Triathlon > TRI: Ludzie > Triathlon
Elliott Smales – wywiad ze zwycięzcą 5150 Warsaw 2016
Fot. Sportografia.pl/Sport Evolution
Elliott Smales, 21-latek z Wielkiej Brytanii, pojawił się w Warszawie na debiutanckiej imprezie 5150 Warsaw i zwyciężył w niej z niemal minutową przewagą nad kolejnym zawodnikiem. Skąd pomysł na przyjazd do Polski, jak trenuje na co dzień i na jakich dystansach chce docelowo walczyć o najwyższe laury?
Serdeczne gratulacje za zwycięstwo w pierwszej edycji zawodów 5150 Warsaw! Swoim pojawieniem się sprawiłeś nie lada niespodziankę naszym zawodnikom – nie wiedzieli, czego się po Tobie spodziewać i chyba byli trochę zdziwieni, gdy na trasę wyleciał superszybki biegacz!
Dzięki za dobre słowo. Ja też nie miałem pojęcia co mnie czeka! A co do biegania, to ono nie zawsze było mocne – mam za sobą karierę pływacką i bardzo długo pracowałem na to, żeby biegać na przyzwoitym poziomie.No właśnie, powiedz nam proszę kilka słów o sobie i o swojej karierze sportowej.
Mieszkam w północnej Anglii, w Leeds, gdzie także studiuję. Moja przygoda ze sportem rozpoczęła się w dzieciństwie, gdy zacząłem trenować pływanie. Z tej dyscypliny miałem jednak zdecydowanie więcej zabawy niż sukcesów. W 2009 roku po raz pierwszy wystartowałem w triathlonie i muszę przyznać, że niespecjalnie mi się to spodobało – głównie dlatego, że bardzo kiepsko biegałem. Skupiłem się więc na tym elemencie i niedługo później startowałem w krajowych pucharach juniorów. W 2013 roku przeniosłem się do Leeds, aby podczas studiów mieć możliwość trenowania z najlepszymi zawodnikami w kraju. Leeds to genialna baza dla zawodników tej dyscypliny, łącznie z tymi najlepszymi – byłą mistrzynią świata Non Stanford czy braćmi Brownlee. Od czasu przeprowadzki zanotowałem duży progres we wszystkich trzech dyscyplinach, a dodatkowo ubiegłej zimy bardzo mocno pracowałem nad bieganiem. Po wielu ciężkich treningach urozmaicanych kiepską pogodą – typową dla Anglii – udało mi się zrobić życiówkę na 10 km (32:09) i w półmaratonie (1:12:21). Wykonana praca doskonale przełożyła się na bieg w triathlonie.Fot. Sportografia/Sport Evolution
W jakiego typu wyścigach się specjalizujesz?
Zawsze lepiej czułem się na długich dystansach – na krótszych brakowało mi szybkości, przynajmniej w porównaniu z innymi zawodnikami w Wielkiej Brytanii, z którymi ścigam się i trenuję na co dzień. Brałem udział w kilku seniorskich Pucharach Europy – w Holandii, Hiszpanii, Czechach, Rumunii i w Maroko. Wyścigi z draftingiem w stylu “szybkich i wściekłych” nie do końca mi pasują, zwłaszcza że tam, aby wygrać, trzeba biegać około 30 minut na 10 kilometrów. Jako że jestem jeszcze młody – mam 21 lat – trenerzy namawiali mnie, żebym jeszcze jakiś czas pościgał się na krótkich dystansach, jednak w tym roku podjąłem decyzję, do której zbieralem się już od kilku sezonów, i postanowiłem przejść na dłuższe dystanse. Mój pierwszy start na dystansie średnim odbył się na Lough Cutra Triathlon w Irlandii. Ze względu na warunki pogodowe anulowano część pływacką, więc mieliśmy duathlon na dystansach 7-96-14 km. Mimo to udało mi się utrzymać prowadzenie od startu aż do mety, którą przekroczyłem z przewagą 2 minuty i 20 sekund przed kolejnym zawodnikiem.Dlaczego zdecydowałeś się na start właśnie tutaj, w Warszawie?
Z kilku powodów. Po pierwsze chciałem przyjechać do miasta, w którym jeszcze nigdy nie byłem, a które bardzo mi się spodobało; po drugie – wyścig w takiej formule był dla mnie świetnym wstępem do zawodowego ścigania się w serii IRONMAN. Zawody w Warszawie były dla mnie wielką niewiadomą – nie znałem tutejszych zawodników, dróg, nie wiedziałem w jaki sposób będą zorganizowane strefy zmian i jakiej pogody można się spodziewać. Na szczęście pogoda dopisała, a trasy zawodów były nieskomplikowane i dobrze oznaczone.Jak przebiegała rywalizacja na trasie?
Na samym początku części pływackiej byłem chyba piąty; nie dałem rady biec tak daleko wgłąb akwenu jak pozostali – jestem od nich sporo niższy! Po 200m trasy przesunąłem się do przodu, wyprzedzając prowadzącego Macieja Bodnara. Przez resztę dystansu trzymał się on blisko za mną i wyszliśmy z wody praktycznie razem. W strefie zmian do głosu doszło moje doświadczenie w wyścigach na dystansie olimpijskim, gdzie nawet najmniejsza strata powoduje, że grupa na rowerze już nie daje się złapać. Na rower wybiegłem z około 10-sekundową przewagą. Po dziesięciu kilometrach minął nas pędzący z zawrotną prędkością Mikołaj Luft. Po kolejnych dziesięciu mnie i Macieja dogoniło jeszcze dwóch zawodników i tak we czterech dojechaliśmy do drugiej strefy zmian. Już w połowie dystansu na rowerze wiedziałem, że będzie nas, kandydatów do złota, aż pięciu, i zwycięży ten, który okaże się najszybszym biegaczem – o ile któremuś z nas uda się złapać Mikołaja! W strefie zmian znów okazałem się najsprawniejszy i na trasie biegowej pojawiłem się jako pierwszy z naszej czwórki, jednak przewaga Mikołaja wynosiła już półtorej minuty! Pomyślałem, że to będzie nie lada wyzwanie, ale nastawiłem się na pogoń, choćby po to, aby obronić drugą pozycję. Jednak na czwartym kilometrze dogoniłem lidera i przyspieszyłem, aby minąć go z jak największą prędkością. Nie pobiegł za mną, ale kontynuowałem mocne tempo przez następne trzy kilometry, ponieważ kolejni zawodnicy także biegli bardzo dobrze. Na dwa kilometry do mety zdałem sobie sprawę, że mam w zasięgu swoje pierwsze międzynarodowe zwycięstwo w triathlonie, ale za wszelką cenę starałem się nie stracić koncentracji na wysiłku. Kiedy wybiegłem na finiszową prostą, ryk kibiców dosłownie mnie ogłuszył! Tłumy ludzi na trasie i obsługa zawodów byli niesamowici i należą się im za to ogromne podziękowania.