Odkwaszanie może Cię zabić!

Autor: Marcin Nagórek • 13.02.2017
pixabay.com

pixabay.com

Liczne informacje o „zakwaszeniu” i „odkwaszaniu”, atakujące z internetowych mediów, są manipulacją. Jak to możliwe? W poniższym tekście pokazuję, jak to działa oraz kto na tym zarabia.

Rzekome „zakwaszenie” wydaje się być plagą naszych czasów. Kolejni szamani oraz strony internetowe atakują informacjami o tym, jak się „odkwasić”, żeby żyć lepiej, zdrowiej i dłużej. Zainteresowanych tematem od strony technicznej zapraszam do przeczytania mojego poprzedniego tekstu na ten temat: „Zakwaszenie organizmu – prawda czy szkodliwy mit?

Dzisiaj zajmę się tylko wyjaśnieniem, komu jest potrzebne „zakwaszenie” oraz dlaczego informacja o nim jest fałszywa nie tylko z medycznego, ale i logicznego punktu widzenia. Jest oczywistością, że kiepska dieta może powodować problemy zdrowotne. Świetnym przykładem jest tu skrajny alkoholizm – zła dieta posunięta do granic, objawiająca się spożywaniem głównie alkoholu. Z tego powodu żaden poważny lekarz czy naukowiec, nie wspominając o dietetykach, nie neguje prostej zależności: zła dieta powoduje problemy zdrowotne. Mechanizmy tych złych działań są różnorodne i czasami nieoczywiste.

Odkwaszanie – lek na wszystko

Zwolennicy teorii zakwaszenia wprowadzają tu jednak nowy etap. Otóż niewłaściwa dieta rzekomo powoduje zakwaszenie organizmu i dopiero zakwaszenie powoduje problemy zdrowotne. Dieta jest tu więc tylko etapem wstępnym. To bardzo ważna zmiana, którą łatwo jest obalić w sposób logiczny. Otóż, jeśli bezpośrednim powodem problemów ze zdrowiem czy wręcz rakiem, jak twierdzą najbardziej nawiedzeni, jest zakwaszenie, to po jakiego diabła zmieniać dietę? Walczmy w takim razie z zakwaszeniem. Różnego rodzaju szamani podają nam recepty na cudowne preparaty odkwaszające, poczynając od sody oczyszczonej, kończąc na autorskich mieszankach. Dieta może pozostać ta sama, odkwasimy się i po sprawie, problem znika.

Żeby wyjaśnić, o czym mówię, przywołajmy analogię z innej dziedziny medycyny. Na przykład zawał serca jest powodowany niewydolnością układu krążenia. U jego podstaw stoi najczęściej kiepska dieta oraz mało aktywny styl życia. Osobom zagrożonym zawałem zaleca się zmianę różnych nawyków zdrowotnych, ale w gruncie rzeczy… nie jest to konieczne. Większość chorych lekceważy zalecenia lekarza, ale mimo wszystko żyją, z mniejszym lub większym komfortem. Zamiast bowiem zajmować się stylem życia, stosują metody, które usuwają bezpośrednią przyczynę – niewydolność układu krążenia. Istnieją odpowiednie leki, a także inne manipulacje: oczyszczanie naczyń, ich operacyjne rozszerzanie (np stenty) albo wręcz objazdy najbardziej zagrożonych odcinków, czyli by-passy. Można też sobie wyobrazić pojawienie się rewolucyjnego leku, który będzie oczyszczał naczynia ze złogów i tym samym usuwał ryzyko chorób kardiologicznych nawet u osób z fatalną dietą i stylem życia.

Podobny mechanizm powinien działać w przypadku „zakwaszenia”. Zamiast zajmować się dietą rzekomo odkwaszającą, zastosujmy tę sodę oczyszczoną czy inny cudowny specyfik – i po problemie. Zakwaszenie zniknie, problemy też powinny zniknąć. Jeśli zakwaszenie jest przyczyną problemów ze zdrowiem, usuńmy zakwaszenie, po co torturować się tymi wymyślnymi dietami? Można jeść co się chce, a równocześnie się odkwaszać, czyli żyć na chipsach i słodyczach zapijanych sodą oczyszczoną.

Szamani, cudotwórcy, bioenergoterapeuci

Niestety, ponieważ „zakwaszenie” wskutek diety to stan nieznany nauce, tak prosto to nie działa. Zła dieta zawsze będzie szkodliwa dla zdrowia i nie ma to niczego wspólnego z rzekomym zakwaszeniem. Pojawia się natomiast proste pytanie – komu jest potrzebne owo „zakwaszenie”? Na pewno nie dietetykom – oni będą mieli zajęcie i swój rynek zbytu niezależnie od tego, czy zła dieta zakwasza czy nie zakwasza. Jej wpływ na zdrowie jest oczywisty, a dietetycy, którzy podłączają się pod ruch zakwaszeniowy, robią to albo z głupoty, albo wyrachowania. Podobnie lekarze. Natomiast wprowadzenie dodatkowego etapu „zakwaszenia” jest na rękę wszelkiej maści szamanom, cudotwórcom, bioenergoterapeutom i tym podobnym manipulantom. Przy prostej zależności, że to sama zła dieta powoduje problemy ze zdrowiem, ich rynek zbytu by znikł – wystarczyliby dietetycy. Wprowadzenie dodatkowo „zakwaszenia” daje im możliwość odkwaszania, sprzedawania cudownych eliksirów, uzdatniaczy wody i tym podobnych cudów, na których najlepiej się zarabia (podobnie jak na suplementach). Ba, im więcej problemów, im więcej etapów, tym więcej doczepionych do tego rynku kolejnych pośredników i magików.

Gdyby nie moja patologiczna uczciwość, chętnie podłączyłbym się do tego tańca, promując kolejne bezsensowne, ale atrakcyjnie brzmiące etapy. Bo, proszę, można na przykład wyprowadzić taką zależność: zła dieta powoduje zakwaszenie organizmu. Zakwaszone środowisko to doskonałe miejsce dla rozwoju pasożytów i bakterii, powodujące zarobaczenie organizmu. Zarobaczenie z kolei skutkuje zatruciem różnymi toksycznymi substancjami, które produkują pasożyty. A jak zatrucie, to oczywiście pojawia się niedotlenienie organizmu wskutek zatrucia. Brzmi mętnie? Nie szkodzi!

Na pierwszym szczeblu ratunek dla chorego jest jeden i oczywisty – zmiana diety. Ale po wprowadzeniu tych fałszywych, ale dla laików interesująco brzmiących etapów, już bez żadnego problemu można naiwnym osobno sprzedawać produkty na: odkwaszenie, odrobaczenie, odtrucie i dotlenienie. Na zmianie diety zarobią tylko dietetycy i może rolnicy, a pod odrobaczanie, odkwaszanie czy dotlenianie może się podłączyć całe stado sprytnych kombinatorów. I dokładnie taki jest mechanizm powstawania tego rodzaju mód. Im więcej tych złowrogo brzmiących terminów, im więcej rzekomych problemów, tym lepiej strzyże się naiwnych i strachliwych.

„Ukryte zakwaszenie”

Nawiasem mówiąc, podziwiam kreatywność wielu tych szalbierzy. Ostatnio hitem jest „ukryte zakwaszenie”. To takie zakwaszenie, którego nie można stwierdzić. Istnieje, ale go nie widać. Bo z samym „zakwaszeniem” jest ten problem, że jeśli trafimy na wyjątkowo dociekliwego klienta, którego nie przekonają teorie czy paski do sikania i który znajdzie laboratorium, w którym zmierzą mu choćby pH krwi, jest ryzyko, że wszystko się sypnie. Bo miało być zakwaszenie, a proste badanie wykaże, że to kompletny humbug. „Ukryte zakwaszenie” jest pozbawione tych wad – istnieje, ale jest niewykrywalne. Czyż to nie genialna metoda? Podobnie jest z pasożytami. Spotykam osoby, które twierdzą, że są kompletnie zarobaczone, bo tak powiedział szaman Marian z sąsiedniej wioski. Kiedy pytam, czym i czy badanie coś wykazało, odpowiedź brzmi: „istnieją takie pasożyty, których żadne badanie nie wykaże”. No cóż, z takim stwierdzeniem trudno dyskutować, to już kwestia nie medycyny, a wiary.

Podsumowując – jeśli ktoś chce dbać o zdrowie, niech dba, niech zmienia dietę, bo to ma sens. Ale nie odkwaszanie – bo tymi preparatami, sodą oczyszczoną i innymi eliksirami, można sobie tylko poważnie zaszkodzić. Zmiana diety może Cię uzdrowić, odkwaszanie może Cię… zabić.

Komentarze