fbpx

Michael Johnson – rekordzista świata o kaczym kroku

Michael Johnson. Fot. Getty Images

Fot. Getty Images

Michael Johnson to jeden z najwybitniejszych biegaczy amerykańskich ubiegłego wieku. Karierę, niepokojoną serią kontuzji, rozpoczął – jak na sprintera – wyjątkowo późno, a technika biegu, jaką prezentował, spędzała sen z powiek naukowcom, trenerom i jego konkurentom. Swoim “kaczym krokiem” wybiegał pięciokrotnie mistrzostwo olimpijskie, dziewięć złotych medali mistrzostw świata i ustanowił sześć rekordów świata.

W wieku, w którym on stawiał pierwsze kroki na bieżni lekkoatletycznej – miał wtedy 19 lat – jego rówieśnicy zapisywali już na swoim koncie imponujące wyniki, także w najważniejszych imprezach świata. Talent Johnsona nie ujawnił się w pierwszych jego rezultatach, za to progres, jaki osiągał z roku na rok, dosłownie zwalał z nóg. Jego ścieżka kariery nie była jednak usłana różami. Z pewnością można go było nazywać pechowcem. W 1988 roku przed igrzyskami w Seulu doznał złamania zmęczeniowego kości piszczelowej. Cztery lata później, na dwa tygodnie przed zmaganiami w Barcelonie, spadło na niego fatalne zatrucie pokarmowe, wykluczające go z włączenia się do walki o finał olimpijski. Zdobył tam co prawda złoty medal w sztafecie 4 x 400 m, ale na swoje indywidualne pięć minut musiał jeszcze poczekać. Jednak odebrał to sobie z nawiązką. W 1996 roku w Atlancie został pierwszym – i jak na razie jedynym – mężczyzną, który zwyciężał zarówno na 200, jak i na 400 metrów. Został okrzyknięty najlepszym sportowcem na świecie.

Ciężary i stretching

W czym tkwił sekret jego niezwykłej formy? Do sukcesów Johnsona w znacznym stopniu przyczynił się jego szkoleniowiec, Clyde Hart – wybitny trener sprinterów i płotkarzy. W programie treningowym, jaki aplikował swojemu zawodnikowi, stawiał na siłę i rozciągnięcie. Michael Johnson odwiedzał siłownię trzy razy w tygodniu, dwa razy wykonując ćwiczenia na nogi, raz na obręcz barkową. Intensywnie ćwiczył także brzuch (rozbudowane schematy jednostek treningowych Johnsona można poznać tutaj). Hart twierdził, że Johnsonowi nie brakuje niczego: ma w sobie dobre geny, ogromne zaangażowanie i wielką pasję do biegania. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Michael dojeżdżał na treningi z trenerem aż 150 kilometrów.

Seryjny zwycięzca

Barierę 44 sekund na 400 metrów złamał aż dwadzieścia dwa razy. To wynik, do którego zawodnikom na całym świecie wprost trudno się porównywać. Jego rekord świata na 200 metrów został pobity przez Usaina Bolta dopiero po 12 latach, a rekord na 400 metrów (z 1999 r.) pozostaje nietknięty aż do dzisiaj! Johnson ma na swoim koncie także najlepszy wynik na świecie na nietypowym dystansie 300 metrów, ustanowiony w 2000 roku w RPA.

Kaczka, nie biegacz

Osiągnięcia Johnsona są imponujące nie tylko ze względu na ich porażającą liczbę, lecz także ze względu na przedziwną technikę biegu, jaką prezentował zawodnik. Mówiono, że Johnson „biegnie jak statua, a nie jak sprinter” i że „wygląda jak kaczka”. Zwracały uwagę jego krótki krok, mało obszerna praca ramion, nisko unoszone kolana i wyprostowany, a nawet nieco wygięty do tyłu tułów. Specyficzny sposób biegania łączył Johnsona z innym wybitnym zawodnikiem, Jesse Owensem, co zauważyła nawet żona tego drugiego. Johnson został poddany badaniu analizy biomechanicznej, z której wynikło, że w stosunku do założeń trenera Harta, Johnson stawia zbyt krótkie kroki. Jak widać ani dziwna technika, ani nierówna długość stóp (jeden but miał w rozmiarze 10,5, drugi 11) nie przeszkodziły mu to w dojściu do niesamowitych wyników.

Jako dziecko Johnson był wyśmiewany za śmieszny sposób biegania; gdy był dorosły, dziennikarze porównywali go do biegającej kaczki. Co na to sam zainteresowany? „Dla mnie też to było całkiem śmieszne, bo wygrywałem!”. Czy to znaczy, że technika biegu Johnsona, uznawana przez szerokie audytorium za nieprawidłową, była elementem lekceważonym przez niego i jego trenera? Z całą pewnością nie. Wygląda na to, że Johnson zwyczajnie znalazł złoty środek pomiędzy bieganiem ładnym a efektywnym – wykorzystał swoje naturalne predyspozycje i biegał najlepiej jak było to możliwe.

Następca Johnsona

Co ciekawe, Johnson twierdzi, że Usain Bolt jest w stanie wymazać wszystkie jego rekordy, jeśli tylko… poprawi swoją technikę biegu. Według niego Bolt zbytnio buja się na boki podczas pokonywania dystansu. Uważa także, że Jamajczyk niepotrzebnie bawi się w robienie show przed startem i że spokojne skupienie zaprowadziłoby go do lepszych wyników.

Nie ma noty za styl

Michael Johnson, obecnie 47-letni trener biegania i komentator sportowy, wydał książkę o znamiennym tytule „Slaying the dragon: How to turn your small steps to great feats” („Jak przekuć te małe kroczki w wielkie wyczyny”). Warto zauważyć, że wielu wybitnych biegaczy ma takie swoje „małe kroczki”, które wielu obserwatorów upatruje jako wady. Paula Radcliffe w charakterystyczny sposób kiwa głową, Haile Gebrselassie kręci kółka jedną ręką… Limo Kiprop, tegoroczny zwycięzca 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego, lądując, wyraźnie odkręca lewą stopę na zewnątrz. Na szczęście, jak to mawiał Emil Zatopek, okrzyknięty niegdyś najbrzydziej biegającym biegaczem:

Bieganie to nie gimnastyka ani łyżwiarstwo figurowe. Nie trzeba podobać się sędziom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger