fbpx

Alberto Salazar: ofiara czy kat?

Autor: Marcin Nagórek • 15.11.2019
EUGENE, OR - JUNE 25: Nike Oregon Project coach Alberto Salazar watches the Men's 10,000 meter run during day one of the 2015 USA Outdoor Track & Field Championships at Hayward Field on June 25, 2015 in Eugene, Oregon. (Photo by Christian Petersen/Getty Images)

Alberto Salazar. Photo by Christian Petersen/Getty Images

W ostatnich tygodniach trwa zła passa twórcy i głównego trenera amerykańskiego klubu Oregon Project. Twórca największych sukcesów biegowych USA w ostatnich kilku latach został skazany za naruszenie kodeksu antydopingowego, a była zawodniczka, Mary Cain, zarzuca mu dodatkowo mobbing. Czy słusznie?

Jeszcze kilka lat temu Alberto Salazar był ucieleśnieniem amerykańskiego sukcesu treningowego. Doprowadził do sukcesów m.in. Matta Centrowitza (złoto igrzysk olimpijskich w biegu na 1500 metrów) oraz Galena Ruppa (srebro igrzysk na 10 000 metrów i brąz w maratonie). Wydał autobiografię, w Polsce dostępną pod tytułem “14 minut”. Chował się za wizerunkiem perfekcjonisty i trenera totalnego, dbającego o każdy element, mający wpływ na formę zawodnika.

W pewnym momencie Salazar przeholował. Zaczął stosować praktyki, które trudno obronić – namawiał zawodników do stosowania (nie będących na liście zakazanych) leków, wdawał się w awantury, przeprowadzał dziwne eksperymenty (wmasowywał testosteron w jednego ze swoich synów, nie będącego sportowcem, chcąc sprawdzić, jaki jest próg wykrywalności tego związku). Przede wszystkim jednak skłócił się z dużą częścią własnego sztabu szkoleniowego i sporą grupą byłych i obecnych zawodników oraz innymi trenerami. Doszła do tego zazdrość tych, którzy nie mogli, tak jak Oregon Project, liczyć na sute wsparcie firmy Nike i w efekcie Alberto Salazar stał się człowiekiem potępianym niemal przez wszystkich. Przez cztery lata trwało dochodzenie w sprawie praktyk naruszających prawo antydopingowe, które zakończyło się (jeszcze nieprawomocnym) skazaniem na 4 lata zakazu pracy w zawodzie. Dodatkowo była zawodniczka, Mary Cain, oskarżyła trenera o mobbing, lekceważenie jej problemów psychicznych, wyśmiewanie i złamanie kariery. Poparło ją kilku innych byłych członków i członkiń Oregon Project.

Czy Salazar rzeczywiście jest takim diabłem, jakim go malują? Alarmistyczne artykuły z popularnej prasy należy traktować z dużą ostrożnością. Zarzuty o doping nie są do końca prawdziwe. Owszem, Salazar został skazany, ale za naruszenie przepisów, nie za podawanie dopingu zawodnikom. Przez lata w USA trwały zakulisowe spory, czy byłego trenera Oregon Project, Steve’a Magnessa, można uważać za czynnego biegacza. Kiedyś nim był, ale potem zajął się trenowaniem innych. W Oregon Project to on był królikiem doświadczalnym, który testował zastrzyki z l-karnityny. W zawodowym sporcie kroplówki podawane bez zalecenia lekarza są zabronione, dlatego działanie tego środka sprawdzano na Magnessie. Skazanie Salazara było możliwe tylko dlatego, że uznano, że Magness jest biegaczem jak inni. To trochę naciągany argument, biorąc pod uwagę, że nie startował od lat w zawodach. Z grupy wyleciał po tym, gdy zaczął flirtować ze swoją podopieczną. Salazar wyrzucił go bez litości, a Magness tego nie wybaczył. To on był jednym z sygnalistów, który doniósł do agencji antydopingowej, że Salazar podał mu nielegalne zastrzyki. Oskarżył samego siebie o doping, żeby jego były szef mógł ponieść karę.

Embed from Getty Images

Z pewnością trener Alberto był typem szalonego naukowca, który testował wszystkie możliwe rozwiązania, próbując jednak poruszać się przy tym w obrębie prawa. Testował różne związki na osobach spoza świata zawodniczego. Nigdy nie stwierdzono, żeby stosował je potem na czynnych zawodnikach. Otaczał się tylko osobami zaufanymi i to też stało się pretekstem do oskarżeń. Ostatnio zarzucono mu, że w Oregon Project nie było psychologa z licencją na stan Oregon. Owszem, psycholog był, ale bez licencji. Był to zaufany znajomy Salazara ze starych czasów, który nie prowadził kliniki medycznej, tylko doradzał podopiecznym starego przyjaciela, jak radzić sobie z presją zawodów. To samo oskarżenie podniesiono w odniesieniu do dietetyczki. Nieważne, że skończyła studia w tym kierunku i nie prowadziła żadnej praktyki publicznej. Problemem dla oskarżycieli stało się, że doradzała zawodnikom, którzy sami się na to godzili.

Przyjrzyjmy się oskarżeniom Mary Cain. Ta nastoletnia była gwiazda sportu przez pewien czas była najlepszą młodą biegaczką świata. Mając 18 lat, biegała w finale “dorosłych” mistrzostw świata na 1500 metrów, poza tym wygrywała medale w zawodach juniorskich. W pewnym momencie odeszła z grupy, nie wytrzymując wewnętrznej presji. Próbowała trenować samotnie, ale skończyło się to serią kontuzji, odniesionych już po opuszczeniu Oregon Project. Po kilku latach problemów próbowała wrócić do grupy, ale Salazar się nie zgodził. Wtedy poszła do prasy i zaczęła opowiadać o tym, jak źle ją traktowano przed laty, przecząc zresztą własnym słowom z wcześniejszych wywiadów, w których opowiadała, że Oregon Project to spełnienie jej marzeń i cudowna atmosfera.

Nie miejmy złudzeń, Alberto Salazar to wredny typ. To jest główny powód, dla którego podpadł niemal całemu światu. Wredny, despotyczny, nie znoszący sprzeciwu, uważający się za najmądrzejszego w dziedzinie treningu. Gdy ktoś się z nim nie zgadzał albo nadmiernie dyskutował, Salazar szybko go usadzał. Rządził Oregon Projectem żelazną ręką, a zawodnicy nie mogli trenować ani startować na własną rękę. Co gorsza, otwarcie mówił, co myśli, w rubasznym i brutalnym stylu trenerów z dawnych lat. Mary Cain i Amy Yoder Begley nie mogły znieść tego, że trener Salazar uważał, iż są zbyt grube, żeby szybko biegać. O to samo ma obecnie pretensje, po 10 latach, Adam Goucher, kolejny były zawodnik i mąż byłej zawodniczki. Salazar wziął go kiedyś na stronę i powiedział w zaufaniu, że jego żona, Kara Goucher, ma zbyt wielki tyłek i dopóki nie zrzuci nadmiaru kilogramów, nie wróci na mistrzowski poziom wynikowy.

Embed from Getty Images

Czy Mary Cain była mobbingowana? Niewątpliwie Salazar nie był najlepszą osobą do tego, żeby zajmować się nastolatką. Do Oregon Project brał najlepsze jednostki i jak w siłach specjalnych w wojsku, poddawał je rygorystycznemu treningowi i silnej presji psychicznej. Z pewnością nie raz uraził czyjeś uczucia, szczególnie powtarzając Mary Cain, że jest zbyt gruba. Być może lekceważył jej problemy, prawdopodobnie bywał przy tym chamski i obcesowy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to przesadzona nagonka. Salazar ma 61 lat, nie poszedł z duchem czasu, trenował zawodników i zawodniczki w brutalnym, obcesowym stylu lat 70. i 80. XX wieku, kiedy liczyło się głównie bycie twardym. Nie dbano, czy uraża się czyjeś uczucia, to była rywalizacja, słabi odpadali. Salazar podobnie wychowywał swoich podopiecznych, a gdy któryś nie wytrzymywał presji, bezlitośnie wyrzucał go z grupy. Przy tym jednak nikt nie przychodził do niego pod przymusem, a za trenowanie w Oregon Project biegacze otrzymywali sowite wynagrodzenie od firmy Nike.

Z pewnością duża część oskarżeń wobec Alberto Salazara jest prawdziwa, pozostaje tylko problem, jak je ocenić. Sport wyczynowy jest dość brutalny i trenerzy, szczególnie ze starszego pokolenia, nauczyli się traktować podopiecznych chłodno. Jeśli zna się realia sportu wyczynowego, to wie się, że mówienie o tym, że ktoś jest zbyt gruby, jest normą. Okrutną, bolesną, ale często prawdziwą. Wyżyłowana waga to jeden z warunków szybkiego biegania i trudno mieć pretensje, że Salazar tego wymagał. To tak, jakby dziwić się, że trener boksu wymaga od podopiecznych zrzucenia wagi, żeby mogli zmieścić się w odpowiednich kategoriach. Salazar jest przy tym typem socjopatycznym, znienawidzonym przez niemal wszystkich poza kręgiem bliskich znajomych. Nie da się jednak ukryć, że w sprawach treningowych miewał często rację. Jego brutalna szkoła treningu, odpoczynku i psychicznego torturowania podopiecznych przynosiła efekty w postaci medali, których przed Oregon Project mocno w USA brakowało. To podopieczni Salazara sprawili, że wielu uwierzyło, że da się rywalizować z Kenijczykami. Co więcej, wielu jego byłych i obecnych zawodników opowiada o nim jako o mentorze, autorytecie, drugim ojcu.

Alberto Salazar z pewnością jest winny wielu grzechom, ale czy stał się diabłem? Ocena prawdopodobnie będzie tu skrajna, dla jednych pozostanie bohaterem, dla innych symbolem wszystkiego, co złe w sporcie. Zależnie od perspektywy, jaką przyjmiemy, można go uznać za okrutnego dyktatora i złego człowieka albo za treningowego geniusza, który wiedział, jak wprowadzić podopiecznych na szczyt możliwości fizycznych i psychicznych.

Jedno przemyślenie nt. „Alberto Salazar: ofiara czy kat?

  1. Myślę, że jest różnica pomiędzy trenowaniem dorosłej osoby, a młodej dojrzewającej kobiety. A raczej powinna być moim zdaniem, a wygląda na to, że jej nie ma. Z jednej strony zawodniczka pisze się na morderczy trening, ale kosztem rozlegulowania gospodarki hormonalnej i w zasadzie przeczenia siłom natury. Kobiety mają biodra i okres. Czy tak ma wyglądać zawodowy sport?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger