na platformie Garmin Connect, czy też w postaci plików GPX i TPX. Wiele osób może uznać posiadanie map topograficznych w zegarku za bezsens i uważać, że wyświetlacz jest za mały do sprawnego posługiwania się nimi. W końcu niemal każdy ma smartfona z darmowymi mapami! A co jeśli nie ma zasięgu? Najlepszym tego przykładem były moje wycieczki biegowe w Tatrach. W wielu miejscach nie mogłem nawet marzyć o zasięgu telefonii komórkowej i telefon był bezużyteczny, a mapy w zegarku ani zasięgu ani internetu nie potrzebują, wystarczy tylko sygnał z satelitów nawigacyjnych, no i oczywiście dobra mapa topograficzna. Płatności Garmin Pay i gra muzyka Wisienką na torcie, a w moim przypadku także powodem dla którego zamieniłem Fenixa 5 na model z Plusem są płatności zbliżeniowe Garmin Pay i wbudowany odtwarzacz muzyczny. Zasada działania jest identyczna jak w przypadku karty zbliżeniowej, czy Apple Pay. Włączasz aplikację Garmin Pay, zbliżasz zegarek do terminala i voila, zapłacone. Pod warunkiem, że posiadasz kartę płatniczą lub kredytową Visa lub Mastercard w banku obsługującym ten sposób płatności (Santander Bank Polska, PKO BP i Nest Bank). Odtwarzacz muzyczny w zegarku to równie genialny wynalazek, jak płatności zbliżeniowe. Nigdy nie byłem fanem biegania z telefonem, ale na dłuższych wybieganiach brakowało mi muzyki. Albo podcastów. Trening to często jedyny moment w ciągu dnia, gdy mogę ich słuchać. Do pamięci zegarków serii Fenix 5 Plus możemy skopiować pliki dźwiękowe, luz za pomocą aplikacji Connect IQ zsynchronizować nasze playlisty z wybranych platform streamingowych, w tym najpopularniejszej z nich - Spotify. Zegarek łączy się nie tylko ze słuchawkami bezprzewodowymi, ale także głośnikami, czy zestawami głośnomówiącym za pomocą łączności Bluetooth. Jaka cena za te cuda Wszystko więc ładnie, pięknie, ale gdzie jest haczyk? No bo przecież zawsze musi być jakiś haczyk… a w przypadku Fenixa 5 Plus jest nim cena. Co prawda do poziomu finansowego bólu w postaci Fenixa 5X Plus mu daleko, ale 2850 za wersje ze szkłem mineralnym, czy 3300 złotych za wersje ze szkłem szafirowym to jednak wysokie ceny. Co więcej, w stosunku do zegarków serii Fenix 5 ceny „debiutu” są o blisko 600 złotych wyższe. Dla osób nie słuchających muzyki podczas treningów, albo korzystających w tym celu z telefonu, oraz dla osób nie posiadających kart płatniczych, czy kredytowych w jednym z trzech banków obsługujących Garmin Pay, rozsądniejszym wyborem może się okazać model Fenix 5, czy nawet sprawdzony Fenix 3. Znajdzie się jednak spore grono konsumentów i to niekoniecznie wśród biegaczy, czy triathlonistów, dla których będzie to zegarek idealny, ponieważ po raz kolejny Garmin stworzył zegarek dokładnie taki, jakiego może potrzebować aktywny fizycznie Kowalski z zacięciem do zapisywania swoich aktywności. A że jest drogi? Widzieliście cenę nowych telefonów z nadgryzionym jabłkiem?
[h2]BIEGANIE już jest dostępne w wersji cyfrowej. I to za darmo. Wystarczy, że pobierzesz aplikację "Magazyn BIEGANIE" na swoje urządzenie mobilne przez Google Play lub App Store, by chwilę później cieszyć się darmowym dostępem do treści.[/h2] Od stycznia magazyn będzie dostępny wyłącznie w edycji cyfrowej, po zainstalowaniu aplikacji na urządzeniu mobilnym. Co ważne, od 2019 roku BIEGANIE nie będzie już miesięcznikiem, a tygodnikiem. Jednak aplikację "Magazyn BIEGANIE" możesz pobrać już teraz przez App Store lub Google Play. Znajdziesz tam listopadowy i grudniowy numer BIEGANIA, dostępny za darmo. Przez aplikację możesz kupić też archiwalne numery. [h3]Darmowy styczeń[/h3] W styczniu w aplikacji ukaże się 5 numerów tygodnika BIEGANIE. Również za darmo. Znajdziesz w nich porządną dawkę porad i motywacji, a także.... 4-tygodniowe wyzwanie, dzięki któremu nie odpuścisz ani jednego treningu. Pobierz aplikację już dziś i ciesz się darmowym BIEGANIEM!
[caption id="attachment_58057" align="aligncenter" width="1200"] By Mark Hillary from São Paulo, Brazil - 2011 Corrida São Silvestre - Mark Hillary, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=23513220[/caption] [h2]Najlepsza impreza sylwestrowa? Oczywiście biegowa! Przygotowaliśmy zestawienie biegów noworocznych, które według nas zasługują na szczególne uznanie. Kto się dotychczas na nie nie zapisał, pewnie już nie zdąży tego zrobić. Być może jednak nasze propozycje staną się inspiracją do świętowania za rok.[/h2] Gdy w radiu wciąż smętnie pobrzmiewa refren „Nie ma fal. Nie ma fal. Nie ma fal.” trudno sobie wyobrazić, że w czasach słusznie minionych, było muzycznie jakby bardziej optymistycznie. „Piosenka radość w nas rozpala (la, la, la, la), wspólnego śpiewu rośnie fala” śpiewano na imprezach sylwestrowych w ślad za Lutkiem Danielakiem – filmowym wodzirejem, który musiał się nieźle nabiegać, żeby móc poprowadzić wymarzoną imprezę. Kalendarz ostatniego dnia roku oferuje dziesiątki możliwości startowych, a do wyboru mamy duże imprezy z ugruntowaną tradycją, jak np. biegi w Białymstoku, Poznaniu, Łodzi ale i te mniejsze w Trzebnicy, Gorlicach czy Nałęczowie. Krótka sonda wśród znajomych (nie do końca obiektywna, bo to jednak sami biegacze) wykazała, że na 28 osób tylko jedna nie planuje biegowego Sylwestra. Bo… ma kontuzję. Tym niemniej wszyscy planują również wieczorne tańce z opcją co najmniej do północy. I tak, jak w różnych startują biegach – przebieżka w gronie przyjaciół, bieg masowy, kameralne bieganie po lesie, tak różne mają plany na witanie Nowego Roku – domówka, miejska impreza na placu, dansing. Mam świadomość, że czytając te słowa, Droga Czytelniczko Biegaczko/ Drogi Czytelniku Biegaczu, masz już za sobą biegowe sylwestrowe szaleństwo. Zachęcam jednak do zaplanowania kolejnego startu już teraz. I nie ograniczajcie się. Dajcie się ponieść fantazji. Wszak Sylwester jest tylko raz w roku. A poniżej znajdziecie kilka podpowiedzi. [h3]Z tradycją[/h3] Bieg Sylwestrowy w Sao Paulo odbył się już 94 razy. To najstarszy i najbardziej prestiżowy bieg uliczny w Brazylii. Podczas pierwszej edycji w 1925 roku na starcie stanęło 48 osób, a na mecie sklasyfikowano zaledwie 37. Rok temu wystartowało niemal 30 000 uczestników z 40 krajów. Bieg w Sao Paulo przez lata nazywano „Maratonem Sylwestrowym”, chociaż trasa liczyła 5 km, a od 1991 roku jest to 15 km. Największym wydatkiem przy wyprawie do Sao Paolo są bilety lotnicze (nawet do 5000 zł), dlatego należy wyszukiwać okazji znacznie wcześniej i kombinując z międzylądowaniami w Hiszpanii, Francji lub Niemczech można zejść do 1/3 tej ceny. Nie wolno też zapomnieć o szczepieniach, ubezpieczeniu i terminie ważności paszportu. No i najważniejsze… W grudniu na tamtej półkuli jest lato. Więcej informacji i zapisy: www.saosilvestre.com.br [h3]W towarzystwie[/h3] W 1964 roku grupa przyjaciół w Madrycie postanowiła powitać Nowy Rok bieganiem. 50 lat później po ulicach stolicy Hiszpanii biegło już 40 000 biegaczy. San Silvestre Valecana na 10 km trasie gromadzi biegaczy z całego świata. Na mecie można było oklaskiwać choćby Paulę Radcliffe czy Eliuda Kipchoge. A jeśli ktoś nie lubi biegać w tłoku, to wystarczy legitymować się wynikiem 39 minut (lub lepszym) i można wystartować z elitą - limitowana grupa 1500 osób. Przy czym biegacze niezarejestrowani w Federacion de Atletismo de Madrid muszą sobie wykupić jednorazową licencję za 3 euro. Sama opłata startowa to 23 euro po ogłoszeniu zapisów, potem odpowiednio wzrasta. Warto więc zainteresować się zapisami oraz ewentualną rezerwacją komunikacji i noclegów najpóźniej we wrześniu. Więcej informacji i zapisy: www.sansilvestrevallecana.com [h3]Z pełną kulturą[/h3] Wybierając się na Noworoczny Koncert Filharmoników Wiedeńskich warto przyjechać do stolicy Austrii wcześniej i wziąć udział w nie mniej tradycyjnym Biegu Sylwestrowym. 5,5 km trasa została wytyczona wiedeńskimi bulwarami przy największych zabytkach miasta: Operze Narodowej, Hofburgu, Burgtheater czy budynku Parlamentu. W samym centrum miasta odbywa się wielka impreza na świeżym powietrzu – główna ulica obstawiona jest straganami z przekąskami i napojami z różnych regionów Austrii, a niemal na każdym placu już od południa można tańczyć przy najnowszych i tych bardziej tradycyjnych przebojach. Przejazd pociągiem do Wiednia, wykupiony odpowiednio wcześnie nie jest wcale drogi (trafiają się okazje nawet za 30 zł), a wpisowe na bieg to 20 euro. Więcej informacji i zapisy: www.lcc-wien.at [h3]O północy[/h3] Najbardziej chyba sylwestrowy bieg, to Nocny Bieg w Nowym Jorku, organizowany przez tamtejsze stowarzyszenie biegaczy (tych samych, którzy organizują nowojorski maraton). Najpierw impreza na świeżym powietrzu, a tuż przed północą odliczanie i start na 4-milowej pętli wokół Central Parku. Wielu uczestników startuje w karnawałowym przebraniu, a bieg oświetlają pokazy fajerwerków nad Wielkim Jabłkiem. A zaledwie milę dalej, pod szklaną kulą na Times Square tysiące turystów woła „Happy New Year” w deszczu ok. 50 ton konfetti, rozdając pocałunki na prawo i lewo. Jako ledwie „sympatyk NYRR” musimy się liczyć z wpisowym w wysokości nawet 70 dolarów. Więcej informacji i zapisy: www.nyrr.org [h3]Z historią w tle[/h3] To był i znów będzie wyjątkowy Sylwester w Szydłowie. 1 stycznia 2019 gospodarz jednego z najstarszych polskich biegów ulicznych odzyska status miasta. Osada w powiecie staszowskim była swego czasu ważnym lokalnie ośrodkiem handlowym, rzemieślniczym i administracyjnym. Nie oszczędzały jednak Szydłowa potop szwedzki, szlacheckie rokosze, kolejne wojny i zabory. Po warownym zamku i murach obronnych, które wzniósł Kazimierz Wielki pozostały spore fragmenty z Bramą Krakowską. I właśnie na pętli wokół tych murów i przez ryneczek „polskiego Carcassone” wiedzie trasa 10km biegu, który odbywa się tu od niemal 40 lat. Obsada nie jest zbyt liczna (ok. 200 startujących) ale wyniki bywają imponujące – dość powiedzieć, że pierwsza 10-tka z ubiegłego roku miała czasy oscylujące wokół 30 minut. Więcej informacji i zapisy: www.szydlow.pl I nie przejmujcie się, że na te wszystkie imprezy trzeba czekać znów 365 dni. Po drodze mamy jeszcze… Chiński Nowy Rok! A najlepszy bieg z tej okazji organizuje ponoć YMCA z Chinatown w San Francisco. Więcej informacji: www.ymcasf.org/CNyrun
Advertisment ad adsense adlogger