fbpx

Starty na krótszych dystansach po maratonie? Niekoniecznie

Autor: Marcin Nagórek • 04.11.2013

Darek Strychalski na Badwater Ultramarathon - zostalo mu 100 km Fot Filip Bojko

Fot. Filip Bojko

Czy warto startować w kolejnych biegach po zaliczeniu maratonu? Trzeba zauważyć, że część biegaczy tak robi. Podobnie zresztą niektórzy biegają kilka, a nawet kilkanaście maratonów w roku, mimo że wedle powszechnie przyjętej opinii nie powinno to być więcej niż 2-3.

Zdolność ludzkiego organizmu do regeneracji jest bardzo duża i na krótką metę można znieść naprawdę wiele. Wiedzą o tym na pewno komandosi z jednostek specjalnych, których wyczerpujące sprawdziany obejmują wielodniowe marsze, biegi i przedzieranie się przez bagna, a wszystko to w zimnie lub upale, ciągłym przemoczeniu i braku snu.

W sporcie bierze się jednak pod uwagę znacznie więcej czynników niż tylko “czy dam radę”. Trening to wieloletni proces poprawiania zdolności do znoszenia wysiłku i przyspieszania regeneracji. Świadomy biegacz planuje swoją karierę nie tylko w perspektywie najbliższego startu, ale raczej co najmniej kilku sezonów biegowych. Znaczenie ma nie tylko sama forma, ale również wpływ treningu i zawodów biegowych na zdrowie, w tym częstotliwość występowania kontuzji.

Patrząc w ten sposób, można powiedzieć, że starty po maratonie nie są korzystne. Badania prowadzone na biegaczach podają co najmniej dwa powody, aby usprawiedliwić taką tezę. Po pierwsze, po biegu na dystansie 42 km 195 m występuje znaczne uszkodzenie mięśni. Po pobraniu próbki włókien widać pod mikroskopem, że wiele komórek jest w stanie totalnej destrukcji: porozrywane, z uszkodzonymi błonami i zawartością wylaną na zewnątrz. Naprawa tego rodzaju zniszczeń trwa długo, a intensywny wysiłek wywołuje w tym czasie reakcję obronną układu nerwowego. Powiększanie zniszczeń powoduje, że bieg może być z czasem identyfikowany jako zagrożenie dla organizmu. Prowadzi to do nałożenia nerwowej blokady, czyli mówiąc inaczej: przetrenowania na poziomie układu nerwowego. Jest to stan bardzo trudny do przełamania, który w kolejnych latach prowadzi do niemożności poprawy wyników.

Po drugie, i jest to bezpośrednio związane z poprzednim punktem, odkryto, że zapasy glikogenu w mięśniach nawet po tygodniowym, zupełnym odpoczynku są dalekie od pełnej odbudowy. Przypuszcza się, że ma to związek z uszkodzeniami komórek: nie będąc w pełni odbudowane, tracą zdolność do gromadzenia w sobie odpowiednich ilości glikogenu. Co ciekawe, powrót tych zdolności zajmuje mniej więcej tyle samo czasu po zupełnym bezruchu, jak i przy zastosowaniu lekkiego treningu. Chociaż więc po starcie zalecany jest pełen odpoczynek przez co najmniej dwa tygodnie, u niektórych biegaczy może sprawdzić się wychodzenie w tym czasie na krótkie, bardzo łagodne biegi. Starty i mocniejsze treningi wykonywane, gdy zapasy glikogenu w mięśniach są zubożone, powodują nasilenie tego stanu. A to, prędzej czy później, również prowadzi do przemęczenia i przetrenowania.

Oprócz wyżej wymienionych, po maratonie występują również inne rodzaje zmęczenia. Naruszona może być równowaga wodna i elektrolityczna, zmęczony i przeciążony układ nerwowy. Co więcej, po prawidłowo przeprowadzonym treningu maratońskim, na który w ostatnim okresie składają się głównie długie i ciężkie biegi, może następować obniżenie poziomu niektórych cech motorycznych, np. szybkości, siły, pogorszeniu ulega technika biegu. W interesie biegacza jest więc odpoczynek, a potem rozpoczęcie treningu od nadrobienia tych strat. Starty po maratonie z jednej strony powodują, że zburzona zostaje odpowiednia regeneracja, a z drugiej – brak jest czasu na prawidłowy, korzystny wtedy trening.

W Polsce starty po maratonie cieszą się popularnością nawet wśród wyczynowców. Warto jednak spojrzeć, jak robią to najlepsi zawodnicy świata, do których nasi biegacze, niestety, się nie zaliczają. Nawet przeciążani przez menedżerów Kenijczycy po maratonie nie startują w kolejnych zawodach, tylko najpierw odpoczywają, a następnie zaczynają kolejne przygotowania. Dotyczy to oczywiście biegaczy wysokiego poziomu, którzy mają wokół siebie wykształconych doradców: trenerów, fizjologów i fizjoterapeutów. Podobnie robi najlepszy polski biegacz, i jedyny, który w ostatnim czasie liczył się w światowym maratonie, Henryk Szost. Jak opowiada w wywiadach, po biegu maratońskim robi nawet 5-6 tygodni przerwy, żeby odpocząć fizycznie i psychicznie. Co znamienne, jego trenerem nie jest Polak, tylko Rosjanin.

Biegaczom często szkoda jest formy, którą wypracowali w czasie przygotowania do maratonu. Tym bardziej, że w tym czasie starty również niekoniecznie są wskazane. Prawidłowo trenujący maratończyk miałby więc w skali roku bardzo niewiele startów – dwa maratony i pojedyncze inne biegi, często wtedy, kiedy forma nie jest najwyższa. Dla polskich biegaczy, zarabiających na startach ulicznych, taka forma przygotowań wydaje się nie do przyjęcia. Taki jest jednak koszt bycia maratończykiem w dzisiejszych czasach, kiedy poziom biegów jest wysoki i aby liczyć się w światowej rywalizacji, trzeba biegać grubo poniżej wyniku 2:10. Trudno biegać na tym poziomie, jeśli godzi się bieganie maratonów z częstymi startami na innych dystansach.

Jeśli prześledzi się kariery tych polskich zawodników, którzy bezpośrednio po maratonie zaczynali sezon krótszych biegów, widać, że na przestrzeni kilku sezonów jest to walka z wciąż następującymi po sobie kontuzjami. Jakie z tego wnioski dla amatora? Bezpieczniej jest nie startować po maratonie i odpocząć, szczególnie jeśli poważnie myśli się o własnym zdrowiu i poprawie życiówek w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger