fbpx

Trener Jan Mulak – twórca potęgi Wunderteamu

Jan Mulak - twórca potęgo Wunderteamu. Rys. Krzysztof Dołęgowski

Jan Mulak – twórca potęgo Wunderteamu. Rys. Krzysztof Dołęgowski

Żeby dziś przetworzyć choćby najważniejsze teorie treningowe, wysnuć z nich wnioski i spisać je na recepcie zawierającej środki niezbędne do kuracji polskiej lekkoatletyki, potrzebowalibyśmy komputera przynajmniej tak potężnego, jak ten, który wspiera budowę bolidu Formuły 1 Roberta Kubicy. Kiedyś wystarczył jeden, genialny mózg – Jana Mulaka.

To postać niezwykła. Przyglądając się jego życiu, na papier ciśnie się analogia do „magicznego oka”. To stereogramy, które przy pierwszym spojrzeniu są zwykłym rysunkiem. Gdy zbliżymy się do niego, obraz jest rozmyty, powoli zwiększając dystans odkrywamy nowe wymiary, a wreszcie ukazuje się coś niespodziewanego. Dlaczego taka analogia pasuje do Mulaka? Bo to był człowiek niestandardowy, sportowiec, żołnierz, polityk, trener, wizjoner – kochany i nienawidzony.

Sport i polityka

Miłością do sportu zaraził się przed wojną. W Kasie Chorych. Ta instytucja patronowała bowiem basenowi przy ulicy Wolskiej w Warszawie. Mulak został żabkarzem. Prawdziwego bakcyla połknął jednak na tzw. Placu Nędzy, czyli stadionie Sportowego Klubu Robotniczo-Akademickiego przy ul. Okopowej. Tam zapisał się do Skry. Upodobał sobie dwa dystanse: 800 i 1500 metrów. Kariera zawodnicza nie przyniosła mu jednak nadzwyczajnego splendoru. Jego największym sukcesem było trzecie miejsce w biegu na 1500 m podczas mistrzostw Polski w Wilnie w 1936 r. Marzenia o medalach przerwała wojna. Jeszcze przed nią był związany z Polską Partią Socjalistyczną, gdy więc hitlerowska armia przygniotła kraj, Mulak chwycił za broń w organizacjach podziemnych. Miał talenty przywódcze, więc kierował m.in. Wydziałem Wojskowym Robotniczej Partii Polskich Socjalistów (RPPS). Bił się w powstaniu warszawskim, a gdy zaczęło upadać, dowodził ewakuacją kanałami z Mokotowa. Jak pisał w swojej autobiografii „Książka… bez żadnego tytułu”, dzięki przytomnemu zachowaniu jego i podwładnych udało się uniknąć masakry. Po wojnie chciał rzucić się w wir wielkiej polityki. Jego nazwisko wymieniane było wśród kandydatów do funkcji premiera. Dzisiejsze awantury partyjne są niewinną igraszką w porównaniu z ówczesną walką o polityczne imponderabilia. Mulak ją przegrał. Sprzeciwiał się bowiem głośno połączeniu PPS i PPR, które utworzyły PZPR. Zanim jednak do tego doszło, stawał przed sądami partyjnymi. Oskarżenia mogą dziś budzić dreszcze. Zarzucano mu na przykład, że w RPPS podpisał w czasie wojny wyrok śmierci na Edwardzie Osóbce-Morawskim. Gdy stawało to na wokandzie, Morawski był tymczasowym premierem. Ostatecznie, po połączeniu w 1948 r. PPS i PPR, musiał się ukrywać. Schronienie znalazł na Szrenicy. Gdy sprawa trochę ucichła, wrócił do Warszawy. Obserwowany przez SB znalazł jednak pracę. Chciał wrócić do pełni życia i szukał dla siebie miejsca. Znalazł je na Akademii Wychowania Fizycznego. Miał już co prawda przedwojenny tytuł instruktora lekkiej atletyki, ale trudno mu było przejść obojętnie obok wykładów Maurice’a Baqueta, onegdaj dyrektora technicznego francuskiego Instytutu Sportu. Poczuł powiew zmian w filozofii treningu i zamierzał złapać ten wiatr w żagle. Szybko więc odnowił kontakty, jeździł na zawody jako obserwator. W końcu, wiosną 1951 r., pojawił się na zgrupowaniu kadry w Zakopanem. Nie mógł przyjechać tam oficjalnie, więc miał status trenera społecznego. Szybko znalazł wspólny język z Wacławem Gąssowskim, który prowadził całą kadrę. Dostał od niego pod opiekę długodystansowców. I wtedy zaczęła powstawać tzw. szkoła Mulaka.

Jan Mulak (po prawej) podczas treningu Zdzisława Krzyszkowiaka. Fot. East News

Jan Mulak (po prawej) podczas treningu Zdzisława Krzyszkowiaka. Fot. East News

Nabrać krzepy

Dziś niby wszyscy wiedzą, że stworzył polską koncepcję biegów długich i średnich, ale na czym polegała i co z niej zostało do dziś? Dla młodego pokolenia poszukiwanie wizji Mulaka we współczesnej metodyce treningowej powinno zacząć się od oznakowania dawnych pomysłów izotopem węgla C-14. Ślady te doprowadziłyby nas do dużej i małej zabawy biegowej, zgrupowań klimatycznych w kraju, zajęć terenowych, stawiania na rozwój ogólny i późnej specjalizacji. Jednak aby zrozumieć fenomen Mulaka, trzeba wziąć pod uwagę ówczesne realia. A te były smętne. – Jeśli mamy być uczciwi to Mulak dostał utalentowanych chłopaków, choćby: Jerzego Chromika, Zdzisława Krzyszkowiaka, ale to były cherlaki – analizuje Sławomir Nowak, jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich trenerów. Pan Jan musiał sobie poradzić nie tyle z opracowaniem wyczynowego planu treningowego, co z takim zaplanowaniem zajęć, żeby ci drobni chłopcy wytrzymali zajęcia i nabrali więcej krzepy. Nie był ekspertem fizjologii ani medycyny, choć jeszcze przed wojną fascynowały go badania Iwana Pawłowa (twórca teorii odruchów warunkowych) i podczas okupacji tłumaczył książki jego uczniów. To wówczas zaczął lansować koncepcję piramidy treningowej, w której na dole jest przygotowanie ogólne, wytrzymałościowe.

Zdzisław Krzyszkowiak, Jerzy Chromik - wybitni polscy lekkoatleci, trenowani przez Jana Mulaka. Fot. East News

Zdzisław Krzyszkowiak, Jerzy Chromik – wybitni polscy lekkoatleci, trenowani przez Jana Mulaka. Fot. East News

Doskonale rozumiał niedożywionych, chudych zawodników. Trzeba było ich zabierać bardziej do sanatoriów niż ośrodków sportowych (których zresztą i tak nie było). Dlatego Mulak zaczął szukać miejsc, w których klimat sprzyja zdrowiu. Tam zamierzał odbudowywać ich sprawność. Nie mógł jednak sięgać po wzorce z zagranicy. Te bowiem opracowane były przeważnie dla zawodników silnych fizycznie, zdrowych. Można było u nich kłaść nacisk na wytrzymałość specjalną. Mulak wiedział, że on musi stworzyć najpierw bazę. Przyjął, że priorytetem jest doskonalenie funkcji ogólnych, potem sprawność ruchowa, a na końcu wytrzymałość specjalna. Środkami możliwymi do przyjęcia przez zawodników były więc treningi polegające na przechodzeniu z truchtu do biegu (zmiana tempa). Teoretycznie nie było to nic nowego, zaadaptował bowiem skandynawski fartlek (odmianę treningu interwałowego). Chodziło jednak o inne rozłożenie akcentów, prowadzenie zajęć w terenie i stworzenie tzw. małej i dużej zabawy biegowej.

Dar przewidywania

Konkurencją wyjściową dla grupy Mulaka było 3000 metrów. Zawodnicy przygotowani do tego dystansu mogli dołożyć przeszkody, startować na 1500 m i 5000 m. Mulak, chcąc nie chcąc, musiał stać się także organizatorem. Upatrzona przez niego baza w Karkonoszach była świetna, ale kadra musiała przygotowywać się do igrzysk w Helsinkach (1952). Trudno było to robić na odludziu. PZLA postawiła więc zadanie znalezienia ośrodka klimatem przypominającego pojezierze fińskie. Padło na Wałcz. Mulak był początkowo sceptyczny. Sam znalazł przecież miejsce w okolicach Augustowa. Wałcz miał jednak tor kajakarski i starą zarośniętą, jeszcze poniemiecką bieżnię. – Pamiętam, że początkowo biegaliśmy po jakimś zielsku, wierząc na słowo honoru, że to bieżnia. Trenerzy kazali nam w przerwach między zajęciami wydłubywać chwasty. I tak, centymetr, po centymetrze odsłaniało się żużlowe podłoże – wspomina w rozmowie z magazynem Bieganie, Kazimierz Zimny, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Rzymie (1960 r.) na 5000 m. – To było fantastyczne miejsce do biegania. Na tyle przyjazne, że w 1961 r. Krzyszkowiak pobił tam rekord świata na 3000 m z przeszkodami (8.30,4) – dodaje Zimny. Mulak miał pod sobą początkowo tylko “długasów” ale szybko zyskał status eksperta od treningu wytrzymałościowego i z jego zdaniem zaczynali liczyć się wszyscy. Zrozumiano bowiem, że na bazie pomysłów Mulaka można tworzyć specjalistów w innych konkurencjach. – On miał niezwykły dar przewidywania i coś co można nazwać misją. Wiedział, że sukces polskiej lekkoatletyki może tkwić w masowości. Ludzi byli ogólnie słabi, ale jeśli weźmie się kilkuset młodych chłopaków, zachęci i zacznie z nich wybierać talenty, to w końcu można wyłuskać gwiazdę – dodaje Zbigniew Majewski, późniejszy twórca ośrodka pięcioboju nowoczesnego w Drzonkowie. – Mulak przyciągał takich jak ja: chłopaków z prowincji, bez specjalnego wykształcenia. Budził ducha rywalizacji także wśród trenerów. Pamiętam, że na tym polu za przeciwników miałem Henryka Sozańskiego i Stefana Paszczyka. Jeden był później rektorem AWF, drugi prezesem PKOl. Pan Jan nie bał się wyciągać też ręki do ludzi napiętnowanych przez system – zdradza Majewski, który nie mógł długo znaleźć pracy za udział w antykomunistycznej organizacji Zemsta Lasu.

Mecz lekkoatletyczny Polska - USA. Kazimierz Zimny prowadzi w biegu na 5 km. Fot. East News

Mecz lekkoatletyczny Polska – USA. Kazimierz Zimny prowadzi w biegu na 5 km. Fot. East News

Narodziny potęgi

W 1956 r. nasi lekkoatleci byli już w europejskiej czołówce. Potrzebowali jednak spektakularnego sukcesu, przełomu, który pozwoliłby im uwierzyć, że są wielcy. Jednym z takich impulsów był mecz z Węgrami w Poznaniu. Biało-czerwoni pokonali wówczas zespół uznawany za światową potęgę. Potem przyszła seria kolejnych sukcesów i wreszcie pamiętny mecz z RFN na Neckarstadion w Stuttgarcie. „Sport Magazin” napisał po zwycięstwie naszej drużyny: „Polacy, po ZSRR i USA są najsilniejszym zespołem na świecie”. Mulak ostateczne potwierdzenie słuszności swojej koncepcji treningowej uzyskał w 1958 r.W sierpniu na Stadion X-lecia w Warszawie przyszło niemal 100 tysięcy kibiców. Cały kraj czekał na mecz Polska–USA. Wszyscy wiedzieli, że nasi lekkoatleci są fantastyczni, ale sukces jaki odnieśli wstrząsnął wyobraźnią kibiców. Jerzy Chromik i Zdzisław Krzyszkowiak zdominowali bieg na 3000 m z przeszkodami. W czasie lepszym od rekordu świata, pokonali Amerykanów i zdobyli komplet punktów. Zbigniew Makomaski pokonał na 800 m mistrza olimpijskiego Toma Courtneya. Na dodatek Tadeusz Rut w rzucie młotem zwyciężył legendarnego mistrza olimpijskiego i rekordzistę świata Harolda Connolly’ego. „To był międzykontynentalny koncert lekkoatletyczny” – pisały gazety w USA. Zaczęto o Polakach mówić – Wunderteam. Potwierdzeniem ich cudowności były mistrzostwa Europy w mistrzostwach Europy w Sztokholmie w 1958, gdzie Polacy zdobyli aż 8 złotych medali. Ostatnim wielkim sukcesem Wunderteamu były mistrzostwa Europy w Budapeszcie w 1966 r. (7 złotych medali biało-czerwonych). Średnio i długodystansowcy znad Wisły byli potęgą. Przemawiają za tym nie tylko medale, ale i udział naszych zawodników w światowych tabelach. Jak wyliczył Stefan Pietkiewicz w czasach Wunderteamu byliśmy potentatami na listach. W pierwszej setce najlepszych na 800 metrów było 25 polskich nazwisk, na 1500 – 35, na 5000 – 24, na 3000 z przeszk. – 29.

Wychowawca

– Ocenianie Mulaka wyłącznie pod kątem osiągnięć sportowych to błąd. On wychowywał ludzi. Pamiętam, że na swoim pierwszym obozie pod wodzą pana Jana trafiłem do stolika razem z nim. Do dziś mam w uszach jego pouczenia jak siedzieć, jak odkładać nóż, jak się zachowywać, kiedy zabrać głos. Miał w sobie coś, co sprawiało, że ludzie chcieli go naśladować. Mulak podawał rękę w charakterystyczny sposób, tak jakby wysuwał tylko trzy palce. Kiedyś przywitałem się z trenerem Kłobukowskiej, Andrzejem Piotrowskim. Zdałem sobie sprawę, że on zaczął naśladować swojego mistrza nawet w sposobie witania się z ludźmi – wspomina Sławomir Nowak. Mulak nawet na sportowej emeryturze potrafił zwrócić na siebie uwagę całego świata. Gdy polskie władze postanowiły pod naciskiem ZSRR zbojkotować igrzyska w Los Angeles, Mulak zamierzał zbojkotować bojkot. Razem ze Zbigniewem Majewskim wsiedli w bryczkę i ruszyli w drogę do USA. Dostali nawet zgodę organizatorów zawodów na to, by jednym z punktów ceremonii otwarcia był ich przejazd po bieżni stadionu. Dotarli jednak „tylko” do portu w Havre, gdzie polska ambasada zagroziła im odebraniem paszportu. – Swój plan zrealizowaliśmy w 1992 r. Po pokonaniu 5 tysięcy kilometrów dotarliśmy do Barcelony. Raz przez pomyłkę wjechaliśmy na autostradę, na której wypatrzył nas helikopter. Francuscy policjanci byli tak uprzejmi, że nie tylko nie ukarali nas mandatem, ale doholowali do właściwej drogi i zaprosili na spotkanie z Polakami. Niemieccy policjanci ugościli nas obiadem zakrapianym winem – opowiada Majewski.

Jana Mulak w Alei Gwiazd we Władysławowie-Cetniewie, koło Ośrodka Przygotowań Olimpijskich. Fot. East NEws/ Paweł Salwa

Jan Mulak w Alei Gwiazd we Władysławowie-Cetniewie, koło Ośrodka Przygotowań Olimpijskich. Fot. East NEws/ Paweł Salwa

*** Jan Mulak zmarł 31 stycznia 2005 r. Jego szkoła biegowa nie wytrzymała próby czasu, ale wiele wprowadzonych metod treningowych wciąż wykorzystywanych jest na różnych szczeblach szkolenia.

Oskar Berezowski, “Mulak – twórca potęgi”, Bieganie, czerwiec 2011

Jedno przemyślenie nt. „Trener Jan Mulak – twórca potęgi Wunderteamu

  1. Miałem wielką przyjemność, radość ze spotkania z panem Janem Mulakiem. na zjeździe Szkolnego Związku Sportowego w Warszawie w końcu lat siedemdziesiątych.. Zamieniłem kilka zdań i pan Mulak podał mi rękę na pożegnanie. Byłem zdruzgotany mając przekonanie, że ma sparaliżowana dłoń. Z artykułu dowiedziałem się o specjalnym sposobie podawania dłoni. Dzi,ekuję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger