fbpx

Pułapki życiówki, czyli dlaczego po pobiciu rekordu nie należy być zachłannym?

Autor: Jakub Karasek • 19.11.2019
(c) Wszelkie prawa zastrzeżone, www.sportografia.pl; www.aktywer.pl; www.pzupolmaratonwarszawski.com

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone,
www.sportografia.pl; www.aktywer.pl; www.pzupolmaratonwarszawski.com

Spektakularna poprawa życiówki to najczęściej powód do dumy, wiwatów oraz chęci do sięgania po jeszcze więcej. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jednak czy zawsze próba dokręcenia śruby niedługo po poprawieniu rekordu życiowego jest dobrym pomysłem?

Chyba każdy biegacz, który kiedyś dążył do osiągnięcia jakiegoś wymarzonego rezultatu zaraz po zrealizowaniu celu czuje, że teraz wreszcie stać go na więcej. Poprawa wyników to nie tylko nagroda za ciężką pracę na treningach, ale także spory zastrzyk motywacji i pewności siebie. W końcu wiemy, że jesteśmy w wysokiej formie i chcemy ją wykorzystać, by pokonywać kolejne bariery. Bo przecież, skoro już weszliśmy na jeden szczyt, to kolejne będą na wyciągnięcie ręki, prawda? Niestety, to przeświadczenie często okazuje się mylne.

Rekord, który podsyca apetyt

Poprawienie rekordu życiowego, zwłaszcza u zawodników, którzy dłuższy czas walczą o lepszy wynik, nie jest codziennością. Czasami, aby było to możliwe muszą zgrać się odpowiednie warunki, jak np. pogoda, rywale na podobnym poziomie, trafienie z formą czy samopoczuciem na konkretny dzień, itd. Kiedy te wszystkie składowe są na miejscu i je odpowiednio wykorzystamy – możemy cieszyć się z nowej życiówki.

Ponieważ bieg po rekord dostarcza sporo pozytywnych emocji, często po zawodach odbieramy wykonany wysiłek jako łatwiejszy niż był w rzeczywistości. I jest to pewna pułapka, bo nierzadko odnosimy mylne wrażenie, że tak dobrze/lekko, ewentualnie mocno będziemy się czuć również na kolejnych biegach. Wychodzimy z założenia, że skoro np. raz złamaliśmy barierę 40 minut na 10 km, to teraz będziemy mogli robić to przy okazji każdego startu.

U wielu zawodników takie przełamanie pobudza apetyt na kolejne przesuwanie granic, co często objawia się gwałtownym zwiększaniem obciążeń treningowych (dyktowane przeświadczeniem, że w końcu możemy trenować jak ktoś, kto ma na 10 km 39 z hakiem, a nie jak ktoś, z “4” z przodu), a także rosnącymi oczekiwaniami co do kolejnych startów czy wyników na innych dystansach. Oczywiście nie są one bezpodstawne, ale czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Życiówka może być… niebezpieczna!

Idąc za przykładem zawodnika, który właśnie uporał się z rezultatem 40 minut na 10 km i ma na sezon jeszcze jako cel przebiegnięcie półmaratonu poniżej 90 minut, ów optymizm objawiać się może myśleniem, że skoro udało się pobiec poniżej 40 minut na 10 km, to złamanie 1:30 w półmaratonie to już tylko formalność. Dlatego w najbliższym starcie zamiast po 1:29:59 postanawia biec np. po wynik poniżej 1:28. I choć osiągnięcie takiego wyniku przez osobę biegającą 39:59 na 10 km nie jest niemożliwe, to nie zawsze nastawianie się na lepszy czas przynosi dobre efekty. Dlaczego?

Przede wszystkim, zawodnicy, którzy od razu zaczynają celować wyżej, chcą często wykorzystać treningi, jakie pozostały im do startu na “nadrobienie” przygotowań. Przecież jeśli wcześniej z myślą o półmaratonie przygotowywali się na tempo 4:30/km, a teraz sądzą, że stać ich na bieg o 5-6 s/km szybciej, wychodzą z założenia, że powinni odzwierciedlić to na treningach. Stąd nierzadko takie pomysły, jak poszukiwanie w planie wolnej luki, by dodać jeszcze jeden mocny akcent, zmiana zaplanowanych jednostek na bardziej wymagające/intensywne czy trenowanie bardzo mocno aż do dnia startu. A to prosta droga do tego, by na starcie stanąć… przemęczonym i od razu skreślić swoje szanse na dobry rezultat!

iStock_000041038490Small

Drugi potencjalny problem, który przychodzi wraz z nadmiernym apetytem na lepszy wynik, to brak dyscypliny taktycznej. Chociaż czasy 1:28 a 1:30 w półmaratonie dzielą tylko niewinne 2 minuty, to oznacza to konieczność biegu w tempie średnio o 6 s szybszym na każdym kilometrze. A to już odczuwalna różnica. Wielu biegaczy ulega pokusie ruszenia od samego początku w mocniejszym tempie, co w biegach długich często mści się na końcowych fragmentach wyścigu.

W takiej sytuacji zbyt ambitny początek, oprócz zmęczenia fizycznego, może także prowadzić do łatwiejszego odpuszczenia biegu mentalnie. Myślimy sobie, że przecież bijąc życiówkę na 10 km czuliśmy się tak dobrze, a teraz jest jakoś nienaturalnie ciężko. Zaczynamy szukać przyczyn gorszego samopoczucia, dochodzimy do wniosku, że to nie nasz dzień, więc nie ma sensu się szarpać i… odpuszczamy. Jeżeli jednak ruszymy rozsądnie, z rezerwą, a do tego wcześniej nie przemęczymy się na trenignach, może okazać się, że na ostatnich kilometrach będziemy czuć się tak dobrze, że znajdziemy w sobie energię, by przyspieszyć i osiągnąć kolejny wymarzony wynik.

Ambicja? Owszem, ale z odrobiną obiektywizmu

Natychmiastowa zmiana treningu po poprawieniu rekordu życiowego, choć wydaje się naturalna, jest tak naprawdę nieracjonalna. Skoro realizowany przez miesiące plan doprowadził nas do sukcesu, to dlaczego od razu zmieniać to podejście? Zwłaszcza, kiedy w stosunkowo niedługiej perspektywie mamy kolejny start? Zapominamy o tym, że formę budujemy przez długie tygodnie i miesiące, a nie w ostatnich kilkunastu dniach przed zawodami.

Dlatego, jeżeli właśnie ustanowiłeś nowy rekord życiowy, to ciesz się tym, bo jest to powód do dumy i satysfakcji, że wykonana praca przyniosła oczekiwane owoce. Jednak nie zapominaj, że zmiana kilku cyferek na stoperze nie sprawia, że od razu stajesz się niezniszczalny i możesz z dnia na dzień wkroczyć na nowy poziom obciążeń treningowych i oczekiwań co do swoich wyników w zawodach.

Oczywiście warto być ambitnym, warto wyznaczać sobie kolejne cele, ale lepiej nie dopuszczać do sytuacji, by pojedynczy bieg stał się powodem do hurraoptymizmu i nadmiernej zachłanności. Jeżeli właśnie Twoje ciało osiągnęło nową granicę, weszło na nowy poziom, to jest to moment na to, by dać mu nieco luzu i czasu na regenerację. Dokręcanie śruby w takim momencie może w ostatecznym rozrachunku okazać się znacznie mniej owocne niż zachowanie zdrowego rozsądku i cierpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger