fbpx

Gniotący problem, czyli jak dobrać siodło

rowerzysta

Fot. pixabay.com

Odpowiednio dobrane siodełko rowerowe to często być albo nie być naszych najdłuższych treningów. Nie ma drugiego rowerowego komponentu, który przysparzałby użytkownikom tylu problemów. A dobre siodło to nie tylko kwestia wygody…

Dlaczego dobór siodełka jest tak istotny? Przede wszystkim ze względu na zdrowie użytkownika. Uporczywa niewygoda, znoszona przez wiele godzin tygodniowo, oprócz tymczasowych przykrości może przysporzyć nam problemów zdrowotnych. Ciągły nacisk na tkanki miękkie i nerwy to potencjalne kłopoty zarówno w przypadku panów, jak i pań. Oprócz „newralgicznych” miejsc, poddawanych bezpośredniemu naciskowi siodła, pozostaje jeszcze kwestia kręgosłupa. Gdy przesuwamy się po siodle, szukając komfortu, plecy wyginają nam się w nienaturalne pozycje. A nawet jeśli nasze siodełko jest wygodne, może okazać się, że siedzimy na nim w zupełnie nieefektywnej pozycji. Jeśli naszym celem jest tylko (lub aż) mieszczenie się w limicie czasu na zawodach, być może to nam wystarczy. Jednak jeżeli zależy nam na śrubowaniu życiówek i poszukujemy elementów, dzięki którym urwiemy kolejne sekundy czy nawet minuty, przyjrzenie się temu, co mamy pod tyłkiem, może być strzałem w dziesiątkę.

Dobieramy siodło

Dobór odpowiedniego siodełka jest kwestią wybitnie indywidualną. Podczas gdy podpatrywanie zawodowców w sprawach innych komponentów rowerowych możemy uznać za cenną podpowiedź, tak w kwestii siodełka nie należy oglądać się na innych. Każdy z nas ma nieco inną budowę anatomiczną. Różnice w budowie miednicy, rozkład tkanki tłuszczowej i mięśniowej w ciele, poziom naszej sprawności i rozciągnięcia, a także osobnicze potrzeby i cele – to wszystko wpływa na odczuwany na rowerze komfort.
Podczas pobytu w sklepie rowerowym warto skorzystać z systemu dobierania siodełka lub z usługi bikefittingu. Producenci prześcigają się w narzędziach mających na celu jak najlepsze dopasowanie modelu siodła do kolarza. Selle Italia, jeden z najbardziej cenionych producentów siodełek, wykorzystuje w tym celu autorski system IDMatch. Badanemu mierzy się odległość między krętarzami (w ten sposób otrzymujemy odległość między guzami kulszowymi), obwód uda i kąt miednicy w pozycji pochylonej. Suma tych parametrów pozwala dobrać siodło szerokie (L) lub wąskie (S), z dziurą lub bez niej (1, 2, 3). Nieco inną drogą idzie Fi’zi:k – dzieli siodła na trzy kategorie, dobierając kształt do elastyczności ciała rowerzysty. Arione (wąż) to siodełka dla tych, którym nie sprawia problemu dosięgnięcie w pozycji stojącej palcami rąk do podłogi, Aliante (byk) to siodła dla najmniej rozciągniętych, a Antares (kameleon) to siodło pośrednie. Z kolei system Body Geometry, proponowany przez Specialized, bazuje na badaniach nad krążeniem krwi w miejscach stykających się z siodłem. „Dzieckiem” tego procesu jest chociażby siodełko Specialized Sitero, polecane zwłaszcza triathlonistom. Minimalizowanie nacisku na naczynia krwionośne w obrębie krocza ma sprawić, że pozycja czasowa będzie znośna do wytrzymania. Pod tym względem podobne rozwiązanie stosują fitterzy, którzy używają maty tensometrycznej, badającej nacisk poszczególnych części ciała na siodełko. – Matę nakłada się na siodełko i za jej pomocą bada nacisk kości kulszowych i miednicy kolarza na powierzchnię siodła – opowiada Arek Kogut z Veloart. – Dzięki temu można precyzyjnie dobrać model siodełka, na którym zawodnik będzie czuł się komfortowo i na którym będzie mógł efektywnie generować moc – kontynuuje Arek. Czy w ten sposób fitter jest w stanie dobrać siodło każdemu? – Taki dobór sprawdza się u 80-90% kolarzy. Należy jednak brać pod uwagę fakt, że takie badania nie uwzględniają indywidualnych preferencji, które mogą być sprzeczne z wynikiem i na to już się nic nie poradzi. Jestem zwolennikiem wykorzystywania mat w połączeniu z testem praktycznym.

Test przed zakupem

Wiele sklepów rowerowych umożliwia wypożyczanie siodeł testowych. Niestety w zdecydowanej większości jest to usługa płatna – od około 25 do 50 złotych za dobę. Próbowanie kilku siodeł po kilka dni może szybko „puścić nas z torbami”. Czasami jednak nie ma wyjścia. Przejechanie się na siodełku wokół sklepu lub zrobienie krótkiej testowej przejażdżki zdecydowanie nie wystarczy by stwierdzić, czy to jest to, czego szukamy.
Należy liczyć się z tym, że agresywna pozycja, nadająca się do szybkiej jazdy na czas, nie będzie wiązała się z takim komfortem, jakiego oczekiwalibyśmy podczas rodzinnej wycieczki rowerowej. Kuba Dec, były kolarz, obecnie triathlonista, mówi: – W każdym z moich czterech rowerów mam inne siodła i na każdym czuję się dobrze, ale są pozycje, w których bywa mi niewygodnie. Chodzi zwłaszcza o pozycję czasową. Przy dużych prędkościach przesuwamy się do przodu, co sprawia, że punkt podparcia umiejscawia się na najwęższej części siodła, a to powoduje ból. Wychodzę jednak z założenia, że w pozycji aero ma być szybko, a nie wygodnie.

Siodła anatomiczne

Ciekawym i już powszechnie znanym rozwiązaniem są siodła anatomiczne, czyli siodła ISM. Poprzez rozdzielenie końcówki siodła na dwie części, a przez to drastyczne skrócenie „normalnej” części siodełka, punkt podparcia przenosi się na guzy kulszowe. Na siodełku tego typu nie da się rozsiąść. Niewątpliwą zaletą jest stabilność pozycji. Na takim siodle właściwie nie ma możliwości przesuwania się i szukania innej pozycji niż ta, jaką proponuje nam producent. Dla wielu triathlonistów siodła ISM w połączeniu z bikefittingiem okazały się strzałem w dziesiątkę i rozwiązały wszystkie ich dotychczasowe problemy podczas jazdy. Nie jest to jednak jedyna droga do celu, a bywają też zawodnicy, którzy po kilku lub kilkunastu godzinach jazdy dochodzą do wniosku, że nie wytrzymają na „podpórce” ani minuty dłużej. Im większe doświadczenie zawodnika i więcej godzin spędzonych na rowerze, tym większa odporność na tego rodzaju dyskomfort. Jednak profesjonalni kolarze także mają swoje preferencje co do wyboru siodełka. Co więcej, nie wszyscy za wszelką cenę wybierają rozwiązania najlżejsze i uważane za najbardziej profesjonalne, czyli najwęższe i najtwardsze. Znamiennym przykładem jest Michał Kwiatkowski, nasz szosowy Mistrz Świata, który jeździ na najszerszym dostępnym siodle z oferty producenta – takim, które dla wielu z nas byłoby już „kanapą”. W porównaniu do użytkowników innych rowerów, triathloniści mają zdecydowanie najgorzej. Kolarze MTB dużo rzadziej zgłaszają problemy z siedzeniem niż ci, którym przychodzi spędzać długie godziny w jednej, nienaturalnej pozycji czasowej. Bartosz Banach, doskonały zawodnik kolarstwa górskiego i właściciel serwisu rowerowego, potwierdza tę tezę. Czy to znaczy, że kolarzom terenowym jest wszystko jedno, na czym siedzą? Oczywiście nie. – Zazwyczaj zawodnicy sami składają rowery, a jeśli nawet kupują rower w gotowym zestawie – ośmiu na dziesięć zmienia siodełko na to, do którego są przyzwyczajeni – opowiada Bartosz.

Na koniec warto wspomnieć, że nie tylko siodełko odpowiada za komfort „siedzenia” podczas jazdy. Nie należy oszczędzać na spodenkach z porządną wkładką, która pomoże nam przeżyć wielogodzinne kręcenie dzień po dniu. A na zawodach… cóż, wtedy i tak jesteśmy daleko poza strefą komfortu.

Artykuł pochodzi z magazynu “Triathlon”, będącego częścią miesięcznika “Bieganie”, styczeń-luty 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger