fbpx
Mihaly Igloi - stworzył trening biegowy oparty tylko na krótkich odcinkach na stadionie

Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie > Trening > Teoria treningu > Trening

Ojcowie treningu: Mihaly Igloi – odcinki krótkie i szybkie

Mihaly Igloi - stworzył trening biegowy oparty tylko na krótkich odcinkach na stadionie. Fot. Getty Images/ Flash Press Media

Mihaly Igloi – stworzył trening biegowy oparty tylko na krótkich odcinkach na stadionie. Fot. Getty Images/ Flash Press Media

Wyobrażacie sobie system treningowy, w którym nie byłoby żadnych rozbiegań? Brak biegów ciągłych, długich odcinków, siły biegowej, siłowni, rozciągania, gimnastyki, brak wszystkich tych elementów, bez których trening zdaje się nie mieć sensu? Taki system stworzył Mihaly Igloi. Krótko i szybko.

Trening w tym niezwykłym systemie był oparty o ciągłe powtarzanie szybkich odcinków o długości od 100 do 200 m na stadionie, tylko i wyłącznie. I wychował rekordzistów świata, medalistów olimpijskich, a w pewnym momencie zupełnie zdominował świat biegów średnich i długich.

Jego twórcą był w latach 50., 60. i 70. XX wieku węgierski trener Mihaly Igloi. Jego zawodnicy byli w tym czasie najlepsi na świecie. Ustanawiali rekordy świata na dystansach od 1500 do 10 000 m na stadionie. Niektórzy startowali z sukcesami w maratonie. Jeden został mistrzem olimpijskim w biegu na 5000 m. W treningu nie robili nic poza ciągłym powtarzaniem krótkich odcinków. Dzień w dzień, a nawet dwa razy dziennie. Krótkie odcinki z rana, krótkie odcinki wieczorem, bardzo rzadko dłuższe niż 200 m, czasami zaś tak krótkie jak 10-metrowe sprinty. Treningi nigdy się nie powtarzały, każdego dnia kombinacja odcinków była inna. Był to totalny system interwałowy.

Niewielu pamięta o tym, że w pierwszej połowie lat 50. XX wieku najmocniejszą nacją w światowych biegach długich byli Węgrzy. Za ich sukces odpowiadał głównie Igloi, z wykształcenia profesor historii, z zamiłowania trener i fizjolog. Przed II wojną światową sam startował – podczas Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku odpadł w eliminacjach biegu na 1500 m, uzyskując czas 3.56.0. Rok później osiągnął najlepszy wynik swojej kariery – 3.52.2 oraz 8.28.8 na 3000 m. W czasie wojny służył w węgierskiej armii, był też zesłany na Syberię. Po wojnie zajął się trenowaniem biegaczy. W 1952 roku został trenerem węgierskiej kadry narodowej. Od początku wierzył w trening interwałowy, który w tym czasie był na świecie dominującą koncepcją, m. in. dzięki sukcesom Emila Zatopka. Igloi interwał doprowadził niemal do rangi sztuki. Jako pierwszy zaczął stosować w treningu odcinki o zmiennej długości i prędkości, pogrupowane w serie. Treningi składały się praktycznie tylko z interwałów, głównie bardzo krótkich. Stopień indywidualizacji treningu był niewiarygodny – każdy zawodnik każdego dnia miał przygotowany inny, unikalny zestaw interwałów, które nigdy się nie powtarzały.

W 1955 przyszły pierwsze rekordy świata jego podopiecznych – od razu dziewięć, na dystansach od 1000 do 6000 m. Były dziełem trzech węgierskich muszkieterów: Sandora Iharosa, Laszlo Taboriego i Istvana Rozsavolgyi. Czasy budzą respekt do dzisiaj, szczególnie gdy uwzględnić fakt, że były uzyskane na żużlowych bieżniach, bez pacemakerów. 13:40.6 na 5000 m Sandora Iharosa dałoby złoto niemal wszystkich mistrzostw Polski w ostatnich kilkunastu latach. Niewielu Polaków do dzisiaj pobiegło szybciej niż 3:40.8 na 1500 m Taboriego czy 2:19.0 na 1000 m i 5:02.2 na 2000 m Rozsavolgyi’ego. Kiedy w 1956 Iharos w debiucie na 10 000 m dorzucił do tego rekordowy wynik 28:42.8, wydawało się, że na odbywających się wkrótce Igrzyskach Olimpijskich w Melbourne Węgrzy będą nie do zatrzymania. Tak się jednak nie stało – kraj zbuntował się przeciwko komunistom, nastąpiła brutalna interwencja armii radzieckiej, w zasadzie regularna wojna. Żołnierz Iharos w proteście zrezygnował ze startu, Rozsavolgyi przyjechał do Australii kompletnie bez formy, jedynie Tabori ukończył swój bieg na przyzwoitym, czwartym miejscu. Grupa się jednak rozpadła, Igloi z Taborim po Igrzyskach wyemigrowali do USA. Iharos bez trenera nie wrócił już do formy, jedynie Rozsavolgyi jeszcze się poprawiał, m. in. zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Rzymie. Nigdy się nie dowiemy, co węgierska grupa mogła osiągnąć pod wodzą znakomitego trenera.

Przykład treningu:
Rozgrzewka + 15 x 100 m, przerwa 50 m trucht + 400 m trucht + 15 x 150 m, przerwa 50 m trucht +, 10 x 400 m, przerwa 100 m trucht + 800 m trucht + 15 x 150 m, przerwa 50 m trucht + 400 m trucht + 15 x 100 m, przerwa 100 m trucht.

Dla Mihaly’a Igloi był to jednak dopiero początek trenerskiej drogi. Po wielu perypetiach wylądował w końcu w Los Angeles, gdzie otworzył zupełnie nową erę w historii amerykańskich biegów. Już w 1962 roku kolejny jego podopieczny pobił rekord świata – Jim Beatty przebiegł 2 mile w czasie 8 minut 30 sekund. Pod opieką Igloi był to dla niego magiczny rok: m. in. pobił 5 rekordów USA w ciągu 16 dni, został też pierwszym Amerykaninem, który posiadał rekordy na wszystkich mierzalnych dystansach od 1500 do 5000 m. Kolejnym wielkim biegaczem węgierskiego trenera był Bob Schul – w 1964 roku podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio zdobył złoto w biegu na 5000 m, zaskakując rywali piekielnie mocnym finiszem na grząskiej bieżni. Poza nimi kalifornijska grupa Węgra niemal na pęczki produkowała znakomitych zawodników, bijących rekordy niemal na zawołanie. W ciągu całej kariery trenerskiej Igloi jego zawodnicy pobili 49 rekordów świata!

W Kalifornii na dobrą sprawę zaczęła się tworzyć niezwykła legenda Węgra. Był on oryginałem w każdym calu, a stosowany system treningowy zupełnie unikalny. Na treningu zawsze pojawiał się nienagannie ubrany, w garniturze, krawacie i wielkich okularach. Ponieważ większość zawodników pracowała zawodowo, sesje treningowe odbywały się o 5 rano i 5 popołudniu. Dzień w dzień trener stawiał się na stadionie, nieważne, czy padał deszcz, czy świeciło słońce. W ciągu roku były tylko trzy dni wolne: Boże Narodzenie, Nowy Rok i Wielkanoc. Mimo tego, że grupa w pewnym momencie liczyła ponad 30 osób, Igloi dla każdego miał przygotowany osobno rozpisany trening, czasami składający się z kilkuset odcinków różnej długości, bieganych w różnym tempie. Co więcej, Igloi często odstępował od zaplanowanego schematu – obserwował biegacza i w razie potrzeby na bieżąco wprowadzał korekty do treningu. Pozostawał na stadionie tak długo, aż ostatni biegacz szedł do domu. Czasami były to cztery godziny rano i cztery popołudniu.

Na treningach panowała niesamowita dyscyplina. Przede wszystkim żaden z zawodników nie znał całości zaplanowanego na dany dzień bodźca. Trener podawał pierwszą serię odcinków, zaplanowane tempo oraz przerwy, a po ich ukończeniu biegacz podbiegał i otrzymywał dalsze instrukcje. Nigdy nie można było być pewnym, jak długi będzie trening, jak szybki, jak bardzo skomplikowany. Pewne było tylko jedno: Igloi wyciskał ze swoich podopiecznych ostatnie poty. Długie serie interwałów w skrajnych przypadkach osiągały ponad 30 kilometrów, wszystkie biegane na trawiastym stadionie o długości ponad 500 m, większość w kolcach. O intensywności treningu krążyły legendy, panowała opinia, że na każdego zawodnika osiągającego sukces przypada drugi – kontuzjowany. Do dzisiaj wielu podopiecznych wspomina, że podczas treningów na pierwszych odcinkach ledwo ruszali nogami ze zmęczenia. Nie było jednak taryfy ulgowej, sesje interwałowe odbywały się 13 razy w tygodniu. Igloi każdemu nowemu zawodnikowi udzielał pouczenia o tym, że trening będzie nieprawdopodobnie ciężki, a na rezultaty trzeba poczekać. Nigdy nie interesowało go bieganie rekreacyjne, raczej łamanie kolejnych barier. Podobno trening każdego nowego podopiecznego zaczynał się od kompletnego złamania go, doprowadzenia do zupełnego wyczerpania. W ten sposób sprawdzał skrajne możliwości biegaczy, co pomagało w dalszym planowaniu obciążeń.

Ponieważ podopieczni Węgra wygrywali w USA praktycznie wszystko, co było do wygrania, zainteresowanie mediów oraz konkurencji było ogromne. Filigranowy (169 cm wzrostu) Igloi znany był jednak ze swojej powściągliwości oraz tajemniczości. Nigdy nie wyjaśniał, w jaki sposób planuje treningi, na czym polega jego sukces. Na domiar złego Igloi używał własnej terminologii treningowej i słabo mówił po angielsku, nawet zawodnicy mieli trudności ze zrozumieniem go. Jest to zresztą jeden z czynników, dla którego jego sztuka umarła wraz z nim. Nikt nie wiedział, wedle jakiego klucza dobiera bodźce. Systemu nie dało się rozgryźć, bo każdy trening był inny, nie było żadnej powtarzalności. Konkurencyjni trenerzy czasami obserwowali zawodników Węgra, ukrywając się w zaroślach. Widok był pierwszorzędny, ale nie dający podstaw do rozpracowania metody: po stadionie codziennie miotało się kilkudziesięciu biegaczy. Jedni biegali w jedną, drudzy w drugą stronę, niektórzy na okrężnej, inni po przekątnej, każdy z inną prędkością, z różnymi przerwami wypoczynkowymi, ba – nawet różnym krokiem biegowym! Igloi kontrolował równocześnie wszystkich, cały czas wiedział, kto jakie odcinki biega i co ma robić później, na bieżąco wprowadzał zmiany i wszystko notował w nieodłącznym notesie. Co jakiś czas zawodnicy podbiegali do niego i otrzymywali dalsze instrukcje.

„Czy widzieliście aby gepard, najszybsze zwierzę na Ziemi, chodził na siłownię?”

 

 

Co pewnego można powiedzieć o metodzie treningowej? Otóż Igloi bardzo rzadko mierzył prędkość odcinków. Sami zawodnicy mieli zaś zakaz mierzenia czegokolwiek. Prędkości kontrolowane były samopoczuciem zawodnika. Istniało sześć poziomów wysiłku: spokojnie, luźno, średnio, mocno, bardzo mocno, maksymalnie. W trakcie treningu wielokrotnie pojawiały się różne prędkości i różne długości odcinka. Co więcej, istniały dwie wariacje kroku biegowego: bieganie długim krokiem w wolniejszym rytmie oraz bardzo szybki rytm i skrócony krok. Każdy odcinek można więc było pobiec na 12 sposobów. Trening był bardzo ciężki, ale większość odcinków była biegana ze sporą rezerwą. Zawodnik nigdy nie wiedział, czy ma przed sobą już tylko jedno powtórzenie, czy może jeszcze kilkadziesiąt. To uczyło odporności psychicznej oraz powstrzymywało od ścigania się na treningu. Każda jednostka była osobną, misterną konstrukcją, dostosowaną do potrzeb konkretnego zawodnika w konkretnym dniu. Modyfikacje odbywały się pod wpływem samopoczucia, wyglądu biegacza, nawet pogody i wszystkich Igloi dokonywał osobiście.

Poza bieganiem zawodnicy nie wykonywali żadnych ćwiczeń, nie rozciągali się, nie dźwigali ciężarów. Zagadnięty o to Igloi odpowiadał: „Czy widzieliście aby gepard, najszybsze zwierzę na Ziemi, chodził na siłownię?”. Wzmocnienie mięśni odbywało się poprzez kombinację szybkości i objętości treningu. Trening przez cały rok wyglądał podobnie, łączna objętość była bardzo duża, często przekraczała 150 km w tygodniu. Jeden z zarzutów, jakie stawiano metodzie, był taki, że biegacze nigdy nie wiedzieli, kiedy przyjdzie najlepsza forma. Coś w tym niewątpliwie było, poza Bobem Schulem zawodnicy Igloi bili rekordy, ale rzadko wygrywali najważniejsze zawody sezonu.

Igloi uważał, że tylko ciągłe, monotonne powtarzanie ciężkiej pracy na odcinkach, z użyciem prędkości startowych, może doprowadzić do mistrzostwa. Przywoływał analogie do muzyków, monotonnie ćwiczących te same ruchy, osiągających w końcu perfekcję. Zawodnicy wspominają, że kiedy przychodził czas na szczególnie ciężki trening, Węgier wskazywał wymownie palcem na znajdujący się obok stadionu cmentarz. Wszyscy rozumieli ten gest: „Będzie ciężko, będziemy umierać”. Kiedy zawodnicy narzekali, że ból nie pozwala im biegać, trener złościł się i powtarzał: „To umysł musi kierować ciałem, nie ciało umysłem”. Innym razem dał podopiecznemu prostą radę: „Aby przestało boleć, przynieś wiadro wody, ani zbyt zimnej, ani zbyt gorącej. Następnie zanurz głowę na 10 minut, a wszelkie bóle i troski miną”.

W ciągu całej kariery trenerskiej jego zawodnicy pobili 49 rekordów świata.

 

 

Trening był tak ciężki, że zawodnicy sami garnęli się do startów. Start oznaczał bowiem złagodzenie obciążeń w ostatnich dniach. Poza tym czym był bieg na marne pięć kilometrów, kiedy na treningu trzeba było z taką samą szybkością przebiec nawet trzydzieści w formie odcinków? Największą wadą systemu było to, że bieganie w całości odbywało się na stadionie. Prawdopodobnie była to jedna z przyczyn dość częstych kontuzji biegaczy. Biomechanika nie stała wtedy jeszcze na zbyt wysokim poziomie, nikt nie zastanawiał się zbytnio, jaki wpływ na układ ruchu ma ciągłe kręcenie kółek w jedną stronę.

Treningi nigdy się nie powtarzały, każdego dnia kombinacja odcinków była inna.

 

 

Kalifornijska grupa straciła trenera w 1970 roku. Igloi był przerażony zabójstwem prezydenta Kennedy’ego, a potem jego brata. Postanowił przyjąć ofertę pracy w Grecji. Spędził tam następne kilkanaście lat, cały czas udoskonalając i modyfikując system. Ale chociaż jego podopieczni pobili rekordy Grecji 157 razy, a najlepszy maratończyk, Spyridon Andriopoulos, osiągnął wynik 2:12:04, trener cały czas narzekał na mentalność leniwych południowców. Uważał, że mogliby biegać o wiele szybciej, gdyby naprawdę przyłożyli się do pracy. Po upadku komunizmu mógł nareszcie wrócić do ojczyzny. Tam też zmarł, w 1998 roku, w wieku 89 lat.

Historia systemu Michaly’a Igloi pokazuje, jak wielki wpływ na trening zawodników ma moda, nagłośnienie swojej metody pracy i sukcesów. Arthur Lydiard jest legendą biegów, bo poza osiąganiem sukcesów trenerskich zadbał o odpowiedni rozgłos. Swoją metodę propagował w licznych książkach, jeździł po całym świecie z odczytami. Mihaly Igloi był inny – drobny, milczący, skromny, wręcz podejrzliwy w stosunku do tych, którzy chcieli podejrzeć jego metody pracy. Nie opowiadał zbyt wiele ani o treningu, ani o sobie czy swojej rodzinie. Może wpływ na to miało doświadczenie wojny, może powojenne życie w komunistycznych Węgrach, może łagier na Syberii? A przecież sukcesy miał nie mniejsze niż Lydiard.

Mimo wszystko metody Igloi nie do końca znikły. W Kalifornii pozostało grono jego uczniów, byłych zawodników, którzy stopniowo rozproszyli się po całym USA. Sztuką treningu zajmowali się m. in. Laszlo Tabori i Bob Schul. Kalifornijska metoda Igloi wychowała tak znakomitych biegaczy, jak 800-metrowcy Johny Gray (życiówka 1:42.60) i biegający do dzisiaj Khadevis Robinson (życiówka 1:43.68). W wielu zakątkach świata do dzisiaj trenuje się z użyciem węgierskiej metody interwałowej. Przy okazji warto wspomnieć o wątku polskim – otóż Igloi przed II wojną światową spotkał się z Januszem Kusocińskim. Polski mistrz również stosował interwały i podobno to on natchnął węgierskiego biegacza, a później trenera, do poszukiwań w tym kierunku.

ZASADY TRENINGU:

  1. Przewaga krótkich odcinków, trwających zwykle 10-30 sekund. Ten czas trwania wysiłku powoduje, że poziom kwasu mlekowego jest niższy niż przy zastosowaniu dłuższych odcinków.
  2. Krótkie przerwy pomiędzy odcinkami, zwykle trucht na połowie długości bieganego odcinka. Np. po 100 m odcinka przerwą jest 50 m truchtu.
  3. Aktywny charakter przerw między odcinkami. Igloi nakazywał trucht w przerwie. Niektórzy jego kontynuatorzy, np. Bob Schul, stosują również przerwy w spacerze.
  4. Duża łączna objętość treningu, najczęściej główny trening zajmował 15-20 km i trwał 1,5 godziny lub dłużej. Zdarzało się jednak, że przekraczał 35 km i 3 godziny czasu trwania. Tygodniowa objętość wahała się zwykle między 140-180 km.
  5. Im krótszy odcinek, tym większa prędkość. Odcinki 100 m i krótsze często były biegane z maksymalną intensywnością. Dłuższe były w prędkości startowej lub wolniej. Prędkość odcinka zawodnik regulował samopoczuciem, trener z boku oceniał wygląd, ewentualnie mierzył czas dla własnych potrzeb.
  6. Długości odcinków nie zmieniały się zależnie od docelowego dystansu. Zarówno maratończyk, jak i biegacz na 5 km trenowali na podobnych odcinkach. Zmieniała się jedynie ich intensywność oraz łączna objętość treningu, nadzorowana bezpośrednio przez trenera.
  7. Stosowanie dwóch rodzajów kroku biegowego, w celu poprawy motoryki oraz zaangażowania większej liczby włókien mięśniowych. Zasadniczo było to bieganie bądź szybkim rytmem i krótkim krokiem, bądź odwrotnie: wydłużonym krokiem w wolniejszym rytmie.
  8. Następowanie na przemian dni luźniejszych i mocniejszych. Oba składały się z interwałów, ale trener dobierał odcinki tak, aby zawodnik znosił dany dzień lepiej lub gorzej.
  9. Dni luźniejsze nie zawierały dłuższych odcinków lub zawierały je w małej ilości. Dla odpoczynku Igoli często ordynował serie luźnych przebieżek.

Podobno zamiłowanie do krótkich odcinków wzięło się z… ostrych zim. Kiedy na Węgrzech spadał śnieg, biegacze odśnieżali 200 m pasa startowego lotniska – i tam trenowali, biegając w tę i z powrotem. Poza tym trener uważał, że krótki czas trwania odcinka zapewnia niższy poziom kwasu mlekowego, a tym samym mniejsze zmęczenie. Jak głosi plotka, Igloi początkowo nie kontrolował swoich podopiecznych zbyt rygorystycznie, do czasu gdy jeszcze na Węgrzech odkrył, że kiedy opuszcza stadion, zawodnicy kładą się na trawie, żeby odpocząć, a przed jego powrotem oblewają nawzajem wodą, aby wyglądać na spoconych.

Marcin Nagórek, “Ojcowie treningu: Mihaly Igloi”, Bieganie, maj 2011

mm
Marcin Nagórek

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

W stolicy zakończył się weekend maratoński. Metę 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego pokonało 1000 osób. W tym roku, z racji na obostrzenia wynikające z trwającej pandemii, 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski został podzielony na 4 […]

42. PZU ORLEN Maraton Warszawski – bieg faworytów [RELACJA LIVE]

Od ponad 40 lat ostatni weekend września przemienia się w stolicy w prawdziwe święto biegania. Nie inaczej jest i w tym roku, choć reżim sanitarny wymusił na organizatorach duże zmiany w formule oraz trasie imprezy. […]

Właśnie wystartował 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski!

Japoński producent sprzętu sportowego, ASICS przedstawia nową linię butów do biegania, wykorzystującą materiały pochodzące z recyklingu plastikowych butelek. Kolekcja Edo Era Tribute Pack to wyraz uznania dla miasta Edo (współczesnego Tokio) i jego prężnych działań […]

Ekologia idzie w parze z modą. ASICS sięga do korzeni Tokio i prezentuje nową kolekcję z materiałów wielokrotnego użytku

Zakończyła się tegoroczna, wyjątkowa edycja 1MILI. Przez całe wakacje trwała Wirtualna 1MILA, inicjatywa łącząca bieganie z pomaganiem. A następnie, w kolejne trzy niedziele września, odbyły się symboliczne finały tych wirtualnych zmagań, czyli kameralne imprezy na […]

Wirtualna, realna i dobroczynna. 1MILA 2020 za nami!

W ostatni weekend września Warszawa zamieni się w stolicę biegania. 1000 zawodników zmierzy się na legendarnym dystansie 42km 195m. PZU ORLEN Maraton Warszawski startuje nieprzerwanie od 1979 roku i jest symbolem niezłomności, odbywał się bowiem […]

Weekend pod znakiem 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Gdy nadchodzi czas jesieni, wiele osób zastanawia się, jak zadbać o odporność organizmu. Tak naprawdę budujemy ją na co dzień – poprzez to, co jemy i jaki styl życia prowadzimy. Natomiast każdy moment jest dobry […]

6 produktów żywnościowych wspomagających odporność

Fizjologii nie da się oszukać – jesteśmy w dużym procencie zbudowani z wody i potrzebujemy jej do przeprowadzania procesów życiowych. Czy jednak na przestrzeni zmieniających się pór roku, a tym samym warunków pogodowych, powinniśmy zmieniać […]

Czym i jak nawadniać się biegając przez cały rok?

Chcesz rozpocząć swoją przygodę z bieganiem? To fantastyczny pomysł. Jednak wiele rzeczy może pójść nie po Twojej myśli. Jeśli będziesz je stosować, zamiast stać się biegaczem, będziesz ciągle stawać. A to różnica. Wielu osobom wydaje […]

Jak nie stawać się biegaczem? [FELIETON]