fbpx

Biegacze to masochiści. Nie wierzycie? Spróbujcie ustalić, kiedy jest najlepszy czas na trening… [felieton]

Autor: Jakub Karasek • 04.05.2019

Yuki Kawauchi, Tokyo Marathon 2011

Z najlepszą porą na bieganie jest jak z prawdą oraz pewną częścią ciała – każdy ma swoją. Postanowiłem jednak nieco zgłębić ten temat i sprawdzić, kiedy biegaczom najlepiej się biega i kiedy mają największą ochotę na trening. Oto efekt godzin rozmyślań, rozmów, obserwacji i badań.

Obserwację dotyczącą najlepszej pory na bieganie zacząłem oczywiście od siebie. Należę do tych osób, które preferują wieczorne treningi, bo rano zwyczajnie wolę sobie pospać. Nie zawsze jednak po pracy mam ochotę wychodzić biegać, bo wiadomo, zmęczenie, głód, stres, zły dzień, późny powrót z pracy i ewentualnych zakupów, itd. Mimo wszystko, zdecydowanie częściej ruszam na biegowe ścieżki w godzinach popołudniowych lub wieczornych niż porannych. Po prostu tak mam.

Jak się okazało, znam jednak wiele osób, które nie są w stanie biegać popołudniu czy wieczorem. Dla nich jedyną możliwą porą dnia do wykonania treningu jest wczesny ranek, często jeszcze nawet przed śniadaniem. Nawet wśród swoich podopiecznych mam 2 biegaczy, którzy chyba nigdy nie wyszli na trening później niż o godz. 10:00, a na co dzień zaczynają trening, gdy zegarek wskazuje 5:30. Choć sam podziwiam ich upór, determinację i poranną bezsenność, wiem, że bardzo trudno byłoby mi funkcjonować w ten sposób. Tak, jak im w mój sposób, bo popołudniu mowy o treningu po prostu nie ma. Czasami ze względu na obowiązki, ale głównie dlatego, że “najlepiej biega im się z samego rana”.

iStock_000068682587_Large

Znam też takich biegaczy, którzy biegają tylko po ciemku. Bo atmosfera, bo można nieco się schować, bo subiektywnie wydaje nam się, że biegniemy szybciej, itd. O ile zimą oznacza to, że mogą biegać i rano, i popołudniu, i wieczorem, o tyle latem jest już trudniej. Mimo wszystko znam takich, którzy potrafią czekać do godz. 22 w czerwcu, żeby wyjść na trening, gdy będzie już ciemno. Bo po prostu wolą biegać po zmroku (lub przed świtem).

Kiedy o tym myślę, od razu do głowy przychodzą mi artykuły z prasy biegowej, sugerujące, że nie należy biegać tak późno, bo będziemy mieć problemy z zaśnięciem. Rzeczywiście, bywa tak, że zwłaszcza po mocnym treningu, organizm jest tak pobudzony, że nawet pomimo poczucia ogólnego zmęczenia, sen nie nadchodzi nawet przez kilka godzin. Ci, którzy w ten sposób reagują na treningi o późnej porze na pewno pomyślą, że za nic w świecie nie będą wychodzić na trening, kiedy jest już ciemno, bo to czas na sen, nie na bieganie.

Wśród powyższych przemyśleń nie ma mowy jeszcze o godzinach południowych. Może to one są idealne dla biegaczy? Jedna grupa już odpada – ci, którzy biegają po ciemku. Chyba, że znajdą się akurat na dalekiej północy i będą mieli do czynienia z nocą polarną, wtedy moi rozmówcy nie widzą przeciwwskazań.

W ogóle okolice południa wydają się być dobrą porą do treningu dla wielu biegaczy, z którymi rozmawiałem. Wystarczy spełnić tylko kilka warunków: nie może być za gorąco, nie możemy być bezpośrednio po obiedzie, nie może wiać zbyt mocno, nie powinno padać, dzieci (kto ma) muszą mieć okołopołudniową drzemkę, nie możemy mieć potrzeby pójścia na zakupy, nie trzeba niczego zrobić/naprawić/posprzątać w domu, musimy być po śniadaniu i trzeba dobrze przespać poprzednią noc, żeby nie mieć ochoty na drzemkę. Jeżeli spełnimy te warunki, uzyskamy w miarę uniwersalny czas na zrealizowanie treningu, który odpowiadałby wielu biegaczom. Aha, wszystko pod warunkiem, że jesteśmy już po kawie. Bo jak wiadomo, bez kawy nie ma biegania.

Niestety, mało kto może sobie pozwolić na komfort biegania w okolicach południa, ze względu na tryb pracy. I tak najbardziej uniwersalna, jak dotąd, odpowiedź również traci na znaczeniu.

pixabay

No dobrze, ale skoro rano nie, w południe nie, popołudniu nie, wieczorem nie i w nocy też nie za bardzo, to kiedy ci biegacze biegają, skoro mijam ich dziesiątki biegających ulicami bez względu na porę dnia? “Wtedy, kiedy znajdzie się wolna chwila”, “Gdy tylko mogę”, “Jak dzieci pójdą spać”, “Gdy tylko wstanę z łóżka”, “Od razu po pracy”, “Raz tak, raz inaczej”, itp., itd. Takie odpowiedzi słyszałem od moich rozmówców bez względu na to, czy akurat byli zwolennikami biegania porannego, popołudniowego czy wieczornego. “Jasne, wolał(a)bym rano/w południe/wieczorem, ale…”

Jaki z tego wniosek? Biegacze to masochiści. Wychodzą na trening nie wtedy, kiedy lubią, ale kiedy po prostu warunki są ku temu sprzyjające. Niektórzy wręcz wbrew swoim przekonaniom i preferencjom. Bo gdybyśmy chcieli znaleźć uniwersalną, idealną porę na trening, to nawet na podstawie mojego małego badania moglibyśmy po prostu… dać sobie spokój z tym całym bieganiem.

Mimo tego codziennie miliony ludzi na całym świecie idą i nabijają swoje liczniki kilometrów w trudu, znoju, cierpieniu i poczuciu beznadziei, że o innej porze mogłoby im się biegać lepiej. Nikt ich do tego nie zmusza, samodzielnie poddają się temu cierpieniu i, mało tego, twierdzą, że czerpią z tego przyjemność. Po prostu słownikowa definicja masochizmu.

Jedno przemyślenie nt. „Biegacze to masochiści. Nie wierzycie? Spróbujcie ustalić, kiedy jest najlepszy czas na trening… [felieton]

  1. Ja chętnie biegam albo między 18 a 21, albo między 22 a 24 😉 Chociaż muszę przyznać, że ostatnio z przymusu poszłam ok. 14.00 i zrobiłam życiówkę lepszą o ponad 1 min 20 xd. Jednak chyba nie zmienię upodobań. Lubię długo pospać ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger