Wydarzenia > Relacje z biegów > Wydarzenia
Supermaraton Gór Stołowych 2015 czyli słońce w roli głównej [RELACJA]
fot. Aleksander Bednarczyk
Kolejna edycja Supermaratonu Gór Stołowych , która odbyła się 4 lipca, przeszła do historii jako bodaj najgorętsza edycja biegu. Start początkowo miał odbyć się o godzinie 9:00, został jednak przesunięty na godzinę 11:00. Oto relacja z biegu Aleksandra Bednarczyka.
Wszystko przez wzgląd na bezpieczeństwo biegaczy. Część trasy zawodów MTB, które odbywały się po czeskiej stronie granicy, pokrywała się z trasą biegu. Spotkanie rozpędzonych rowerzystów z biegaczami mogłoby się skończyć tragicznie.
Relacja Aleksandra Bendarczyka, pseudonim „Olo”:
Wolontariusze wiedzą, „ocb”
Palące słońce przypieka biegaczy czekających przy schronisku górskim Pasterka. To właśnie słońce będzie głównym bohaterem zawodów. Z jego powodu wycofało się około 200 osób. To był naprawdę trudny bieg.
Sam miałem wątpliwości, jak do biegu odbywającego się w takich warunkach podejść. Na 50 kilometrach było 5 punktów odżywczych, na których były oczywiście woda i izotoniki. Potem pojawiła się sól. Mało który biegacz po nią sięgał, a szkoda.
Ja sam postanowiłem wyposażyć się w elektrolity. Kupiłem zapas w aptece. Dzięki nim nie sięgałem po sól i uniknąłem odwodnienia. Nie daj Bóg, wpadłbym na punkt, roztargniony łyknął garść soli i nie popił wodą. Wiadomo, jak by to się skończyło… A tak miałem spokój.
Skoro jestem przy punktach odżywczych, na pochwałę zasługują wolontariusze. Mówiąc w skrócie, wiedzieli, „o co biega”. Bez pytania uzupełniali biegaczom zapasy płynów w butelkach, dzięki czemu startujący oszczędzali czas na zbędnych ceregielach i mogli korzystać z bogactwa punktów odżywczych, czyli arbuzów, żelków, rodzynek, orzeszków czy pomarańczy, które na takim biegu są najlepszym „żelem”.
fot. Aleksander Bednarczyk
Niezła beka
Słońce praży, nie ma czym oddychać. Wśród biegaczy krąży wieść, że na 28. kilometrze w Pasterce czeka na biegaczy wielka beczka pełna lodowatej wody. W końcu będzie można się schłodzić. Nie należę do wagi ultra light, więc chłodzić muszę się często. Jest kryzys. Na punkcie wylewam na siebie 3 wiadra, piję, uzupełniam zapasy wody i lecę. Napieramy przez wielką, otwartą łąkę, na której króluje słońce. Skwar nie daje o sobie zapomnieć.
Jednak wcześniejsza kąpiel pozwoliła mi uwierzyć w moc. Nie jest ze mną tak źle. No i im bliżej mety, tym chłodniej. Zaczynam nawet myśleć, że przesunięcie startu, to nie był wcale taki zły pomysł, bo gdybyśmy zaczęli o 9 w upalnym słońcu spędzilibyśmy około 6 godzin, a tak czas ten skrócił się do 4.
Zbieg do czwartego punktu odżywczego zapamiętam bardzo dobrze. Wielkie kamienie, mocarne korzenie – ten odcinek wymagał nie lada koncentracji. Łatwo było potknięcie i kontuzję, a ja bardzo chciałem ukończyć bieg. Piszczel bolał mnie jednak coraz bardziej i zaczęły łapać mnie skurcze łydek. Chwila nieuwagi, nastąpiłem zbyt mocno na jeden z kamieni i chwycił skurcz.
Na punkcie czekają fotoreporterzy, więc grymas bólu transformuję w uśmiech i dumnie wypinam pierś do zdjęć. Jeszcze chwila i raczę się do woli tym, co najlepsze na biegach ultra – colą. Zimną colą. Wlewam do bidonów i zagryzam pomarańczami.
Odżywam. Do końca zostało już tylko 14 kilometrów. Znowu zbiegi. Słaby ze mnie downhillowiec, więc większość z nich pokonuję tempem żółwia. Czekam za to na podejście do Błędnych Skał. Podbiegam dobrze, jestem całkiem silnym biegaczem i to co tracę na drodze w dół, odzyskuję na odcinkach pod górę. Na w miarę płaskich odcinkach „cisnę, ile fabryka dała”. Supermaraton Gór Stołowych to szybki bieg. Są co prawda elementy techniczne, ale jest też dużo biegania. Tam można odzyskać utracone minuty.
Trasę znałem z 2013 roku, wiedziałem, jak rozłożyć siły. Niespodzianką była jednak nowa pętelka dodana przez organizatorów. Zbieg udręka, bo morko, bo ślisko. Dopadam do punktu, na małym parkingu przed podejściem. Rozmawiam z ratownikami GOPR i bardzo miłą wolontariuszką, która polewa wodę. Okazuje się, że jest żoną jednego ze startujących.
655 schodów męki
Czas ucieka, ruszam w dalszą drogę. Zaczyna się podejście na Błędne Skały. Znowu zyskuję cenne minuty, które upłynęły podczas rozmowy. Poznaję w międzyczasie biegacza z Poznania. Mijaliśmy się na trasie, a teraz postanawiamy biec razem. Dopasowujemy tempo i lecimy razem.
Przed nami ostatni zbieg do Karłowa. Trudno mi go wspominać. Owszem, lądowanie w piasku było cudowne, ale pseudo schody dały ostro popalić. Starałem się skupić na każdym kroku, ale zmęczenie dało się we znaki. Jeden sus i wykręciłem boleśnie kostkę.
Do mety zostały 3 kilometry. Ból jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika. Wpadamy na asfalt i biegniemy jednostajnym tempem. Dobiegamy pod schody na zboczach Szczelińca Wielkiego. 655 schodów męki. Postanawiam wchodzić jak najszybciej. Trzymam się poręczy i wciągam się do góry. Na szczęście turystów na szlaku jak na lekarstwo. Na koniec łapie mnie skurcz, podnoszę za wysoko nogi. Ostatni zakręt i wpadam na metę!
Podsumowanie VI Supermaratonu Gór Stołowych:
Udało mi się zająć 47. miejsce. 50 kilometrów pokonałem w 06:40:26. Zawody w limicie 9 godzin ukończyło 380 osób. Pierwsze miejsce zajął Artur Jabłoński (4:44:53). Artur w zeszłym roku był drugi. W tym roku na drugi stopień podium wskoczył Miłosz Szcześniewski z czasem 4:58:08. Na trzecim miejscu uplasował się Robert Dudzik z czasem 5:50:23.
Wśród pań najlepsza była Białorusinka, Viola Piatrouskaya. Zeszłoroczny wynik – 5:51:59, który dał jej 3. miejsce, poprawiła o ponad 10 minut! Zawody ukończyła z czasem 05:41:22. Na drugim miejscu do mety dobiegła Natalia Tomasiak (06:03:39), a trzecia była Agnieszka Malinowska (06:18:24).
Pod względem organizacyjnym Supermaraton Gór Stołowych to bieg jakich mało. Choć nie znam światowego poziomu, bo nigdy w takich biegach nie startowałem, to przekonany jestem, że właśnie tak wygląda organizacja.
Na brawa zasługują też uczestnicy, którzy nie śmiecili na trasie. To się chwali!
Pełne wyniki Supermaratonu Gór Stołowych 2015 znajdziecie na stronie internetowej organizatora.
Zachęcamy także do słuchania naszego podcastowego cyklu „Czy tu się biega?”.