fbpx

Ludzie > Elita biegaczy > Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie > Slider

Lorraine Moller – od chorowitej dziewczynki do 4-krotnej olimpijki i szczęśliwej mamy

800px-lorraine_moller_9519687532

Źródło: Mayor Raymond L. Flynn records, Collection #0246.001 File name: RF_097 Rights: Copyright City of Boston Citation: Mayor Raymond L. Flynn records, Collection #0246.001, City of Boston Archives, Boston

Lorraine Moller była jedną z pierwszych maratonek elity na świecie, a jej kariera biegowa trwała ćwierć wieku, co świadczy o wielkiej miłości do tego zajęcia. Chociaż trzeba przyznać, że nie była to łatwa relacja i nie pozostała bez wpływu na życie osobiste.

Kiedy zaczynała biegać jako 13-latka, najdłuższym dystansem olimpijskim, na jakim mogły rywalizować kobiety było 800 m. Wówczas jeszcze nie mogła spodziewać się, że w przyszłości aż 4-krotnie wystartuje w maratonie na igrzyskach olimpijskich, a na jednych z nich zdobędzie nawet medal. Była aktywną obserwatorką tego, jak świat sportu w latach 80. XX w. ulegał wielu zmianom. Świat Lorraine zresztą również.

Od choroby do pasji

Lorraine Moller urodziła się 1 czerwca 1955 r. w niewielkiej miejscowości Putaruru na północy Nowej Zelandii. Jako dziecko nie zapowiadała się na wielką sportsmenkę. Była raczej nieśmiała, skryta w sobie i chorowita. Jednym z najmocniejszych wspomnień z jej dzieciństwa jest zanikający odgłos kroków jej mamy, gdy jako 5-latka musiała spędzić wiele tygodni w szpitalu ze względu na schorzenie nerek.

A nie była to błaha sprawa. Postępująca choroba powodowała, że lekarze twierdzi, iż dziewczyna nie przeżyje. Jej mama jednak nie poddała się i postanowiła szukać ratunku, łapiąc się wszelkich rozwiązań, które mogłyby pomóc jej córce. W końcu, dzięki terapii alternatywnej, choroba z czasem zaczęła ustępować, a Lorraine… od tamtej pory zawsze miała na pieńku z lekarzami.

Kiedy odzyskała zdrowie i siły, okazała się bardzo aktywną osobą. Jako nastolatka odkryła w sobie pasję do biegania. Jak sama przyznawała po latach, dawało jej to poczucie wolności i swobody. Jej nowe hobby stało się „zaraźliwe” i już wkrótce na treningach dołączył do niej jej ojciec Gordon. Złapał biegowego bakcyla i będąc już po „50” pokonał maraton w czasie 2:51!

Sama Lorraine znalazła sobie także trenera, którym był John Davies – brązowy medalista olimpijski w biegu na 1500 m z 1964 r. z Tokio. To właśnie dzięki niemu poznała Arthura Lydiarda i jego filozofię treningową, której stała się orędowniczką. A jej trening już wkrótce zaczął przynosić naprawdę doskonałe rezultaty.

Pierwsze starty i treningowy maraton

Na początku swojej biegowej kariery Moller, charakteryzująca się dużą wytrzymałością, skupiała się na najdłuższych dystansach, na jakich mogły rywalizować kobiety, czyli biegu na… 800 m. Jako 19-latka reprezentowała Nową Zelandię na Igrzyskach Wspólnoty Narodów, gdzie zajęła 5. miejsce z czasem 2:03,63. O tym, jak dużego kalibru jest to wynik niech świadczy fakt, że do dziś, po ponad 40 latach czas ten wciąż jest rekordem Nowej Zelandii w kategorii juniorek!

Pod koniec lat 70. Moller przeniosła się do USA, podążając z jednej strony za karierą sportową, z drugiej za Ronem Dawsem – maratończykiem, olimpijczykiem z Meksyku, którego wkrótce poślubiła. Daws stał się jej trenerem i to właśnie pod jego „skrzydłami” pokonała swój pierwszy maraton, którego… nie planowali.

W ramach Grandma’s Marathon w Duluth w 1979 r., miała przebiec jedynie 20 mil w formie treningowego długiego wybiegania. Kiedy jednak dotarła do tego momentu i okazało się, że jest liderką wśród kobiet, postanowiła kontynuować bieg. Wygrała rywalizację z czasem 2:37:37 – o 20 minut lepszym niż dotychczasowy rekord trasy kobiet! Był to wówczas także 6. najlepszy w historii wynik w kobiecym maratonie. Z treningowego biegu!

Lorraine Moller odkryła w sobie talent do biegów długich, a świat przekonywał się, że kobiety mogą bez przeszkód rywalizować na dystansach znacznie dłuższych niż 800 m. Jednak okazało się, że trudno połączyć karierę sportową z życiem prywatnym. Mając okazję zwiedzać świat, jeżdżąc na różne imprezy, jej więź z mężem słabła, aż w końcu zdecydowali o rozwodzie. Moller nie ukrywała później, że jej tryb życia w znacznym stopniu się do tego przyczynił. Zresztą, fakt, że jej mąż był także jej trenerem, również nie ułatwiał relacji.

Bostoński skalp

Po rozstaniu z Ronem Dawsem Lorraine Moller zaczęła szukać sobie nowego trenera. Skontaktowała się ze swoim rodakiem Dickiem Quaxem, który także w swoich planach inspirował się szkołą Arthura Lydiarda. To właśnie pod jego skrzydłami biegaczka pokonywała najdłuższe tygodniowe dystanse (nawet 200 km). Jednak Quax nie trenował jej bezpośrednio – stanowił raczej kogoś w rodzaju konsultanta, gdyż on mieszkał w Nowej Zelandii, a Moller wciąż pozostawała w USA.

Kariera Lorraine nabrała rozpędu. Po sukcesie w Grandma’s Marathon w 1979 r. wygrała kolejne 2 edycje tej imprezy, przesuwając rekord trasy i rekord życiowy poniżej granicy 2:30 (2:29:35). Wygrała także aż 3-krotnie ówczesne mistrzostwa świata kobiet w maratonie (Avon Women’s World Marathon Championship). Jedna z edycji mistrzostw odbyła się w Londynie i rozegrano ją na rok przed 1. edycją słynnego Maratonu Londyńskiego:

Równolegle wciąż reprezentowała swój kraj w biegach na stadionie i w 1982 r. wywalczyła 2 brązowe medale na Igrzyskach Wspólnoty Narodów na 1500 m i 3000 m. Jednak jej największe sukcesy miały dopiero nadejść.

W 1984 r. po raz pierwszy na igrzyskach olimpijskich miał odbyć się maraton kobiet. To było wielkie wydarzenie w historii biegów. Jako czołowa maratonka Moller oczywiście chciała wziąć w nim udział, jednak musiała osiągnąć minimum olimpijskie. Ostatnią szansą, by je wypełnić był dla niej maraton w Bostonie w 1984 r. Przez długi czas liderką biegu była jej rodaczka Allison Roe, jednak Moller dogoniła ją na słynnym Heartbreak Hill i objęła prowadzenie. Nie oddała go aż do mety, zdobywając olimpijski paszport i wygrywając tę prestiżową imprezę.

Na olimpijskiej ścieżce

Igrzyska w Los Angeles w wykonaniu Moller były udane. Poprawiła rekord życiowy (2:28:54) ale nie wywalczyła medalu. Jej 5. miejsce pozostawiło uczucie niedosytu. W kolejnych sezonach wygrywała duże imprezy, m. in. 3-krotnie kobiecy maraton w Osace, zdobyła też srebrny medal podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów w Edynburgu w maratonie (kilka dni po zajęciu 5. miejsca na 3000 m), jeszcze bardziej śrubując swój rekord życiowy (2:28:17), ale kolejne igrzyska olimpijskie okazały się rozczarowaniem. W Seulu Moller zajęła dopiero 33. miejsce. Wiele osób wieszczyło koniec kariery 33-letniej wówczas biegaczki.

Nowozelandka postanowiła jednak kontynuować swoją przygodę ze sportem i w sezonie 1989 odzyskała pewność siebie. Największym zastrzykiem motywacji było zwycięstwo w Osace, gdzie w bezpośrednim pojedynku pokonała mistrzynię Europy, mistrzynię świata i mistrzynię olimpijską – Portugalkę Rosę Motę. W tamtym sezonie jeszcze raz wystartowała w Japonii odnosząc kolejne maratońskie zwycięstwo, tym razem w Hokkaido Marathon w Sapporo.

Czując, że ma w sobie jeszcze siły, by rywalizować na najwyższym światowym poziomie, Moller postanowiła spróbować swoich sił w olimpijskim maratonie po raz 3. Czuła wewnętrznie, że wciąż ma jeszcze coś do osiągnięcia i to właśnie na igrzyska w Barcelonie postanowiła przygotować się jak najlepiej. W tym celu wcześniej wybrała się do Hiszpanii, by zapoznać się z lokalnymi warunkami, pogodą i poznać trasę.

Do startu na igrzyskach w Barcelonie, głównie z  powodu kontuzji, nie przystąpiło wiele czołowych zawodniczek, jak Rosa Mota, Greta Waitz, Ingrid Kristiansen, Uta Pippig czy LizMcColgan. To, oraz specyficzne przygotowania, jakie prowadziła Moller zwiększały jej szanse na sukces. I rzeczywiście, udało się jej. W wieku 37 lat zdobyła brązowy medal olimpijski, dobiegając do mety z czasem 2:33:59. Jednak, jak po latach wspominała w wywiadzie z Garym Cohenem, bezpośrednio po zawodach Nowozelandka… nie była zadowolona.

W momencie ataku, biegłam ramię w ramię z Yuko Arimori (późniejsza srebrna medalistka) i musiałam zdecydować, czy ruszam z nią, by gonić Valentinę Yegorovą, ale postanowiłam zagrać bezpiecznie i nie zrywać tempa. Yuko w końcu dogoniła Yegorovą i ścigały się aż do mety. Luka, jaka powstała wtedy była dla mnie już nie do zniwelowania, więc utrzymałam 3. miejsce do końca. Później zastanawiałam się, co by było gdybym ruszyła z Yuko, zamiast trzymać się z tyłu?

Chociaż po latach uznała ten bieg za swój największy sukces sportowy, to niedosyt sprawił, że Moller zdecydowała się kontynuować karierę przez kolejne 4 lata.  Udało jej się zakwalifikować na igrzyska w Atlancie w 1996 r., gdzie zaliczyła swój 4. w karierze olimpijski maraton. Jednak w wieku 41 lat nie była już w najwyższej formie i dobiegła na 46. pozycji z wynikiem 2:42:21. Mimo wszystko uznała, że właśnie ten start pozwolił jej poczuć, że sportowo jest spełniona.

Życie po bieganiu

Tak długa kariera sportowa nie pozostała bez wpływu na życie prywatne Lorraine. Ponownie wyszła za mąż i chciała mieć dzieci, jednak aż 4-krotnie poroniła. Lekarze twierdzili, że ze względu na eksploatację organizmu i wiek, szanse na to, iż zostanie mamą są bliskie zeru. Jak tłumaczyła w rozmowie z Garym Cohenem, Moller uznała to za… pozytywny znak.

Lekarze stwierdzili, że moje szanse na urodzenie zdrowego dziecka wynoszą ok. 0,1%. Ale wiedziałam, że moje szanse na to, że dostanę się na igrzyska i zdobędę olimpijski medal były jeszcze mniejsze. Ta świadomość pozwalała mi zachować pozytywne nastawienie i przekonanie, że w końcu mi się uda. I jestem teraz dumną mamą i mam drugą karierę.

Na przekór przewidywaniom lekarzy, Moller urodziła córkę, mając 45 lat. Od tego czasu, oprócz poświęcenia się rodzinie, zdecydowała się szerzyć filozofię treningową Arthura Lydiarda. Została jedną z założycielek Fundacji Lydiarda i do dziś można spotkać ją na niektórych biegowych wydarzeniach. W 2007 r. wydała autobiografię pt. „On the Wings of Mercury”, w której przedstawiła historię swojego życia oraz kariery sportowej. Niestety, książka nie doczekała się tłumaczenia na język polski.

Jeżeli interesuje Was, jak Lorraine Moller dochodziła do swoich sukcesów i jak wyglądał jej trening, przeczytajcie artykuł na ten temat w najnowszym wydaniu e-tygodnika Magazyn Bieganie:

Magazyn Bieganie

mm
Jakub Karasek

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Najbliższa edycja „Żyrardów w Biegu” zbliża się wielkimi krokami. Zmagania na dystansie 5 i 10 kilometrów odbędą się w dniu 30 sierpnia (niedziela). Organizator zapewni niezbędne środki bezpieczeństwa oraz zapowiada udział jednej z najlepszych polskich […]

Rywalizacja nad Zalewem Żyrardowskim już wkrótce!

Wprowadzenie do biegania treningu siły zależy od zrozumienia, jak to działa. Przedstawiamy prawdziwą encyklopedię, przegląd biegowego treningu siły od kuchni. Co, jak i dlaczego działa.

Siła w bieganiu – kompendium wiedzy

Dave Wottle kończy dziś 70 lat. Prawdopodobnie nie kojarzycie tego nazwiska. Ale jest również bardzo prawdopodobne, że widzieliście flimik z jego fenomenalnym wyczynem z 1972 r. Wyczynem, który dał mu mistrzostwo olimpijskie i wprawił cały […]

Dave Wottle – bohater jednego z najbardziej emocjonujących biegów kończy 70 lat!

Komfort, ochrona, prędkość i trakcja – te określenia butów do biegania stanowią o sile kolekcji marki ASICS na sezon jesień-zima 2020. Kultowe modele w nowej odsłonie zostały zaprezentowane w trakcie spotkania pod hasłem „Poczuj różnicę” […]

ASICS zaprezentował nową kolekcję biegową AW20’

U rekordzisty świata w biegu na 400 m Wayde’a Van Niekerka stwierdzono zakażenie koronawirusem. Reprezentant Republiki Południowej Afryki miał właśnie rozpocząć tegoroczny sezon, gdy dowiedział się o chorobie. To oznacza, że jego przerwa w starach […]

Aktualny rekordzista świata i mistrz olimpijski z COVID-19!

Pandemia koronawirusa spowodowała, że w naszym życiu zaszło wiele zmian. Nie ominęły one również środowiska biegowego, bo obostrzenia wprowadzone przez rząd zablokowały organizację zawodów. Nawet po ich zluzowaniu nie jest tak jak dawniej, a wiele […]

Czy warto bronić się przed biegami wirtualnymi?

Przeciążenie w połowie przygotowania do ważnego biegu to koszmar każdego biegacza i każdej biegaczki. Co wtedy robić, jak reagować na różne objawy bólowe?

Przeciążenia w treningu – jak reagować?

Rosnąca liczba odwołanych imprez oraz próby organizacji biegów wirtualnych sprawiła, że miałem ostatnio przerażającą senną wizję przeszłości. Przyszłości, w której bieganie miało zupełnie inny wymiar i w której stałem się jednym z tych, którzy opowiadali […]

Biegowe science-fiction, czyli kilka słów o tym, jak to się drzewiej startowało w zawodach… [Felieton]