fbpx

Zdrowie i motywacja > Ciało biegacza > Czytelnia > Felietony > Zdrowie i motywacja

Bieganie po COVIDzie – historia pojedynczego przypadku

COVID-19 już od roku jest dominującym tematem w mediach i naszym życiu. Wraz z rosnącą liczbą przypadków, pojawia się coraz więcej biegaczy, którzy przeszli chorobę. Koronawirus trafił się także w naszej redakcji – nieco ponad 3 miesiące temu zasiliłem statystyki “ozdrowieńców”. Jak zatem biega mi się po COVIDzie?

fot: istock.com

Oficjalna liczba przypadków COVID-19 w Polsce zbliża się już do 2 milionów. Nieoficjalnie prawdopodobnie ta wartość została już dawno przekroczona. Jak wiadomo jednym z organów, jaki atakuje koronawirus są płuca – kluczowe z perspektywy biegacza. Nic zatem dziwnego, że wiele osób pasjonujących się bieganiem obawia się zakażenia w trosce nie tylko o zdrowie, ale także swoją formę.

Jedną z charakterystycznych cech COVID-19 jest to, że choroba może mieć bardzo różny przebieg – od bezobjawowego aż po bardzo ciężki, zagrażający życiu. Badania nad samym koronawirusem i stanem zdrowia ozdrowieńców cały czas się toczą, trudno zatem wyciągnąć obiektywne wnioski o wpływie choroby na organizm. Ponieważ jednak w rozmowach z biegaczami temat ten pojawia się często, postanowiłem podzielić się z zainteresowanymi swoimi doświadczeniami na temat biegania po COVIDzie.

Tło wydarzeń

Na samym początku przedstawię krótki zarys moich biegowych dokonań z ostatnich miesięcy. W roku 2020 biegałem zdecydowanie mniej niż w ostatnich sezonach i miała na to wpływ nie tylko pandemia i odwołane imprezy, ale także pojawienie się na świecie mojej córki. Jednak udawało mi się w miarę regularnie wychodzić na różne przebieżki. Tygodniowe objętości wahały się w tych miesiącach od ok. 20-30 do 70-80 km. Tempa, z jakimi biegałem (w zależności od rodzaju treningu) mieściły się w przedziałach od ok. 2:20-2:30/km (przebieżki) do ok. 4:30-5:00/km (rozbiegania – zdecydowana większość pokonywanych dystansów). Nie mogłem jednak powiedzieć, że byłem w formie – raczej starałem się podtrzymać w miarę systematyczną aktywność.

W październiku przez nawał pracy trenowałem jeszcze mniej, a listopad okazał się miesiącem niemal zupełnie bez biegania. Tym razem na drodze stanęło zdrowie – okazało się bowiem, że i mnie dopadł słynny koronawirus SARS-CoV-2.

W moim przypadku COVID-19 nie miał ciężkiego przebiegu, chociaż przez ok. 2-3 dni bolało mnie dosłownie całe ciało i łapałem mocną zadyszkę nawet podczas zwykłego chodzenia po domu. Pod względem oddechowym czułem się wówczas mniej więcej tak, jakbym własnie kończył bieg tempowy – niby jeszcze nie sapię jak parowóz, ale swobody w oddechu też brakowało. Utrata węchu i smaku akurat na samo bieganie wpływu nie miała, ale również okazała się dość… zaskakującym doświadczeniem.

Biegowy powrót

Po oficjalnym dołączeniu do grona ozdrowieńców wraz z zakończeniem kwarantanny z końcem listopada, zacząłem myśleć o powrocie do biegania. Z różnych względów jeszcze przez pierwsze 2 tygodnie grudnia odpuściłem aktywność, by w końcu pewnego pięknego wieczora wybrać się na pierwszą pocovidową przebieżkę.

Prawdę mówiąc nie nastawiałem się w żaden sposób na ten bieg. Wiedziałem, że jestem po dłuższej przerwie, więc założyłem, że na pierwszy raz po prostu spokojnie pobiegam przez ok. 20-30 minut. Zakładałem że dam sobie 2-3 tygodnie na stopniowe wprowadzenie się w trening. Nie miałem żadnej presji czasu, żadnych zawodów w perspektywie, więc mogłem sobie pozwolić na luźne, spokojne i przyjemne bieganie. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Pierwszy trening po COVIDzie zakończyłem po niecałych 8 minutach, myśląc, że wypluję płuca. Już po kilkuset metrach w tempie ok. 5 min/km sapałem jak lokomotywa. Będąc przekonanym, że to tylko chwilowe trudy, starałem się kontynuować bieg, ale po przebiegnięciu niespełna 2 kilometrów byłem już ugotowany. Przeszedłem do marszu i na tarczy wróciłem do domu.

Kolejne tygodnie

Oczywiście opisana wyżej słabość mogła wynikać po prostu z kiepskiego dnia, który może zdarzyć się każdemu. Zresztą, powroty do biegania po przerwie nigdy nie są łatwe. Jednak kolejne przebieżki nie wyglądały wcale dużo lepiej. Scenariusz był podobny: szybka zadyszka, zawroty głowy, próba walki ze sobą i ostatecznie powrót do domu z uczuciem, jakbym strzelił sobie porządne interwały.

Szukając ratunku, zacząłem biegać zdecydowanie wolniej. Nie jestem w stanie określić, jakie było to tempo, ponieważ doszło do tego, że na bieganie specjalnie zdejmowałem zegarek lub nie uruchamiałem stopera i sprawdzałem jedynie łączny czas trwania “treningu”. Nie chciałem bowiem dobijać się, porównując samopoczucie i prędkość, do tego, co znałem w swoim przypadku z poprzednich lat. Ostatecznie, jako osoba lubiąca rywalizację i biegająca głównie dla poprawiania swoich wyników, zawsze byłem żywo zainteresowany liczbami. Tym razem musiałem o nich na jakiś czas zapomnieć.

Ponieważ biegowo byłem słaby, jak dziecko, skupiłem się na małych kroczkach. Za którymś razem udało mi się biec bez przerw przez ponad 15 minut. Po kilku kolejnych treningach doszedłem do 25 minut biegania, by w końcu przebiec nieco ponad 5 km w pół godziny. To był mały krok dla ludzkości, ale wielki dla człowieka.

Standardowo ok. 30 minut lub 5-6 km byłoby pierwszą jednostką, jaką wykonałbym po kilku tygodniach przerwy od biegania. Tym razem nawet do tego stanu musiałem dochodzić stopniowo. Tempo nie wyglądało imponująco, ale odkąd udało mi się biec przez pół godziny, zacząłem na kolejnych treningach czuć się nieco lepiej. Z czasem coraz bardziej zbliżałem się do tego biegania, które pamiętałem sprzed kilku miesięcy.

Powrót do (względnej) normalności

Pierwszy trening, po którym naprawdę byłem zadowolony i czułem, że wreszcie było OK, zaliczyłem w lutym, czyli ponad 2 miesiące po wyzdrowieniu. Być może, gdybym zaczął biegać od razu z końcem kwarantanny i robił to codziennie, przełom nastąpiłby szybciej. Na kolejnych jednostkach bywało różnie, ale zarówno pokonywane przebiegi, jak i średnio tempo zaczęły się wyraźnie poprawiać. Roboczo założyłem sobie, że właśnie w lutym wróciłem do względnej normalności pod kątem mojej podstawowej formy biegowej.

Niewątpliwie jednak, w moim przypadku, przejście COVID-19 spowodowało spory spadek formy na kilka tygodni. Powrót okazał się trudny i wymagał sporego samozaparcia, by nie uznać, że do biegania to ja już się nie nadaję. Chociaż pod tym kątem czekają mnie jeszcze konsultacje lekarskie. Jako że przeszedłem COVID-19, mam do wykonania dodatkowe badania. Niestety, ze względu na to, że trwa pandemia owego COVID-19, tych akurat badań się nie wykonuje. Taki typowy paradoks ostatnich miesięcy…

Badania krwi
Badania krwi

Wnioski?

Czy na podstawie mojego przypadku mogę stwierdzić, że COVID-19 wpływa na spadek formy u biegaczy? Nie, ponieważ mamy do czynienia z jednostkowym przykładem. Oczywiście przejrzałem fora internetowe i rozmawiałem z biegaczami, także takimi, którzy mają chorobę za sobą. I problem polega na tym, że… nie ma praktycznie żadnych prawidłowości.

Z doświadczeń, z jakimi miałem styczność wynika bowiem, że niektórzy biegacze już w pierwszych dniach po kwarantannie wychodzą na trening i czują się dokładnie tak samo, jak przed chorobą. Z drugiej strony, są takie osoby, które miesiącami próbują wrócić do regularnej aktywności i wciąż nie są w stanie zbliżyć się do poziomu, jaki prezentowali wcześniej… I naprawdę trudno znaleźć tu jakiekolwiek punkty wspólne.

Wygląda na to, że, podobnie, jak sam przebieg choroby, sprawa wpływu COVID-19 na naszą formę sportową jest mocno zindywidualizowana. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jak najmniej osób będzie miało okazję przekonać się, jak to wygląda w ich przypadku.

mm
Jakub Karasek

Podoba ci się ten artykuł?

4.3 / 5. 9

Przeczytaj też

Śniadanie mistrzów? Oczywiście bułeczki z dżemem lub miodem. Najlepiej, jeśli są jeszcze ciepłe i chrupiące. A gdyby tak zrobić je samodzielnie w domu? Za chwilę przekonasz się, że to wcale nie jest takie trudne. Co […]

Kuchnia biegacza: domowe bułeczki z konfiturą [PRZEPIS]

Nowe buty do biegania z karbonowymi płytkami zmieniły oblicze biegów ulicznych. Mimo wprowadzenia limitów grubości podeszwy producenci nadal przedstawiają coraz lepsze modele, dopracowując detale nowych technologii. adidas przedstawił właśnie swój najnowszy karbonowy but – adizero […]

Dziś premiera adidas adizero adios Pro 2! Rozmawialiśmy o nich z rekordzistką świata, Peres Jepchirchir!

MLIGA CROSS RUN nie bez powodu zyskała uznanie wśród fanów biegania. Także tych najmłodszych. Tym razem edycja biegów zawita 26 czerwca do Mińska Mazowieckiego, a dokładniej w lasy otulające Mińsk od południa. To, co łączy […]

MLIGA CROSS RUN wystartuje w Mińsku Mazowieckim!

Dziarski 73-latek Gene Dykes nie zwalnia tempa. I to dosłownie. W ostatni weekend pokonał 50 km w czasie 3:56:43, poprawiając rekord świata w swojej kategorii wiekowej o 19 minut. Już sam fakt, że osoba w […]

Ma 73 lata i właśnie przebiegł 50 km w tempie 4:44/km

To, że robienie ćwiczeń siłowych pomaga osiągać lepsze wyniki w bieganiu, trenerzy odkryli już chyba w czasach, kiedy zawodnicy startowali jeszcze w togach podczas starożytnych igrzysk. Obecnie naukowcy tylko to potwierdzają. Co więcej, okazuje się, […]

Szykujesz się do maratonu? Ćwicz!

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca spożycie 5 porcji warzyw i owoców dziennie, przy czym ich łączna objętość powinna wynosić przynajmniej 400 g. Rodzime zalecenia Instytutu Żywności i Żywienia mówią nawet o łącznie 7 porcjach warzyw […]

Jedna na porcja, czyli ile? Zaglądamy do warzywno-owocowej miski biegacza

Holenderka Sifan Hassan bije rekord świata kobiet na dystansie 10 000 metrów. Czas 29:06,82 to marzenie wielu męskich biegaczy. Jak szybko mogą jeszcze pobiec kobiety i skąd ten wynik?

Rekord świata Holenderki na 10 000 metrów. Biega szybciej niż mężczyźni.

Cybex Zeno

RE-WO-LU-CJA! To pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl, kiedy zobaczyłem wózek do biegania Cybex Zeno. Zaraz za tym nadeszła refleksja, że to nie ma prawa się udać. Czy po testach zmieniłem zdanie? Bieganie z […]

Cybex Zeno – bieganie z wózkiem zdefiniowane na nowo!