fbpx

Czy bieganie na dystansie 5 km to powód do wstydu? [felieton]

Autor: Jakub Karasek • 17.08.2019
istock.com

istock.com

Bieg na 5 km ma dość kiepską prasę. Zaawansowani biegacze uważają, że to dystans dla początkujących, niebiegający w ogóle go nie dostrzegają, nawet organizatorzy często traktują go po macoszemu. Czy bieganie w zawodach na 5 km to powód do wstydu?

– Co robiłeś w ostatni weekend?
– Startowałem w zawodach biegowych.
– Wow, jesteś biegaczem, super! Jak było?
– Dostałem nieźle w kość, ścigałem się na 5 km. Do odcinki.
– Yhym…

Trzy kropki w powyższym dialogu oznaczają 2 możliwości. Pierwsza, to zakończenie rozmowy i odwrócenie się na pięcie wraz z myślami “Pięć kilometrów i się zmęczył? To jakaś popierdółka, a nie biegacz!”. Druga to te same słowa, tyle że wypowiedziane głośno. I tyle byłoby z bycia biegaczem…

Tak, dystans 5 km nie budzi zbyt wielkiego respektu nawet wśród niebiegających. W ich wyobrażeniu prawdziwy biegacz to ten, co pokonuje co tydzień maratony. Niektóre nawet dłuższe niż 10 km! Nie wierzycie? Pochwalcie się kiedyś w niebiegającym towarzystwie, że wzięliście udział w zawodach 5 km. Niemal na pewno usłyszycie w odpowiedzi “ale że w przedszkolu? Z twoim dzieckiem?”.

Nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie pojąć po co w ogóle zakładać buty, jeśli chcemy przebyć 5 km. Tyle to można pokonać w kapciach w niedzielę niehandlową w poszukiwaniu najbliższego otwartego sklepu, gdy zabrakło nam śmietany albo innej płynnej substancji. Ale biegać? Na zawodach?

Również wśród samych biegaczy często panuje przekonanie, że 5 km to co najwyżej zabawa dla początkujących. Poważny zawodnik poniżej dyszki nawet nie zerka, bo nie zdąży się spocić. Piątkę to można wpisać do dziennika ale szkolnego, a nie treningowego. Przecież nie po to kupiliśmy drogie buty, ciuchy i gadżety, żeby zaprzątać sobie głowę takimi śmiesznymi odległościami, dla których nie warto nawet odpalać Endomondo. Dycha – to co innego, brzmi dumnie i jest dwucyfrowa. A żeby być w stanie wykręcać dwucyfrowy kilometraż to trzeba już być biegaczem. Ale 5 km? To tak jakby schylać się po czterolistną koniczynę. Kto to robi poza małymi dziećmi?

Rzecz w tym, że piątka ma różne odcienie. Oczywiście może służyć za biegową “inicjację” i nawet dla osoby nietrenującej być szansą na zaliczenie udziału w zawodach. Może także pełnić rolę imprezy towarzyskiej, biegu regeneracyjnego czy po prostu zaliczenia krótszego treningu. Z tej perspektywy rzeczywiście jest jedną z najdogodniejszych opcji dostępnych na biegowym rynku i przypomina raczej rodzinny festyn niż zawody sportowe. Po prostu jest wesoło, lekko i przyjemnie.

Jednak piątka ma także swoją drugą twarz, której wielu biegaczy nie zdecydowało się odkryć. Wszystko dlatego, że najpierw trzeba ów dystans potraktować poważnie, porządnie się do niego przygotować i zakręcić szybciej nogami na treningach. A na to nie każdy ma ochotę. I oczywiście nie każdy musi. Tyle, że bez tego nie posiądzie tajemnej wiedzy, jaka dostępna jest weteranom walk z dystansem 5 km.

Milan, Italy – lipiiec 17, 2014: fot: istock.com

Fot: istock.com

Owa druga twarz piątki jest mroczna i to bardzo. Najmroczniejsza staje się zwłaszcza ok. 3.-4. kilometra, kiedy ów mrok ogarnia ciało i myśli nieszczęśnika, który porwał się na walkę z 5 szybkimi kilometrami. Podczas takiego biegu mamy okazję naprawdę wiele dowiedzieć się o sobie samych. Podam przykład z autopsji – dopóki nie zacząłem się ścigać w zawodach na piątkę, nie miałem pojęcia, że znam aż tyle zwrotów i wyrazów mających swoje korzenie w języku łacińskim. Jestem przekonany, że na ok. 0,5 km przed metą mógłbym z nich ułożyć kilkutomowy słownik. Oczywiście tylko dla 18+.

Piątka, pokonana w ferworze walki o każdy centymetr ma to do siebie, że boli w zasadzie od samego początku. Ba, niektórych boli jeszcze przed startem. Wszystko dlatego, że szykujący się do boju organizm jeszcze przed walką zaczyna bronić się wszelkimi dostępnymi sposobami. Stąd niektórych przed startem ogarnia dziwna niemoc, senność i poczucie beznadziei. To tak, jakby nasz organizm przeszedł w tryb oszczędzania energii, bo spodziewa się, co go czeka za kilkanaście – kilkadziesiąt minut.

Później, kiedy jesteśmy już w ferworze walki, musimy nastawić się na potężne zmęczenie, cierpienie i masę negatywnych emocji. Bo ściganie na 5 km oznacza, że od pierwszych metrów biegniemy blisko czerwonego pola obrotów. I jeżeli zależy nam na końcowym wyniku, nie ma praktycznie ani chwili na wytchnienie.

Za linią mety też nie jest wesoło. Końcówka to najczęściej sprint, po którym musimy poświęcić trochę czasu na wyrównanie oddechu. Ból mięśni też często będzie nam towarzyszył przez kolejnych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt godzin. Głowa także będzie potrzebowała odpoczynku, bo przez cały dystans musiała przekonywać ciało, że jest w stanie wytrzymać jeszcze trochę. A wszystko, przez głupią piątkę. I to jeszcze na własne życzenie…

Chociaż dla osoby z zewnątrz bieg na 5 km może wydawać się dziecinadą, wytrawni zawodnicy wiedzą, że ów dystans potrafi być niezwykle bolesny i intensywny. Prawdopodobnie nawet swoim dobrym wynikiem nie wzbudzimy u innych takiego podziwu, na jaki moglibyśmy liczyć np. pokonując (z relatywnie gorszym rezultatem) maraton. Jak to mówią – takie jest życie.

Zresztą, czy tak naprawdę to problem? Ostatecznie biegamy dla siebie, a ścigając się na piątkę zyskujemy tajemną wiedzę i doświadczenie dostępne tylko nielicznym. Wstępujemy do elitarnego klubu weteranów z dorobkiem blizn i ran, niejednokrotnie wciąż jeszcze poobijani, z jednej strony zarzekający się, że nigdy więcej, z drugiej już przeglądający kalendarze biegowe w poszukiwaniu kolejnej okazji do upodlenia się. Taka właśnie jest piątka. Wyjątkowa. I choćby ze względu na tę wyjątkowość, nie ma powodów, żeby wstydzić się, że ścigamy się na 5 km. Po prostu… nie zawsze musimy się tym chwalić.

5 przemyśleń nt. „Czy bieganie na dystansie 5 km to powód do wstydu? [felieton]

  1. Świetny artykuł, ja dodałbym, że osobiście wolę kogoś kto potrafi biegać mocne piątki niż „klepaczy” maratonów. Ma racje autor, że piątka jest dystansem na totalne wyczerpanie, to tak jak 400 m to przedłużony sprint, tak „5” to przedłużony bieg na 1km- spróbujcie wytrzymać w tym tempie 5 km. Zgadzam się z tym stwierdzeniem – osobiście ten dystans budzi we mnie największy stres i adrenalinę, krótko, ostro i nie wybacza błędów

  2. Oj boli od samego początku i mocno musi główka pracować żeby nie odpuścić, dla niektórych to jedyny taki dystans który mogą przebiec aż tak szybko, dla innych w ogóle jedyny w jakim mogą wziąć udział, zatem 5 jest A 5 !

  3. Bardzo cenny artykuł. Większość osób z mojej rodziny biega te krótkie jak i długie dystanse. Moje dzieci też biegają, jezdzimy na zawody, niezależnie od wyników mamy satysfakcję. Ja bardzo przeżywam sam start, bieg i metę swoich dzieci, kibicuje im, cieszymy się ze wspolnie spędzonego dnia. Niestety sama nie zdecydowałam się pobiec, mam lek przed samym startem, że nie podołam. Ijakie to dziwne. Ze potrafię dopingowac najbliższym, wszystkim dookoła a nie umie wesprzec samej siebie. 5 km to nie pikuś tot też ogromny szacun

  4. Zaczynałam od “piątek” i nadal bardzo lubię je biegać. To dzięki temu dystansowi poznałam większość obecnych znajomych biegowych, jak również nauczyłam się, że dobra piątka uczy szybkości. Teraz, kiedy wskakuję na dłuższe dystanse (w niedzielę pierwszy półmaraton), nie żałuję takiej formy przygotowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger